Bert Clendennen

Bert Clendennen

piątek, 14 października 2011

Szkoła Chrystusa w Polsce

Ponownie chciałbym zaapelować do czytelników mojego Bloga do zorganizowania i uczestniczenia w stacjonarnej „Szkole Chrystusa” Ten Blog zawiera strzępki myśli pastora Berta, często są to fragmenty wyrwane z kontekstu. Myśli sygnalizujące tylko pewne kwestie. Szkoła Chrystusa, do której zachęcam daje nam możliwość pełniejszego spojrzenia na Boże sprawy niż mój Blog.  I jest jeszcze jedna, ważna różnica pomiędzy Blogiem a Szkołą Chrystusa. To czas modlitwy. Każda sesja zaczyna się i kończy godzinną modlitwą. To jest bardzo cenne. Najwięcej cennych notatek z tej szkoły poczyniłem właśnie w tym czasie, gdy Bóg w sposób szczególny kładł mi do serca wiele, wiele ważnych przemyśleń.  Stacjonarna Szkoła Chrystusa to także czas społeczności, śpiewania, słuchania świadectw i wzajemnego budowania się i zachęcania.

Moim pragnieniem jest spotykać się  tu na blogu z Wami wokół cennych spostrzeżeń spisanych na ośmiuset stronach książki "Szkoła Chrystusa" i w innych książkach pastora B. Clendennena. Oczywiście nie jestem w stanie przepisać tej pokaźnej książki i nie chcę tego zrobić ponieważ jest ona, jako całość przeznaczona dla uczestników stacjonarnej "Szkoły Chrystusa", którą gorąco polecam.  

Tutaj zamieszczam obszerne fragmenty, podręcznika "Szkoła Chrystusa" ale są one skrócone i wybrane tematycznie, a sam proces ich zamieszczania  tych fragmentów będzie bardzo długi i będą to refleksje pastora przeplatane z jego spostrzeżeniami z innych publikacji.  Można powiedzieć, że mój blog jest pewnego rodzaju reklamą i zachęta do uczestniczenia w Szkole Chrystusa. Nie chcę, wywierać na nikogo jakieś presji czy przymusić do uczestniczenia w tej Szkole, ale moim celem jest wzbudzić w czytelnikach apetyt na odnowienie czy pogłębienie osobistej relacji z Bogiem poprzez tę Szkołę. Jak już wielokrotnie pisałem na blogu, udział w stacjonarnej szkole daje wyjątkową możliwość przeżycia duchowego ożywienia przez pojedyncze osoby a przede wszystkim przez całe społeczności. Dlatego gorąco zachęcam czytelników mojego bloga do zorganizowania "Szkoły Chrystusa" w Waszych społecznościach, zborach czy wspólnotach.


Więcej o "Szkole Chrystusa" w Polsce na stronie - www.szkola-chrystusa.pl

w Nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości

Dzisiaj wiele mówi się o tak zwanym humanizmie, a mimo tego natura upadłego człowieka czyni go niehumanitarnym. Pan Jezus jest jedynym prawdziwym człowiekiem. Wszystko ludzkie jest w Nim, w Panu Jezusie Chrystusie. On jest pierworodnym nowej rasy. Kiedy ja narodziłem się na nowo, stałem się członkiem tej rasy. On jest Głową, a ja jestem członkiem Jego ciała. Bóg powiedział, że Jezus doprowadzi wielu synów do chwały W nowym narodzeniu stajemy się tym, kim On jest, jako człowiek. To rozwój nowego stworzenia powoduje upodabnianie się do Chrystusa; przejście z jednego życia do innego. W Jego słowach i Jego czynach widzimy wielkość Chrystusa. Popatrzmy teraz na Jego dobrowolną śmierć. Czytamy z ew. Jana 10 rozdziale, „Wszyscy, ilu przede mną przyszło, to złodzieje i zbójcy, lecz owce nic słuchały ich, Ja jestem drzwiami; jeśli kto przeze mnie wejdzie, zbawiony będzie i wejdzie, i wyjdzie, i pastwisko znajdzie. Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały. Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce. Najemnik, który nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc wilka nadchodzącego, porzuca owce i ucieka, a wilk porywa je i rozprasza, ponieważ jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.  Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, i moje mnie znają. Jak Ojciec mnie zna i Ja znam Ojca, i życie swoje kładę za owce. Mam i inne owce, które nie są z tej owczarni; również i te muszę przyprowadzić, i głosu mojego słuchać będą, i będzie jedna owczarnia i jeden pasterz. Dlatego Ojciec miłuje mnie, iż Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć. Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego”.

Takiego człowieka skazano na śmierć! Wtedy, tak jak i teraz wołają, „zgładź Go!” A jednak nikt go nie pozbawił życia. On oddał je dobrowolnie. Musimy pamiętać, że był człowiekiem i chociaż oddał dobrowolnie Swoje życie, nie był uwolniony od agonii i cierpienia. Jego wygląd był tak zniekształcony, że trudno Go było rozpoznać. Była to agonia, ale zgodził się na nią, z miłości do zgubionego rodzaju ludzkiego i dlatego, by wykonać Boży cel odkupienia. Jego śmierć nie była odizolowanym wydarzeniem historycznym, do którego został zmuszony, ale był to w całości odwieczny plan odkupienia  „Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism” (1 Kor. 15:3) Popatrzmy na Jego zmartwychwstanie w Dz. Ap. 2:24. Czytamy tam słowa Apostoła Piotra, „ale Bóg go wzbudził, rozwiązawszy więzy śmierci, gdyż było rzeczą niemożliwą, aby przez nią był pokonany”. Niemożliwe było, by śmierć mogła Go zatrzymać, gdyż śmierć jest wynikiem grzechu, a On był bez grzechu. On modlił się za wrogami, „Ojcze, przebacz im”. Nigdy nie powiedział, „Ojcze, przebacz mi”. W momencie Swojej śmierci On nie miał żadnego poczucia grzechu. Nawet na krzyżu nie miał poczucia grzechu, gdyż w Nim nie było żadnej winy. Dlatego grzech i jego konsekwencje nie mogły Go zatrzymać. Kim jest ta osoba, o której mówimy i do której mamy być upodobnieni? Kim jest ten Jezus? Narodził się z niewiasty i Jego narodzenie było takie, jak każdego innego człowieka. Urodził się w bardzo skromnych warunkach, chociaż przyszedł od Boga. Nikt nie potrafi intelektualnie zrozumieć, jak został On poczęty z Ducha Świętego. A jednak, jeżeli wierzysz w nowe narodzenie, to wiesz, że dokładnie tak się dzieje. On był nazwany człowiekiem - Jezus Chrystus. (1 Tymoteusza 2:5). Był całkowicie człowiekiem i całkowicie Bogiem. On jest tajemnicą Bożą. Nikt nie może Go zrozumieć, „nikt nie wie, kto to Syn, jak tylko Ojciec”, powiedział doktor Łukasz w Ew. Łukasza 10:22. Pan Jezus jest człowiekiem, a jednak jest Synem Bożym. Te dwie rzeczy mogą wydawać się niezgodne, ale Jan łączy je stwierdzeniem, „A Słowo ciałem się stało...” (Jan 1:14). Musimy unikać błędnego myślenia, że Słowo po prostu przybrało ciało, gdyż nie był On tylko w ciele. On był człowiekiem, ale wewnętrznie był Bogiem. Jezus był w pełni, kompletnie i prawdziwie człowiekiem takim, jak my - rozwijał się, jako zwykła ludzka istota. Był bezradnym niemowlęciem. Maria musiała go karmić. Wzrastał i uczył się. Przybywało Mu mądrości - był młodzieńcem. Był cieślą. Wiedział, co to być głodnym, spragnionym i zmęczonym. Był „kuszony we wszystkim” i to były prawdziwe pokusy. On sobie tego nie wyobrażał, ale odczuwał tak samo, jak my. Był Synem Bożym i tak o sobie mówił, ale był też synem Marii i miał ludzkie imię Jezus. Nazywał się „Synem Człowieczym”, co oznacza, że przyjął całkowitą bezsilność ludzką.

To Bóg miał na myśli, kiedy nazwał Ezechiela „synem człowieczym”. Jednocześnie opisuje to rzeczywistą przyszłość człowieka, gdyż czytamy w księdze Daniela, że pewnego dnia wszystkie królestwa świata będą poddane temu, „który jest jak Syn Człowieczy”. Tym Synem Człowieczym jest Jezus, który nazywa nas Swoimi braćmi. Jego imię było popularnym imieniem, ale jedynie On nadaje mu znaczenie, „ten, który zbawia od grzechu”. „A urodzi syna i nadasz mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego” (Mat. 1:21). Z naszej strony musimy zwracać uwagę, by właściwie Go nazywać. „Panem i Chrystusem uczynił go Bóg, tego Jezusa” (Dzieje 2:36). Uczniowie nigdy nie mówili do Niego Jezu. Ci, którzy Go poznali, z radością nazywali Go Panem. Nie potrafimy wyjaśnić wszystkiego, kim Jezus jest, „gdyż w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości” (Kolos. 2:9).

To jest osoba Jezusa Chrystusa, tego, do którego Bóg postanowił nas upodobnić. To w tym Jezusie Bóg ma szczególne upodobanie i którym napełni cały wszechświat w przyszłych wiekach.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Osoba Jezusa, z rozdziału Osoba Jezusa

czwartek, 13 października 2011

musimy jednak wiedzieć, co zrobiłby Ojciec

Od słów Jezusa przechodzimy do Jego czynów. Czytamy Jana 5:19 i 30 „Tedy Jezus odezwał się i rzekł im: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, nie może Syn sam od siebie nic czynić, tylko to, co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni. Nie mogę sam z siebie nic uczynić. Jak słyszę, tak sadzę, a sąd mój jest sprawiedliwy, bo staram się pełnić nie moją wolę, lecz wolę tego, który mnie posłał”. Jan 14:31, „Lecz świat musi poznać, że miłuję Ojca i że tak czynię, jak mi polecił Ojciec. Wstańcie, pójdźmy stąd”. (Dz. Ap. 10:38), „czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z nim”. W tym krótkim zdaniu podsumowane jest Jego życie wśród ludzi. On czynił dobrze i tylko dobrze. Nigdy słowem ani czynem nie zaszkodził nikomu. To nie oznacza, że był miękki i że nie obraził nikogo i dopasowywał się do otoczenia. On był zupełnie szczery, ale miłujący. On czynił dobrze, ale nie był tylko doradcą lub pracownikiem socjalnym. On nie był względnie dobry, ale absolutnie dobry. „Nie są to uczynki Moje, lecz Ojca”. On nigdy się nie śpieszył, goniąc od jednego zadania do drugiego. Zawsze był spokojny, chociaż był człowiekiem. Był człowiekiem, który czynił dobrze, dlatego musiał spędzać noce na modlitwie, będąc zupełnie zależny od Ojca. Obyśmy to dobrze zrozumieli. Bóg chce nas upodobnić do Chrystusa, byśmy żyli tak, jak On, postępowali tak, jak On i pracowali tak, jak On. Jego posłuszeństwo Ojcu jest przykładem wielkiej tajemnicy Biblii. „Nie czynię nic innego, tylko to, co widzę u mojego Ojca”. On zgadzał się, by Ojciec całkowicie kontrolował Jego życie. Chodził wszędzie, czyniąc dobrze. Bóg namaścił Jezusa z Nazaretu Duchem Świętym. To jest klucz. On chodził czyniąc dobrze. To po prostu oznacza, że jako człowiek, był zawsze całkowicie pod władzą Ojca, przez Ducha Świętego. On chodził i żył w Duchu Bożym. Ani raz nie działał niezależnie od Ojca. Jego uległość Ojcu dawała Mu taką pozycję, że demony i ciemność były Mu poddane. Piotr napisał,  „zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady;” będąc pełnymi Ducha Świętego i stając się absolutnie posłusznymi Chrystusowi. Kiedy On będzie naszym absolutnym Panem, stwierdzimy, że ciemność jest nam podległa.

Jego uczynki były wspaniałe ale On czynił je w taki sposób, że były naturalną częścią Jego życia. On nie usiłował czynić dobrze, gdyż On takim był. Tak widoczne dzisiaj imitacje Chrystusa w kościołach nie są tym, czego Bóg oczekuje. Bóg szuka ludzi takich, jak wy i ja, tak upodobnionych do Jego obrazu, że mogą powiedzieć z Apostołem Pawłem, „dla mnie życiem jest Chrystus”. On nie musiał dopracowywać się specjalnych efektów. Kiedy 5000 potrzebowało nakarmienia. On nie musiał zwoływać rady, nigdy nie organizował posiedzeń komitetów, by ustalić program zaspokojenia potrzeby tak wielu. On chodził w Duchu Bożym i czynił tylko to, co widział, że Jego Ojciec czyni. Tak bywa w rodzinach, że kiedy ojciec umrze, najstarszy syn ma być odpowiedzialny za rodzinę. Jeżeli ten syn znał ojca, to wie, co zrobiłby ojciec, kiedy pojawiłby się problem, więc po prostu zrobiłby to, co wie, że zrobiłby ojciec. Kiedy ja się nawróciłem i uświadomiłem sobie, że Bóg jest moim Ojcem, wiedziałem, że gdybym zawsze wiedział, co zrobiłby na moim miejscu Ojciec, to zrobiłbym tek samo i zawsze byłbym w porządku. Musimy jednak wiedzieć, co zrobiłby Ojciec, a dowiedzieć się tego możemy jedynie ze Słowa Bożego. Taka była tajemnica życia i mocy Jezusa Chrystusa. On czynił tylko to, co widział u Ojca. On znał Ojca i stąd wiedział dokładnie, co Ojciec by zrobił w każdej sytuacji. To jest wiara. Jest to zawarte w podobieństwie do Chrystusa. On chce, byśmy żyli i chodzili z Bogiem tak, byśmy zawsze wiedzieli, co zrobiłby Ojciec i nigdy nie działali samodzielnie. Takiego wyboru możemy dokonywać.

Jezus w czasie kuszenia na pustyni pokazuje nam drogę do zwycięstwa. On był kuszony. Diabeł chciał dotrzeć do Niego, jako do człowieka i namówić Go, by zrobił coś sam od Siebie. Gdyby udało mu się zrobić to, co zrobił z Adamem, wszystko byłoby stracone po raz drugi. Tak jest zawsze z pokusami. Jezus nie zgodził się działać niezależnie od Ojca. Przez swój chrzest, kiedy wchodził do wodnego grobu, oznajmiał - nigdy nie będę wykonywał Swojej woli. Będę czynił tylko to, co mówi Ojciec. Przeżył tak całe życie. Dlatego też choroba ustępowała, kiedy On kogoś dotknął, a demony wychodziły, kiedy On przemówił. Do takiego miejsca Bóg chce doprowadzić nas.

Jezus nigdy nie wykraczał poza wolę Ojca. Pokusy są zawsze takie same, bez względu na to, jak przychodzą. Może to być pożądliwość, chciwość czy cokolwiek. Czy chcę trzymać się swojej woli, czy chcę trwać w Bogu? Jeżeli postanowimy trwać w Bogu, On wzmocni tą decyzję. Czym bardziej jesteśmy upodobnieni do Jego obrazu, charakteru i posłuszeństwa, tym więcej będziemy w stanie wykonywać dzieła Boże. Jezus słowem wskrzesił zmarłego. Nikt nigdy nie mówił tak, jak On i nikt nie czynił tego, co On. On nigdy nie musiał sobie przypominać, Że trzeba wierzyć. Jego relacja z Ojcem była tak intymna, że działali razem. To nie robi na nas wielkiego wrażenia, gdyż jesteśmy tak bardzo inni. Nasza służba składa się z wysiłków i mamy nadzieję, że one do czegoś doprowadzą, a jeżeli nie, to spróbujemy czegoś innego. Z Chrystusem nigdy tak nie było. Jeżeli pozwolimy Mu wykonywać Jego wolę w naszym życiu tak, byśmy mogli powiedzieć z Apostołem Pawłem, „dla mnie życiem jest Chrystus”, stwierdzimy, że to nie wysiłki ciała, ale proste zaufanie Jemu wykona Jego wolę w nas. Nie będziemy walczyć z opętanym przez demony, ale powiemy słowo od Boga, a demony uciekną. Jezus nigdy nie zaczął robić czegoś, o czym musiałby potem powiedzieć, że się pomylił.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Osoba Jezusa, z rozdziału Osoba Jezusa

środa, 12 października 2011

by uwolnić nas od wszystkiego, co nie jest z Chrystusa

Czytamy Jana 8:46, „Któż z was może mi dowieść grzechu? Jeśli mówię prawdę, dlaczego nie wierzycie mi?” Jest to prawda nieosiągalna przez człowieka. Dzisiaj rozważymy pewne fakty z życia Jezusa Chrystusa i wierzę, że one dają w nasze serca wiarę, byśmy mogli pójść dalej, niż jesteśmy. Nie jest to zwyczajna szkoła. Będzie to bardzo intensywny czas studiowania, nie tylko po to, by poznać prawdę, ale by stać się prawdą i by poznać przez Ducha to, czego się uczymy. Musicie osobiście i blisko poznać tego Chrystusa, którego przedstawiamy w tych lekcjach. Tylko takie relacje spowodują wiarę, które wyjdzie poza granice ludzkiego rozumowania i będzie głosić Chrystusa z odwagą i przekonaniem.

Zanim przyjrzymy się tym faktom, musimy zadać sobie pytanie, kto kiedy rzucił takie wyzwanie swoim wrogom, „Któż z was może mi dowieść grzechu”. To było wyzwanie rzucone przez Pana Jezusa i nie można powiedzieć, że On był zarozumiały lub przesadzał, lub nie znał dobrze samego Siebie. On mówił więcej o Sobie, niż o kimkolwiek innym z ludzi. On nie był zarozumiały, ale po prostu stwierdzał fakt. Takie były słowa człowieka, którego sumienie odzwierciedlało twierdzenie; „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (Jan 10:30). Pan jakby powiedział - Ja nie wiem, co to czuć się winnym. Moje sumienie mnie nie oskarża. Nie mam czego żałować. Nic muszę cofać ani jednego słowa. Nikogo nie muszę przepraszać lub prosić o przebaczenie. My nie możemy tego powiedzieć o sobie, gdyż nikt z nas nie miał podobnego przeżycia, ani też nie spotkaliśmy człowieka, który mógłby o sobie tak powiedzieć! Większość z nas jest tak powierzchowna, że przyjmujemy grzech, jako coś nieuniknionego i usprawiedliwionego. Potrzebujemy Ducha Świętego, by nas przekonał, że Jezus Chrystus jest jedynym człowiekiem, który może stwierdzić, że jest bez grzechu. To wystarczyło, by grzeszni ludzi posłali Go na krzyż. Świat nie toleruje takiego człowieka. Gdyby był On tu dzisiaj, świat odrzuciłby Go - On był przezroczystą czystością, potwierdzoną przez Niebo.

Pamiętając o tym, zauważmy ponownie prawdę, że ostatecznym celem Boga jest upodobnienie nas do obrazu tej Osoby; Jezusa Chrystusa. Jesteśmy nowymi stworzeniami. On był pierworodnym nowej rasy. Nie zajmujemy się Nim, jako Bogiem, ale jako osobą - Jezusem Chrystusem. On, który przyszedł z woli Bożej, narodził się z dziewicy, jest pierworodnym nowej rasy. On Sam tak powiedział.

Zgadzamy się z tym, że w Bogu nie było grzechu, ale tu stoi człowiek, Jezus Chrystus i stwierdza tak w Jana 8:46. Kiedy Biblia mówi o upodabnianiu nas do obrazu Chrystusa, oznacza to reprodukowanie moralnego charakteru Jezusa Chrystusa w nas. Jego twierdzenie o bezgrzeszności spowodowało, że grzeszni ludzie Go nienawidzili. Kiedy Jego charakter będzie w nas w takim stopniu, że ludzie zobaczą Jego w nas, zamanifestują taką samą nienawiść. Jezus mógł stanąć przed Bogiem i stwierdzić, że jest bez grzechu. Ta świadomość była częścią tajemnicy pobożności, gdyż to Słowo stało się ciałem. Pomyślcie o tym. On nie tylko przybrał ciało, ale stał się ciałem. Stał się prawdziwym człowiekiem. Musimy znać te słowa Jezusa, kiedy mówił o Sobie w Jana 8:46, o człowieku, Jezusie Chrystusie. Ten człowiek, który jest uwielbiony po prawicy Ojca, był Bogiem, ale był również człowiekiem. W nim możemy widzieć wzór człowieka,  jakim Bóg chce każdego z nas widzieć. Otwórzcie Jana 12:49 i 50. Popatrzmy na te słowa, byśmy mogli zobaczyć tego, do kogo mamy się upodobnić. Mamy do czynienia z człowiekiem - Jezusem Chrystusem, a nie z Bogiem. „Bo ja nie z siebie samego mówiłem, ale Ojciec, który  mnie posłał. On mi rozkazał, co mam powiedzieć i co mam mówić. I wiem, że przykazanie jego jest żywotem wiecznym. Przeto, co Ja wam mówię, mówię tak, jak mi powiedział Ojciec”. Te słowa Jezusa były proste, a jednocześnie miały nieskończoną głębię. W Nim nie było nic dramatycznego. Na to musimy zwrócić uwagę. On nigdy nie zachowywał się, jak aktor lub orator. Nigdy nie ubierał specjalnego stroju, by się odróżniać od innych ludzi. Nigdy nie mówił z grymasem lub gestykulacją. Nigdy nie używał trudnych słów, a powiedział więcej, niż ktokolwiek inny mógł powiedzieć. Ew. Jana 6:63 powiedział, „Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem”.

Prości ludzie chętnie Go słuchali. On nigdy nie próbował zrobić wrażenia oratoryjnymi przemówieniami lub poezją, a jednak Jego słowa są tak piękne, że nigdy nie znudzi się nam słuchanie ich. Bez oficjalnego statusu przemawiał z autorytetem, jakiego nikt przed Nim ani po Nim nie miał. Często mówił o Sobie, a jednak w żadnym przypadku nie możemy powiedzieć, że zajmował się Sobą. Mógł twierdzić, „Ja jestem chlebem życia”, „Ja jestem światłością świata”, „Ja jestem prawdą”. Kiedy mówił o życiu, to przemawiało życie, chociaż mówił to człowiek. Zawsze musimy pamiętać o tej prawdzie, gdyż tylko wtedy, kiedy patrzymy na takiego Chrystusa w Duchu, jesteśmy w stanie upodobnić się do Jego obrazu. Nie możemy się zmienić ponad nasze widzenie Chrystusa. Koniecznie musimy wiedzieć kiedy On mówi, co mówi, z jakim autorytetem mówi i że mówi, jako człowiek. Jezus powiedział, „Słowa, które mówię, nie są moje, ale Ojca”. Z tego powodu ani jedno słowo nie może być dodane do tego, ani ujęte z tego, co Jezus powiedział.

On nie próbował powiedzieć czegoś poprawnie, co być może skieruje kogoś we właściwym kierunku, ale wypowiadał słowa życia ludzkim językiem, na przykład „Mówię wam”. Kiedy poznaję Go i Jego słowa, wiem, że Jego słowa pochodziły od Ojca. Jego słowa były słowami Boga. Jego słowa są odpowiedzią na każdy ludzki problem. W osobie Chrystusa jest odpowiedź na wszystko. On nie potrzebuje pomocy. On jest tym, za kogo się podaje. Kiedy przyjdziemy do Niego, nasza wiara może oprzeć się na tym, kim On jest. „Ufać będą tobie ci, którzy znają imię twoje” (Psalm 9:11). Kiedy to poznamy i uwierzymy w to, wtedy Bóg patrząc na nas indywidualnie i kolektywnie, nie widzi nic innego, tylko Chrystusa. Dlatego wszelka Jego praca z nami polega na tym, by uwolnić nas od wszystkiego, co nie jest z Chrystusa. To jest proces, który Biblia nazywa uświęceniem i to jest odpowiedź na wszystko. Takie jest nasze doświadczenie, kiedy przybliżamy się do Jego podobieństwa, by gromadzić Bożą moc. To musicie zrozumieć, gdyż to was uwolni od niepotrzebnej walki z ciałem. To Jezus Chrystus otrzymał wszelką moc. Zwróćcie uwagę, gdzie On był, kiedy powiedział, „Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi” (Mat. 28:18). Po zmartwychwstaniu Jezus pokazał się Swoim uczniom i przekazał im polecenia. Teraz mówi do nich po raz ostami. Za chwile ma wstąpić do Nieba i mówi do nich, jako człowiek uwielbiony. Wszelka moc została dana Jemu, jako uwielbionemu człowiekowi. To mówi bardzo dobitnie, że kiedy idziemy progresywnie w kierunku Jego podobieństwa, rezultatem jest moc. Przez cały czas, od narodzenia na nowo do naszego uwielbienia. Bogu o to w nas chodzi. Z tego powodu celem nadrzędnym jest poznanie osoby Jezusa Chrystusa.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Osoba Jezusa, z rozdziału Osoba Jezusa

wtorek, 11 października 2011

myśli opublikowane na blogu - "Człowiek według Bożego serca"


Dzisiaj zakończyłem wstawianie obszernych fragmentów z książki - "Człowiek według Bożego serca" Poniżej przedstawiam Spis treści rozdziałów z tej książki oraz daty ich publikacji na blogu. 
  • Ostateczna walka między dobrem a złem - 17 stycznia
  • Chrystus - objawienie charakteru Boga - 19 stycznia
  • Chrystus - objawienie Starego Testamentu - 21 stycznia
  • Chrystus nadchodzi - 21 - 30 stycznia
  • Odnowienie duszy - 16 - 19 luty
  • Życie Chrystusa - 21 - 27 luty
  • Przygotujcie drogę Pańską - 28 luty - 5 marca
  • Tron Boży i ołtarz - 7 - 11 marca
  • Człowiek według Bożego serca – 14 -18 marca
  • Ołtarz i Krew – 11 – 14 lipca
  • Poświęcenie bez reszty – 15 – 21 lipca
  • Wiara i grunt niebiański - 25 – 29 lipca
  • Rozwiążcie go i pozwólcie mu odejść - 1 - 3 września
  • Wiedząc czego słuchamy - 5 - 9 września
  • Duchowe tajemnice życia - 12 - 15 września
  • O Bożym poszukiwaniu - 16 - 21 września
  • Zwiastowanie - 22 - 27 września
  • Bądź napełniony Duchem - 29 września - 6 października
  • Rola postu - 7 - 11 października
Przypominam, że równolegle do umieszczanych fragmentów książki  „Człowiek według Bożego serca” w internetowym Radiu Pielgrzym http://www.radiopielgrzym.pl  istnieje możliwość wysłuchania kazań pastora Clendennena, które dały początek napisaniu tej książki, ponieważ książka o której mówimy jest zapisem kazań pastora Berta, które wygłosił m.in w Polsce. w 2002 roku

nawet w czasie suszy twoja dusza będzie zaspokojona!

Od 1953 do 1956 roku byliśmy z moja żoną ewangelistami. W 1954 roku prowadziliśmy ożywione nabożeństwa w pewnym mieście. Bardzo wcześnie wstawaliśmy, żeby się modlić. Tego ranka, kiedy modliłem się, usłyszałem w swoim duchu głos i słowo: „Sajgon!”. Nie wiedziałem, co to słowo znaczy i zapytałem żonę, a ona mówi: „Co to jest? Gdzie to jest?”. Potem dowiedzieliśmy się, że to stolica południowego Wietnamu. W tym czasie Francuzi zostali pokonani w Den-Wen-Fu i wycofali się z Wietnamu, a Ameryka zaczęła się angażować. Wiedzieliśmy, że Bóg nas tam powołuje. Nie mieliśmy pieniędzy, nie wiedzieliśmy nic na temat misji, ponieważ usługiwaliśmy dopiero od roku. Przez następne 14 lat służba ta ciągle żyła w naszych sercach. Kiedy Ameryka zaangażowała się w tę wojnę, Sajgon pojawił się w tytułach wiadomości każdego dnia. W styczniu 1967 roku wylądowaliśmy w Sajgonie. Nikogo nie znaliśmy, nie mieliśmy do kogo pójść, żeby o cokolwiek zapytać. Zarejestrowaliśmy się w hotelu i wiedzieliśmy jedno, że jesteśmy tam z Bożej woli. Nie znaliśmy ani jednego słowa w ich języku. Byli tam amerykańscy żołnierze, więc postawiłem moją żonę w jednym rogu, a ja stanąłem w drugim i rozdawaliśmy traktaty, chociaż wiedziałem, że naszym celem nie byli żołnierze. Przyjechaliśmy dla Wietnamczyków. Mówię cały czas o tym, że Pan nas ustawicznie prowadzi, jeżeli chodzimy w duchu. Bóg ci powie, gdzie masz postawić każdy krok, ale aby chodzić w duchu, musisz rozprawić się drastycznie ze swoim ciałem. Kiedy wchodziliśmy, trzymałem żonę za rękę. Razem z nią przeżywamy miesiąc miodowy już od 56 lat. Poślubiłem ją 56 lat temu i jest u nas tak, jakbyśmy się pobrali wczoraj. 

Gdy tak trzymałem ją za rękę, pewien oficer wietnamski podbiegł do mnie, mówiąc: - Szukam cię od kilku lat! - Mnie szukasz? - pytam - ja przecież tu nikogo nie znam! - Ale ja ciebie znam - odrzekł. - A skąd mnie znasz? - pytam. - Jestem pułkownikiem armii wietnamskiej i jestem też szefem uczelni wojskowej. Kiedy Ameryka zaangażowała się w tę wojnę, wysłano mnie do Ameryki, żebym się nauczył waszych sposobów walki. Kiedy tam byłem, narodziłem się na nowo. Zdałem sobie sprawę z tego, że mój naród jest zgubiony. Są buddystami albo katolikami, a kościół ewangeliczny jest bardziej martwy, niż tamte dwa razem wzięte. Wróciłem do Wietnamu i chciałem się zwolnić z wojska, żeby głosić ewangelię, ale powiedziano mi, że moje zadanie jest zbyt ważne. W roku 1961 rozpocząłem długi post i pewnej nocy miałem widzenie. Widziałem ciebie: szedłeś ze swoją żoną i miałeś ze sobą Biblię. I wtedy Bóg mi powiedział: „Ten człowiek przyniesie przebudzenie do Wietnamu”. Byłem tam 7 lat i widziałem to przebudzenie. W następną niedzielę zorganizował nabożeństwo. To był po prostu katolicyzm, tylko inaczej się nazywał. Kiedy usłyszeli, że „gringo” będzie usługiwał, wypełnił się cały dom Nikt tam nie był zbawiony, oprócz mnie i mojej żony. To byli ludzie religijni, ale zgubieni. Ja i moja żona byliśmy jedynymi ludźmi nowonarodzonymi w tym domu. Biuro pastora było po drugiej stronie podium, więc zaprowadzili mnie tam przed rozpoczęciem nabożeństwa. Wewnątrz było bardzo gorąco, żadnej klimatyzacji. Dom pełen był ludzi. Spotkałem pastora. Miał dużą bliznę po złamanej czaszce. Powiedział mi wprost: „Jestem narkomanem, nie z wyboru, ale północni Wietnamczycy pobili mnie i zostawili w polu myśląc, że jestem martwy. Uciekłem na południe. Od 14 lat mam straszny ból głowy, więc przyjmuję najmocniejsze narkotyki, ale ból nie ustępuje”.

Bóg mi powiedział: „Połóż na niego swoje ręce. Ja ten ból zatrzymam!”. Bóg go natychmiast uzdrowił, uwolnił od narkotyków i zbawił jego duszę. Teraz już było nas troje narodzonych na nowo. Wyszliśmy z biura i spojrzałem na tłum rozgadanych ludzi. Wśród nich zobaczyłem starego człowieka, później dowiedziałem się, że miał 85 lat. Gdy mnie zobaczył, zaczął płakać. W Wietnamie nikt nie wyjdzie ze zboru, dopóki pastor nie stanie w drzwiach. Tego ranka usługiwałem i wszyscy pragnęli przyjąć zbawienie. Nie było nikogo, kto by mi pomógł - tylko ja i żona. Kiedy skończyliśmy zwiastowanie, modliłem się o chorych. A ten stary człowiek cały czas płakał. Czasami łkał tak głośno, że to niepokoiło całe zgromadzenie. Gdy skończyło się nabożeństwo, pastor podprowadził mnie do drzwi, którymi ludzie wychodzili, by witać się z nimi. Ten stary człowiek również stanął w kolejce i w dalszym ciągu łkał. Powiedziałem do mojego tłumacza Kaana: „Kiedy ten człowiek dojdzie, zapytaj go, czemu płacze”. Gdy zbliżył się zapytałem: „Czemu tak bardzo płaczesz?”. A on na to: „5 lat temu byłem tak jak Amos. Modliłem się i pościłem, żeby Bóg posłał przebudzenie do tego biednego kraju. Bóg do mnie przemówił: nie umrzesz dotąd, aż zobaczysz człowieka, który przyniesie przebudzenie. Kiedy ty wyszedłeś z biura, to ten sam głos powiedział do mnie: „Synu, przyjrzyj się bliżej, to jest ten człowiek, który przyniesie przebudzenie”. On będzie cię prowadził ustawicznie, jeżeli będziesz trzymał swoje ciało w złamaniu i będziesz chodził w Duchu. Bóg powie ci, gdzie postawić każdy krok.

Razem z żoną byliśmy tam przez 7 lat. To były najgorsze czasy. Kiedyś zwiastowałem do tłumu liczącego około 45 tysięcy ludzi, a wokoło było słychać strzały. Widziałem, jak pięćdziesiątnica weszła do tego kraju po raz pierwszy od 4000 lat. Dzisiaj są tam dziesiątki tysięcy napełnionych Duchem. Prawdopodobnie najbardziej skuteczna „Szkoła Chrystusa” jest właśnie w Wietnamie. Bóg mnie poprowadził. On powiada: „Będę cię ustawicznie prowadził!”. Kroki dobrego, duchowego człowieka są kierowane przez Boga. On nie będzie prowadził cię według ciała. Jeśli poprzez post uporasz się z cielesną naturą. Bóg będzie cię ustawicznie prowadził. W tym samym wersecie, w którym jest powiedziane, że Pan będzie cię ustawicznie prowadził czytamy, że nawet w czasie suszy twoja dusza będzie zaspokojona. Alleluja! Bez względu na to, co robią inni ludzie, twoja relacja z Bogiem to sprawa pomiędzy tobą a Bogiem. Wiecie, co to jest susza? Po prostu nie ma deszczu! Wszystko zaczyna umierać. Paweł również mówi o duchowej suszy. W Izraelu była susza przez 3 lata, tak że zaczęli zjadać swoje własne dzieci. Paweł mówi o duchowej suszy - kiedy chrześcijanie zaczynają kąsać i pożerać jedni drugich. Jeżeli twoje ciało będzie złamane, a twój duchowy człowiek żywy przez modlitwę, to nawet w czasie suszy twoja dusza będzie zaspokojona. 

Wierzcie mi, to nie jest sprawa otoczenia, ale nastawienia serca, które dochodzi do człowieka poprzez Bożą moc. Jeżeli zapewnisz, że kanał ten będzie otwarty, to choćby kościół byłby martwy, ty będziesz żywy. Relacja jest miedzy mną a Bogiem. Jeżeli ja będę w porządku, to Boża rzeka będzie płynąć nawet w czasie suszy, a moja dusza będzie zaspokojona. Kiedy przyjechałem do Borna w Teksasie w 1956 roku, dobry prezbiter mi powiedział: „My ciebie tu nie chcemy! Nie chcemy tu już następnego kościoła!”. Ja na to: „Ty i Bóg - mówicie innymi językami! Bo On mi powiedział, że mam tu przyjechać”. „Jeżeli założysz tu kościół, to nie będzie to zbór Assamblies of God!” - zareplikował. Ja odparłem: „W takim razie nie będzie tutaj Assamblies of God, ale ja i tak tutaj będę! Nie jestem buntownikiem, ale chcę być posłuszny Bogu a nie człowiekowi”. Później staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi, ale mówię wam, że początek tego zboru był trudny. Nie miałem pieniędzy, nie miałem sponsora, wiedziałem tylko, że to jest Bożą wolą. Na zewnątrz wszystko sprzeciwiało mi się, a kościół mnie tam nie chciał. Ale Bóg błogosławił. Przyszło przebudzenie. Byliśmy tam zaledwie dwa miesiące, a w niedzielę wieczorem, w czasie kiedy śpiewaliśmy pieśń, dziewięć osób zostało ochrzczonych Duchem Świętym i otrzymałem taką ofiarę, jakiej nigdy wcześniej nie zebrano. Kiedy głosiłem ewangelię, jeszcze sześć osób przyjęło zbawienie, a trzy z nich zostały ochrzczone Duchem Świętym. Wychodziliśmy z kościoła o pierwszej rano. Niektórzy byli tak pijani Duchem Świętym, że trzeba było ich wnosić do samochodu.

Następny dzień, poniedziałek, był dniem społeczności i chociaż wiedziałem, że mnie nie chcą, i tak poszedłem. Ten dobry prezbiter rozpoczął pytaniem: Czy ktoś chciałby złożyć świadectwo? Duży mężczyzna, który stał za mną, tak się pochylił, że gdybym spojrzał do góry to widziałbym, skąd wyrasta jego język. W swoim świadectwie powiedział: „Żyjemy w czasach wielkiego odstępstwa i nikt nie chce słuchać Ewangelii. Jest to czas śmierci i pustki. Dzisiaj będę musiał pożyczyć pieniądze, żeby opłacić rachunki zborowe”. I usiadł. Następny wstał i mówi: „Ja chciałem tylko powiedzieć amen na to, co on powiedział”. Wiedziałem, że mnie nie chcą słuchać, ale wyskoczyłem i zawołałem: „Bracia, tak nie musi być. W poprzedni wieczór 12 osób zostało ochrzczonych Duchem Świętym, sześć osób zostało zbawionych i zebraliśmy największą kolektę, jaką kiedykolwiek tu zebrano!”. Nie zauważyłem nawet, w tym moim podnieceniu, że wyszedłem na przejście. To było 46 lat temu. W tamtych czasach jeszcze bym mógł wyskoczyć na kazalnicę, teraz już tak wysoko nie skaczę, ale znalazłem się wtedy w przejściu i krzyczałem i mówiłem im o zwycięstwie. Zaraz zauważyłem, że jestem jedyną osobą w tym zgromadzeniu, która robi hałas. Wyluzowałem się więc i usiadłem. Wtedy ten duży mężczyzna za mną znowu wstał i powiedział: „Ja zauważyłem po 40 latach bycia w ruchu zielonoświątkowym, że ci, którzy najbardziej demonstrują, najmniej takim życiem żyją” i usiadł. A ten, który koło mnie siedział, powiedział: „Czy wiesz, że on mówił o tobie? - i spytał: Czy teraz wstaniesz?”. A ja mu na to: „Dlaczego mam wstawać, to on przecież powiedział, że będzie pożyczał”.

Wiecie, ten zbór był martwy. Nawet w czasie suszy twoja dusza będzie zaspokojona. Możesz chodzić z Bogiem, ale do ciebie należy trzymanie starego człowieka na krzyżu. Niech ta rzeka wypływa. Nawet jeżeli żona nie pójdzie, ty możesz iść; nawet jeżeli zbór nie pójdzie, ty możesz pójść dalej. Jest tak dlatego, że jest to osobista relacja pomiędzy mną, a wielkim Bogiem. Przez 53 lata ta rzeka płynie we mnie i w złych, i w dobrych czasach, bo Bóg się nigdy nie zmienia. Nawet w czasie suszy twoja dusza będzie zaspokojona! To jest Boża obietnica dla nas. Nie możecie pozwolić, żeby zbór zrobił z was jakichś chwalebnych biznesmenów. Musicie zawsze mieć właściwe relacje z Bogiem. Nie możesz biegać w tę i z powrotem ulicami, ale musisz mieć czas na to, by spotkać się z Bogiem. Nie tylko wtedy, kiedy znajdziesz na to czas, bo czasu tego nigdy nie znajdziesz. Musisz mieć dla siebie taki czas. W 3. rozdziale Dziejów Apostolskich Piotr i Jan idą do świątyni, bo była to godzina modlitwy - czas, w którym spotykali Boga. Jeżeli nie masz takiego czasu, znaczy to, że za mało się modlisz. Jeżeli nie zorganizujemy sobie życia, to ono zdezorganizuje nas i wyorganizuje Boga z naszego życia!

Możesz być bardzo religijny, ale tylko twoja osobista relacja z Bogiem czyni z ciebie skutecznego człowieka. Szybko więc podsumujmy. Bóg powiedział, że jeżeli przez post złamiesz swoje ciało, to życie Boże, które jest w tobie, będzie wypływać z twego wnętrza, a wtedy twoje uzdrowienie nastąpi szybko. Jezus będzie przed tobą, a Chwała Boża będzie za tobą. Kiedy będziesz się modlił, Bóg odpowie, będzie cię ustawicznie prowadził. Nawet jeżeli wszyscy umrą, to ty możesz iść dalej. To jest Boże słowo dla ciebie i dla mnie! Alleluja!!!

„Człowiek według Bożego serca” z rozdziału – Rola postu.

poniedziałek, 10 października 2011

ustanowiłem wtorek i czwartek dniami postu

Izraelici, opisani w pierwszych pięciu wersetach, starali się spowodować, by Bóg przyjął to, co odrzucił. Ale On powiada: „Żadne ciało nie będzie się chlubiło przed Moim obliczem! Ja z ciałem nie chcę mieć nic wspólnego!”. Wiersz 7. jest rozkazem: „Przestaniesz być samolubny!”. To jest post, który wybrałem, żeby zrywać bezprawnie winy i przyprowadzać do domu tych, którzy są wyrzutkami. Czy to przesłanie polega na tym, żeby karmić tych, którzy są głodni, ubierać tych, którzy nie mają ubrania? „Nie ukrywaj się przed własnym ciałem!”. Tak łatwo stanąć za kazalnicą i potępić ciało zgromadzonych ludzi. Nie ukrywaj się przed swoim ciałem! Jeżeli Boża rzeka ma płynąć, to i z tym musisz się uporać. Nie trzeba prosić, aby wielka rzeka płynęła. Wystarczy po prostu otworzyć zawory i usunąć przeszkody, a rzeka popłynie. Kiedy rzeka płynie, to zaczyna się coś dziać. To jest taka wspaniała prawda. Oby dotarła do naszego umysłu!  Bóg do nas mówi: „Jeżeli będziecie utrzymywać starego człowieka w stanie śmierci, a poprzez modlitwę sprawicie, że nowy człowiek będzie żył, to wszystko inne znajdzie swoje miejsce. I to jest wasza strona przymierza: żeby tę naturę starego człowieka utrzymać w ujarzmieniu. Gdybyśmy przeczytali i przestudiowali wszystkie odnośniki do 58 rozdziału Izajasza, doszlibyśmy do listu do Rzymian 7. rozdział, w którym ta straszna wojna domowa odbywa się w sercu Pawła. Wiem, że wielu ludzi uważa, iż apostoł Paweł nie był zbawiony. Ja wam mówię, że nie ma walki wewnątrz człowieka dotąd, aż nie wejdzie tam nowe stworzenie. Ismael miał około trzynastu lat, kiedy urodził się Izaak. Dopóki się nie urodził, w namiotach Abrahama nie było problemu. Ale w momencie, kiedy pojawiło się tam duchowe dziecko, zaczęła się walka. Paweł powiada, że historia ta to alegoria. Pokazuje wojnę, jaka odbywa się w jego sercu: kiedy chce dobrze czynić, nie może, a czego nie chce czynić, to czyni. A potem rozlega się wołanie, które rozrywa jego serce: „Nędzny ja człowiek, kto mnie wybawi z tego ciała śmierci?”. Adam Clark w swoim komentarzu mówi, że kiedy Paweł pisze o ciele śmierci, to ma na myśli jeden ze sposobów, w jaki Rzymianie uśmiercali człowieka za popełnione przestępstwa.  

W Cesarstwie Rzymskim wykonywano wyrok śmierci w ten sposób, że przywiązywano do człowieka skazanego zwłoki innego człowieka i skazaniec musiał żyć z tymi zwłokami, które się rozkładały tak długo, aż umarł pod wpływem wydzielającego się fetoru i toksyn. Apostoł Paweł wyjaśnia, że czym zwłoki te były dla żywego człowieka, tym samym jest ciało dla duchowego człowieka. To jest ilustracja, która powinna utkwić nam w pamięci. Paweł mówi, że tylko przez post możemy zerwać więzy, które łączą duchowego człowieka z cielesnym. W tym celu Bóg dał nam post. Wiersze 6. i 7. pokazują, jak należy zrywać więzy tego ciała. Wiersz 8. otwiera słowo „wtedy”. Znaczenie słowa jest zawsze definiowane poprzez jego zastosowanie. Słowo „wtedy” można zastąpić synonimem „po tym”. Po czym? Po tym zabiegu, kiedy już ujarzmisz ciało, kiedy złamiesz je poprzez post. Kiedy ty wykonasz swoją część i złamiesz ciało poprzez post, wtedy Bóg powiada: „twoje światło wzejdzie jak zorza poranna”. W ewangelii Jana w 1. rozdziale 4. wersecie Bóg mówi o Chrystusie: „W Nim było życie, a to życie było światłością ludzi”. „Ja jestem światłością świata”. Ale zanim Chrystus odszedł do nieba, powiedział do kościoła: „Wy jesteście światłością świata”. Życie Boga w Nim i rzeka Ducha Świętego w Nim uczyniły Go światłem tego świata. Kiedy On mówi, że my jesteśmy światłością tego świata, to znowu mówi o tym samym. Ta rzeka życia czyni również nas światłem. I teraz już mamy odpowiedź na wszystko. Ta rzeka jest w każdym napełnionym Duchem Świętym i wypłynie, kiedy rozbijemy glinianą skorupę ciała. Watchmann Nee, w jednej ze swoich największych książek pt. „Uwolnienie Ducha” powiada: „Całe Boże działanie w nas, jako ludziach wierzących, idzie w kierunku naszego zranienia po to, by Boże życie mogło z nas wypłynąć. W tym celu Bóg ustanowił post. Jeżeli my złamiemy ciało, wtedy nasze życie „wzejdzie jak zorza poranna”. Wtedy ta rzeka, to Boże życie wypłynie z nas, a kiedy to się stanie, wszystko, z czym walczymy i to, co staramy się zrobić, nagle stanie się realnością, bo On powiedział, że wtedy nasze światło wzejdzie jak zorza poranna.
Kiedy rzeka zaczyna płynąć, wtedy zakwita twoje zdrowie. Ezechiel powiedział, że wszystko, czego ta rzeka dotknęła, zostało uzdrowione. A więc kiedy zostajemy złamani i życie Boże zaczyna z nas wypływać, nasze uzdrowienie rychło nastąpi. Słuchajcie uważnie! On mówi do ciebie i do mnie. Jesteśmy napełnieni Duchem świętym. Jeżeli rozbijesz tę glinianą skorupę i pozwolisz, by Boża rzeka wypłynęła, nie będziesz musiał dużo robić, aby uzdrawiać, bo czegokolwiek twoje życie dotknie, będzie uzdrowione. Życie uzdrawia wszystko. Po to, żeby żyć potrzebuję, by ta rzeka płynęła we mnie. Zauważcie: On zapewnia, że twoje światło wzejdzie, a twoje uzdrowienie szybko nastąpi, bo twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą, a chwała Boża będzie twoją tylną strażą. Czy jest możliwe, aby człowiek mógł lepiej żyć? Uzależnione to jest od tego, czy ty i ja uporamy się z tym, co Biblia nazywa ciałem. W tym celu Bóg dał nam post. To wszystko dzieje się wtedy, gdy nasze ciało jest łamane. Zauważ, że twoje światło wzejdzie jak zorza poranna i wtedy zacznie z ciebie wypływać Boże życie. Kiedy to życie zacznie wypływać, będzie uzdrawiać wszystko, czego dotknie. Twoja sprawiedliwość będzie przed tobą, a chwalą Boża będzie za tobą. W wierszu 9. czytamy: „Gdy potem będziesz wołał. Ja odpowiem, a kiedy będziesz krzyczał, odpowiem: oto jestem!”.

To miał na myśli Dawid, kiedy mówił, że „głębia przyzywa głębię”. Kiedy natura Boża, będąca w nas, woła, wtedy Bóg na pewno wysłuchuje i odpowiada. On nigdy nie będzie słuchał ciała. Bez względu na to, jak elokwentna byłaby twoja modlitwa albo jak bardzo godny pożałowania byłby twój los, Bóg wysłucha tylko duchowego człowieka. Kiedy przez post złamiesz tę cielesną naturę - Chrystus ożyje w tobie, a Bóg wysłucha cię za każdym razem. Jezus się modlił, mówiąc „Wiem, że Ty mnie słyszysz”. Kiedy to, co jest naturą Bożą modli się, to możemy być pewni, że Bóg nas wysłucha. Kiedy nasze pierwsze dziecko urodziło się, byliśmy małżeństwem od około dwóch lat. Myślałem, że chłopak, który się urodził mnie zna, ale okazało się, że ja byłem dla niego zupełnie obcy; matkę jednak znał. Kiedy przywieźliśmy go do domu, mogłem wziąć go w ramiona i potrzymać, ale krzyczał tak, że było go słychać w całym domu. Gdy ona go położyła na swoje ramię, natychmiast się uspokajał. Powiedziałem żonie, że z nim są jakieś problemy, a ona na to: „To nie prawda; nie ma z nim problemów, on po prostu nie lubi obcych”. To niemowlę znało ją, ponieważ spędzili razem dziewięć miesięcy, zanim się jeszcze urodził. Kiedy ją poślubiłem, miała dopiero osiemnaście lat. Kiedy nosiła w swoim ciele niemowlę, wchodząc do domu słyszałem, że z nim rozmawiała. A przecież on był jeszcze w jej łonie. Myślałem, że ma jakieś załamanie nerwowe! Współcześni lekarze twierdzą, że dobrze jest rozmawiać z niemowlakiem. Kiedy budziłem się w nocy, wszystkie światła były pozapalane, a ona stała przy łóżeczku. Pytam, co się dzieje, a ona mówi: „Nic złego”. „To, dlaczego wstajesz?”. „Bo on inaczej oddycha”. Ja spałem jak martwy, nic nie słyszałem, ale najmniejszy szept niemowlęcia sprawiał, że ona wstawała z łóżka. To nowe stworzenie, którym ja jestem, było w Bożym łonie miliard lat zanim przyszło na ten świat. Biblia mówi, że kiedy to zacznie wołać, Bóg odpowiada. Najmniejszy nawet szept ze strony tego nowego stworzenia przykuje Bożą uwagę tak samo, jak zmiana w oddechu mojego synka przyprowadzało moją żonę do jego łóżka. Niemowlę znało ją. Kiedy Boża natura we mnie woła do Boga, to Bóg mówi: „Oto jestem”.

Bill Gates jest biednym człowiekiem w porównaniu z człowiekiem, którego modlitwy Bóg słyszy. Bóg powiada: „Jeżeli będziesz wołał, to Ja usłyszę i odpowiem”. W dalszym ciągu będziemy rozważać rolę postu w życiu chrześcijanina, o czym już czytaliśmy w wierszu 6. i 7. Post jest wyraźnie widoczny w Nowym Testamencie. Apostołowie nie tylko pościli - całe ich życie było życiem postu. Brat Wesley, studiując historię pierwszego kościoła odkrył, że w każdym tygodniu poświęcano dwa dni na post. To było również jedną z metod, którą przyjął kościół metodystyczny. Każda środa i piątek były dniami postu. W 1956 roku pojechałem do Borna w Texasie; nigdy wcześniej tam nie byłem. Z pomocą Bożą założyłem nowy zbór i ustanowiłem wtorek i czwartek dniami postu. Głosiłem to cały czas. Mówiłem do wszystkich w zborze, którzy przychodzili: korzyść z tego jest taka, że nawet nie potrafię jej wam opisać. Zauważcie że jeśli z siedmiu dni w tygodniu dwa poświęcicie na całkowity post, to nie będziecie musieli chodzić do lekarza, aby stracić na wadze; post rozwiąże sprawę nadwagi. Ponadto, jeśli każda rodzina w tym zborze przeznaczy na misję pieniądze, które wydałaby w tych dniach na jedzenie, to będziemy mogli zdobyć większość świata. W ostatnim roku, kiedy byłem tam pastorem ludzie ofiarowali ponad pól miliona dolarów na misję na świecie, a drugie pól miliona dolarów dali na misję prowadzoną w Ameryce. 

Te dwa dni życia w poście otwierają kanał, przez który może płynąć Boża rzeka i czegokolwiek dotknie, to ożyje. Nastąpi szybkie uzdrowienie. Jezus będzie przed tobą, a chwała Boża będzie za tobą. Kiedy to nowe stworzenie się modli. Bóg odpowiada: „oto jestem”. Dalej jest napisane, że Pan będzie cię ustawicznie prowadził. Czy można być w lepszej sytuacji niż ta? Wiersz 6. i 7. w dalszym ciągu mówi o wierze. Księga Psalmów mówi, że Pan kieruje krokami człowieka sprawiedliwego. Kiedy przyszedł Jezus, powiedział nam, że nie ma nikogo dobrego, tylko jeden Bóg jest dobry. Jedyne kroki, które zaleca Bóg to kroki nowego stworzenia. Bóg nigdy nie poprowadzi ciała, ale kiedy będę ujarzmiał to ciało przez post, a mój duchowy człowiek będzie wzrastał przez modlitwę, to Bóg powie temu nowemu stworzeniu, jak stawiać każdy krok, aby wstępować w Jego ślady. Jeżeli będziesz prowadzony Duchem, to nie będziesz schodził na cielesne manowce. Pan będzie cię ustawicznie prowadził. Bóg mi to wyraźnie uświadomił już w początkowym etapie mojej służby kaznodziejskiej.

„Człowiek według Bożego serca” z rozdziału – Rola postu.