Bert Clendennen

Bert Clendennen

wtorek, 22 stycznia 2013

człowiek działający według zmysłu Bożego zatrzymał wszechświat

Dla Bożego zmysłu nie ma ograniczeń. Kiedy człowiek zaczyna myśleć zmysłem Bożym, przełamuje jarzmo narzucone przez umysł cielesny. Popatrzcie na historię Jozuego. Był na wojnie, która była zacięta. Wielu tego dnia poległo. Do wieczora Jozue doprowadził nieprzyjaciela do ucieczki, złamał jego morale i wróg się wycofywał. Zwycięstwo było w jego rękach, gdyby potrafił dalej napierać na nieprzyjaciela, ale nadchodziła noc i walka musiałaby być przerwana do rana. Jozue wiedział, że jeżeli nie pokona wroga teraz, ten się przegrupuje, zreorganizuje przez noc i wszystkie zwycięstwa tego dnia i poniesione ofiary nie będą miały znaczenia. Kiedy ten mąż Boży o tym myślał, przyszła mu do głowy myśl, by zatrzymać słońce. Ja uważam, że Jozue nie słyszał żadnego głosu, ale miał myśl. Myślał tak mocno, że przekraczało to normalne myślenie, aż chyba usiadł. Myślał o zatrzymaniu całego wszechświata, a nie tylko słońca. Istnieją miliardy światów, słońc i planet i wszystkie poruszają się zgodnie. Gdyby zatrzymać jedno bez zatrzymywania innych, byłaby katastrofa. Uważam, że kiedy Jozue myślał o tym nierealnym marzeniu, zrozumiał, że taka myśl przyszła z umysłu Bożego, gdyż jego umysł nie był zdolny do takich myśli. Bez dalszej zwłoki wstał i rozkazał słońcu, by się zatrzymało i na rozkaz człowieka namaszczonego Duchem Świętym wszechświat się zatrzymał. Człowiek działający według zmysłu Bożego zatrzymał wszechświat.

Jedyne ograniczenie kościoła, to ograniczenie narzucone przez umysł cielesny. Boży umysł nie ma ograniczeń. Słowo mówi, „.. nic nie będzie dla was niemożliwe”. (Mat. 17:20). Niestety, często w kościele decyduje cielesny umysł. Przez nasze postępowanie i modlitwy świadczymy, że pewnych rzeczy Bóg nie potrafi. Ja zrozumiałem to dobitnie pewnej środy, wiele lat temu. Przyjmowałem prośby o modlitwę i pewna kobieta poprosiła zbór o modlitwę za jej bratem. Był on hamulcowym w pociągu. Wypadł z pociągu na szyny i stracił obie nogi. Jego siostra była z nim, a teraz , kiedy minęło już niebezpieczeństwo dla życia, ona wróciła do zboru. W środę wieczorem stanęła i poprosiła zbór o modlitwę, by Bóg przywrócił nogi jej bratu. Na taką prośbę w zborze rozległo się parsknięcie. Przez to parsknięcie powiedzieli, „Tego Bóg nie może uczynić”. Biblia mówi o chromym, którego przyprowadzono do Jezusa i On go uzdrowił. Inne tłumaczenie mówi, że przyprowadzili do Niego takich, którzy stracili nogi i ręce i On ich uzdrowił. Potrzebujemy takiego umysłu, a będziemy oglądać znowu takie rzeczy. Pewna niewiasta, nasza bliska przyjaciółka straciła swojego syna. Zginął w wypadku. Nie żył już około roku i ta kobieta zadzwoniła do mnie i prosiła o modlitwę, by Bóg oddał jej syna. Prosiła mnie o modlitwę o syna, który był martwy już ponad rok. Był wczesny ranek. Zadzwoniła zanim zadzwonił mój budzik na spotkanie modlitewne i próbowałem z nią dyskutować. Chciałem jej wytłumaczyć, dlaczego nie powinna o to prosić, ale Duch Święty mnie wstrzymał. Zadałem jej pytanie, „Czy twój syn był wierzący”? Ona zapewniła mnie, że był i ja wtedy chciałem powiedzieć jej o zmartwychwstaniu. Bóg powiedział do mnie wyraźnie, „Uważaj, co mówisz. Nie poniżaj Mnie. Możesz spowodować, że ona uwierzy, iż Ja tego nie mogę uczynić”. Przez chwilę zaniemówiłem. Wtedy Duch Święty przypomniał mi, że kiedy Jezus powstał z martwych, święci, którzy byli umarli już tysiąc lat, chodzili po ulicach Jerozolimy. Od tego momentu aż do teraz, kiedy modlę się z tą siostrą o jej syna, mówię, „Bądź wola Twoja”. Wiem, że jeżeli to będzie Jego wolą, Bóg nie ma problemu, by wskrzesić z martwych tego syna. Może któregoś ranka posadzić go przy śniadaniu.

Boży umysł w człowieku czynił to, co niemożliwe. Tak, jak fizyczny umysł może być ćwiczony przez kształcenie, tak samo duchowy umysł może być w nas powiększany. Z ciekawością obserwujemy, jak poszerza się świat dziecka, kiedy rozwija się jego mały umysł. Przez długi czas podróżowałem każdego tygodnia na nabożeństwa po całym kraju. Mój zięć pracował ze mną. Leciałem do jakiegoś rejonu i tam odbierano mnie na lotnisku. Moja wnuczka, która wtedy miała trzy lata, witała mnie pierwsza. Podziwiałem, jak bardzo poszerza się jej świat z tygodnia na tydzień. Jej mały umysł był bardzo chłonny. Każdego tygodnia poznawała nowe słowa, którymi lepiej potrafiła się posługiwać i opisywać nową wizję, zrodzoną w tym większym świecie. Jej umysł się rozwijał.

Tak samo Boży umysł może się rozwijać w nas. On wzrasta, kiedy karmimy się Słowem Bożym, a całkowicie odrzucamy te myśli, które przynoszą hańbę Bogu. Bóg jest zasmucony każdym ograniczeniem, narzuconym przez naszą niewiarę. Bóg jest większy, niż każdy rzeczywisty lub wymyślony problem. Nie możemy pozwolić, by nasze myślenie pomniejszało Wszechmocnego Boga. Kiedyś Bóg przemówił do mnie na temat Jego wielkości. Powiedział, „Twoja propaganda jest zbyt tania. Boisz się, że zrobisz Mnie większym, niż jestem”. Powiedział mi też, że nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak wielkim On jest i nie muszę się martwić, że przesadzę z Jego możliwościami. On może uczynić daleko więcej, niż możemy myśleć lub prosić. Nieco później czytałem w samolocie o nowo odkrytej gwieździe, oddalonej o 10 miliardów lat świetlnych. Zacząłem myśleć jak daleko to jest. Pomyślałem, że jeżeli światło rozchodzi się w szybkością 300.000 km/sek, to jeżeli policzę, ile sekund ma 10 miliardów lat i pomnożę to przez 300.000, dowiem się, jak daleko jest ta gwiazda. Pamiętam, co powiedział Job, „Czyż Bóg nie jest na niebiosach? A jak wysoko są gwiazdy!” Innymi słowy Job powiedział, że Bóg jest wyższy, niż gwiazdy. Jak wielki jest Bóg! Tak musimy myśleć, ale do tego potrzebny jest nam Duch Święty. Nie możemy dopuszczać myśli, które pomniejszają lub ograniczają Boga. Musimy mieć zmysł, który miał Chrystus, a wtedy będziemy mieli Boże możliwości. Możemy wtedy wypełnić pismo. „Ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca.” (Jan 14:12). Być prowadzonym Duchem (zmysłem Bożym), to mieć Boże zdolności. „Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie”;niech ten umysł będzie w was, który był w Chrystusie Jezusie” wg KJV  (Filipian 2:5).

Popatrzcie na Mojżesza. Kiedy Izrael doszedł do Morza Czerwonego, morze było przed nimi, góry po obydwóch stronach, a armia faraona za nimi. Nie było wyjścia. Wszystko stracone. Cały Izrael woła, „Wyciągnąłeś nas, abyśmy pomarli na pustyni? ( 2 Mojż. 14:11). Mojżeszowi też udzielił się niepokój tej chwili. W takim momencie otrzymuje zmysł Boży. Ja uważam, że on nie słyszał głosu. Przyszła mu myśl,  „.. Ty zaś podnieś laskę swoją i wyciągnij rękę swoją nad morze...” (2 Mojż. 14:16). To jest prowadzenie Duchem Świętym. Kiedy Mojżesz wyciągnął swoją laskę, wody się rozstąpiły. Tej nocy Izrael przeszedł po suchym gruncie.

Czytałem wiele razy i widziałem film Ceclia B. DeMilles’sa „Dziesięcioro przykazań”. Scena pokazująca rozdzielenie Morza Czerwonego jest prawdopodobnie jedną z najpiękniejszych obrazów kiedykolwiek zrobionych przez człowieka. Kiedy wody się rozdzieliły i stanęły, widać było przejście szerokości około stu metrów. Ten obraz miałem w swoich myślach dotąd, aż pewnego wieczora czytałem ponownie tą historię. W czasie tego czytania zrozumiałem, że Izrael przeszedł przez Morze Czerwone w ciągu jednej nocy. Było ich 3 miliony i obliczyłem, że aby Izrael przeszedł przez Morze Czerwone w ciągu jednej nocy, musieli iść w rzędach po co najmniej 5000 ludzi. Duch Święty musiał wydmuchać dziurę w morzu na co najmniej 3 kilometry szerokości. Ten zmysł w jednym człowieku rozdzielił wody Morza Czerwonego, dał mannę na pustyni przez czterdzieści lat, spowodował, że ze skały wypływało sto dziesięć milionów litrów wody dziennie, rozdzielił wody Jordanu, zburzył mury Jerycha, spowodował, że siekiera pływała, śniadaniem jednego chłopca nakarmił 5000 ludzi. Wszystko to dlatego, że w kimś był zmysł Boży i ten człowiek odważył się w to wierzyć i działać. Duch Święty w was jest zmysłem Bożym, a ten zmysł, to Boże możliwości. Boże polecenie dla każdego wierzącego brzmi, „Takiego bądźcie zrozumienia”. Alleluja!

„Szkoła Chrystusa” - cykl Duch Święty, z rozdziału – Społeczność Ducha Świętego

poniedziałek, 21 stycznia 2013

niech ten umysł będzie w was, który był w Chrystusie Jezusie

Czytamy Filipian 2:5, „Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie”.niech ten umysł będzie w was, który był w Chrystusie Jezusie” wg KJV Jeżeli wierzycie Biblii, nie będę miał problemu, by was przekonać, że Duch Święty jest usposobieniem Chrystusa. Paweł pisząc do zboru w Koryncie, powiedział, „Bo któż z ludzi wie, kim jest człowiek, prócz ducha ludzkiego, który w nim jest? Tak samo kim jest Bóg, nikt nie poznał, tylko Duch Boży.” (1 Kor. 2:11). Zdolność do poznania jest w umyśle. W Nowym Testamencie mamy powiedziane, byśmy byli prowadzeni Duchem. Całe postępowanie ciała jest kierowane z umysłu. Dlatego Bóg mówi do wierzących, „Takiego bądźcie usposobienia” (Filipian 2:5).

Już stwierdziliśmy, że Duch Święty w człowieku wierzącym jest zmysłem Bożym. Tu w liście do Filipian Paweł nie mówi do zboru w Filipii, „Bądźcie napełnieni Duchem”. Akcent jest tu na słowie „niech”. „Niech takie myśli będę w was”. Filipianie już byli napełnieni Duchem Świętym i Paweł mówi do nich, „Niech ten Duch Święty, który jest w was, będzie waszym zmysłem”. Człowiek wierzący ma wybór. Niestety często dokonujemy złego wyboru. Kiedy człowiek rodzi się na nowo, powstaje „nowy człowiek”. „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem;” (2 Kor. 5:17). Nie posklejany „stary człowiek „, ale „nowy człowiek”. Dlatego w ciele prawdziwie narodzonego na nowo wierzącego są dwie osobowości. Jest „stary człowiek” i „nowy człowiek”. Paweł mówi do Filipian i do nas wszystkich, którzy tworzymy kościół, „Niech taki zmysł będzie w was”. Inaczej mówiąc, musicie poprzez akt własnej woli odrzucić cielesność i przyjąć duchowość. Duch Święty nie będzie was zmuszał do abdykacji. On nie zmusza, byście wybrali Boga. Wy, poprzez akt własnej woli musicie podjąć decyzję odnośnie woli Bożej.

By podejmować właściwe decyzje, musicie znać Słowo Boże. Przez Słowo Boże możecie poznać Boga w taki sposób, byście wiedzieli, jak postępować w danej sytuacji. By Duch Święty był waszym zmysłem, musicie wybrać Jego wolę. On was nie zmusi, byście wybrali Jego wolę, ale jeżeli tak zrobicie, On umocni wasz wybór. Nawet po otrzymaniu Ducha Świętego macie możliwość postępować według cielesnego umysłu. Około dziewięćdziesiąt pięć procent aktywności kościoła, to produkt cielesnych umysłów. Większość z tego, co robimy, moglibyśmy robić nawet wtedy, gdyby Boga nie było. Pismo Święte mówi, „Niejedna droga zda się człowiekowi prosta, lecz w końcu prowadzi do śmierci.” (Przypowieści Sal. 14:12) Również, „Albowiem zamysł ciała, to śmierć” (Rzymian 8:6). Ten cielesny zamysł musi być odrzucony, a w jego miejsce przyjęta, „Droga, (albo zamysł) której nie widzi nawet oko sępa”. Hiob 28:7 „[There is] a path which no fowl knoweth, and which the vulture's eye hath not seen.” KJV

Kiedy Biblia mówi o widzeniu, mówi o poznaniu, o zrozumieniu. Bóg mówi, że istnieje droga, której nawet oko sępa nie zobaczy. Sęp jest drapieżnikiem, żywiącym się padliną. Taki jest cielesny zmysł. Bóg mówi, że cielesny zmysł nie może widzieć drogi Bożej. By być tam, gdzie jest Jezus, musimy mieć zmysł Boży. Świadomi tej prawdy, popatrzmy na to, co znaczy mieć zmysł Boży. Niech Bóg natchnie naszego ducha tą prawdą. Wszelkie umiejętności pochodzą z umysłu. Całe funkcjonowanie człowieka jest koordynowane przez mózg. Jeżeli pewne części mózgu zostaną uszkodzone, człowiek nie potrafi chodzić. Jeżeli inne części zostaną uszkodzone, człowiek nie może mówić, chociaż te organy wydają się być normalne. Widziałem to. Człowiek ma język i usta, a nie może mówić. Ten organ jest normalny, ale coś się stało tam. Zdolność sportowca zależy bardziej od jego umysłu, niż ciała. Na przykład koszykarz. By wrzucić piłkę do kosza, trzeba siły koncentracji. Jeżeli rzuca z odległości 3 metrów, czy 10 metrów, jego umysł musi w ułamku sekundy obliczyć odległość, określić wysokość rzutu piłką i siłę, jaką należy zastosować, by rzucić do kosza. Zdolność trafienia do kosza jest bardziej produktem umysłu, niż mięśni. Ja potrafię rzucić piłką na odległość 10 metrów, ale nie trafię do otworu kosza, gdyż ta zdolność pochodzi z umysłu, a nie z mięśni.

Ta sama prawda odnosi się do muzyka. Obserwowałem organistę, kiedy jego ręce przesuwały się po klawiaturze w jedną i drugą stronę, a jego nogi grały oddzielnie na pedałach basowych. Chociaż ręce grały na górnej a nogi na dolnej klawiaturze, oczy organisty patrzyły na dyrygenta. Zdolność do tego nie jest w palcach. Ja też mam dobre palce u rąk i nóg, ale nie potrafię grać na organach. Zdolność do grania na organach jest bardziej w umyśle, niż w rękach. Gdyby można było przełożyć mózg tego organisty do mojej głowy, wtedy moje palce mogłyby grać na organach. Czy widzimy ważność posiadania zmysłu Chrystusowego? To samo prawo dotyczy sfery fizycznej, co duchowej. Jeżeli zbór będzie miał zmysł Chrystusowy, wtedy i zbór i poszczególni wierzący będą mieć Jego zdolności. Wraz z Jego zmysłem mamy Jego możliwości. Gdybym miał mózg tego organisty, miałbym zdolność gry na organach. Ze zmysłem Chrystusowym przychodzi zdolność Chrystusowa. Jeżeli On wskrzeszał martwych, kościół też może wskrzeszać martwych. Jeżeli On uzdrawiał chorych, wypędzał demony, otwierał oczy ślepym, powodował, że chromi chodzili, my możemy robić to samo, jeżeli będziemy mieli Jego zmysł.

Nowocześni psychologowie stwierdzili, że co człowiek potrafi zrodzić w umyśle, może do tego dojść. To oznacza, że o czym człowiek myśli, to może zrobić. Jeżeli w swoich myślach może coś zobaczyć, może to doprowadzić do istnienia. Jedynym wymaganiem jest wizualizacja tej rzeczy w umyśle. Popatrzmy na osiągnięcia ludzi. Mówię do was przy pomocy taśmy video, nagranej przez kamery i inny sprzęt. To wszystko powstało kiedyś w umyśle człowieka. Ten mikrofon i nagłośnienie były kiedyś myślą w mózgu człowieka. Ponieważ człowiek potrafi myśleć, może to wykonać. Wszystkie te cuda obecnego wieku były kiedyś myślą w mózgu człowieka. Samochód, którym jeździcie był kiedyś marzeniem człowieka. Dzisiaj to marzenie jest rzeczywistością, gdyż umysł, w którym to powstało, był w stanie to wykonać.

Wiele lat temu nasz rząd wysłał pojazd na Marsa. Pamiętam, jak oglądałem to w wiadomościach wieczornych. NASA wysłała ten pojazd na odległość 320 milionów kilometrów i postawiła na Marsie. Widziałem, jak ten pojazd wysyłał na ziemię kolorowe, trójwymiarowe zdjęcia tego zakazanego świata. Ten pojazd wysyłał te zdjęcia z odległości 320 milionów kilometrów na ziemię i ja oglądałem je w moim domu. Patrzyłem z zapartym tchem, jak człowiek na ziemi wydawał rozkazy tej maszynie, by pobrała próbkę z powierzchni Marsa. Kiedy maszyna zaczęła wykonywać polecenie, coś się popsuło. Człowiek w Huston, oddalony o 320 milionów kilometrów zapytał tą maszynę, „Co się stało”? Nadeszła odpowiedź, że jeden z trzpieni zabezpieczających nie wysunął się. Z odległości 320 milionów kilometrów człowiek na ziemi powiedział tej maszynie, co ma zrobić, by uwolnić wysięgnik i udało się! Aż trudno to zrozumieć. Musicie pamiętać, że tego nie zrobił Bóg. Zrobił to człowiek przy pomocy umysłu, który dał mu Bóg. Ktoś pomyślał i jego umysł pracował, by to wykonać. To mi mówi, że użyteczność chrześcijanina nie polega na wyuczeniu się z książek, ani na jego zdolnościach muzycznych, ale ściśle na jego możliwościach prowadzenia przez zmysł Boży, czyli Ducha Świętego.

Ludzki umysł ma ograniczenia. Pomimo ogromnego i wspaniałego świata, jaki umysł ludzki stworzył, istnieje limit jego pomysłów. Ponieważ te pomysły są ograniczone, ograniczone też są osiągnięcia. Albert Einstein był chyba jednym z najmądrzejszych ludzi w historii. Teoria względności doprowadziła do najbardziej zdumiewających odkryć wszech czasów. Jego myślenie i osiągnięcia drastycznie zmieniły nasz świat. To teoria Einsteina doprowadziła do rozszczepienia atomu, z którego powstała bomba i cały nowy świat mocy. Mimo swoich wielkich możliwości myślenia Einstein śmiałby się, gdyby mu powiedzieć, że ten cały wszechświat może się zatrzymać.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Duch Święty, z rozdziału – Zmysł Boży

sobota, 19 stycznia 2013

Nowy Początek cz.3

Bert Clendennen
"A vessel of recovery"
"Naczynie odnowy"
tłum.
Katarzyna Zieleźnik


Kiedy w tle naszego życia pojawia się wiele faktów historycznych, tradycja; kiedy Boży ludzie i Boże sprawy mieszają się z pochodzącymi z innych źródeł, są zdezorientowani, a ich relacje z Bogiem nie są jasne, co zatem Bóg musi zrobić, by pozostać wiernym sobie? Co uczyni Bóg w takim czasie jak ten, jeśli nadal chce w pełni zrealizować swoją wolę? Uczyni dokładnie to, co uczynił z Samuelem. Gdy krok po kroku będziemy przyglądali się tej prawdzie, oby Bóg pozwolił nam zobaczyć to wszystko, ponieważ stajemy dzisiaj twarzą w twarz z taką samą sytuacją, w której znalazł się Samuel. Jeśli sprawy tak się rzeczywiście mają w tym czasie, Bóg musi zareagować. A Jego reakcja będzie tak sama, jak za dni Samuela. Jaka ona zatem była ?

Po pierwsze Samuel sam w sobie był już nowym początkiem. Samuel nie był dzieckiem tradycji, musiał się zdarzyć Boży cud, by to dziecko mogło się narodzić. Jego narodziny nie były sukcesją, ani tradycją, ani tym bardziej kontynuacją tego, co już było. To jest nowy początek, rozpoczęcie od zera, Samuel sam w sobie był nowym początkiem.  On nie bratał się z tradycją, która była w tle. Bóg sam zadbał o to, by tak się nie stało. Fakt, że Anna nie mogła mieć dziecka, był suwerennym aktem Bożej woli. To nie była kontynuacja przeszłości, nie było też żadnych z nią powiązań. Był to wyraźnie odcięty od przeszłości nowy początek, pozbawiony bagażu doświadczeń. Może wielu zastanawia się na tym, jak to można zastosować. Bardzo prosto. Każdy, kto poznaje chrześcijaństwo, napotyka tradycję, Bóg jednak może wyzwolić nas z niej, jeśli tylko tego pragniemy. Kiedyś myślałem, że jeśli pochodziłbym z rodu o długiej tradycji chrześcijańskiej, to byłoby to wspaniałym dziedzictwem. Dzisiaj już tak nie myślę. Doskonale wiemy o tym, że jeśli chcemy być dla Boga użyteczni, musimy być kimś więcej niż dzieckiem tradycji, musimy na nowo się narodzić i poznać Boga na nowo. Takie jest właśnie zastosowanie tej prawdy. Musimy zdać sobie sprawę z tego, iż świętość nie jest dziedziczna, ale musi na nowo się zrodzić w każdym pokoleniu. Prawdziwe Zielone Święta nie są przekazywane genetycznie.

Problem z ludźmi polega na tym, że nie chcą oddać Bogu swojej tradycji i pozwolić Mu przewyższyć wszystko, co mają z drugiej ręki. Jeśli Bóg ma coś z nami zrobić, musi nastąpić wyraźny rozdział między tym, co jest tylko tradycją, a tym, co jest naszym własnym doświadczeniem. W życiu Pawła możemy zobaczyć tę prawdę. Cóż za wspaniała tradycja, jakie dziedzictwo, jaka historia. Jakże jednak zdecydowane odcięcie się od tego wszystkiego i rozpoczęcie od śmierci. Powiedział on, że upodobało się Bogu objawić mu Syna Swego. To jest właśnie początek. Od tego trzeba zacząć. Bogu potrzebni są mężczyźni i kobiety, naczynia nie ukształtowane z czegoś pochodzącego z drugiej ręki, chociaż może wydawać się to dobre i właściwe, ale Bogu to nie wystarczy. To nowe musi być w tobie, a Bóg cię ukształtuje. Jedną z największych słabości Kościoła jest w pełni ukształtowany system chrześcijańskich doktryn przejęty z drugiej ręki i rozpropagowany. Jedną z najtrudniejszych rzeczy dla człowieka jest zdolność myślenia poza systemem. Wyprzeć się tradycji i ryzykować odrzucenie jest dla wielu nie do pomyślenia. Katolicy myślą po katolicku, baptyści w sposób baptystyczny a zielonoświątkowcy zielonoświątkowy. Bóg potrzebuje mężczyzn i kobiety, którzy powiedzą: „ Tak mówi Pan”. Potrzeba nam mężczyzn i kobiet, którzy powstaną mając przesłanie prosto od Boga, a nie pozostawione w formie resztek na stole tradycji.

Po drugie Samuel nie był tylko sam w sobie nowym początkiem, on także miał osobistą relację z Bogiem. Bóg nie pozwolił mu odejść. Nie wysłał Heliego ze słowem. Było to jedno z tych dwukrotnie powtórzonych wezwań : Samuelu, Samuelu, co oznaczało bardzo osobiste wezwanie. Jedyne co Heli mógł powiedzieć Samuelowi na podstawie swego długiego doświadczenia, aby osobiście odpowiedział na Boże wezwanie. Powiedz: „ Mów Panie”. Nikt, kto nie ma osobistej więzi z Bogiem, nie jest w stanie wezwać Boga, by ten zadziałał w mocy w sytuacjach niezgodnych z Jego wolą. Czy jesteś pewien, że masz osobistą relację z Bogiem, relację, w której On mówi do ciebie, działa w twoim własnym życiu? Modlę się o to, by Bóg poruszył cię, byś wziął sobie do serca to przesłanie. Wspaniały i chwalebny jest fakt, że każdy z was może poznać Ducha Pana działającego w waszym życiu. Bóg do tego stopnia może w tobie działać, że powiesz: „Bóg nie pozwolił, bym to zrobił , Pan pokazał mi przykład Samuela, to jest proste”.

Samuel był nowym zaczątkiem, miał też osobistą relację z Bogiem i właśnie te dwie rzeczy prowadzą do niego jako do ogniwa łączącego z Bogiem w sytuacji Bożego niezadowolenia i Jego reakcji na taki stan rzeczy. Bóg był niezadowolony. Co Heli wiedział na ten temat, co inni wiedzieli? Stary kapłan Heli nie miał pojęcia o Bożym niezadowoleniu, ponieważ był zaślepiony tradycjami swojego rodu. Ci, którzy są związani tradycją, nie rozpoznają Bożego niezadowolenia. Bóg nie jest zadowolony, ale oni są niewrażliwi na jego uczucia. Organizują swoje spotkania, składają ofiary, wykonują kapłańskie nakazy, ale nie są poruszeni niepokojem, które zsyła Bóg do ich serc. To w doskonały sposób opisuje kondycję naszych czasów. Jedyną troską jest liczba osób, którą można ściągnąć na spotkania religijne. W swej obsesji zliczenia Izraela zapomnieli o Bożym sercu.

Biorąc pod uwagę te dwa czynniki -  nowy początek i osobistą więź z Panem, Samuel od razu złączył się z Panem w jego niezadowoleniu i tamtej nocy w świątyni Bóg dał mu poznać to niezadowolenie. To objawienie poprowadziło Samuela najtrudniejszą i pełną cierpienia ścieżką. Nie było przecież łatwą rzeczą dla tego młodego człowieka powiedzieć staremu kapłanowi, co Bóg myśli o całej sytuacji. Samuel był już tak blisko Boga, że wiedział wobec kogo chce być lojalny i nic nie  ukrywać. Chociaż wzrok Heliego z biegiem lat stawał się coraz bardziej przyćmiony na nieczystość, która go otaczała, oczom Samuela nie umknęła nawet pajęczyna w świątyni, widział dokładnie wszystko.

Służba Samuela rozpoczęła się w momencie, kiedy zjednoczył się duchowo z Bożym niezadowoleniem, kiedy zaczął czuć to, co czuł Bóg. Bożym zamiarem zawsze było uczynić człowieka chodzącym przesłaniem Bożej woli. Ozeasz jest przykładem tej prawdy. Kiedy Ozeasz pojawia się na scenie, Boża oblubienica (Izrael) uważana była za nierządnicę. Bóg nakazał Ozeaszowi pokochać i poślubić nierządnicę, która po urodzeniu jego dzieci powróciła do swojego  dawnego rzemiosła. Ktoś mógłby pomyśleć, że po takim zdarzeniu Ozeasz powie dosyć. Jego miłość do tej kobiety była jednak tak wielka, że sprowadził ją na powrót do swego domu i wybaczył jej wszystko. Dlaczego Bóg przeprowadził Ozeasza przez to wszystko? Ozeasz będzie przemawiał w Bożym imieniu, musi więc być w stanie odczuwać to, co Bóg. Musi wiedzieć co to znaczy kochać i nie doświadczać wzajemności.


Skuteczna Boża służba wypływa właśnie z tego. Rodzi się z rzeczy, których  Bóg dokonuje w twoim wnętrzu, a twoje serce jest w efekcie obciążone tym, co się dzieje wokół. Zobaczyłeś to, czego Bóg oczekuje, zobaczyłeś to, co jest wokół, a  obciążone serce jest początkiem służby. Nie musisz stać się urzędnikiem w służbie z tego powodu, masz pozostać tam gdzie jesteś do momentu, gdy Bóg każe ci pójść w inne miejsce. Samuel rozpoczął w miejscu, w którym był, mając  obciążone  serce, a potem przebywał w rodzinnym okręgu Ramy pełniąc swoją służbę. Większa służba może nadejść z czasem, ale rozpoczynasz w miejscu, w którym właśnie jesteś. A jaka jest twoja służba? Odpowiadać na Boże pragnienia  i myśli jako ten, który stoi w opozycji do wszystkiego, co jest niezgodne z Bożą wolą i jeśli nawet huczące fale rozbijają się nad twoją głową, ty nadal trwasz niewzruszony. To jest właśnie sednem służby. W tej służbie Samuel stał się mostem. On i jego służba stały się mostem dla Boga, mostem dla Bożej przemiany od Saula do Dawida, z jednego stanu do drugiego. Samuel był Bożym naczyniem odnowy. 

koniec rozdziału czwartego

piątek, 18 stycznia 2013

artykuły pastora Berta Clendennena opublikowane na portalu Oblubienica:

Polecam uwadze artykuły pastora Berta Clendennena opublikowane na serwerze portalu Oblubienica:
  • Kamień probierczy
  • Koń Trojański
  • Samozwiedzenie
  • Samson typem kościoła
  • Taka ekumenia
  • Tragiczna mieszanina
  • Znak Bestii
  • Żołnierze
  • Pokaż nam drogę do Syjonu
  • Tajemna moc nieprawości 
http://oblubienica.eu/czytelnia/artykuly/bert-clendennen

Bóg może z niczego zrobić coś, szuka tylko naczynia

Kluczem do wszystkiego jest pięćdziesiątnica. Prawdziwa pięćdziesiątnica tworzy taką społeczność Nowego Testamentu, która stale przyciąga ludzi. Tam była moc. To nas tam prowadzi. Społeczność Ducha jest mocą na różnych poziomach. Po pierwsze jest to moc na poziomie fizycznym. Jeżeli ten sam Duch, który mieszkał w Chrystusie, mieszka w nas, mówi Apostoł, ożywi On nasze śmiertelne ciała. Będziemy mieli siłę, by czynić to, co On chce, siłę na poziomie fizycznym. Ja tego doświadczyłem. Bóg przez Ducha Świętego przygotował wszystko, co nam jest potrzebne, byśmy byli tym i czynili to, do czego On nas powołał. Po drugie, ona daje moc na poziomie umysłowym. Bóg użył głupich rzeczy, by zawstydzić mądrych. Tak było zawsze. W pewnym programie religijnym talk show kilka lat temu kilku ludzi miało świadczyć, zanim ja głosiłem słowo. Pierwszą osobą była kobieta, która o północy miała być w Las Vegas. Byliśmy w Kalifornii, a ona miała być w Las Vegas o północy, by śpiewać w jednym z wielkich kasyn, dlatego wzięli ją pierwszą. Powiedziałem do kogoś, kto był ze mną, „Co ona ma do powiedzenia w tym programie religijnym”. „Hm… Ona będzie mówić o nowym narodzeniu” brzmiała odpowiedź. Ja powiedziałem, że nigdy nie słyszałem o kimś, kto narodził się na nowo i dalej śpiewa w klubach nocnych i kasynach. Ich to bardzo rozdrażniło. Później było jeszcze gorzej.

Po programie byłem sam w moim pokoju hotelowym w modlitwie i rozmawiałem o tym z Bogiem. Zadałem Mu pytanie, „Jak Ty masz zamiar oczyścić ten kościół?” Pan odpowiedział natychmiast, „Nie użyłem Saula, by zabił Goliata”. On nigdy nie użył tej religijnej gwiazdy, ani tego geniusza, ale wybrał prostego pasterza, nie zepsutego przez ten świat i jego użył. Bóg może z niczego zrobić coś. Szuka tylko naczynia. Nie szuka przedstawienia, ale mieszkania i jeżeli pozwolimy Duchowi Świętemu mieszkać w nas i prezentować przez nas Chrystusa, znajdziemy potrzebną siłę. Zrozumiemy siłę na poziomie umysłowym.

Jest siła na poziomie fizycznym, umysłowym i moralnym. Obecnie, kiedy tyle się dzieje, niektórzy z wielkich kaznodziejów upadli moralnie. Oni oglądali się za nierządnicami. Niektórzy to robili przez całe życie. Głosili do tłumów i prości święci wierzyli, że są namaszczeni. Człowiek może się nauczyć robić pewne rzeczy. Wielki „mistrz dusz” może manipulować ciałem [i psychiką] a kąkol wierzy, że to Bóg. Nie ma żadnego wytłumaczenia dla was i dla mnie, gdybyśmy upadli moralnie, jeżeli jesteśmy pełni Ducha Świętego. W innych lekcjach widzieliśmy, że Duch Święty jest świętością Bożą i jeżeli człowiek chodzi w Duchu, „.. nie będzie pobłażał żądzy cielesnej” (Galacjan 5:16).

Duch Święty daje siłę na poziomie moralnym. W Starym Testamencie widzimy, że Józef był sprzedany w niewolę, gdzie musiał służyć w domu Potyfara. Ten miał piękną żonę, która zwróciła uwagę na tego młodzieńca i próbowała go skusić. Józef jest młodym mężczyzną i jest samotny. Wiem, że jemu podobała się ta kobieta, ale on uciekł. On uciekł nie od tej kobiety, ale od Józefa. To jest uczciwość. Duch Święty daje siłę na poziomie moralnym. Nie musisz zawieźć Boga. Jakaż to zniewaga, gdybyśmy będąc powołani, by nauczać ludzi o łasce Bożej, która uczy nas wyrzekać się bezbożności i świeckich pożądliwości, sami temu ulegli. Dla tego nie ma wytłumaczenia. Ludzie przyłapani szukają najróżniejszych wymówek. Nie ma żadnych. To przeżycie wprowadziło do życia tych ludzi siłę na poziomie fizycznym, umysłowym, moralnym i wreszcie na poziomie duchowym. „Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was”. (Dzieje 1:8). To oznacza moc na poziomie duchowym, by wykonywać dzieła Boże. „.. W Moim Imieniu...” To znaczy, zamiast Niego. To może być tylko wtedy, kiedy ja funkcjonuję przez Ducha Świętego. Imię Jezus jest charakterem i mocą Chrystusa. Tylko Duch Święty może to przez nas uczynić. W Jego imieniu oznacza, że Duch Święty żyje Chrystusem przez was. Jesteście tu zamiast Niego. Już nie ja, ale Chrystus. Kiedy żyję i funkcjonuję w Duchu, diabeł i choroby są mi poddane w Jego imieniu. To daje moc na poziomie fizycznym, umysłowym, moralnym i duchowym.

Człowiek mówi o sukcesach, Bóg mówi o aprobacie, Jeżeli narodzisz się według woli Bożej, bez względu na to, jakie będą rezultaty, będziesz służyć woli Bożej. Nie ma wymówki, gdyż z Duchem Świętym Bóg dał nam wszystko, co jest potrzebne do życia, pobożności i służby.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Duch Święty, z rozdziału – Społeczność Ducha Świętego

czwartek, 17 stycznia 2013

to przyszło na ludzi, którzy poświęcili czas, by słuchać Boga

Teraz chcę wskazać dwie decydujące rzeczy w ludziach, którzy to przeżyli.[mowa o Pięćdziesiątnicy] Pierwsze - oni byli ludźmi oczekującymi. Jezus powiedział im, „Wy zaś pozostańcie w mieście, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości.” (Łukasz 24:49). Oni poszli do górnej izby na Jego polecenie. On im nie powiedział, do jakiej górnej izby, ale chodziło o to, by oczekiwali i nie opuszczali miasta. Oni wybrali tę górną izbę i poszli tam z oczekującymi sercami. W modlitwie czekali przez 10 dni na spełnienie obietnicy. Ich modlitwy nie stworzyły pięćdziesiątnicy. On im to obiecał i oni tam poszli, by czekać na Niego. Oni oczekiwali. Wiedzieli, że coś się stanie i kiedy On przyjdzie, oni Go poznają. Nikt im nie mówił, „Będziecie mówić językami i po tym to poznacie”. My dzisiaj tak robimy. U pierwszych uczniów niczego takiego nie było. Wtedy przyszło coś z taką przemieniającą mocą, że oni wiedzieli, że poznają Go, kiedy przyjdzie. Oni tam poszli z oczekującymi sercami.

Po drugie - pięćdziesiątnica nie pojawiła się w próżni. Ona przyszła w atmosferze, gdzie wiara i pragnienie przygotowały drogę. Oni oczekiwali i patrzyli. To przyszło na ludzi, którzy poświęcili czas, by słuchać Boga. Bez tego nie będzie pięćdziesiątnicy ani dla kościoła, ani indywidualnie. Nie będzie następnej pięćdziesiątnicy bez oczekiwania i pragnienia. Postawa znudzenia, nie słuchania, apatii i nie oczekiwania przeszkadza Bogu w tej sprawie. Cokolwiek nie jest z wiary, jest grzechem. Wiara, to oczekujące serce. Jeżeli wierzę Bogu, to oczekuję, że coś się stanie. Jeżeli wierzysz Bogu, to twoja modlitwa będzie gorliwa, a to mówi o oczekiwaniu. Jeżeli wypowiadam moją modlitwę z obowiązku, albo przyzwyczajenia i nic więcej, to blokuję kanał, który Jezus własnoręcznie wykonał. Jeżeli zanoszę do Boga modlitwę naładowaną wiarą i oczekiwaniem, a w moim duchu naprawdę oczekuję, że Bóg przemówi, On naprawdę przemówi. Taka była atmosfera górnej izby. Inną decydującą rzeczą odnośnie tych ludzi, którzy doświadczyli tego pierwszego przeżycia było to, że oni byli poddani Chrystusowi. Każdy z nich zaprzedał się Chrystusowi. Paweł powiedział, „miłość Chrystusowa przymusza mnie”. Oznacza to, że mnie dyscyplinuje. Oni zaprzedali się Chrystusowi, gotowi iść wszędzie i czynić wszystko, co On rozkaże. Zadam pytanie. Czy może w tym leży nasza trudność? My mamy nasze ideały na temat tego, co chcemy, by Bóg czynił z naszym życiem. Mamy własne plany, gdzie On ma wykonać Jego plan dla naszego życia. W górnej izbie tak nie było. Może wtedy nie śpiewali pieśni „Pójdę, gdzie On mnie prowadzi”, ale mogę was zapewnić, że to nimi kierowało w tej górnej izbie.

Oni zaprzedali się Chrystusowi. Nie mieli innego zainteresowania, poza Chrystusem. Nie sugerowali Mu, co chcą robić i gdzie chcą iść, ale czekali na instrukcje. Nikt z nas nie ma prawa narzekać, że Bóg nie dał nam takiego przeżycia, jak im, póki nie pójdziemy z Chrystusem tak, jak oni. Kiedy czytamy Dzieje Apostolskie na temat wylania Ducha Świętego i następującego po tym przebudzenia, mówimy, „Na pewno nie otrzymaliśmy tego, co oni”. Jednak my nie daliśmy tego, co oni. Nie poddaliśmy się tak, jak oni.

Pięćdziesiątnica jest Bożą odpowiedzią na poddanie duszy Jezusowi Chrystusowi. To przychodzi po poddaniu się, a nigdy przedtem. Ogień nie zstępuje na pusty ołtarz. Ofiara, której Bóg oczekuje, to my. „Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą...” (Rzym. 12:1). Kiedy taką ofiarę złożymy na ołtarzu i poddamy się tak, jak oni, Bóg przemówi. To jest dokładnie nasz problem, że chcemy Ducha Bożego bez Bożych warunków. O wiele łatwiej jest spędzić dwanaście godzin na dyskusji o religii, niż pół godziny na posłuszeństwie Bogu. Zadowalamy się przyjacielskim i sympatycznym Jezusem, zamiast mocnego, władczego i rozkazującego Pana. Dzisiejsze kościoły mają ewangelię dobrej społeczności, zamiast ewangelii posłuszeństwa. Tu leży duża część problemu kościoła 20 wieku.

Do tych w Nowym Testamencie oczekujących i skoncentrowanych na Chrystusie, przyszedł Duch Święty. Sednem tego przeżycia nie był gwałtowny wiatr, ani ogień, ani języki. To były dodatki. Sednem tego przeżycia była MOC, moc, która wstrząsnęła nimi do głębi i wysłała ich, by wstrząsnęli światem. W moim chodzeniu z Bogiem upodobało się Bogu, a dla mnie było przyjemnością, że posłał mnie do wielu miejsc na ziemi. W roku 1968 byłem w Indiach, w miejscu, gdzie apostoł Tomasz zmarł w podróży dla Chrystusa. Ten oczekujący, skoncentrowany na Chrystusie człowiek otrzymał Ducha Świętego i Bóg posłał go w mocy Ducha, by zaniósł to poselstwo do pogan na świecie. Został on zabity z Indiach za ewangelię, którą głosił. W Osetii, na Kaukazie powiedziano mi z autorytetem, że tam zmarł Mateusz. W Kijowie, na Ukrainie powiedziano mi, że tam został zamordowany Andrzej.

Nasza religia potrzebuje mocy, nie organizacji, nie intelektualnego wyposażenia, ale MOCY. Potrzebujemy mocy. Nie ma innej tajemnicy mocy, niż głębia duchowa. W was czytających to jest głód, by wykonywać wolę Bożą. Może jesteś pastorem kościoła i chcesz, by ten kościół stał się tym, czym był kościół w Nowym Testamencie. Może masz zamiar założyć zbór, albo być ewangelistą używanym przez Boga do odnowy kościoła. Na to pragnienie jest jedna odpowiedź - mieć głębsze duchowe przeżycie. Gdyby tak było, nie musielibyśmy głosić kazań. Gdybyśmy „byli”, to byśmy „robili”. Takie przeżycie możemy mieć, JEŻELI zechcemy zapłacić cenę i poddamy się Chrystusowi.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Duch Święty, z rozdziału – Społeczność Ducha Świętego

środa, 16 stycznia 2013

kiedyś nazwałby ich psami, teraz są braćmi

Patrzymy na teologię Ducha Świętego i Jego miejsce w zwiastowaniu Ewangelii. Mówiliśmy już o Nim, jako o świętości Bożej. Patrzyliśmy na pierwszy kościół i Ducha Świętego i doszliśmy do przekonania, że można zdobyć to pokolenie dla Ewangelii. Byśmy mogli tego dokonać, musimy przestudiować wzór, jaki jest w Nowym Testamencie.

„Łaska Pana Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi.” (2 Kor. 13:13). Jest to zdanie, które prowadzi prosto do sedna chrześcijańskiego doświadczenia. W Trynitarnym błogosławieństwie Pawła ustalone są dwa fakty. Najpierw dowiadujemy się, że nie ma społeczności wierzących, jeżeli nie ma indywidualnej społeczności z Bogiem. Następnie nie ma społeczności z Bogiem, która nie powoduje żywej społeczności z ludźmi. Te dwa fakty są ustalone w tym tekście.

Społeczność chrześcijan w Nowym Testamencie jest bardzo imponująca. Jest też żywotna. Tu spotykamy Saula z Tarsu, wyniosłego faryzeusza, dzielącego się swoimi najgłębszymi tajemnicami z niepiśmiennymi niewolnikami z greckich slumsów. Kiedyś nazwałby ich psami. Teraz są braćmi. Wyjaśnienie jest tylko jedno - Chrystus. Mamy tam chrześcijańską ucztę miłości w katakumbach. Rzymska kobieta z błękitną krwią bierze kielich z rąk bezimiennej osoby z ulicy i obie czują, że jest to naturalne. Istnieje teraz między nimi miłość głębsza, niż siostrzana. Jedyne wytłumaczenie tego, to Chrystus.

Ta pierwsza społeczność jest rzeczą zdumiewającą i była ona wszystkim dla tych, którzy nią się dzielili. Młodzi wierzący, którzy przyszli do społeczności z pogaństwa stwierdzili, że w dniach prób po ich nawróceniu, kiedy stare otoczenie chciało ich ponownie wciągnąć, ta społeczność ich podtrzymywała. Oni nie zawsze mówili o społeczności i nie próbowali jej organizować w sposób pół-profesjonalny. Nigdy nie traktowali braterstwa, jako obowiązku. Ich społeczność była taka - wspólnie dzielili się życiem Jezusa Chrystusa. Dzisiaj mamy kłopot, gdyż próbujemy prowadzić nadludzkie społeczności po ludzku. Nasza teologia prowadzi ludzi do wierzenia, że mogą manipulować Bogiem. Próbowaliśmy to organizować, zmechanizować i wypracować, zapominając, że społeczność kościelna będzie tak samo ograniczona i niszcząca, jak wszystkie inne społeczności w świecie, jeżeli nie będzie zbudowana na nadnaturalnym przeżywaniu Chrystusa.

Wy, oddając siebie Bogu do służby, musicie to wiedzieć. Zakładając i budując kościół Boży na ziemi, musimy wiedzieć, że żywa społeczność z Bogiem spowoduje żywą społeczność z ludźmi. Społeczność jest naturalnym wynikiem wspólnego dzielenia się życiem Chrystusa. Jedną rzecz w szczególności musimy zauważyć odnośnie społeczności Ducha w Nowym Testamencie. Oni nigdy nie tracili czasu na wzajemne adoracje, jakby ta społeczność była sama dla siebie. Ona nigdy nie stała się ezoteryczna. Było to ciało Chrystusa, istniejące dla celów Chrystusa na świecie. Ta prawda została zagubiona. Tu w tej szkole musimy ją odzyskać, gdyż na tej prawdzie musimy budować kościół. Chrześcijańska społeczność zawsze przyciąga innych do siebie. Każdy członek tej pierwszej społeczności wiedział, że jest heroldem Bożym. Może nie był powołany do usługiwania z kazalnicy, ale on i ona wiedzieli, że byli Bożymi heroldami i że nasz duch nie ma być komorą chłodniczą, gdzie przechowywana jest nasza osobista religia. Mamy być elektrowniami, wysyłającymi w świat światło Jezusa. Bóg nie chce apologetów, którzy będą się o Niego spierać. On chce heroldów, którzy Go ogłaszają. O tym wiedziała pierwsza społeczność.

Teraz musimy iść głębiej. Na początku powiedziałem, że społeczność Ducha oznacza dwie rzeczy, a teraz przechodzimy na drugą stronę. Poza tą zdumiewającą społecznością Nowego Testamentu była też bezpośrednia społeczność z Bogiem, taka indywidualna pięćdziesiątnica. Dzisiaj wszędzie rozlega się wołanie o ponowną pięćdziesiątnicę. Dla milionów chrześcijan historia pięćdziesiątnicy, jaką opisano w Nowym Testamencie, z opisem ognia, języków i wiatru, jest dziwna. W wielu umysłach powstaje pytanie, „Co tam się naprawdę stało?” Że coś się stało, to jest jasne. Każdy historyk, studiujący Nowy Testament, czy to chrześcijanin, czy poganin szybko przyzna, że na następnych stronicach rozlega się w życiu naśladowców Chrystusa nuta, jakiej przedtem tam nie było. Tu w jednym momencie skończyło się ludzkie partactwo i niepewność. Od tego momentu mamy do czynienia z ludźmi pewnymi siebie, gdyż są zupełnie pewni Boga. Wszyscy, którzy myślą o chrześcijańskim początku zgadzają się, że tu, w określonym punkcie i określonej dacie historycznej coś się stało i to coś zbawiło chrześcijaństwo od tego świata. Każdy szczery czytelnik, który czyta drugi i następne rozdziały Dziejów Apostolskich, jest świadomy, że stało się coś, co zmieniło bieg historii.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Duch Święty, z rozdziału – Społeczność Ducha Świętego