Bert Clendennen

Bert Clendennen

piątek, 10 maja 2013

wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą

Nie jest sługa nad swego pana. Wraz z obietnicami mocy, przyszły również ostrzeżenia prześladowania. „I z mego powodu zawiodą was przed namiestników i królów...” (Mat.10:18). „A wyda na śmierć brat brata i ojciec syna i powstaną dzieci przeciwko rodzicom i przyprawią ich o śmierć” (wiersz 21). Nie było obietnicy uwolnienia od prześladowania dla tych, którzy pójdą śladami Mistrza. Chrystus był prześladowany. Jeżeli uczniowie mogliby wykonywać dzieła Jezusa i nie stawiać czoła kusicielowi, tak jak Jezus stawiał, wówczas doprawdy uczniowie byliby ponad Mistrza. „Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą” (II Tym. 3:12). Prześladowanie jest uniwersalnym rezultatem manifestowanej mocy. Jezus nie był prześladowany tak długo, dopóki pozostawał w warsztacie ciesielskim w Nazarecie, ale w chwili, gdy rozpoczął swoje potężne dzieła, został nazwany „księciem demonów”. Nieprzyjaciel próbował Go zabić ciągle na nowo. Kłopoty Piotra rozpoczęły się, kiedy uzdrowił chromego w Dziejach, rozdział trzeci. Szczepan nie miał kłopotów tak długo, dopóki był dobrym członkiem zboru, ale w chwili, gdy „...czynił wielkie znaki i cuda wśród ludu...” (Dzieje Ap. 6:8), został oskarżony i ukamienowany (Dzieje Ap. 7:58). Paweł nie był więziony ze względu na religię. Stało się to po tym, jak spotkał Jezusa w ponadnaturalnym przeżyciu i wtedy właściwie rozpoczęły się jego kłopoty

Nie doświadczysz dużej opozycji tak długo, dopóki pozostaniesz jak to świat i kościół nazywa „normalnym chrześcijaninem”. Tak długo, jak jesteś po prostu dobrym członkiem zboru, dajesz na ofiarę w każdą niedzielę, śpiewasz w chórze, pracujesz jak zwykle, nie będziesz miał żadnych kłopotów ze strony nieprzyjaciela. Jeśli jesteś miłym, dobrze ułożonym kaznodzieją, który nie przejmuje się faktem obecności zła lub ignoruje manifestację mocy Bożej, nie będziesz doświadczał wielkich kłopotów w tym świecie. Kiedy przyjmiesz obietnicę mocy jako osobistą obietnicę i zaczniesz czynić dzieła Boże, wtedy przyjdzie prześladowanie. Może się wydawać, że kłopoty pochodzą od ludzi, ale szatan zawsze tym kieruje.

Prześladowanie to przyjdzie w dwóch kierunkach. Bezpośredni atak. Aktywiści Piątej Kolumny w samym kościele. To znaczy, będziesz miał takich w zborze. Prawdopodobnie przywódcy religijnych frakcji. Kiedy zaczniesz wychodzić poza granice konwencjonalnej religii i zaczniesz manifestować królestwo Boże, odkryjesz opozycję przeciwko sobie, pochodzącą od wewnątrz. Religijni ludzie. To właśnie religijni ludzie przyszli do Samsona przy skale Etam i wydali go w ręce wroga. Będzie prześladowanie od wewnątrz. Jeżeli idziesz za Bogiem, a ta droga przekracza albo narusza zwyczaje religijnego środowiska, znajdziesz się w kłopotach ze strony tej społeczności religijnej.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału – Nie jest uczeń nad mistrza

czwartek, 9 maja 2013

przez moc Ducha Świętego, ...rozkrzewiłem ewangelię Chrystusową

Rozważamy zagadnienie Przebudzenia, patrząc na nie pod różnym kątem. Mężczyzna, kobieta, poprzez których ono przyjdzie, Bóg, który je ześle oraz przygotowanie właściwego naczynia. „Nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana” (Mat. 10:24). Słowa naszego tekstu są częścią kazania Chrystusa skierowanego do dwunastu wierzących, którzy zostali powołani, by wykonywać dzieła Boże. Ludzie ci zostali posłani, by głosić Słowo Boże: „A idąc, głoście wieść: Przybliżyło się Królestwo Niebios” (Mat.10:7).

To, co musisz sobie uzmysłowić, to fakt, że Boże powołanie jest takie same w każdym pokoleniu. Służba jest taka sama; nic się nie zmieniło, od kiedy Chrystus powołał tych pierwszych dwunastu ludzi, by byli kaznodziejami. Posłał ich, by czynili dzieła Boże, głosząc nie tylko w słowie, ale i w mocy, demonstrując, że Królestwo Niebios się przybliżyło. Zatem, gdy patrzymy na powołanie tych ludzi, na przykazania Pana dotyczące ich życia, warunki, które muszą spełnić, by osiągnąć ten cel, w tym widzisz własne życie; czego oczekuje się od ciebie, jeśli wykonujesz dzieła Boże. Po pierwsze, nakazano im demonstrować to, co zwiastowali. „Chorych uzdrawiajcie, umarłych wskrzeszajcie, trędowatych oczyszczajcie, demony wyganiajcie; darmo wzięliście, darmo dawajcie.” (Mat. 10:8). To samo powołanie i posłanie dane pierwszym uczniom, jest powołaniem i posłaniem danym każdemu, kto jest powołany do zwiastowania. Słowo nie jest głoszone jedynie w słowie, „...ale w demonstracji Ducha i mocy” (I Kor. 2:4). „Przez moc znaków i cudów oraz przez moc Ducha Świętego, ...rozkrzewiłem ewangelię Chrystusową.”, powiedział apostoł Paweł w Liście do Rzymian 15:19.

Pełna Ewangelia, to demonstrowanie tego co głosisz. Jeżeli przynosimy tylko słowo, nie głosimy Ewangelii w pełni. Nie chodzi jedynie o słowo. Musi być zwiastowane słowo, zanim przejawi się twórczy akt na podstawie słowa. Jeżeli przynosimy jedynie słowo, nie realizujemy swojego powołania. Nie jest uczeń nad swojego Mistrza. Co to oznacza? Z pewnością nikt z nas nie oczekuje, by stać się większym od naszego Pana. Prawdziwie, żaden z tych spośród pierwszego grona  wierzących nie oczekiwał, że będzie ponad tym, który przed nim siedział. Jest jednak obietnica, „zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca” (Jan 14:12). Czy jest w tym sprzeczność? Czy uczeń może czynić większe dzieła niż jego pan? Odpowiedź znajduje się w zrozumieniu tej obietnicy. Jezus w swoim fizycznym ciele był ograniczony do jednego miejsca w jednym czasie. Jeżeli był w Jerozolimie, musiałbyś iść do Jerozolimy, aby Go słuchać. Jeżeli przebywał na wybrzeżach Galilei, musiałbyś tam pójść, gdybyś chciał Go posłuchać. Kościół, który jest Jego duchowym ciałem, składający się z wielu członków, może być wszędzie. Większe dzieła nie oznaczają jakości, ale ilości. Każdy wierzący pełen Ducha ma w sobie tą samą moc, którą miał Jezus. „O Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła...” (Dzieje Ap. 10:38). „Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was...” (Dzieje Ap. 1:8).

Werset z 1 Piotra 2:21 mówi nam, że Jezus pozostawił nam przykład „...abyśmy wstępowali w Jego ślady”. On był narodzony z Ducha. My musimy narodzić się z Ducha. On był napełniony Duchem. My musimy być napełnieni Duchem. On był prowadzony przez Ducha. My musimy być prowadzeni Duchem. Otrzymaliśmy tę samą moc, którą posiadał Jezus, tak więc Bóg oczekuje tych samych rzeczy od nas, jakich oczekiwał od Jezusa Chrystusa, człowieka. Będąc człowiekiem, Jezus był wzorcem dla każdej służby. Duch Święty przyszedł, by wierzący żył życiem Jezusa. Jeżeli podporządkujemy siebie Jego woli, tak jak Jezus. Jeżeli podejmiemy takie decyzje, aby nie czynić niczego poza tym, co On każe nam czynić, wtedy dzieła, które On czynił będą swobodnie przepływać przez nas. Przyjrzyjmy się temu.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału – Nie jest uczeń nad mistrza

środa, 8 maja 2013

zostaliśmy powołani, aby manifestować Boga

Zgodnie z naszym tekstem, z Izajasza 8:18, „Oto ja i dzieci, które mi dał Pan, jesteśmy znakami i przepowiedniami w Izraelu od Pana Zastępów, który mieszka na górze Syjon.” wszyscy ci mężowie by i dla znaków i cudów w Izraelu. Słowo przetłumaczone jako znaki, to Hebrajskie słowo O’wth. Oznacza ono flagę, światło, dowód, znak, lub cud. Byli wśród ludzi, jako żywy dowód realności Boga. Jakże Bóg tego pragnie. Ci ludzie nie tylko mówili o Bogu, oni demonstrowali Jego obecność i moc. Aby Ewangelia była efektywna, ta zasada musi pozostawać prawdą przez cały wiek kościoła. Paweł w swoim liście do Koryntian potwierdził tą prawdę, „a mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.” (1 Koryntian 2: 4-5) 

Wierzący jest dla znaków i cudów. Mamy być manifestacją Bożej obecności. Boże cuda zawsze dzieją się przez jakieś narzędzie. Wołanie Eliasza o nowe, niewyczerpane źródło jest widoczne. Całą jedną lekcję na to poświęciliśmy. Wodom Jerycha brakowało jakiegoś składnika. Owoc nigdy nie dojrzał, nigdy w pełni nie doszło do zaowocowania. Zanim owoc dojrzał, opadł na ziemię. Mąż Boży wołał o nowe, niewyczerpane źródło i nakazał, aby wrzucono do niego sól. Eliasz wrzucił sól do wody i została ona uzdrowiona. Aby Bóg mógł wpłynąć na społeczeństwo, musi mieć naczynie, przez które będzie mógł wylać samego siebie. Misa była symbolem kościoła, wierzących. Tego dnia woda naprawdę została uzdrowiona. Dzisiaj jest również zdrowa. Jest to jedna z najlepszych wód do picia na świecie. Źródło symbolizuje tą jedną rzecz. Wierzący musi być tym przygotowanym naczyniem, poprzez które Bóg będzie mógł wylać samego Siebie dla oczekującego świata. Poprzez to naczynie musi zaistnieć manifestacja Bożego życia, co jeszcze raz przywołuje słowo, „Nikt nie może tego dokonać, jeżeli Bóg nie będzie z nim.” Wymagania co do takiego naczynia są proste, ale absolutne. Jak wielu z was tak naprawdę chce być takim naczyniem? Będzie cię to kosztować wszystko, ale w zamian, wszystko otrzymasz.

Chcę wam podać trzy rzeczy, których wymaga się od takiego naczynia. Takie naczynie, jako jednostka czy grupa, musi prowadzić życie w Duchu Świętym. Aby żyć takim życiem, modlitwa musi zajmować w nim pierwsze miejsce. Kiedy ustaje modlitwa, życie uchodzi. W Łukasza 18: 1 Jezus powiedział, „ludzie powinni zawsze się modlić i nie ustawać;” nie przestawać. Modlitwa dla twojej służby jest tym, czym oddychanie jest dla twojego ciała. Kiedy ustaje modlitwa, ustaje służba. Bez życia, naczynie funkcjonuje religijnie. Będzie próbować manipulować Bogiem przez dary, ale jest to imitacja, nie jest to prawdziwe. Takie naczynie musi utrzymywać życie Ducha; musi chodzić w świętości. „mamy ten skarb w naczyniach glinianych.” Pierwsi uczniowie i wierzący wiedzieli, że aby Duch Święty, „ten skarb” pozostał w naczyniach glinianych, naczynia gliniane muszą chodzić w uświęceniu. W Efezjan 4:1 Bóg nam nakazuje, „...postępujcie, jak przystoi na powołanie wasze.” Zostaliśmy powołani, aby manifestować Boga. Musimy być godni takiego powołania. Musimy chodzić w świętości. Chodzić w świętości, to chodzić w Duchu, być prowadzonym przez Ducha. Kierownictwo Ducha rozpoczyna się od słowa Bożego. Czytajcie słowo. Jeżeli mówi ono, aby się modlić, módlcie się. Jeżeli mówi, chodźcie do kościoła, to chodźcie do kościoła. Jeżeli mówi, żebyś przyniósł dziesięcinę, przynieś dziesięcinę.

To jest kierownictwo Ducha. Kiedy stajesz się wrażliwy na pisane słowo, Bóg coraz więcej może do ciebie mówić i kierować tobą. Chodzić w świętości, to chodzić w Duchu. Jedyna świętość, jaka istnieje, to Duch życia. Możesz mieć tylko tyle świętości, ile masz Ducha Bożego. Możesz mieć tylko tyle Ducha, na ile chcesz zaakceptować Jego świętość. Takie naczynie musi być dobrym odbiornikiem. Musi umieć odbierać. Możesz dać tylko to, co masz. Takie naczynie musi chodzić w Duchu, chodzić w świętości, żyć życiem modlitwy, musi być dobrym odbiornikiem. Musi umieć odbierać. Prąd nie przepłynie przez plastik czy drewno. Dobrze przepływa przez miedź, lepiej przez srebro, a złoto jest najlepszym receptorem. Aby naczynie było dobrym odbiornikiem, musi zostać oczyszczone z wszelkich odpadów. Do tego potrzeba ognia. Musi być to wierzące naczynie. Takie naczynie musi nie tylko odbierać, musi być też dobrym przewodnikiem. Życie Boże musi nie tylko wpływać, ale też z niego wypływać. Umieśćmy pokolenie w plastikowym lub drewnianym ciele, to ślepa uliczka. Czyste srebro jest prawie doskonałym przewodnikiem.

Bóg pragnie super przewodników. Bożą pracą nad wierzącymi jest uczynić z nich super przewodniki. Nieustannie oczyszczać z odpadów, które powstrzymałyby przepływ tego życia. Całą pracą Boga nad naczyniem jest usunięcie wszystkiego, co nie jest z Chrystusa. Kiedy Bóg patrzy na nas, widzi tylko Chrystusa. Co robi Bóg? Nie tylko czyni z nas dobre odbiorniki, ale też wspaniałe przewodniki, tak aby mógł przepływać przez nas bez przeszkód. Przebudzenie, to obecność Boża. Aby ta obecność mogła zostać wylana na świat, Bóg potrzebuje ludzkiego naczynia. Naczynia przygotowanego w ogniu.

„ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus.  Tego miłujecie, chociaż go nie widzieliście, wierzycie w niego, choć go teraz nie widzicie, i weselicie się radością niewysłowioną i chwalebną,  osiągając cel wiary, zbawienie dusz.” (1 List Piotra 1:7-9,)

„Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału – Wierzący są dla znaków i cudów

wtorek, 7 maja 2013

żona Boga nie żyje i nikt nawet nie wspomina pogrzebu

Jednego dnia Józef usiadł w zimnej, wilgotnej celi więziennej, gdzie znajdowało się tysiąc demonów mówiących mu, że tam umrze. Następnego dnia jeździ na drugim wozie Faraona. Bóg ma naczynie, poprzez które może wylać samego Siebie, aby zachować naród. Kiedy nadchodzi czas, aby uwolnić naród z 400 letniej niewoli, Bóg powołuje Mojżesza, człowieka. Tu też zaangażowany jest człowiek. W pierwszej próbie uwolnienia ludu Mojżeszowi zupełnie się nie powiodło. Poczuł powołanie i wtedy, jak mówi Boże Słowo, „był potężny w słowie i czynie.” Mojżesz poczuł się zdolny i próbował uwolnić lud swoimi własnymi siłami. Bóg go odrzucił. Czterdzieści lat później, w ziemi Midianitów, znowu nadeszło wołanie. Z gorejącego krzewu Bóg zwrócił jego uwagę. Krzew, który palił się, a nie spalał się. Mojżesz powiedział, „Pójdę, aby zobaczyć to wielkie zjawisko.” Kiedy zbliżył się do krzewu, Bóg przemówił do niego, „Zdejm z nóg sandały swoje, bo miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą.” Mojżesz usłyszał, jak Bóg powiedział, „Usłyszałem krzyk mojego ludu i posyłam cię, abyś go uwolnił.”

Bóg, będąc Bogiem, mógł pochwycić go poprzez cud, tak jak Filipa, kiedy ochrzcił eunucha. Bóg, który jest Bogiem, mógł to samo zrobić z 3 milionami ludzi. Jego cel wymaga ludzkiego naczynia. Mówi Mojżeszowi, „Wysyłam cię, abyś uwolnił mój lud.” Mojżesz, w ciszy pustyni, stracił zdolność mówienia. Powiedział Bogu, „Nie potrafię mówić.” Odczuwał, że to zadanie jest dla niego zbyt wielkie. Bóg powiedział, „Jesteś gotowy.” Bóg uwolnił go od jego własnego wysiłku, od jego własnej zarozumiałości i poleganiu na swoich własnych umiejętnościach. Każdy prorok Boży musi przejść przez proces śmierci i zmartwychwstania, tak aby mógł stać się przesłaniem, jakie ma głosić. Musi stać się przesłaniem. Nie możesz efektywnie głosić, jeżeli nie czujesz tak, jak Bóg czuje.

W tym czasie intensywnego studiowania słowa Bożego, czekania na Wszechmogącego, musisz stać się przesłaniem. Kiedy wstajesz, aby głosić, musi być to w mocy i manifestacji Ducha Świętego. Spójrzmy na Ezechiela. Został powołany przez Boga w czasie, kiedy Izrael powrócił na złą drogę i odstąpił od Boga. Bóg pozwala żonie Ezechiela umrzeć na wylew. Jednej nocy po prostu ją zabrał. Mąż Boży otrzymuje pouczenie, aby nigdy nie wspominał tego z ambony. Nawet nie zachowuj się tak, jakby umarła. Głoś przesłanie, kontynuuj, jak zwykle, tak jakbyś nigdy nie miał żony. Cóż za straszna rzecz. On kochał swoją żonę. Dlaczego Bóg poddał męża Bożego takiej próbie? Kształtuje naczynie. Małżonka Boża, Izrael, nie żyje i nikogo to nie obchodzi, Nabożeństwa są tak jak zazwyczaj. Śpiewają pieśni, odprawiają rytuały jak zawsze. A żona Boga nie żyje i nikt nawet nie wspomina pogrzebu.

Spójrzmy na Ozeasza, on musi czuć to, co Bóg czuje. Musi wiedzieć, co znaczy mieć kogoś, kto nie jest warty takiej miłości. Każde dzieło wymaga ludzkiego naczynia, poprzez które Bóg będzie mógł usługiwać. Naczynie musi znać i czuć to, co Bóg zna i czuje. Ozeasz został powołany przez Boga, kiedy Izrael osiągnął najniższy punkt odstępstwa. Biblia nazywa go nierządnicą. To do tej strasznej sytuacji został powołany Ozeasz. Bóg bierze swojego pastora i każe mu zakochać się i pojąć za żonę nierządnicę o imieniu Gomera. Dlaczego ją poślubił? Ponieważ ją kochał. Bóg włożył do jego serca miłość do tej prostytutki. Żeni się z nią, wprowadza ją do domu. Możecie sobie wyobrazić problemy, plotki i szemranie? Spośród wszystkich kobiet w kościele Bóg na pewno znalazłby żonę dla Ozeasza. Zamiast tego, idzie do dzielnicy czerwonych świateł, aby znaleźć swojemu pastorowi żonę. Dlaczego idzie do takiego miejsca, aby znaleźć żonę? Ponieważ to Bóg włożył w niego tą miłość. Sprowadził ją do domu. Urodziła mu dzieci i pewnego dnia, kiedy wrócił, czekała na niego wiadomość. Tęsknię za moim starym życiem; wracam z powrotem. Wróciła do starego zawodu prostytutki. Pomyślelibyście, że mąż Boży mógł powiedzieć, starczy już tego, jeżeli tego właśnie chce, niech to ma. Znajdę sobie inną kobietę, która wychowa te dzieci. Ale tak nie było.

Znalazł ją i sprowadził z powrotem. Dlaczego to zrobił? Ponieważ ją kochał. Bóg włożył w niego taką samą miłość dla tej niewiernej żony, jaką On miał dla niewiernego Izraela. Dlaczego Bóg to zrobił? Ponieważ Ozeasz będzie usługiwał Bożej żonie, która jest nierządnicą, a jeżeli ma usługiwać, musi odczuwać zranienie, które odczuwa Bóg. Ozeasz musi wiedzieć co oznacza kochać kogoś, kto nie jest warty tej miłości. Musi być ludzkim instrumentem w kontynuowaniu Bożego celu i Bożego dzieła. Bóg w taki sposób to zaprojektował. Wszystkie jego dzieła dokonują się poprzez ludzie naczynie.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału – Wierzący są dla znaków i cudów

poniedziałek, 6 maja 2013

jesteśmy znakami i przepowiedniami w Izraelu od Pana Zastępów

Izajasza 8:18, „Oto ja i dzieci, które mi dał Pan, jesteśmy znakami i przepowiedniami w Izraelu od Pana Zastępów, który mieszka na górze Syjon.” Boże dzieło zawsze wymagało ludzkiego naczynia. Pozostaje to prawdą w odniesieniu do całego Bożego dzieła. Aby stworzyć naród, Bóg powołuje Abrahama. Aby zachować naród, powołuje Józefa. Aby uwolnić ten naród, powołuje Mojżesza. Aby pouczyć naród odnośnie Boga, On powołuje proroków. W celach Bożych zawsze jest zaangażowany człowiek.

Od kiedy Bóg stworzył Adama, zawsze było to wolą Bożą, aby działać poprzez ludzkie naczynie, by osiągać Swoje cele na ziemi i ostatecznie w tym wszechświecie. Bóg pracuje z naczyniem w przygotowaniu go dla celu, z wielką cierpliwością. Kiedy Bóg zdobędzie człowieka, od razu zaczyna czynić z niego przesłanie, które będzie głosił. Rozpoczyna się proces śmierci i zmartwychwstania w tworzeniu i kształtowaniu naczynia, poprzez które On, Bóg, będzie mógł działać. Abraham będzie wepchnięty na 25-cio letnią drogę wiary. Każda myśl, każda postawa, każde uczucie musi być sprawdzone. Bóg pozwoli na łamiące serce pomyłki, tak aby naczynie mogło zostać oczyszczone z wszelkiej samopomocy i niewłaściwych postaw. Naczynie musi przejść przez próby, które są ponad ludzką wytrzymałość.

Na końcu Bóg musi być w stanie powiedzieć, „Wiem, że mogę ci zaufać.” Powołał Abrahama i powiedział, wstań i wyjdź. Idź do ziemi, którą ci pokażę. Mając siedemdziesiąt pięć lat, odpowiada na Boże wołanie i wyrusza w poszukiwaniu kraju, o którym nawet nie wie, że istnieje. Bóg obiecał mu syna. Minęło wiele lat, a syn się nie narodził. Abraham decyduje się pomóc Bogu i sprowadził przekleństwo na wszystko. Pomimo tego wszystkiego, wytrwał w wierze i narodził się Izaak. Wtedy nadeszła ostatnia próba. W Beer- Szebie Bóg ukazał się Abrahamowi i powiedział, „Weź syna swego, jedynaka, i udaj się do kraju Moria, i złóż go tam w ofierze całopalnej.” Znacie tą historię. Abraham, będąc posłusznym Bogu, wziął tego chłopca. W drodze Izaak powiedział do ojca, mamy drwa na ogień, ale gdzie jest ofiara. Abraham powiedział w wierze, „Bóg się o to zatroszczy.” Abraham związał syna i położył go na ołtarzu, i już miał wbić w niego swój nóż, kiedy Bóg go powstrzymał. Bóg przygotował barana. Kiedy Abraham stał tego dnia na górze Moria, a wiatr owiewał jego kruchą sylwetkę, usłyszał, jak Bóg powiedział, „Wiem, że mogę ci zaufać, jeżeli jesteś w stanie policzyć gwiazdy, będziesz wiedział, ilu ci dam.” Bóg ukształtował naczynie.

Józef słyszy wołanie, aby uchronić naród, ale będąc takim, jakim jest, nie nadaje się do tego zadania. Musi przejść przez okres odrzucenia. Zostaje sprzedany przez swoich braci, jako niewolnik. Oskarżony przez kobietę. Zapomniany w Egipskim więzieniu. Biblia mówi, „Miecz przeszedł jego duszę.” Co robi Bóg? Kształtuje naczynie, poprzez które zrealizuje się Jego cel. Zawsze tak było. Właśnie to chce zrobić z tobą. Jeżeli oddasz się Bogu bez zastrzeżeń, jeżeli z serca powiesz Mu, twoje pragnienie jest moim pragnieniem; mroź mnie w Arktyce, pal na pustyni, karm mnie, głodź, tylko mnie użyj.

Bóg ukształtuje z ciebie naczynie, poprzez które będzie mógł działać. Psalm 105:17, „wysłał przed nimi męża, Józefa, którego stopy zakuto w kajdany.”  Jeżeli macie dobrą Biblię, na marginesie pisze, „aż miecz przeszedł jego duszę.” Kiedy Bóg go powołał, był tylko chłopcem, zepsutym przez swojego ojca. Urodził się w starości swojego ojca, a Jakub, jak dziadek, który świata nie widzi poza swoim pierwszym wnukiem, zepsuł go. Bóg przyszedł do tego rozpieszczonego chłopaka w śnie i powiedział mu, że użyje go, aby zachować naród podczas lat głodu. Józef zrobił błąd, że powiedział o tym swoim braciom. Sprzedali go do Egiptu. Tam przeszedł przez lata niewolnictwa i odrzucenia. Okłamany .przez kobietę, która chciała go usidlić. Wtrącony do więzienia, gdzie tysiące demonów mówiło mu, że Bóg nigdy do niego nie przemówił. On posłał słowo i poddał go próbie. Słowo poddało go próbie. Które słowo? Słowo, które powiedział do niego Bóg, kiedy on był jeszcze chłopcem. Jeżeli wierzysz w słowo, czynisz je. Słowo Pana go wypróbowało. Diabeł powiedział, „Bóg nigdy do ciebie nie przemówił, gdyby przemówił, nie byłoby cię tutaj.” Znam wielu takich, którzy uważają się za nauczycieli Ewangelii, a którzy powiedzieliby Józefowi, że Bóg z nim nie rozmawiał. Tacy kaznodzieje zapewnialiby Józefa, że jego problemy pochodzą od diabła, nie od Boga. Bóg używa tych prób, aby uformować Sobie naczynie.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału – Wierzący są dla znaków i cudów

sobota, 4 maja 2013

Bóg Eliasza żyje i On w dalszym ciągu odpowiada ogniem

Nie wystarczą formy pobożności, nie wystarczą ceremonie, a reforma moralności nigdy nie uspokoi stłumionego wołania zgubionych ludzi w desperacji. To Duch Święty działający poprzez proroków w Starym Testamencie oczyścił Naamana. To ta moc w Jezusie otworzyła oczy ślepemu Bartymeuszowi i uwolniła Marię Magdalenę. To ta moc w życiu apostołów, diakonów i starszych przyniosła dobro i łaskę Bożą potrzebującemu światu. Taka sama moc potrzebna jest w wierzących, jeżeli potrzeby tego chorego świata mają być zaspokojone. W czasach duchowego upadku Bóg powołał ludzi, wypełnił ich Duchem Świętym i rozesłał ich, aby rzucili wyzwanie ciemności. Tacy ludzie zawsze pojawiali się na scenie, kiedy kościół przystosował się do systemu form i ceremonii, które świadczą tylko o porażce i związaniu. Bądźcie świadkami pojawienia się Mojżesza i ponadnaturalnego rozwoju sytuacji, kiedy poszedł uwolnić lud. Zobaczcie Jozuego, kiedy prowadził ludzi do nowego przebudzenia większych rzeczy, tak aby mogli odziedziczyć ziemię obiecaną. Mamy potem Szamgara, kiedy spotkał przeciwnika i zabił ościeniem na woły 600 mężów. Samson rzuca wyzwanie 1000 Filistynom oślą szczęką. Dawid, pasterz owiec, wychodzący przeciwko olbrzymowi Goliatowi z procą. I można by tak dalej opowiadać.

To byli niepokonani ludzie, ponieważ nie godzili się na porażkę. Odrzucając tradycyjne sposoby, użyli tych najbardziej niekonwencjonalnych, ale odnieśli wspaniałe zwycięstwa dla Boga. Te szorstkie dusze nie chciały, aby przeszkodziły im drobne obawy ich bardziej nieśmiałych braci. Z wiarą, która była bliska lekkomyślności, uchwycili się wszystkiego, co było możliwe i uderzyli, by zwyciężyć. Tych ludzi nie można było poddać dyscyplinie. Żadne prawo nie zostało napisane, aby dać prawa autorskie dla użycia ościeni na woły i oślej szczęki. Tak, jak ich mistrzowie, cały czas wychodzili poza ramy religijnej filozofii i przekraczali granice konwencjonalnej religii. Tacy ludzie są niepokonani. Czyny takich ludzi nie polegały na przypadkowym trzymaniu się tradycyjnej religii, ale raczej na zesłanym przez Niebo objawieniu skazanego świata będącego w uścisku szatana. W ich sercach, dzięki przebywającemu tam Duchowi Świętemu, była boska pasja, która wylała się poza bariery każdej klasy i koloru. Nie dbając o własne bezpieczeństwo i niedostatki, oni, działając wraz z aniołami z Nieba, zmiażdżyli bramy ponurych murów więziennych, zmienili słupy do biczowania w kazalnice, wypędzali demony i sprawili, że chromi chodzili; podczas gdy wszystko wokół nich wzbudzało ogromne fale religijnej nietolerancji, zazdrości, nienawiści i zawziętej niewiary.

Ci niepokonani ludzie zademonstrowali nieograniczone możliwości, będące w tym wielkim zbawieniu i ustalili tempo dla wierzącego w każdym pokoleniu. Rozważmy przebudzenie, które rozpaliło chrześcijaństwo w czasie służby Marcina Lutra. Niewielu było naprawdę zbawionych w istniejącym systemie kościoła jego czasów. W tym systemie na niebo się zarabiało, grzech był odpokutowany przez cierpienie jednostki, a nie przez pojednawcze dzieło Chrystusa. Wtedy rozbłysło światło. Bóg znalazł człowieka, który widział poza ramy religijnych dogmatów. Niebo wybuchło radosnym alleluja, kiedy Luter wołał do skazanego na sąd świata. „Sprawiedliwi z wiary żyć będą.” Przebudzenie już się rozpoczęło, Bóg znalazł swojego człowieka i rozgniewane siły ciemności nie mogły tego powstrzymać.

Te szorstkie dusze nie musiały uciekać się do rozrywki i zabawy, aby czymś się zainteresować. Byli na polu bitwy. Diabeł otworzył ogień. Chrześcijanie żyli w obecności ryczących lwów, trzaskającego ognia i brzęczących łańcuchów. Nie mieli bladej, chłodnej teologii. Nie martwili się też o poprawne metody. Oni przypuszczali atak dla zwycięstwa kiedykolwiek i gdziekolwiek pojawiła się taka potrzeba. Nic dziwnego, że ogień przebudzenia jest taki mały, kiedy miliony niby chrześcijan próbują przeszukać ciemność swojej przyszłości poprzez horoskopy, astrologię, wróżki i ludzi o zdolnościach parapsychicznych. Narzekają, że prowadzenie kościoła tak dużo kosztuje, podczas gdy z każdej strony pomagają diabłu.

Istnieje rodzaj intelektualnego nauczania, które zniechęca entuzjazm, a zachęca to, co nazywamy „trzeźwymi standardami uczuć” w sprawach religii. W większości przypadków w łagodny sposób mówią, że Jezus mylił się, kiedy powiedział odważnym, bezceremonialnym językiem, „Ponieważ jesteś letni, wypluję cię z moich ust.” Możesz umniejszać odczucia serca, możesz mówić o niebezpieczeństwie emocjonalizmu, ale kościół cierpi, a świat ginie i idzie do piekła, ponieważ mamy gatunek chrześcijaństwa, który jest suchy jak kurz i blady jak trup. Ten Bóg, który odpowie przez ogień, ten jest Bogiem. Bóg, który może zbawiać po najdalsze krańce ziemi, jest Bogiem z Biblii. Bóg, który zawsze uzdrawiał i zawsze będzie uzdrawiać, jest Bogiem z Biblii. Ten, który może wypełnić ludzi swoją obecnością i wysłać ich jako rozpalonych ewangelistów do skazanego i ginącego świata, ten jest Bogiem. Teolodzy mówią, że nie można wiedzieć, że jest się zbawionym, ale Bóg odpowiadający na modlitwę mówi, że Jego Duch będzie świadczyć wespół z duchem naszym, że Jego jesteśmy. Religia mówi, że nikt nie może teraz otrzymać chrztu Duchem Świętym. Ale niech ten Bóg, który odpowie przez ogień, będzie Bogiem.

Wszędzie nie zainspirowana religia mówi, że ludzie nie mogą dzisiaj zostać uzdrowieni i ostrzega przed ślepym wierzeniem. Ale Bóg Eliasza żyje i On w dalszym ciągu odpowiada ogniem. Paweł wierzył w Chrystusa, który może zbawiać po krańce ziemi. Głosił Ewangelię, która obejmowała chrzest Duchem Świętym i ogniem i nalegała na niego. Głosił i praktykował Ewangelię uzdrowienia dla chorych i wyganiania demonów. Stał na wybrzeżach wieczności i wołał do wszystkich ludzi we wszystkich pokoleniach, „Jeżeliby jakiś człowiek, albo nawet anioł z Nieba głosił inną ewangelię, niech będzie przeklęty.”

„Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału –  Niepokonani ludzie

środa, 1 maja 2013

Bóg musi mieć ludzi, którzy są niepokonani

Jestem tu, aby wywrzeć nacisk na twój umysł. Chodzę tą drogą przez czterdzieści kilka lat. Wszedłem do kościoła narodzonego w ogniu Pięćdziesiątnicy. Czas, w którym przyszedłem do kościoła, był czasem wielkiego ozdrowieńczego przebudzenia. Tysiące zbierały się w wielkich namiotach, aby usłyszeć dobrą nowinę, że Jezus Chrystus jest wczoraj, dzisiaj i na wieki ten sam. Ale widziałem ten kościół Pięćdziesiątnicy, jak przechodził przez straszne fazy. Jedną z nich był kościół słabnący w zapale edukacji. Bóg nie daje premii za ignorancję. Za edukację też nie. Obserwowałem, jak kościół umierał w swoim wysiłku stworzenia nauczania, pozbawiony namaszczenia. Kiedy zostałem kaznodzieją, często zdarzało się, że w Szkole Niedzielnej było 150 osób, a na nabożeństwie zostało tylko 25. Kościół nie był wtedy odstępczy, ale umarł w poszukiwaniu niewłaściwej rzeczy.

Obserwowałem, jak kościół poruszał się od miejsca śmierci do odstępstwa, do miejsca, gdzie biblijny autorytet nie był już respektowany. Byłem świadkiem kompromisów, które zaczęły wkradać się do tego kościoła i aż do dzisiaj jest on pustą kpiną tego, czym był kiedyś. Żyję dostatecznie długo, aby wiedzieć, że grzech, świeckość, brak wiary i piekło mogą pokonać wszystko, oprócz boskiego ognia. Celem tej szkoły jest stworzenie ludzi, którzy odejdą stąd nie z głową pełną wiedzy, ale brzemiennymi z Boga; ludzi , którzy pójdą, aby rodzić na ziemi życie Boże. Agresywna ewangelizacja i uwolnienie od wszelkiego rodzaju związania zawsze jest znakiem mocy Ducha Świętego. Niemożliwa jest obojętność, kiedy kaznodzieja jest płomieniem ognia. Ludzie mogą nie zawsze się z nim zgadzać, ale przynajmniej poświęcą swoją uwagę. Każdy kaznodzieja powinien być najbardziej kochanym i najbardziej znienawidzonym człowiekiem w mieście. Każdy kaznodzieja, który nie porusza Faryzeuszy, hipokrytów i demonów do takiego stopnia, że będą o nim źle mówić, nie głosi Ewangelii w jej pełni.

Powodem, dla którego dzisiaj kościołowi jest tak łatwo jest to, że nie mamy Ewangelii. Doszliśmy do tego, że chcemy się dopasować do tego, co ludzie nazywają Chrześcijańskim społeczeństwem. Chrześcijaństwo narodziło się w pocie, krwi i łzach, i w żadnym czasie lub miejscu nie zmieniły się te warunki. Diabeł się nie nawrócił, ani nie oduczyliśmy go od jego zła. Ci, którzy założyli kościół, żyli w niebezpieczeństwie, a ci, którzy utrzymują ten kościół, muszą żyć podobnie. Nie szukali życia na dobrych warunkach ze światem, ale rzucili wyzwanie jego systemom i metodom, w konsekwencji czego spotkali się z nieprzychylnością i prześladowaniem. Rób, co chcesz i mów, co chcesz, to jest chrześcijaństwo: mamy żyć i tętnić boskim życiem, z boską pasją i mocą, aby zaspokoić potrzeby ginącego świata.

Doceniam to, czego Bóg dokonał w pierwszym wieku. Czytałem Ewangelie. Czytałem Dzieje Apostolskie. Czytałem o Marii Magdalenie. Czytałem o Łazarzu powstającym z martwych. Czytałem o ślepym Bartymeuszu. Dziękuję Bogu za przeszłość, ale nie żyję w pierwszym wieku. Żyję w 20 wieku. Chcę, aby Bóg działał w tym społeczeństwie. Problemy, które napotykamy, są tysiące razy bardziej skomplikowane, niż były w pierwszym wieku. Demony, z którymi mamy do czynienia, są bardziej agresywne, niż wtedy były. Diabeł wie, że jego czas jest krótki i cały jego wysiłek jest po to, by zniszczyć. Bóg musi mieć ludzi, którzy są niepokonani. W 1966 roku mój ojciec był bardzo chory. Jechałem z Beaumont do małego miasteczka Refugio, aby być z moim ojcem. Wyjechałem w środę wieczorem po nabożeństwie i tak jadąc, włączyłem potężną stację radiową z Meksyku. Złapałem, jak czarny człowiek głosił kazanie. Nazywał się Biskup Washington. Nie słyszałem o nim wcześniej. Cóż to za kaznodzieja. Głosił na temat „wojowniczych kaznodziei.” Nasze przesłanie, to „Niepokonani ludzie.” Wszystko, czego Bóg potrzebuje, to nieustraszony człowiek Boży, który bez strachu będzie głosił temu społeczeństwu Ewangelię.

W miarę, jak biskup rozwijał swoje przesłanie, zwrócił się do Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wielki kaznodzieja przemówił do niego, „Panie Prezydencie, to nie większego uzbrojenia i bomb potrzebuje Ameryka. Ameryka potrzebuje wojowniczych kaznodziei, a każdy problem będzie rozwiązany.” Człowiek Boży prowadził nas przez Biblię. Najpierw mówił o Noem i dniach, kiedy świat był tak zepsuty, że Bóg nie miał innego wyjścia i musiał go zniszczyć. „Wszystkim, czego On potrzebował, był kaznodzieja,” powiedział Biskup. „Znalazł go w człowieku o imieniu Noe, głosicielu prawości.” Uznał Noego za najbardziej zwycięskiego kaznodzieję, jaki kiedykolwiek żył. Słuchałem uważnie. W arce było tylko 8 ludzi, a biskup nazywa go zwycięskim. „Noe nigdy nie pominął człowieka,” powiedział Biskup. „Każdego, kogo nie uratował, potępił.” Od Noego przeszedł do Ezechiela. Postawił proroka w dolinie wyschłych kości. Bóg zapytał kaznodzieję, „Czy te kości mogą ożyć?” Kaznodzieja, mądry człowiek, odpowiedział, „Ty wiesz Boże.” Bóg nakazał mu prorokować i mąż Boży zaczął głosić do kości, a one ożyły. Od doliny kości przeszedł do Niniwy. W języku Biskupa, miasto było tak zepsute, że tchórzliwy myszołów musiał zatykać nos, aby móc nad nim przelecieć, ale wszystkim, czego potrzebował Bóg, był kaznodzieja. Tacy ludzie są niepokonani.
 
„Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału –  Niepokonani ludzie