Bert Clendennen

Bert Clendennen

czwartek, 10 marca 2011

jest to symbol kogoś, kogo należy szanować i czcić


W Objawieniu . czytamy, że Jan został zesłany na wyspę Patmos za składanie świadectwa o Jezusie Chrystusie. W dniu pańskim - napełniony mocą Ducha - usłyszał za sobą głos: „Jam jest Alfa i Omega, początek i koniec”. Kiedy się odwrócił, zobaczył Jezusa, stojącego między siedmioma świecznikami. To niesamowite objawienie. Wiersz 1:13. zwraca uwagę na Jego szatę. Była to długa, biała szata przepasana złotym pasem. Ten pas był symbolem kogoś, kto miał autorytet i władzę. Oryginalne greckie słowo „szata” ma szczególne znaczenie i jest używane w tekście Septuaginty. W 2. Mojżeszowej 28:29 słowo to użyte zostało do opisania stroju najwyższego kapłana. Miał on długą szatę i złoty pas na piersi. Widok Jezusa w takiej szacie pokazuje Go jako Najwyższego Kapłana. To samo słowo zostało użyte w 1. Samuelowej 24:5 do opisania szaty Saula, pierwszego króla Izraela. Była to nie tylko szata najwyższego kapłana, ale też szata króla. W księdze Daniela 10:5 posłaniec z nieba, który przybył do Daniela, jest też ubrany w szatę ze złotym pasem. W tym miejscu szata posłańca obrazuje Chrystusa w roli proroka. Jan Go widzi pomiędzy siedmioma złotymi świecznikami, jako proroka, kapłana i króla; głowa Jego była biała jak śnieg. On stoi między zborami jako mediator, posłaniec i monarcha. Kiedy Jan to zobaczył, upadł przed Nim.

To samo widział Daniel. Białe włosy nie są tu symbolem starości, gdyż Jezus się nie zestarzał. Jest to symbol patriarchalnego dostojeństwa. Dla Żydów jest to symbol kogoś, kogo należy szanować i czcić. To symbol mądrości i władzy. Dlatego angielscy sędziowie ubierają białe peruki. Chrystus był uosobieniem tych wszystkich wartości. Dalej Jan opisuje, że Jego oczy były jak płomień ognia. Mówi to o przeszywającym spojrzeniu. W Hebr. 4:13 jest napisane, że przed Nim nie ukryje się żadne stworzenie i że wszystko jest odkryte przed oczami tego, który wszystko stworzył. On wie wszystko o tobie, wie nawet to, o czym ty sam nie wiesz. Jeżeli zostaniesz skonfrontowany z Jego majestatem, to wtedy, i tylko wtedy, zostanie ci to objawione. Wtedy też zaczniesz być tym, czym Bóg chce, byś był.

Jego stopy były jak mosiądz rozpalony w ogniu. Te stopy reprezentują Jego suwerenność i panowanie. W czasach starożytnych monarcha zasiada! na wysoko postawionym tronie. Kiedy poddani stawali przed nim, zawsze stawali u jego stóp. Kiedy się kłaniali, byli pod jego stopami. Jest to wiele razy opisane w Biblii. „Rzekł Pan Panu memu: siądź po prawicy mojej, aż położę twoich nieprzyjaciół pod twoje stopy". 1 Koryntian 15:25 mówi nam o rządach Chrystusa: „Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy Swoje". Rzymian 16:20 powiada: „A Bóg pokoju rychło zetrze szatana pod stopami waszymi”. Czytamy tu o Jego władzy i panowaniu, i z tym Bóg chce nas skonfrontować. Jan określa głos Pana Jezusa jako szum wielu wód, unoszący się nad wodami, a potęga Jego głosu łamie cedry. Psalmista mówi, że kiedy Bóg przemawia, topnieją skały. W kuchenkach mikrofalowych energia głosu jest pomnażana miliard razy. Taką falą jest również głos Boży.

Jezus miał w jednej dłoni siedem gwiazd, co reprezentuje siedmiu posłańców kościoła, a w drugiej klucze śmierci i piekła. Z Jego ust wychodził ostry miecz - długi, obosieczny miecz, używany do egzekucji. Takim obosiecznym mieczem jest Słowo Boże, słowo napomnienia, które stanie się na końcu osądzeniem. To słowo, które teraz daje nadzieję, kiedyś stanie się wyrokiem. Dalej Jan mówi, że twarz Jezusa była jak świecące słońce. Wiecie, że wczesnym rankiem i późnym wieczorem można patrzeć na słońce, gdyż kąt padania światła rozprasza je, ale nie ważcie się patrzeć na słońce świecące pełnym blaskiem. Jan powiedział, że twarz Jezusa była jak słońce w pełnym blasku. „Kiedy to ujrzałem - wyznaje - upadłem do jego stóp, jak martwy”. Dlaczego? Przecież Jan przedtem widywał Jezusa! Był Jego umiłowanym uczniem, kładł swoją głowę na Jego piersi. Jednak takiego Jezusa nigdy nie widział. Przed męczeńską śmiercią widział Go w szacie purpurowej, gdy naśmiewali się z Niego rzymscy żołnierze, ale tutaj widzi Go jako władcę, w kapłańskiej szacie proroka, kapłana i króla.

Na Golgocie widział głowę Jezusa w kornie cierniowej, gdy Jego włosy były zlepione potem i krwią, oplutego przez bezbożnych ludzi. W „Objawieniu” widzi Jego włosy białe jak śnieg. Przy grobie Łazarza widział oczy Jezusa pełne łez, ale tu, w „Objawieniu”, zobaczył oczy, które przeszywają jak płomień ognia. Jan widział stopy Jezusa w sandałach, zakurzone i brudne, ale tu, w „Objawieniu”, ujrzał je jako mosiądz rozżarzony w ogniu. Jan słyszał wcześniej glos Jezusa, wołający z krzyża: „Boże mój. Boże mój, czemuś mnie opuścił!”. Tu, w „Objawieniu”, słyszy Jego głos jak szum wielu wód, pełen mocy i majestatu. Jan widział Jezusa, stojącego przed tymi, którzy Go oskarżali, jako baranka ofiarnego, który nie otworzył swoich ust. Tu, w „Objawieniu”, widzi, jak z Jego otwartych ust wychodzi obosieczny miecz sądu. Przed egzekucją widział Chrystusową twarz, pokrwawioną i zbitą tak, że trudno było Go rozpoznać, a tu widzi ją jako słońce w pełnym blasku. Widział rany po gwoździach w Jego dłoniach, ale tu, w „Objawieniu”, widzi w Jego rękach gwiazdy oraz klucze śmierci i piekła. Kiedy Jan przebywał z Jezusem w ludzkim ciele, kładł głowę na Jego piersi, ale kiedy zobaczył Go w „Objawieniu”, padł do Jego stóp jak martwy.


„Człowiek według Bożego serca” –  Tron Boży i ołtarz

środa, 9 marca 2011

obecność Boża musi potrząsać naszymi świątyniami

Bóg powiedział do Ezechiela „Przyprowadziłem cię tu, żebyś mógł wrócić do Izraela i pokazać to, co ci objawiłem - ich grzechy. Jeśli im to pokażesz, będą pokutować".  Nie można uświadomić człowiekowi jego grzeszności samymi słowami, musi ją zobaczyć. Tak było z Izajaszem: kiedy zobaczył Boga, spostrzegł każdy swój grzech. On był powołany na proroka i miał być jednym z największych proroków Starego Testamentu, ale w momencie, kiedy został skonfrontowany z Bożą świętością, zobaczył zepsucie swojego serca. Słowo Boże cały czas objawia nam stan człowieka przed Tronem Bożym. Kiedy Adam zgrzeszył, dźwięk głosu Bożego sprawił, że chciał się ukryć, bo zobaczył, że jest nagi; dlatego szukał miejsca schronienia przed Bogiem.

Góra Synaj zapłonęła ogniem, gdy Bóg zstąpił na nią. Zatrzęsła się ziemia, powstały błyskawice i grzmoty. Zamanifestowała się Boża obecność, tak że Izraelici nie mogli jej znieść. Wtedy powiedzieli do Mojżesza: „Ty mów z Bogiem, a potem nam przekażesz, co Bóg powiedział". W 1 Kor. 14 jest napisane, że kiedy w kościele manifestują się dary Ducha, to manifestuje się obecność Boża, która objawia skrytości serca niewierzących. Wtedy ci padną na twarz i wyznają: „Prawdziwie Bóg jest pośród was!”. Prawdziwe wystąpienie Bożej obecności zawsze przynosi takie skutki.

Kiedy obecność Boża zstąpiła do więzienia w Filipii, to strażnik więzienia zawołał: „Co mam czynić, by być zbawionym”. Dlaczego ten człowiek zadał takie pytanie? Czy dlatego, że miał w swoim więzieniu dwóch kaznodziejów światowej sławy albo słyszał mądre kazanie? Nie, oni tam nie zwiastowali. Strażnik został poruszony manifestacją Bożej obecności. To powinno nas nauczyć, jak zdobywać ludzi dla Chrystusa. Jeżeli chcemy oglądać, jak ludzie pragną być zbawieni, to obecność Boża musi potrząsać naszymi świątyniami.


W 5. rozdziale Ewangelii Łukasza czytamy historię o cudownym połowie ryb. Uczniowie łowili całą noc, a Jezus powiedział do nich: „Zarzućcie sieci po prawej stronie”. Ponieważ okazali posłuszeństwo, złowili taką ilość ryb, że rwały się ich sieci. Widząc to Piotr powiedział z bojaźnią: „Odejdź ode mnie Panie, bo jestem grzesznikiem”. Widzimy więc, że został skonfrontowany z Bożą obecnością. Skoro nie padło ani jedno słowo na temat jego grzechu, dlaczego Piotr tak powiedział? W tym cudzie Piotr zobaczył świętość Jezusa, w jej świetle ujrzał też swoją grzeszność. To była właściwa reakcja na Bożą świętość. Najpierw Piotr zobaczył siebie i pokutował, a potem oddał cześć Bogu. Ogarnęło go zdumienie. Wiersz 11. mówi, że uczniowie opuścili wszystko i poszli za Nim, a to dlatego, że zobaczyli manifestację Bożej świętości. Ten zdumiewający obraz pokazuje też głupotę naszych czasów. W momencie największego sukcesu zawodowego Piotra, kiedy już może sobie pozwolić na kupno Rolls Royce’a , nie patrzy na rzeczy materialne, ale pada na kolana i wyznaje swoją grzeszność. Głupota naszych czasów polega na tym, że pieniądze i rzeczy materialne uważa się za największe błogosławieństwo.

Ponieważ jesteśmy dziećmi Bożymi, On napełnia nasze sieci, ale to jest sprawa drugorzędna, jakby produkt uboczny naszego posłuszeństwa. „Szukajcie najpierw królestwa Bożego, a to wszystko będzie wam dodane”. Nie szukajcie uzdrowień, nie szukajcie uwolnienia, ale szukajcie królestwa Bożego, a to przyjdzie razem z nim. Izraelici szukali i znaleźli królestwo, a w nim domy, których nie budowali, drzewa, których nie sadzili i bydło, którego nie hodowali. To było błogosławieństwo Boże.

„Człowiek według Bożego serca” –  Tron Boży i ołtarz

wtorek, 8 marca 2011

biada mi, bo widziałem świętość Bożą, a jestem nieczysty

Większość z nas zna lub znało ludzi, którzy byli bardzo zdolni, mieli wielkie talenty i dokonywali wielkich rzeczy, ale mieli pewne wady charakteru, które wyszły na jaw i wszystkie dokonania ich życia zostały zaprzepaszczone, kiedy odpadli od Boga. Bóg pragnie upodobnić nas do Chrystusa, ale by mogło się to dokonać, musimy dojść do takiego momentu, kiedy skonfrontujemy się z samymi sobą. Bóg musi nas doprowadzić do miejsca, z którego uczciwie spojrzymy na siebie, bez żadnej fasady czy imitacji, na każdą dziedzinę naszego życia. Izajasz znalazł się w takim miejscu. Jest to opisane w Izajasza 6:1-9. To był największy kaznodzieja Starego Testamentu. W jego życiu były rzeczy i ambicje sprzeczne z tym, do czego powołał go Bóg i dlatego musiał zostać z tym skonfrontowany.

W roku śmierci króla Uzjasza widziałem Pana siedzącego na tronie wysokim i wyniosłym, a kraj jego szaty wypełniał świątynię. Jego orszak stanowiły serafy, z których każdy miał po sześć skrzydeł, dwoma zakrywał swoją twarz, dwoma zakrywał swoje nogi i na dwóch latał. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów! Pełna jest wszystka ziemia chwały jego. I zatrzęsły się progi w posadach od tego potężnego głosu, a przybytek napełnił się dymem. I rzekłem: Biada mi! Zginąłem, bo jestem człowiekiem nieczystych warg i mieszkam pośród ludu nieczystych warg, gdyż moje oczy widziały Króla, Pana Zastępów. Wtedy przyleciał do mnie jeden z serafów, mając w ręku rozżarzony węgielek, który szczypcami wziął z ołtarza, I dotknął moich ust, i rzekł: Oto dotknęło to twoich warg i usunięta jest twoja wina, a twój grzech odpuszczony. Potem usłyszałem głos Pana, który rzekł: Kogo poślę? I kto tam pójdzie? Tedy odpowiedziałem: Oto jestem, poślij mnie! A On rzekł: Idź i mów do tego ludu: Słuchajcie bacznie, lecz nie rozumiejcie, i patrzcie uważnie, lecz nie poznawajcie!” Izajasz 6 rozdział.

Śmierć Uzjasza wstrząsnęła królestwem południowym, w którym był on królem przez 52 lata. Był doświadczonym i zaufanym przywódcą swojego narodu. Reprezentował bezpieczeństwo i stabilność dla swojego narodu. Biblijna ocena rządów Uzjasza jest zapisana w 2. księdze Kronik 26:1 23. Przez większość swego panowania był dobrym i sprawiedliwym królem i czynił to, co dobre w oczach Bożych. Jednak jego koniec okazał się tragiczny. Kiedy umocniła się jego władza, stał się wyniosły, a wtedy wszedł do świątyni, gdyż uznał, że ma prawo być również kapłanem. Składano tam ofiary z kadzidła, a to było wyłącznym przywilejem kapłanów. Ponieważ popełnił taki grzech, został dotknięty trądem i resztę swojego życia spędził w odosobnieniu, z dala od Domu Bożego. Pomimo takiego strasznego końca, panowanie Uzjasza było jednym z najjaśniejszych okresów w historii tego narodu.

Kiedy król Uzjasz umarł, Izajasz - modląc się w świątyni – otrzymał wielkie objawienie Boże. Nie wiemy, jak długo to trwało, może 10 miesięcy, ale on naprawdę szukał Boga i znalazł Go. Ujrzawszy Króla królów i Pana panów, uświadomił sobie, że chociaż Uzjasz umarł i tron jest pusty, to dalej rządzi Adonai, suwerenny Bóg. Wizja Izajasza była odpowiedzią na każdy problem. Izajasz najpierw zwrócił uwagę na szatę, która była tak królewska, tak piękna i dostojna, że napełniała całą Świątynie. Potem zobaczył Serafy, które wołały jeden na drugiego. Nie zwracał tak bardzo uwagi na ich wygląd i na to, co robiły, ale na to, co mówiły. A śpiewały pieśń: „Święty, święty, święty jest Pan Zastępów, pełna jest ziemia Jego chwały”. Jest tu coś, co możemy przeoczyć, jeżeli nie będziemy uważni. Chodzi o akcent. W języku angielskim albo piszemy coś tłustym drukiem, albo podkreślamy, ale w języku hebrajskim akcentowano coś przez kilkakrotne powtarzanie. Kiedy Jezus chciał coś zaakcentować, to wyrażał to słowami:„Zaprawdę, zaprawdę", a to oznaczało, że chce powiedzieć coś naprawdę ważnego. Chcąc coś podkreślić, powtarzał to. Serafy, chcąc podkreślić to, że Bóg jest święty, śpiewały: „Święty, święty, święty, (...) a ziemia jest pełna Jego chwały". Nigdzie nie czytamy, że Bóg jest miłością, miłością, miłością albo łaską, łaską, łaską, ale tu Serafy śpiewają: „Święty, święty, święty" 


Określenie pojęcia Bożej świętości nie jest łatwe, ponieważ Biblia używa słowa „święty" na więcej, niż jeden sposób. Powstaje tu problem, gdyż popularne stosowanie słowa „święty" nie oddaje jego prawdziwego znaczenia. Kiedy my myślimy o Bożej świętości, to mamy na myśli tylko Jego czystość, Jego doskonałość. Oczywiście słowo to oznacza i to, ale nie jest to główne jego znaczenie. Serafy śpiewały coś więcej, niż tylko „czystość, czystość". Słowo uświęcenie ma dwa znaczenia: oczyszczenie i oddzielenie. Świętość i uświęcenie pochodzą z tego samego słowa. Główne znaczenie słowa „święty", to oddzielony, odcięty, świętość Boża jest wysoko ponad nami i słowo to pokazuje dystans, jaki dzieli Boga od każdego innego stworzenia. Świętość Boża mówi też o inności Boga, o niemożności porównania Boga  z czymkolwiek, co zostało stworzone. Izajasz  46:5 mówi: „ Z kim mnie porównacie i z kim zestawicie albo do kogo upodobnicie, abyśmy byli sobie równi? ”

W tym wersecie w ogóle nie jest użyte słowo „świętość" ale mamy tu określenie Bożej świętości. Nic we wszechświecie nie może się z Nim równać On jest oddzielony od wszystkiego. Mamy tu klasyczną definicję świętości: On jest absolutnie oddzielony od wszystkiego i jest wywyższony ponad wszelkie stworzenie. Jest oddzielony od wszelkiego zła i grzechu. W teologii niestosowne jest porównywanie jednego atrybutu Boga z innym, ale mówiąc prosto, świętość Boża jest esencją Bożej natury. Kiedy Izajasz zobaczył objawienie Bożej świętości, zobaczył żywego Boga, jako panującego monarchę wszechświata, wywyższonego ponad wszystko; zobaczył Jego absolutną świętość i zawołał: „Biada mi, bo widziałem świętość Bożą, a jestem nieczysty”.

Każdy z nas musi dojść do tego miejsca świętości. Musimy zostać skonfrontowani z samymi sobą. Niebezpiecznym jest mniemanie, że kiedy mamy do czynienia z czymś świętym, to samo to uczyni nas świętymi. Święty urząd nie czyni nikogo świętym. Możesz zapoznać się z tą księgą, możesz znać świętych ludzi i przez to myśleć o sobie, że jesteś czymś więcej, niż jesteś w rzeczywistości. Musi nastąpić konfrontacja z samym sobą. W jednym momencie wszystkie przeszłe grzechy Izajasza i jego nieczystość zostały pokazane w promieniach Bożej świętości.

„Człowiek według Bożego serca” –  Tron Boży i ołtarz

poniedziałek, 7 marca 2011

już tu, na ziemi, zaczyna się wieczność

Jesteśmy ludźmi, na których w tych ostatecznych dniach Bóg polega. By ludzie mogli wykonywać wolę Bożą, muszą być do tego przygotowani. Nasze życie na ziemi jest bardzo krótkie i Bóg ostrzega, że kiedyś będziemy musieli zdać z niego rachunek. Autor Listu do Hebrajczyków w rozdziale 9. powiedział, że postanowiono ludziom raz umrzeć, a potem będzie sąd. Możemy Boga odrzucić, ale i tak na sądzie ostatecznym spotkamy Go. Ludzie wierzący mówią, że nie boją się umierać i jestem pewien, że to jest prawdą. W życiu większości z nas były takie chwile, że woleliśmy umrzeć. Nie chodzi jednak o śmierć, ale o spotkanie z Bogiem i sąd. Bóg umówił się z nami już wtedy, kiedy się urodziliśmy i postanowił, kiedy mamy umrzeć. Urodziliśmy się, by umrzeć. Każdy powoli umiera. Jeśli w to nie wierzysz, to popatrz wokół, jak śmierć zabiera ludzi, od najmłodszych do najstarszych.  Brat nam powiedział, że pływalnia jest dla osób od 13 do 70 lat i tym samym wyeliminował brata Magnussona i mnie, gdyż takie wymagania stawiają ratownicy. Jeżeli tylko spojrzycie na nas, to zobaczycie, jak śmierć działa w nas. Kiedyś mógłbym wskoczyć na tę kazalnicę, a teraz ledwie wchodzę po schodach. W moich członkach śmierć wykonuje swoje dzieło. Ponieważ tak jest, to najważniejszą rzeczą w naszym życiu jest to, by przygotować się na śmierć. Nie na to, by być bogatym lub sprytnym, ale gotowym na śmierć. Ta edukacja trwa cale życie, bowiem już tu, na ziemi, zaczyna się wieczność.

Ciało i krew nie odziedziczą Królestwa Bożego. Będziemy czytać Rzymian 8:28: „A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani". Bóg musi dokonać czegoś w nas, zanim będzie mógł cokolwiek uczynić z nami lub przez nas. To, co Bóg chce czynić w nas, musi być w naszym życiu priorytetem. Musi być na pierwszym miejscu. Dla większości ludzi, którzy sami siebie nazywają chrześcijanami. Bóg jest niczym więcej, jak tylko rodzajem zabezpieczenia przed pożarem. Mają Go tylko po to, by mogli uniknąć potępienia. Ale Bóg ma dla wierzących o wiele więcej, niż tylko uchronić nas przed piekłem i zabrać do nieba.

Ostatecznym planem Boga dla naszego życia jest to, by nas uformować na podobieństwo Syna Bożego Jezusa Chrystusa i dla tego celu wszystko współdziała ku dobremu. Nam się wydaje, że nie zawsze wszystko współdziała ku dobremu, bo czasem jest to bolesne. Jeżeli jednak pozwolimy Mu działać, to w końcu stwierdzimy, że to było ku dobremu. Ja bardziej boję się odniesienia sukcesu w rzeczach niewłaściwych, niż upadku. Bardziej obawiam się, żeby nie spędzić mojego życia na budowaniu z siana, słomy i drewna, by na końcu życia nieokazało się, że nie ma to trwałej wartości.

Bóg będzie używał każdej okoliczności, by włożyć w twoje życie coś z natury i charakteru Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Boga naprawdę obchodzi to, co ty i ja robimy, ale o wiele bardziej zależy Mu na tym, czym będziemy na końcu naszego biegu, ponieważ od tego, czym będę, zależy to, co będę robił. Gorzką prawdą jest to, że można robić wielkie rzeczy, a nie być wielkim człowiekiem. Typowym przykładem był Samson. Czynił wielkie rzeczy i miał na sobie wielkie namaszczenie Boże, ale w jego życiu była jakaś wada, defekt charakteru, z którym nigdy się nie rozprawił, aż wreszcie wyszło to na jaw i zniszczyło go. Wszystkie wielkie dzieła, których dokonał, pozostały w cieniu jego upadku pod koniec życia.


„Człowiek według Bożego serca” –  Tron Boży i ołtarz

sobota, 5 marca 2011

nie moja wola, ale Twoja niech się stanie


Duch Święty przyszedł, by ci to pokazać. Oblubienica Chrystusa składa się z ludzi, którzy nie mają innego wyboru. Bóg jest naszą jedyną drogą. My jesteśmy tylko gliną. Jeżeli noszę imię Chrystusa, nazywając się chrześcijaninem, to moją jedyną odpowiedzią na wszystko musi być: „nie moja wola, ale Twoja niech się stanie”. Nie mamy innego wyboru.

Duch antychrysta to duch cielesności, który zasiada w świątyni Bożej i przedkłada swoją wolę nad wolę Bożą. Ten duch działa niezależnie od Bożego objawienia i będzie pozwalał, by cielesność dominowała w twoim życiu. On nie chce, byś był częścią oblubienicy. Musisz się od tego uwolnić. Jest tylko „jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest” i temu masz być całkowicie oddany. Bóg przygotowuje ciebie i mnie na największe wydarzenie w historii, czyli na pochwycenie kościoła. On nas wyprowadził, by nas wprowadzić. Apostoł Piotr mówi: „Nie uważajcie tego za coś dziwnego, kiedy doświadczenie na was przychodzi”. To Bóg nas oczyszcza ze wszystkiego, co nie jest z Chrystusa. Kiedy On patrzy na nas, nie chce widzieć absolutnie niczego, poza Chrystusem i wszelkie Jego działanie w nas indywidualnie i kolektywnie zmierza do tego, by nas uwolnić od wszystkiego, co nie jest z Chrystusa. .Pustynia jest po to, by nas doświadczać, a nie zniszczyć. Kiedy Izraelici przeszli przez Morze Czerwone, to chociaż wyszli już z Egiptu, Egipt nie wyszedł z nich.

Ja chcę iść za Nim. Ciało będzie narzekać, będzie zranione, ale nie duch. Idąc za Bogiem, będę doświadczał zranień, bo zranienia mają związek z przeszłością w Egipcie. Bóg musi się z tym rozprawić. Zranienia, których doświadczam będąc prowadzony Duchem, są wynikiem mojej postawy, którą wyniosłem z Egiptu. Ludzie czasem pytają: „Dlaczego Bóg na to pozwolił?”. I zaczynają oskarżać Boga, ponieważ nie uświadamiają sobie, że okresy suszy i trudności spowodowane są naszą postawą, która jest obca Bogu i musi być usunięta. Bóg nie wyciągnie tego z ciebie tak po prostu, ale uświadomi ci, że to jest w tobie. Ty sam musisz się z tym rozprawić z pomocą Ducha Świętego.

Pewnego dnia bardzo późno zadzwonił do kościoła jeden człowiek. Jego żona była w szpitalu. Ja już ją tam odwiedzałem, ale diagnoza wykazała później, że ma raka i już nic nie można dla niej uczynić. Człowiek ten, dzwoniąc do mnie krzyczał, że Bóg postąpił z nim niesprawiedliwie. „Przecież chodzę do kościoła, płacę dziesięcinę, a teraz popatrz, co mnie spotkało! Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego to się stało?”. Odpowiedziałem mu: „Mogę, ale możesz nie chcieć tego słyszeć, że to z powodu postawy twojego serca”. „Co masz na myśli?”. „Pokazujesz palcem na Boga i pytasz, dlaczego, ale to zawsze było w tobie. Trzeba było, by twoja żona zachorowała na raka, by Bóg mógł ci to pokazać. Bóg cały czas wiedział o tym, że ty Go obwiniasz. Nie masz prawa pokazywać palcem na Boga!”. To straszne, ale człowiek ten musiał zrozumieć, że w jego sercu była nienawiść do Boga. Trzeba było śmierci jego żony. To straszne? Ja sobie nie mogę wyobrazić życia bez mojej żony, ale czasami trzeba przejść przez coś strasznego, by człowiek zrozumiał, co jest w nim.

Bóg nie pozwoli nam pozostać w błogosławionym przez Niego miejscu, jeżeli w naszym życiu ciągle jest jakiś grzech. W tym przygotowywaniu musimy być szczerzy, inaczej nie będziemy częścią oblubienicy
Chrystusa. Usługiwałem przy wielu ślubach, ale nigdy nie udzieliłem ślubu osobom niewierzącym. Ciągle do mnie dzwonili i chcieli, bym im udzielił ślubu, ale odpowiadałem, że tego nie zrobię. Proponowali pieniądze, a ja odpowiadałem, żeby sobie wzięli urzędnika państwowego. Chcieli, by to pastor udzielił im ślubu. Jednak moim największym przywilejem było udzielać ślubu młodym ludziom, którzy kochali Boga i wiązali swoje życie z Bożą służbą. Najpiękniejsze chwile w życiu kościoła to śluby. Wielu z was było już w kościele. My mamy czerwone dywany i ładne meble, ale wtedy nawet to nie wystarcza. Trzeba wszystko na nowo dekorować, bo czyjaś córka nie może iść po czerwonym dywanie, musi być biały. Niektórzy mieli na podium fontanny i śpiew ptaszków. Pytałem, dlaczego nie zrobili tego w ogrodzie. Polerowali meble, w oknach stawiali świeczniki, a na każdej ławce bukiet kwiatów. Przed samym ślubem jeszcze poprawiali fryzury.

My w kościele mamy jedne drzwi po lewej stronie. Tam stanąłem ja, pan miody oraz świadek. Powiedziałem do nich: „Kiedy zaczną grać organy, wtedy wejdziemy i ty staniesz na środku, świadek obok ciebie, a ja stanę na podium za kazalnicą. Obserwuj te drzwi, bo tamtędy ona wejdzie”. Powiedziałem mu, że będzie tłok. Wejdzie sześć dziewczynek i sześciu chłopców i będą musieli sobie znaleźć miejsce, ale niech nawet na to nie zwraca uwagi; a kiedy organy przestaną grać, a potem znów zaczną, będzie to melodia: „Oto oblubienica”. Wtedy niech patrzy uważnie, bo ojciec wejdzie z oblubienicą. „Chcę ci powiedzieć - dodałem - że zrobiono wszystko, by wyglądała piękniej, niż kiedykolwiek przedtem”, i nigdy nie widziałem panny młodej w adidasach. Wszystko jest doskonałe. Ja wierzę, że wy, siedzący tu dzisiaj, zrobiliście już wszystko i jeżeli trzeba było wypolerować meble, to już są lśniące. Kwiaty zostały rozstawione i wszystko jest przygotowane, a tysiące milionów aniołów siedzą i czekają na ten moment w historii. Stoją przed ołtarzem z Synem Bożym i czekają, aż Ojciec wprowadzi Oblubienicę. Nie będzie tam buntowników, Biblia mówi, że oblubienica się przygotowała. Dzisiaj jesteśmy przygotowywani. Jeżeli jest jeszcze w twoim życiu coś, z czego nie chcesz dla Niego zrezygnować, to wykluczasz siebie z tego wspaniałego towarzystwa.

Człowiek według Bożego serca” – Przygotujcie drogę Pańską

piątek, 4 marca 2011

zaakceptowaliśmy świecką definicję grzechu


Kiedy jestem zgorzkniały, czuję się odrzucony, użalam się nad sobą, czy to z winy kogoś innego, czy własnej, to jestem poza wolą Bożą i w takim stanie nie jestem gotowy na spotkanie Pana. Odstępców widzimy jako pijaków, złodziei lub cudzołożników, ale jeżeli taki duch zgorzknienia i użalania się nad sobą jest w tobie, jeżeli jest ktoś, komu nie wybaczyłeś, to i ty jesteś poza wolą Bożą i nie jesteś gotowym na spotkanie Pana Jezusa Chrystusa. Nie potrzebujesz wtedy, by ktoś wkładał na ciebie ręce, ale potrzebujesz sam upaść na Jego ołtarz i pozostać na nim tak długo, aż odzyskasz pokój.

Jeżeli masz coś przeciwko bratu, to „zostaw swój dar przy ołtarzu i najpierw pojednaj się ze swoim bratem”, potem przyjdź, a znajdziesz pokój dla swojego serca. 1 Samuela 15,23 mówi: „Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem, jak czary, a krnąbrność, jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom”. Chciałbym was ostrzec, że jeżeli Bóg dotyka czegoś w waszym życiu, to chce, byście to usunęli. Nie ma takich rzeczy, których On by dotykał, a wy nie moglibyście się ich pozbyć. Bóg nie bawi się z naszymi uczuciami, ale kaznodzieje tak. Bóg nigdy nie będzie wskazywał ci na coś w twoim sercu, gdyby nie chciał cię od tego uwolnić. Nie ma znaczenia, co to jest. Jeżeli Bóg już za coś się zabrał, to znaczy, że chce, byś się tego pozbył. W Hebr. 12:25 Bóg powiada: „Baczcie, abyście nie odtrącili tego, który mówi”. Kiedy Bóg pokazuje ci, co jest w twoim sercu, to mówi: „Mam już tego dość”. Na tym polega uświęcenie. Paweł powiedział: „Kiedy byłem dzieckiem, postępowałem, jak dziecko, ale kiedy jestem mężczyzną, muszę odrzucić to, co dziecięce”
.
Kiedy byłem tu w ubiegłym roku, jednemu bratu akurat urodziło się dziecko. Takiemu rocznemu dziecku wolno robić pewne rzeczy, ale nie wolno ich robić dziecku 6-letniemu. Na starszym spoczywa już większa odpowiedzialność. Kiedy Bóg kładzie rękę na twoim sercu, to mówi: „Już dość tego! Chcę, byś się tego pozbył ze swojego życia!”. Jeżeli dalej w tym trwasz, to jest to świadomy grzech i nadejdzie dzień, kiedy nie będzie już za niego ofiary. Jeżeli świadomie będziesz czynić to, czego Bóg ci zabronił, to przyjdzie dzień, kiedy nie będziesz. mógł przestać. To, co było możliwe, stanie się niemożliwe - i to jest grzech! Nie jest to jakiś szczególny czyn, ale stan serca. Jeżeli Bóg ci na to wskazuje, a ty dalej w tym trwasz, to przyjdzie czas, kiedy już nie będziesz w stanie tego zostawić.

Kiedyś przyszła do mnie pewna kobieta przed spotkaniem modlitewnym i powiedziała, bym się o nią modlił, bo ona nie może się modlić. Myśl, która nagle się pojawiła, pochodziła od Ducha Świętego: „Kiedy mogła się modlić, nie modliła się i teraz już nie może się modlić!”. Gdybym chciał się pozbyć tej ręki, to wystarczy ją przewiązać mocno sznurkiem i pozostawić tak, a przyjdzie czas, kiedy ją utracę na zawsze. Jeżeli nie używasz ręki do tego, do czego Bóg ją stworzył, to przyjdzie czas, kiedy już nie będziesz mógł jej używać. Największym darem od Boga jest możliwość uwierzenia, ale jeżeli będziesz świadomie odrzucał wiarę, to dar ten odejdzie na zawsze.Kiedy Bóg pokazuje nam nasz stan lub działanie niezgodne z Jego wolą, a my nie usuwamy go z naszego życia, to staje się to naszym bożkiem, a żaden bałwochwalca nie może wejść do Królestwa Bożego

Dzisiaj mówię o przygotowaniu się na przyjście Pana Jezusa Chrystusa. Jako kościół, stajemy się coraz bardziej podobni do świata. Zaakceptowaliśmy świecką definicję grzechu. Świat nazwał grzech tylko przestępstwem. Świat również nie akceptuje przestępstw, ale są pewne grzechy, które nie stanowią przestępstwa. Tam, gdzie jest przestępstwo, jest na pewno grzech, ale w kościele są ludzie, którzy mają pewne służby, pilnują porządku, prowadzą śpiew - lecz w oczach Bożych są mordercami. Nikogo nie zastrzelili, ale gniewają się na brata czy siostrę. Jeżeli chcesz mieć udział w pochwyceniu, to musisz się z tym rozprawić. Są też ludzie, których w kościele można uznać za świętych, ale są cudzołożnikami. Nie kładą się do łóżka z żoną kogoś innego, ale patrzą na nią z pożądaniem, a Jezus powiedział, że to jest cudzołóstwo.


Człowiek według Bożego serca” – Przygotujcie drogę Pańską

ciało nie szuka Boga, dopóki nie ma problemu


Bóg, w swojej wielkiej miłości do nas, zawsze stwarza takie okoliczności, w których widać, co jest w naszym sercu. Biblia powiada, że serce ludzkie jest całkowicie zepsute, a to oznacza, że nie da się go naprawić. Któż może je poznać? Postępujemy według własnej woli. Ponieważ urodziliśmy się jako buntownicy, uważamy, że to jest właściwe, ale Bóg przygotuje nam okoliczności, które pokażą, co jest w naszym sercu. Sprawi, że będziemy to wiedzieć. Bóg wie o mnie to, czego nawet ja sam nie wiem. Ale muszę to poznać, jeżeli mam to przezwyciężyć. Łańcuch jest tylko w takim stopniu mocny, jak mocne jest jego najsłabsze ogniwo. Nigdy nie poznasz słabości własnego życia, dopóki Bóg nie pozwoli, by diabeł wszedł do twojego domu. Bóg mógł zlikwidować diabła już sześć tysięcy lat temu, ale On ma pewien cel - byś ty sam dowiedział się o sobie tego, co Bóg już dawno wie. Bóg w swoim miłosierdziu pozwala mi przechodzić przez dolinę cienia i właśnie tam jestem konfrontowany z samym sobą. Czasami jestem sobą bardzo rozczarowany. Czasami wołam: „Ze mną jest gorzej, niż myślałem! W momencie, kiedy Bóg dotyka naszego serca, myślimy, że jesteśmy święci, ale w świetle Jego świętości widzimy, jak daleko jesteśmy od tego, czego  żąda Bóg.

Pierwsza próba Izraela po opuszczeniu Egiptu pokazała im, jacy faktycznie są. Nie patrzyli na Boga, ale chcieli iść z powrotem do Egiptu. Okazało się, że tęsknili tylko za tym, co dotyczyło ciała. Kiedy Bóg rozprawia się z tobą, ze mną, z innymi - dowiadujemy się, że również w naszym życiu tak jest. Kościół zielonoświątkowy, (współczesne kościoły)  także stworzył sobie teologię, która odnosi się do ciała. Zawsze, kiedy Bóg nas prowadzi do miejsca doświadczenia, szukamy czegoś, co by zmniejszyło nasz ból. To przygotowanie służy temu, byśmy poznali, że nasze ciało nie chce mieć nic wspólnego z Bogiem. Ono chce wykorzystać Boga do swoich celów, ale nie kocha Go ani tego, co duchowe. Chce tylko, by Bóg ulżył mu w bólu. Nie tęskni za Bogiem, sprawiedliwością i świętością, a chce jedynie uwolnienia od bólu. Jedynym pragnieniem ciała jest wygoda. Ciało nie szuka Boga, dopóki nie ma problemu. Dopiero gdy się pojawia problem, szuka Go, by je z tego wyciągnął.

Większość ludzi umiera, zanim doczeka uzdrowienia, bo są tak daleko od Boga, że nie zdążą wrócić do Niego, kiedy przyjdzie problem. Jeżeli chodzisz z Bogiem, nie musisz Go nigdzie szukać. Bóg jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności. Dlatego, jeżeli jako dziecko Boże jestem zgorzkniały i zagubiony, oznacza to tylko jedno - że zboczyłem z prawdziwej drogi, że znalazłem się poza Bożym światłem. Nie potrzebuje uwolnienia, nie potrzebuje, by jakiś guru religijny wkładał na mnie ręce, ani też nie ma we mnie demonów. Nie potrzebuję też żadnych nowych planów, ale muszę stanąć twarzą w twarz ze świętym Bogiem, żeby On mi pokazał, gdzie upadłem i pomógł mi wrócić na drogę posłuszeństwa w Jego światłości.

Człowiek według Bożego serca” – Przygotujcie drogę Pańską