Bert Clendennen

Bert Clendennen

sobota, 11 czerwca 2011

A9- luźne rozważania na temat współczesnego chrześcijaństwa

Diabeł zawsze twierdził, że moc daje prawo i że żadna władza nie może stanąć między człowiekiem, a jego wolą. Instynkty zwierzęce i zaspokojenie pragnień są uznawane za jedyne usprawiedliwienie, by człowiek brał to, co chce. Widzicie to na ulicach. Widzicie to w kościołach. Widzicie to wszędzie. Drogą szatana do tronów i panowania jest domaganie się uznania dla „siebie” dla samorealizacji. Z tego ducha narodziła się ewangelia sukcesu. Bóg staje się stopniem do samorealizacji. Bóg staje się drabiną, po której człowiek się wspina i spełnia swoje egoistyczne pragnienia. To jest droga szatana.

Kiedy słyszycie kazanie, a w nim zamiast ostrzegać ludzi, by uciekali przed przyszłym gniewem, odwołują się do grzesznika, mówiąc mu, że Bóg chce go uczynić szczęśliwym i dać mu dobre rzeczy w życiu, to jest droga ciała. Jest to droga diabelska. Jest to droga egoizmu, a obecnie jest tego dużo w kościele. Kiedy to zobaczycie, wiedzcie, że to nie jest z Ducha Świętego, ale od szatana. Bożą drogą jest złożenie „siebie” na ołtarzu ofiarnym. Bożą drogą jest Golgota. Człowiek nie chce drogi krzyża.

„Szkoła Chrystusa”
str. 556

W naszych czasach pełnych niewierności trzeba mieć odwagę by być wiernym, by chodzić z Bogiem, by mówić o tym, co właściwe. Nic nie wymaga większej odwagi od jednostki niż prowadzenie świętego życia pośród tego przewrotnego i krnąbrnego pokolenia. Jest to czas, w którym uwaga wszystkich zwrócona jest na chrześcijan. Istnieje pokusa, by wtopić się w otoczenie. Słabość kościoła widać po jego niezdolności do przeciwstawienia się. Gdy świat stawia wyzwanie temu w co wierzą, rezygnują ze swych przekonań, by uniknąć czołowego zderzenia ze światem. Pierwsi chrześcijanie nigdy nie martwili się o to, co świat o nich pomyśli. Mieli poselstwo i je zwiastowali. Nie miało znaczenia, czy opinia publiczna była po ich stronie czy nie. Wiedzieli, że mają rację i ta pewność dawała im odwagę by trwać. Nigdy nie stawiali Jezusa w pozycji współzawodnictwa z innymi bogami. Zeszli z sali na górze oznajmiając wszystkim innym religiom, że „nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dzieje Apostolskie 4:12). Nie współzawodniczyli z nikim. Po prostu mówili tym, którzy chcieli słuchać: „taka jest droga, albo nią pójdziesz, albo będziesz potępiony”. Nie ważne, czy świat nazwał ich bigotami, wiedzieli, że to, w co wierzyli jest słuszne i dla tego poselstwa oddali swoje życie.



Pierwsi chrześcijanie poprzez swoje życie i czyny byli uosobieniem wiary. Zamienili pręgierze w kazalnice, więzienia w kościoły i walczyli z bestią z Efezu. Byli bici, torturowani, wywlekani z domów, a jednak zwiastowali ewangelię, która zachwiała posadami imperium. Brak odwagi w tym pokoleniu jest smutnym komentarzem do naszych czasów. Żyjemy w wieku ugody. Przeszliśmy przez to, co nazywano „Ruchem dla Jezusa”; była to młodzież, która twierdziła, iż walczy z konformizmem społeczeństwa, choć każdy jeden z nich był wierną kopią innego. Mówili w taki sam sposób, ubierali się tak samo i biegli z tym samym tłumem.

„Szkoła Chrystusa”
str.340

Wolałbym umrzeć, niż żyć w taki sposób. Lepiej jest żyć tylko jeden rok jako wolny człowiek, niż tysiąc lat będąc zabarykadowanym, ukrywającym się przed diabłem przez całe życie, ściganym przez strach. Ci, którzy są zbyt słabi by żyć zgodnie z tym, w co wierzą, są nieudacznikami niedostosowany mi do życia. Ciężko się do tego przyznać, lecz w kościele widzimy więcej strachu, niż gdziekolwiek indziej. Ludzie chodzą do kościoła, mówią o tym, jak cudowny jest Jezus, a potem idą do pracy i boją się nawet wspomnieć Jego Imienia. Świat dmucha nam w twarz oparami piwa, zmuszając do wysłuchiwania brudnych dowcipów, a my próbujemy ukryć to, co Bóg dla nas uczynił. Jesteśmy uczniami Pana, musimy powstać, obwieścić kim jesteśmy. Powiedz im: „Jestem chrześcijaninem, należę do Boga”. To wymaga więcej odwagi, niż uderzenie kogoś pięścią. Jezus powiedział: „jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi”(Mateusza 5:39). To wymaga więcej odwagi, niż oddanie ciosu. Człowiek, który boi się żyć zgodnie z tym, w co wierzy, jest niedostosowany. Bóg oczekuje jakości, nie ilości. Faktem jest to, że czym bardziej zbliżamy się do Golgoty, tym mniej ludzi tam widzimy. Kiedy Jezus łamał chleb i karmił tłumy na wzgórzach Galilei, tysiące ludzi oglądało religijne przedstawienie, kiedy jednak zbliżył się do Golgoty i powiedział do ludzi: „jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie” (Jana 6:53), opuszczali go całymi tłumami.
Sens tego co powiedzieli był następujący: „Nie przyszliśmy tutaj, by słuchać takich rzeczy. Nie jesteśmy tu po to, byś nam mówił że musimy cierpieć. Przyszliśmy po to, by oglądać cuda”. Zostawili Go i odeszli. Ruch Zielonoświątkowy nie powstał dzięki całostronicowej reklamie w Jerusalem Post; trzystu stacjom telewizyjnym. Powstał w wyniku Bożego działania w sercach dwunastu ludzi.

„Szkoła Chrystusa”
str. 341

Wchodząc do świątyni Izraelita musiał przejść obok ołtarza. Daje się zauważyć ogrom powierzchni w porównaniu ze świątynią, a szczególnie przybytkiem wewnętrznym. Świątynia czy dom ma istotną wartość. Ważne jest to, że w niej jest wszystko. Obszar naokoło, który ją uświęca, jest rozległy i istnieje szeroka przestrzeń pomiędzy domem Bożym i światem za nim. Niech to do was przemówi na swój sposób! Po prostu ten świat nie powinien być zbyt blisko i dom Boży nie powinien być blisko świata w złym sensie.

Żyjemy w czasie, kiedy niektórzy ludzie myślą, że czym większa przestrzeń dzieląca, tym mniejszy będą mieli wpływ. Uważają, że czym bliżej będziecie świata i czym więcej świata wprowadzicie do kościoła, tym większy będziecie mieli wpływ na świat. Jest to zasada zupełnie sprzeczna ze słowem Bożym. Pan Jezus jest ucieleśnieniem i uosobieniem domu Bożego i kiedy On chodził po tym świecie, była wielka odległość między Nim, a światem. Nikt nie mógł przekroczyć tej odległości, jeżeli nie narodził się na nowo. Jezus chodził z Bogiem na ziemi tak, jak w Niebie i On jest obrazem kościoła Bożego. Ta sama zasada dotyczy kościoła.

„Szkoła Chrystusa”
str. 594

W dniu zesłania Ducha Świętego Bóg dał dziedzictwo młodemu kościołowi. Wyraźnie jest napisane, że Duch Święty jest zadatkiem naszego dziedzictwa. Otrzymawszy dziedzictwo, ten młody kościół opuścił górną izbę i wstrząsnął światem dla Boga. Jednak w ciągu krótkich 30 lat zredukował się do formy bez mocy. Wydał swoje dziedzictwo na cielesne życie, na zabawy i sztuczki religijne. Kiedy ten młody kościół się obudził, był głód, nie chleba ani wody, ale Słowa Bożego i obecności Bożej. Zaczął cierpieć niedostatek. Co zrobił? Zamiast wrócić do ołtarza i być ponownie napełnionym Duchem Świętym, zapukał do drzwi świata i prosił o pomoc. Świat zgodził się karmić kościół za pewną cenę. Ceną tą było, „Będę cię karmił, ale najpierw ty musisz karmić moje świnie”. Postawcie to w żydowskim kontekście, w którym była pisana Biblia. Świnie były zabronione. Żydzi nie jedzą wieprzowiny. Oni nie zadają się ze świniami. To jest wbrew ich wierze. Świat powiedział do marnotrawnego kościoła, „Jeżeli pozwolicie waszym kobietom ubierać się tak, jak nasze, chodzić tam, gdzie my i nie będziecie tacy rygorystyczni, abyśmy czuli się wygodnie w waszym kościele, pomożemy wam”. My nie potrzebujemy ich pomocy. Potrzebujemy wrócić do pięćdziesiątnicy, odbudować ołtarz i uchwycić się Boga. Uchwyć się Boga, aż poznasz zmysł Boży.

„Szkoła Chrystusa”
str. 570

Każda społeczność chrześcijan, która odrzuca działanie Ducha Świętego, nie może mieć nic więcej, tylko religię własnych wysiłków, pomimo wielkiej gorliwości dla zdrowej doktryny. Gorliwość według litery ma jedną naturę i może dla chrześcijan dokonać tego, co dla starożytnych Żydów. W tamtych czasach powstali przez to uczeni w piśmie, faryzeusze i hipokryci, którzy wprowadzili herezje, schizmy, papieży, figury i klątwy. To wszystko powstało przez chrześcijaństwo według litery, bez Ducha Świętego, „lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę” (Jan 16:13). Nie możesz być napełniony Duchem Świętym, prowadzonym przez Ducha Świętego i być w błędzie. To jest niemożliwe. Ewangelia według litery stworzyła uczonych w piśmie, faryzeuszy, papieży i herezje. Tak samo jest w kościołach protestanckich, tylko pod inną nazwą. Puste bałwochwalstwo z przeszłości ujawnia się w innych rzeczach, niż krucyfiksy i odpusty. Figury z drewna i gliny są zamienione na figury z doktryn. Łaska, uczynki, przypisane grzechy, przypisana sprawiedliwość i wybranie znajdą swoich zwolenników, dzieląc ciało Chrystusa w obronie opinii. Prawda jest osobą, a te rzeczy są aspektami tej osoby.

Ja jestem zwolennikiem zdrowej nauki, ponieważ taka jest Biblia. Jednak to nie może być samo dla siebie. Tak jest w religii litery. Tak zwany fundamentalizm jest stanowiskiem, który uważają za prawdę, chociaż ta prawda nie jest żywa ani manifestowana. Zaślepienie jest tak wielkie, że brat walczy przeciw bratu. Jezus przyrównuje taką religię uczonych faryzeuszy do grobów pobielanych. Na zewnątrz wyglądają ładnie, ale wewnątrz są pełne trupich kości. Jak może religia tak poważna w swoich ograniczeniach, tak zewnętrznie piękna, być posądzona o hipokryzję? Jak to może być? My, zielonoświątkowcy, [ a także inne denominacje] jesteśmy podobni do Izraela i próbujemy usprawiedliwiać się tym, co było. Kiedy Izrael bał się sądu, wołał, „Świątynia, świątynia”.  Bóg powiedział, „Popatrzcie na Sylo, a zobaczycie, co myślę o świątyni, kiedy nie ma tam życia”. Jak to mogło się stać? Tak się stało, gdyż była to religia własnego „Ja”. Kiedykolwiek „Ja” ma władzę i pilnuje swoich interesów, nawet w obronie zdrowej nauki, jest to ciągle tej sam faryzeusz, z którym Jezus rozprawił się tak surowo. Powód tej surowości jest taki, że „Ja” jest korzeniem grzechu. „Ja” jest stworzeniem odpadłym od Boga. jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest jego” (Rzym. 8:9). Czyż to nie jest jasne? Jednak popularne chrześcijaństwo daje tym słowom luźną konstrukcję. Dlatego znajdujemy przywódców religijnych, którzy mają doktrynę czystą jak kryształ, ale których duch jest zimny i twardy. Mogą głosić kazanie o miłości, a być zupełnie inni. Wielu chrześcijan uważnie przestrzega pewnych okresów, miejsc i rytuałów, ale kiedy skończy się nabożeństwo, są podobni do tych, którzy nie wyznają żadnej religii. W ich sposobie życie nie można odróżnić ich od wstrętnych grzeszników, o potem znowu przyjdą, by śpiewać i modlić się.

„Szkoła Chrystusa”
str.542

W dzisiejszej religii bardzo wyraźnie widać tego ducha. Większość przypadków zbierania pieniędzy jest próbą zmuszenia Boga do poparcia tego, czym wcale nie jest zainteresowany. Ismael zaczyna budować religijną wieżę Babilonu, a potem chce, aby Bóg go wspomógł. Pieniądze są powodem większości apelów kierowanych każdego miesiąca do twojego domu. Są to współczesne wieże Babilonu, budowane po to, by ewangelista uczynił sobie imię, próbując skłonić Boga do poparcia tego.

Kościół powinien być narzędziem, poprzez które wyrażany jest Chrystus. Jeśli Jezus będzie widoczny, grzesznicy będą zbawiani. To jest klucz. Na dzisiejszych zebraniach religijnych z trudnością można zobaczyć Jezusa. Zamiast tego, mamy pokaz religijnej cielesności. Ludzie przychodzą na te spotkania z tych samych powodów, dla których idą oglądać świeckie gwiazdy. Zamiast Chrystusa, kościół stworzył ważne osobistości religijne, a rezultat tego jest naprawdę zatrważający. Staliśmy się najbardziej dekadenckim społeczeństwem na ziemi, żyjąc w czasie największego religijnego ożywienia, które nigdy nie dotarło do Ameryki. Bóg wybrał post, aby złamać jarzmo cielesnej natury i uwolnić duchowego człowieka.

„Szkoła Chrystusa”
str. 323

„Nie czyńcie starania o ciało” (Rzymian 13:14), to Boże ultimatum dla kościoła chrześcijańskiego. Pod żadnym pozorem nie wolno nam ulegać ciału. Nie ważne jak utalentowane, jak rekomendowane, jak sławne, jak silne, żadne ciało nie może być obiektem podziwu w Jego oczach. „Czy aż tak nierozumni jesteście? Rozpoczęliście w duchu, a teraz na ciele kończycie?” (Galacjan 33). Szatan jest grabieżcą. On wie, że każda próba wykonania duchowego dzieła przez ciało jest obrzydliwością dla Boga. Dlatego też on. Szatan, używa wszelkich możliwych środków by narzucić tę naturę prawdziwemu kościołowi Bożemu. Jego dwa główne plany by tego dokonać to: 1. Zaangażować kościół w przedsięwzięcia, którymi Bóg nie jest zainteresowany. 2. Podsunąć kościołowi pomysł, że prawdziwe dzieło Boże można wykonywać środkami cielesnymi. Spójrzcie na pierwszy plan. Sukces szatana jest przytłaczający . Jakieś osiemdziesiąt pięć procent religijnych przedsięwzięć to „egoistyczne podróże” zainspirowane duchem Babilonu. Mówią: uczyńmy sobie imię (1 Mojżeszowa 11:4)

„Szkoła Chrystusa”
str. 325

W swym pragnieniu by być pierwszym, znanym i podziwianym, mężowie Boży rozpoczynali przedsięwzięcia w Bożym Imieniu; aby jednak za nie zapłacić, musieli wystawić siebie na sprzedaż. Wymyślają najbardziej dziwaczne chwyty, metody i słowa by zainspirować dawcę. W jednym liście napisane było: „Bóg mi powiedział, że jeśli milion osób przekaże mi po 240 dolarów. On da mi lekarstwo na raka". Z tego listu wynikało, że Boga można kupić lub przekupić. Poza tym, Bóg już dał nam lekarstwo na raka w Panu Jezusie,.....Jego sińce uleczyły was" (1 Piotra 2:24). Jeśli kościół rozstrzygnie tę walkę ciała i Ducha, jeśli kościół tylko wróci do swego duchowego miejsca, będzie ono działać. Ludziom, którzy zechcą łożyć na budowę tych religijnych imperiów składa się najbardziej dziwaczne obietnice cudów i powodzenia finansowego. Można by pomyśleć, że gdy powodzenie nie nadeszło i cuda się nie wydarzyły, biedna dusza uzmysłowi sobie, iż Bóg wcale nie przemawiał. Prawda jest taka, że ciało zawsze odwołuje się do ciała i zawsze lubiło hazard. Tak więc biedna dusza znów ma nadzieję wbrew nadziei i znów daje. Ta sama chciwość, która powoduje, iż ludzie wydają sto dolarów w nadziei zyskania tysiąca, popycha ludzi do wrzucania monet do maszyn w Las Vegas. Te metody, wymyślone przez człowieka a zainspirowane przez szatana, mają skłonić Boga do zaakceptowania planu, którym nigdy nie był zainteresowany.

„Szkoła Chrystusa”
str. 326

Plaga niemoralności, która stalą się przekleństwem kościoła i obiektem szyderstwa światowych mediów jest bezpośrednim rezultatem wtargnięcia ciała. To ciało, ta stara natura o której mówimy jest ciałem szatana. On nie może ujawnić się bez ciała, wiec kiedy nie oddajemy naszych członków szatanowi na oręż nieprawości, odcinamy się od niego i walka jest rozstrzygnięta. Ludzie, którzy odnieśli sukces w swoich cielesnych przedsięwzięciach religijnych i postrzegani są przez cielesny kościół jako bohaterzy, łudzą się, iż zostali zwolnienie z przestrzegania Bożych praw moralnych. Wynikiem tego jest powtórzenie klęski Koryntian; grzech w kościele, którego nie ma nawet między poganami.

Pewnego razu wezwano mnie, by modlić się o starszego kaznodzieję, mającego ponad 80 lat. Głosił kazania przez ponad sześćdziesiąt lat i był napełniony Duchem Świętym. Teraz wydawało się, że kaznodzieja umiera. Nigdy nie widziałem takiego strachu. Nigdy nie widziałem takiego przerażenia w oczach ludzi, którzy wierzyli że umierają. Po zakończeniu modlitwy wróciłem do kościoła, poszedłem do swojego biura i zamknąłem drzwi. Musiałem otrzymać odpowiedź. Ukląkłem i powiedziałem Bogu: „Dlaczego ktoś, kto był napełniony Duchem Świętym i głosił przez ponad 60 lat miałby bać się śmierci?” Nie minęła jedna sekunda zanim przyszła odpowiedź. Bóg rzekł: „Nie wykonał tego, co mu kazałem, a teraz ma się za Mną spotkać”. Możesz mieć tysiące ludzi, lecz jeżeli ten kościół jest cielesny, jest przeklęty przez Boga, a ty razem z nim.

„Szkoła Chrystusa”
str. 327

Król Herod siedząc w swoim wykładanym złotem rydwanie, słuchając tego dzikiego człowieka z pustyni [Jana Chrzciciela] zadał pytanie – „A co z królem?” Jan załadował swój karabin maszynowy ewangelii siódmym przykazaniem i skierował go na Heroda. „Nie wolno ci mieć żony brata swego" (Marka 6:18). To kosztowało go życie. Bycie uczniem wymaga odwagi. Uczeń musi być gotowy by dać odpowiedź, a tą odpowiedzią musi być Słowo Boże.

Wraz z rozprzestrzenianiem się chrześcijaństwa, kościół stawał się coraz bardziej świecki. Świadomość kosztowności łaski Bożej zmalała i w końcu została utracona. Świat został schrystianizowany i łaska stała się dobrem powszechnym. Kiedy nadeszła Reformacja, Bóg wzbudził Marcina Lutra aby przywrócić ewangelię czystej łaski. Był zakonnikiem, znalazł się w Bożym planie. Bóg musiał go uczyć. Był częścią systemu. Zostawił wszystko, by iść za Chrystusem, lecz Bóg rozwiał jego nadzieje. Pokazał Lutrowi, że naśladowanie Chrystusa nie jest dokonaniem lub zasługą niewielu, lecz boskim nakazem dla wszystkich chrześcijan bez wyjątku. Bóg nakazał, aby każdy mężczyzna i każda niewiasta zrodzeni z Boga naśladowali Chrystusa. Dla Lutra próba ucieczki przed światem okazała się być subtelną formą miłości świata. Będąc w zakonie odkrył, że życie klasztorne było samym światem w innej formie. Gdy jego świat zakonny runął, Luter uchwycił się łaski.

Łaska, której doświadczył, była kosztowna. To zniweczyło całe jego istnienie. Nakaz Jezusa musi iść w parze z doskonałym posłuszeństwem w codziennym życiu i powołaniu człowieka. Nie ukryjesz się przed światem, wykonując obrządki religijne. Stajesz naprzeciw ludzi na głównych ulicach świata, jako sprawiedliwa, święta osoba, żyjąca właściwie wśród krnąbrnego i przewrotnego pokolenia. Chrześcijaństwo nie jest cechą otoczenia, jest to coś wewnętrznego. Życie chrześcijańskie powinniśmy demonstrować na głównych ulicach świata. Konflikt pomiędzy życiem chrześcijanina a życiem świata przybiera najostrzejszą formę. Jest to bezpośredni konflikt pomiędzy Chrystusem a światem, którego nie da się załagodzić.

Teraz, tak jak w czasach Lutra, usprawiedliwienie grzesznika w świecie zmieniło się w usprawiedliwienie grzesznika i świata. Jest to smutne, lecz świat zielonoświątkowy dał się złapać w tę samą pułapkę. Ludzie wyznają Chrystusa i prowadzą swoje życie jak dotychczas. Ludzie są teraz zbawiani poprzez formułki, podanie ręki, lub chrzest wodny. Mamy Pięćdziesiątnicy bez Golgoty. Ludzie, którzy nigdy nie narodzili się na nowo, mówią języka mi. Ktoś ich nauczył co mówić, jest to dzisiaj najpopularniejsze.

Jeśli chcemy być uczniami Pana, musimy przeciwstawić się nurtowi. Chrzest Duchem Świętym to coś więcej niż nauczenie kogoś mówienia językami. Języki są wynikiem obecności Ducha Świętego. Cud nie polega na tym, że mówię językami, lecz na tym, że Bóg dał mi coś do powiedzenia.”

„Szkoła Chrystusa”
str. 349

Naczynia, które król Belsazar użył do swoich rozpustnych biesiad, były kiedyś używane w służbie świątyni i były wzorem wierzącego. Chociaż Nabukadnesar przyniósł je do Babilonu, Duch Święty ich pilnował, by nie zostały sprofanowane. Żadne z tych naczyń nie zginęło. Ezdrasz zaniósł je z powrotem do Jerozolimy, kiedy powrócił. Morał tej historii jest taki, że Bóg wytrzyma z człowiekiem lub ludźmi, którzy są zimni, ale kiedy próbują zrobić coś duchowego z tego, co jest sprofanowane, Bóg ich dotknie. Kiedy Belsazar połączył swoje rozpustne życie z naczyniami Bożymi, ręka sądu była blisko.

Dzisiaj mamy graną tą samą scenę ciągle na nowo w tysiącach miejsc, każdej niedzieli. Dom Boży stał się miejscem aktywności społecznej. Jest tam wszystko, od alei bowling do bilarda. Eksperci od religii mówią nam, że to jest jedyny sposób zdobycia tego pokolenia. Czasopismo Parado napisało cały artykuł o takich kaznodziejach na równi pochyłej i o ich podejściu do zdobycia odrzuconych i zgubionych. Artykuł był poparty zdjęciami tak zwanych sług Chrystusa, pijących piwo lub wino z tymi, których próbują zdobyć. Bóg wydał sąd na to i odłączył się od takich głupstw.

Dzisiaj w Ameryce nie należy do rzadkości, że widzimy ludzi w stroju wielebnego, Ojca lub Biskupa, którzy podburzają do rozruchów publicznych i i to w imieniu kościoła. To jest bluźnierstwo. Kościół nie jest ciałem politycznym, by był wykorzystywany przez organizacje polityczne. Jest on ciałem Chrystusa i ma być prowadzony Duchem, śmieszne wydaje się prowadzenie Duchem dla człowieka chodzącego według ciała. Dlatego ciało musi być poddane w posłuszeństwo Duchowi. Samson z oślą szczęką i Dawid z procą wydawali się niemądrymi dla ortodoksyjnie religijnych.

Bóg używa głupich rzeczy, by zawstydzić mądrych. Gdyby kościół poświęcił na modlitwę i szukanie prowadzenia Duchem połowę czasu, jaki poświęca na wynajdywanie nowych programów i metod, przeżywałby największe przebudzenie w tym stuleciu. Byłaby to zupełna rewolucja w naszym myśleniu, gdyż jestem przekonany, że Duch Święty prowadziłby nas w odwrotnym kierunku do tego, w którym teraz idziemy. Byłaby to ścieżka wielkich zwycięstw.

„Szkoła Chrystusa”
str. 608

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz