Bert Clendennen

Bert Clendennen

wtorek, 10 stycznia 2012

kamień probierczy

Wszelka praca Boża z nami, od czasu, kiedy weszliśmy do królestwa Bożego polega na tym aby nas przenieść z tego, co cielesne, do tego, co duchowe. Uświęcenie, to zastąpienie jednego życia drugim. To jest znaczenie upodobnienia się do obrazu Chrystusa. To Bóg zabierający od nas starą naturę, która została ukrzyżowana z Chrystusem, ale ciągle jeszcze podnosi głowę. Rzymian 8:5 mówi, „Bo ci, którzy żyją według ciała, myślą o tym, co cielesne; ci zaś, którzy żyję według Ducha, o tym, co duchowe.”

Wiara, to naśladowanie Jezusa. Wiara jest tym, w co wierzysz i wiara zawsze powstaje i funkcjonuje w odpowiednich warunkach. Bez wiary me można podobać się Bogu, ale ta wiara zawsze powstaje automatycznie we właściwych warunkach. Mówimy o kamieniu probierczym . Kamień probierczy to twardy, czarny kamień, który w starożytności używany był do sprawdzania czystości metali szlachetnych. Dzisiaj mamy lepsze metody sprawdzania, ale w tamtych czasach to właśnie kamień probierczy był takim testem. Jeżeli masz złoty pierścień, po wewnętrznej stronie może być wyryte „złoto 18 karatów”. Taki kamień probierczy powie ci, czy to jest prawdą, czy nie. Zapytam was, czy kiedykolwiek chcieliście, by kamień probierczy moralności sprawdził czystość waszego serca? Piloci mają przyrządy, które mogą na podstawie gwiazd odczytać dokładnie ich położenie w każdym czasie. Czy chcielibyście, by jakiś instrument potrafił określić wasze duchowe położenie? Taki kamień probierczy i taki instrument mamy w Rzymian 8:5.

W tym wierszu mamy niezawodny test, kim jesteśmy i gdzie zdążamy w każdym zmaganiu życia. Piękno tego instrumentu polega na tym, że nikt inny nie może odczytać jego wskazań. „Bo ci, którzy żyją według ciała, myślą o tym, co cielesne; ci zaś, którzy żyją według Ducha, o tym, co duchowe”. Użyte tu słowo „myśleć” pochodzi od słowa, które oznacza zwracać uwagę, rozkoszować się, studiować to, mieć w tym przyjemność, kochać i myśleć o tym. Ci którzy żyją według „ciała”, myślą o ciele i lubią myśleć o ciele, rozkoszują się ciałem. Ci, którzy żyją według Ducha, uczą się o Duchu i lubią uczyć się o Duchu. Dajcie człowiekowi wolność, a pójdzie tam i będzie robił to, co chce robić. Gdybyśmy odczytali myśli człowieka, wiedzielibyśmy, co ma w sercu. Myśli człowieka są rejestrami, które serce zapisuje na kamieniu probierczym. Dziecko wie, o czym myśli. Dlatego dziecko może kierować swoim zachowaniem wszędzie i zawsze. Przypominam, że nie odnosimy tego do myśli, które fruwają przez naszą głowę, jak ptaki. One nie mają żadnej moralnej jakości. Mówią nam jedynie, że ogniste strzały szatana mogą latać wszędzie.

Myśli, które mają wartość, to te, które zaprosimy, uchwycimy, zamkniemy i pielęgnujemy. Takie myśli mają wartość. „Przyjście takich myśli daje rozkosz, a odejście pozostawia smutek” Niechciana myśl nigdy nie pozostawia po sobie śladu, To musicie zapamiętać. Z taką myślą zastosujemy kamień probierczy. Weźmy hipotetycznie dwóch młodych ludzi w szkole, z dala od domu. Wchodzą do internatu. Kiedy zaczynają się urządzać, jeden szuka w informatorze kościoła. Myśli o tym, o czym lubi myśleć. Drugi patrzy na stronę rozrywek, co grają w teatrze lub w kinie. Myśli o tym, o czym lubi myśleć. Każdy pije to, co lubi, ale kubek w jednym wypadku, to własne „JA”, a w drugim to Chrystus. W kościele trudno ludzi przyciągnąć na spotkanie modlitewne. Mogę to powiedzieć, gdyż byłem pastorem przez 35 lat. Możesz prosić, możesz ostrzegać i nic. Niech tylko do miasta przyjedzie wystawa, albo cyrk, to te miejsca będą pełne ludzi z kościoła. Ludzie idą tam, gdzie lubią chodzić i nic ich nie zatrzyma. Nauczyłem się tego przez lata, próbując ciągnąć do kościoła ludzi, którzy nie chcieli do kościoła chodzić. Nie chcieli chodzić do kościoła, gdyż duchowe sprawy nigdy nie miały dla nich żadnego znaczenia.

Zastosujcie kamień probierczy - „Adamie, gdzie jesteś?” O czym najczęściej myślisz? „Adamie” co najczęściej robisz? O czym lubisz myśleć? Gdzie lubisz chodzić? Jeżeli zostawimy ci pełną wolność, w którą stronę popłynie strumień twoich myśli? Kiedy położysz się na poduszce w nocy i twoje myśli są wolne, gdzie wówczas pójdą? W jakim kierunku? To nie są puste pytania. Każde z nich waży tonę. Czy myślisz o ciele, czy o Duchu? Nie mogę być w tym punkcie źle zrozumiany. To nie myśli cielesne czynią nas cielesnymi. To nasz cielesny umysł powoduje, że myślimy o ciele. Tę prawdę Duch Święty chce wpoić w was. Duchowa śmierć, to nic myślenie czy robienie czegoś. Śmierć jest w cielesnym umyśle, który powoduje, że chcemy myśleć i czynić takie rzeczy. Stąd poselstwo Pawła, „Albowiem zamysł ciała, to śmierć...” (Rzym. 8:6). Bez względu na to, co robisz lub czego nie robisz, co myślisz lub nie myślisz, zamysł ciała, to śmierć. Przez 6000 lat Bóg próbował zwrócić nasze myśli do wewnątrz, na charakter, a nie na postępowanie, by być, a nie robić, co zazwyczaj było troską człowieka. Nad tym wszystkim Bóg pracował. Głos Boży brzmiał przez wieki, „Uczyńcie drzewo dobre, to i owoc będzie dobry”. Od tego miejsca trzeba zacząć. W żywym świetle Bóg pisze słowo „BYĆ”. „Jeżeli się nie nawrócicie”. „Bądźcie doskonali”. „Nie upodabniajcie się”. „Bądźcie świętymi”. „Przemieńcie się”. Być albo nie być, to jest pytanie o, o wiele głębszym znaczeniu, niż Hamlet kiedykolwiek zdawał sobie z tego sprawę. 

Nasze uczynki, nasze myśli, nasze zewnętrzne życie, chociaż są bardzo ważne, biorą swoją ważność z wewnętrznego charakteru, z którego wypływają. Ze serca pochodzi źródło życia. Postępujemy tak, jacy jesteśmy. Jedno wielkie, skierowane do nas pytanie brzmi, „Kim jesteśmy?”, a nie „Co robimy?” Myśleć w sposób cielesny, to śmierć. Bóg przykłada zawsze siekierę do korzenia drzewa, a człowiek przykłada do gałęzi. Próbujemy odciąć gałązkę tu i tam. Bóg przykłada siekierę do korzenia. „Zamysł ciała, to śmierć” - taka jest Boża droga ogłoszenia wielkich spraw życia.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Przebudzenie z rozdziału – Kamień probierczy 

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Bóg nie będzie do nas mówił w przerwach na reklamę

Wzrost kościoła był bezpośrednim rezultatem uwielbiania i służby dla Boga. W Dziejach 3:7 i 8 czytamy, „I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go; natychmiast też wzmocniły się nogi jego i kostki, i zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga.” To uzdrowienie miało miejsce w drodze do świątyni, by uwielbiać Boga. Ten cud i 5000 ludzi, którzy nawrócili się na kazanie Piotra, to rezultat człowieka idącego, by wielbić Boga. W Dziejach 13 czytamy jak zbór wysyła Pawła i Barnabę, wysyła ich w pierwszą podróż misyjną i wzór jest ten sam; kluczem jest uwielbienie. Słowo Boże mówi, „A gdy oni odprawiali służbę Pańską i pościli, rzekł Duch Święty: (co powiedział?) Odłączcie mi Barnabę i Saula do tej służby, do której ich powołałem.” (Dzieje 13:2)

Duch Święty ciągle przemawia, kiedy ludzie usługują Panu i poszczą, ewangelizacja misyjna została ustanowiona wśród modlitw i uwielbienia. W Dziejach 16 czytamy o tym jak Paweł i Sylas byli zbici i wtrąceni do więzienia. Tam zaczęli nabożeństwo uwielbiające. Ich uwielbianie sprowadziło obecność Bożą, a wszystko inne było już rezultatem tej obecności. Ci ludzie nie głosili kazań, nie modlili się o ludzi, ale usługiwali Bogu. Z ich uwielbiania popłynęła ewangelizacja. Uwielbianie jest kluczem do wyzwolenia Bożej obecności i mocy wśród Jego ludu. Kościół nie może służyć ludziom, jeżeli najpierw nie służy Bogu.

Wy, jako słudzy Boży, nie możecie służyć kościołowi, póki nie usługujecie Bogu. Póki kościół nie dotyka Boga, nie ma nic, czym mógłby dotykać ludzi. Mojżesz o tym wiedział. Spędzał wiele czasu na górze z Bogiem. W 2 Mojżeszowej 32, Mojżesz jest na górze i otrzymuje to, czego ludzie potrzebowali. W tym samym czasie Aaron był w dolinie i dał im to, czego chcieli. W wierszu 7 Mojżesz schodzi z góry, gdzie doświadczył obecności Bożej, by stawić czoła grzechowi Izraela. Po jego wstawiennictwie i Bożym sądzie Mojżesz wchodzi do przybytku. W rozdziale 33, wiersz 8, kiedy Mojżesz wszedł do przybytku, zstąpił obłok (Boża chwała). Kiedy ludzie zobaczyli tę chwałę, powstali i oddali pokłon u wejścia do swoich namiotów.

Człowiek, który może wejść do przybytku i sprowadzić chwałę Bożą, jest człowiekiem, który był na górze z Bogiem, zanim wszedł do przybytku. W 2 Mojżeszowej 34:1-5 Bóg podaje nam kroki do stania się nosicielem Bożej chwały. W wierszach 1 i 2 Mojżesz jest wezwany na górę, by otrzymać umysł, wolę i Boże przykazania. By jakikolwiek człowiek mógł wejść w taką społeczność, musi najpierw spotkać się z Bogiem na osobności. Bóg powiedział do Mojżesza, „niech nikt nie wchodzi z tobą”. Ludzie, którzy przedstawiają Boga publicznie to ci, którzy byli wcześniej z Nim sam na sam. Mojżesz wstał wcześnie rano i wszedł na górę Synaj, jak Bóg mu kazał. Posłuszeństwo jest zawsze lepsze, niż ofiara. „I zstąpił Pan w obłoku, a on stanął tam przy nim i wezwał imienia Pańskiego.”

Mojżesz postanowił być posłusznym. Nie było obecności Bożej, aż on wykonał to postanowienie. W 2 Mojżeszowej 29, w czasie ofiary wieczornej Bóg powiedział, „Tam się z tobą spotkam”. Bóg mówi szukaj mnie rano. Ustal sobie czas, by być sam na sam z Bogiem, bądź wierny, a Bóg tam się z tobą spotka. Rozdział 34, wiersz 8 mówi, „I pochylił się Mojżesz spiesznie aż do ziemi, i złożył pokłon”. Dopóki człowiek nie zobaczy obecności Bożej, nie nastąpi  przełom. Dopóki nie zdyscyplinujemy naszego ciała i nie pójdziemy na górę, nie będzie żadnej wizji. Bóg nie będzie do nas mówił w przerwach na reklamę. W wierszu 9 Mojżesz pokutuje, mówiąc, „odpuść winy nasze i grzechy nasze”

Objawienie Boże kruszy ludzi i sprowadza prawdziwe upamiętanie. Bóg przychodzi tam, gdzie w sercach ludzi jest upamiętanie i skrucha. „ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa.” (Izajasz 66:2). „Ofiarę Bogu miłą jest duch skruszony.” (Psaim 51:19). Człowiek nigdy się nie skruszy, aż nie zobaczy obecności Bożej. Tylko skruszeni stają się „nosicielami chwały Bożej”. Mojżesz stał się nosicielem chwały Bożej. (2 Mojż. 34:29). W Dziejach 2 skruszone naczynia powitały pierwszą pięćdziesiątnicę. Jako naczynia Boże, mamy być nosicielami Bożej chwały. Nasza światłość ma świecić tak, by ludzie widzieli Boga. Bóg nie ma innego planu. Znaczenie modlitwy, to moc i manifestacja Ducha Świętego. Łukasz 3:21 i 22 mówią nam, że kiedy Jezus się modlił, Duch Święty zstąpił na Niego. Łukasz ponownie mówi nam, że kiedy Jezus się modlił, został przemieniony. Duch Święty zstąpił na stu dwudziestu ludzi, którzy trwali jednomyślnie w modlitwie. Dzieje 4 mówią, „A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym.” W Łukasza 5:16 Słowo Boże mówi „Jezus oddalił się na pustkowie i modlił się.” W wierszu 23 uzdrowiony został człowiek sparaliżowany. Łukasz 6:12 mówi, „I stało się w tych dniach, że Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i spędził noc na modlitwie do Boga.” W Łukasza 6:17 i 18 jest powiedziane, że po modlitwie „Jezus zstąpił z nimi w dół, i zatrzymał się na równinie, również liczne rzesze, którzy przybyli, aby go słuchać i dać się wyleczyć ze swych chorób; a także dręczeni przez duchy nieczyste byli uzdrawiani.”

Stoimy w zdumieniu, kiedy Eliasz ściąga ogień na górze Karmel, ale zapominamy, że przedtem on spędził wiele czasu z Bogiem, zanim doszło do konfrontacji na górze Karmel. Modlitwa jest priorytetem. 1 Królewska 18:30 Pierwszym zadaniem Eliasza na górze Karmel było naprawienie ołtarza. Zanim poprosił o to aby ogień zstąpił z góry zadbał o swoje życie modlitewne. „Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego” Susza i głód w Izraelu były spowodowane tym, że Izrael zapomniał o ołtarzu. Podobnie duchowa susza w kościele naszych czasów, jest rezultatem zapomnienia o ołtarzu i zaniedbania go.  Jeśli ogień ma znów zapłonąć to ktoś musi naprawić ołtarz. Niech Bóg pomoże nam to zrozumieć. Obyśmy naprawili ołtarz i oddali się Bogu. Tylko wtedy będziemy mieli coś, co możemy dać ludziom.


„Szkoła Chrystusa” - cykl Przebudzenie z rozdziału – Właściwe priorytety

piątek, 6 stycznia 2012

ludzie, którzy się modlą, znają Boga

Dla większości ludzi jest to zaskakujące, że można znać Chrystusa teologicznie, a nie znać Jego obecności, a ja wam mówię bez obawy o nierzetelność, że to nie jest wyjątek, ale tak jest często. Większość ludzi w kościele zna Go teologicznie, ale nie znają Jego obecności. Czytamy o dwóch uczniach Jezusa. „I oto tego samego dnia dwaj z nich szli do miasteczka zwanego Emaus, które było oddalone o sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. I rozmawiali z sobą o tych wszystkich wydarzeniach. A gdy tak rozmawiali i nawzajem się pytali, sam Jezus, przybliżywszy się, szedł z nimi. Lecz oczy ich były zasłonięte, tak że go poznać nie mogli. I rzekł do nich: Cóż to za rozmowy, idąc, prowadzicie z sobą? I przystanęli przygnębieni. A odpowiadając jeden, imieniem Kleopas, rzekł do niego: Czyś Ty jedyny pątnik w Jerozolimie, który nie wie, co się w niej w tych dniach stało? Rzekł im: Co? Oni zaś odpowiedzieli mu: Z Jezusem Nazareńskim, który był mężem, prorokiem mocarnym w czynie i w słowie przed  Bogiem i wszystkim ludem, jak arcykapłani i zwierzchnicy nasi wydali na niego wyrok śmierci i ukrzyżowali go. A myśmy się spodziewali, że On odkupi Izraela, lecz po tym wszystkim już dziś trzeci dzień, jak się to stało. Lecz i niektóre nasze niewiasty, które były wczesnym rankiem u grobu, wprawiły nas w zdumienie, bo nie znalazły jego ciała, przyszły mówiąc, że miały widzenie aniołów, powiadających, iż On żyje. Toteż niektórzy z tych, którzy byli z nami, poszli do grobu i zastali to tak, jak mówiły niewiasty, lecz jego nie widzieli. A On rzekł do nich: O głupi i gnuśnego serca, by uwierzyć we wszystko, co powiedzieli prorocy. Czyż Chrystus nie musiał tego wycierpieć, by wejść do swojej chwały? I począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o nim było napisane we wszystkich Pismach. I począwszy od Mojżeszowie i w sza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o nim było napisane we wszystkich Pismach. I przymusili go, by został, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. I wstąpił, by zostać z nimi. A gdy zasiadł z nimi przy stole, wziąwszy chleb, pobłogosławił i rozłamawszy, podawał im. Wtedy otworzyły się ich oczy i poznali go. Lecz On znikł sprzed ich oczu. i rzekli do siebie: Czyż serce nasze nie pałało w nas, gdy mówił do nas w drodze i Pisma przed nami otwierał?” (Łukasz 24:13-32).

Ci ludzie szli i prowadzili głęboką dyskusję teologiczną na temat tego, co wydarzyło się w Jerozolimie. Rozmawiali o Jezusie, proroku mocnym w słowie i  czynie, i o tym jak został ukrzyżowany. Kiedy o Nim dyskutowali, Jezus dołączył do nich. Wiersz 16 mówi, że oni Go nie poznali. Dyskutowali na temat teologii o Jezusie, a byli ślepi na samą obecność Chrystusa. Przekleństwem obecnych czasów jest to, że w teologii brakuje Chrystusa. Nie poznaje się Chrystusa przez samą teologię. Nie umniejszam znaczenia zdrowej nauki, doktryny. Próby poznania Chrystusa poza Pismem Świętym zawsze prowadzą do fanatyzmu. Można więc mieć wielkie zrozumienie teologii, a być obcym Chrystusowi.

Popatrzcie na Martę przy grobie Łazarza. Ona dobrze znała doktrynę o zmartwychwstaniu, ale nie poznała zmartwychwstania, kiedy patrzyła Mu w oczy. Uczniowie na drodze do Emaus mogą cytować fakty o Jezusie, ale nie rozpoznają Jezusa, o którym mówią. Prawdziwe objawienie jest rezultatem bliskiej społeczności z Chrystusem. Oczy uczniów na drodze do Emaus otworzyły się, kiedy On łamał z nimi chleb. To intymne, osobiste objawienie Chrystusa nie było oderwane od zdrowej doktryny. Jezus zaczął od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków i wyjaśniał im, co o Nim było napisane. Zdrowa doktryna jest konieczna, ale Jezusa poznaje się przy łamaniu z Nim chleba. Kiedy w modlitwie mamy społeczność z Nim przy stole serca, nasze oczy otwierają się na rzeczywiste poznanie Jezusa.

Ludzie, którzy się nie modlą, mogą wiedzieć dużo o Bogu, ale ludzie, którzy się modlą, znają Boga. Pierwszym priorytetem dla prawdziwej służby jest naśladowanie Jezusa. „Jeśli kto chce mi służyć, niech idzie za mną.” (Jan 12:26). Akcent jest położony na stwierdzeniu, „Niech idzie za mną”. Co to znaczy iść za Jezusem? To znaczy przede wszystkim nastawić serce na Niego. To znaczy starać się Go poznać i usługiwać Mu. Kiedy szukamy Pana w głębokiej modlitwie i czytamy Jego słowo, by Go poznać, jesteśmy w najwyższym punkcie użyteczności. Bez względu na to, co robisz, nie jesteś nigdy bardziej użytecznym dla Boga, niż kiedy się modlisz. Służba wypływa z żywej społeczności z Jezusem. Kiedy nauczymy się tajemnicy usługiwania Bogu, nasza służba się rozwinie, a sfera naszych wpływów się poszerzy. W życiu i usłudze Pawła widzimy wszystkie poziomy służby. Jako faryzeusz, prześladował kościół. Gdybyście go zapytali, co robi, odpowiedziałby, „pracuję dla Boga”. Jezus powiedział, że przyjdzie dzień, kiedy ci, którzy was prześladują, będą myśleć, że wykonują służbę dla Boga. Taki był Saul z Tarsu. W Dziejach w 9 rozdziale czytamy, że Paweł po jego spotkaniu z Chrystusem, przeszedł do drugiego poziomu usługi. Wiersz 20 mówi, „Natychmiast zaczął głosić Chrystusa”. Paweł teraz  pracuje z Bogiem. W Galacjan 1:16 i 18 czytamy, że Paweł przestał pracować religijnie i poszedł na pustynię na trzyletnie spotkanie modlitewne. Na pustyni Paweł poznał tajemnicę służby Bogu i wyszedł mając wyraźne, bardzo osobiste objawienie Jezusa Chrystusa. Kiedy pracował dla Boga, jego życie obracało się wokół potrzeb. Docierał do małej ilości ludzi. Kiedy przeszedł na trzeci poziom służby, minął służbę Bogu i stał się współpracownikiem Bożym. I w ten sposób miał wpływ na cały świat.

Ewangelizacja wypływa z uwielbiania. Usługa jest produktem duchowego światła, które płynie z intymnej społeczności z Panem Jezusem Chrystusem. Biblia pełna jest tej prawdy. W dniu zesłania Ducha Świętego 3000 dusz zostało zbawionych. To jest ewangelizacja, to jest służba. To zaczęło się od spotkania modlitewnego, które przerodziło się w namaszczone uwielbienie. Zobaczcie Dzieje 2:11. Wszyscy mówili językami. A kiedy ludzie się zbiegli i mówili, „Słyszymy ich głoszących to wspaniałe dzieła Boże”. Nadnaturalne, natchnione uwielbianie przyciągnęło tłumy i stworzyło okazję dla służby ewangelizacji. Dzieje 2:46 i 47, „Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca, chwaląc Boga i ciesząc się przychylnością całego ludu. Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni.”

„Szkoła Chrystusa” - cykl Przebudzenie z rozdziału – Właściwe priorytety

czwartek, 5 stycznia 2012

jesteśmy tak zajęci pracą dla Boga, że nie pracujemy z Bogiem

Czytamy w 1 Koryntian 3:6-9, „Ja zasadziłem, Apollos podlał, a wzrost dał Bóg. A zatem ani ten, co sadzi, jest czymś, ani ten, co podlewa, lecz Bóg, który daje wzrost. Bo ten, co sadzi, i ten, co podlewa, jedno mają zadanie i każdy własną zapłatę odbierze według swojej pracy. Albowiem współpracownikami Bożymi jesteśmy; wy rolą Bożą, budowlą Bożą jesteście.”

Potrzeba Ducha Świętego, by tu w tej szkole położył wam na sercu ten świat. Nie możemy służyć Bogu, jeżeli nasze priorytety są niewłaściwe. Nie boję się tak bardzo o upadek, jak o zajmowanie się tym, co nieistotne. Nie chcę inwestować mojego życia w drewno, siano czy słomę, ani nie chcę, byście wy w tej szkole inwestowali swoje życie w służbę, która ma niewielką faktyczną wartość. Ta lekcja może być kluczem, byście wznieśli się ponad to i byli tym, czym Bóg chce. Nasz tekst wymienia trzy poziomy służby: służba dla Boga, służba z Bogiem i służba Bogu.

Pierwsza, to praca wykonywana dla Boga - jeden sadzi, jeden orze, a inny podlewa. To nazwalibyśmy służbą na dziedzińcu zewnętrznym. Wykonywane to jest w odpowiedzi na biblijny nakaz lub duchowe przykazanie. Na tym poziomie służby są trzy niebezpieczeństwa. Po pierwsze, możemy być tak zajęci pracą dla Boga, że nie pracujemy z Bogiem. W tej szkole podkreślam, że pierwsza rzecz, jaką musicie robić, gdziekolwiek pracujecie, to zbudować ołtarz modlitwy. Wznieście ten ołtarz. Ustalcie sobie miejsce spotkań z Bogiem. Nasza lekcja mówi o priorytetach z Bogiem. Jesteśmy tak zajęci pracą dla Boga, że nie pracujemy z Bogiem. Mamy tendencję do bycia legalistami. Ludzie angażują się w pewne służby i uważają, że jest to jedyna ważna dziedzina. Te wysiłki nie wymagają intymnej społeczności z Bogiem. Bardzo często są to prace, które można wykonać przy użyciu energii ciała. Mogę sprzątać ten budynek, uczyć w szkole niedzielnej, jeżeli dacie mi podręcznik. Mogę robić różne rzeczy, jako pracę dla Pana, do których wystarczy mi jedynie energia ciała i dobry pomysł, Myślę, że rozumiecie to, o czym mówię.

Drugi poziom jest określany, jako służba z Bogiem. „Albowiem współpracownikami Bożymi jesteśmy...” (1 Kor. 3:9). To jest służba na dziedzińcu wewnętrznym, gdzie jesteśmy bliżej Boga. Praca z Bogiem jest reakcją nie na nakaz, ale na partnera. Pana Jezusa Chrystusa. Mateusza 11:28-30, „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.” Jako partnerzy Chrystusa, to jarzmo nie jest dla jednej osoby, ale zawsze dla dwóch. Kiedy weźmiemy to jarzmo, stajemy się współpracownikami Chrystusa. Praca dla Boga przynosi ciągłą aktywność. Praca z Bogiem przynosi odpocznienie. Chodzenie z Chrystusem, w jarzmie Chrystusa, przynosi odpocznienie.

Trzeci poziom służby jest najwyższym z możliwych służb, to służba Bogu. 1 Koryntian 3:16 mówi, „Czy nie wiecie, ze świątynią Bożą jesteście i ze Duch Boży mieszka w was?” Co to jest świątynia? Świątynia, to miejsce oddawania czci. To miejsce społeczności z Bogiem. To tu przy stole serca Bóg zasiada  z nami, a my zasiadamy z Nim. Służba Boża, to służba modlitwy. Mówimy o właściwych priorytetach. To nie jest reakcja na polecenie lub na partnera, ale na osobę. Nie jest to służba na dziedzińcu zewnętrznym ani wewnętrznym. Jest to służba w miejscu najświętszym.

Najpierw musimy pełnić służbę Bogu, zanim będziemy mogli usługiwać ludziom. By być w pełni dla Boga, musimy być pełni z Bogiem. Jeżeli po opuszczeniu tej szkoły chcecie być efektywni, musicie mieć właściwe priorytety. Niektórzy z was już założyli zbory, do których wrócicie. Niektórzy z was zaczną usługiwać, niektórzy będą ewangelistami, a inni będą zakładać zbory tam, gdzie nigdy zboru nie było. Jakakolwiek będzie wasza służba, zawsze spotkacie dzikie zwierzęta tak, jak Paweł w Efezie. Wasze priorytety muszą być właściwe, jeżeli macie odnieść sukces w zakładaniu zborów, czy w usłudze. Jeżeli chcecie mieć wpływ na ludzi, musicie usługiwać Bogu w miejscu najświętszym. Dla efektywnej służby najważniejsze jest usługiwanie Bogu a póki naszym priorytetem nie będzie modlitwa, będziemy sfrustrowani. Nasza zdolność usługiwania innym pochodzi z naszego poznania i społeczności z Bogiem. Daniel powiedział, Którzy znają Boga, będą dokonywać wielkich rzeczy”. Nie ci, którzy wiedzą o Bogu, ale którzy znają Boga. Można znać Chrystusa teologicznie, ale nie znać Jego obecności.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Przebudzenie z rozdziału – Właściwe priorytety

środa, 4 stycznia 2012

złamane serce widzi dalej niż najbardziej przenikliwy umysł

W świetle tego wszystkiego, co zostało powiedziane, możemy już pozwolić sobie na pewne praktyczne wnioski. Po pierwsze, wszelkie próby ustanowienia satysfakcjonującego życia w oparciu o coś, co powszechnie się nazywa moralnością, muszą zostać odrzucone. Moralność stała się czymś w rodzaju sztuki pięknej. Jest to postawa, skrupulatne wyważanie i zimna kalkulacja, ciche, naiwne i potajemne porozumienie z mocami zła. W najlepszym razie moralność jest uzbrojoną pozorną neutralnością. Jeśli to, co mówię, jest prawdą, jeśli moralność jest tylko sztuką, czy nie jest ona najprzebieglejszą, zwodniczą i najbardziej opłacalną ze sztuczek?  Co jeśli „petycje” zwane „naszymi prawami” są ratowane od zniweczenia zwyczajnie dlatego, iż bardziej się opłaca zdusić ogień pasji niż pozwolić mu palić się tak jak chce? Nie chcę brzmieć cynicznie - mówię o tym z goryczą i bólem. Duch Święty uczy nas, że nie możemy być pogodzeni ze sobą nawzajem, jeśli nie jesteśmy pogodzeni z Bogiem. Duch Święty mówi, że musimy się na nowo narodzić, byśmy mogli być prawdziwie i dogłębnie moralni. Celem Ducha Świętego, w naszym narodzeniu się na nowo, jest wprowadzenie nas pod kontrolę Bożej woli. Na tym polu pojawia się wielki konflikt między tym, co ludzkie a tym, co Boże. W takim stopniu, w jakim człowiek ujmuje coś z suwerenności Bożej kontroli i przekazuje to sobie, w takim też zakłada, że jest możliwym stworzenie satysfakcjonującej moralności zupełnie bez pomocy Boga. Duch Święty mówi: „Nie!, musisz się na nowo narodzić. Musisz przejść przez całościowe odnowienie życia, a nie tylko ponowne dostosowanie nawyków i zachowania do czegoś nowego. Musisz umrzeć dla siebie, żeby móc żyć dla Boga". Duch Święty nigdy nie będzie próbował zrobić czegoś, co byłoby jedynie zewnętrzne. On głosi, że cała natura człowieka musi się narodzić na nowo, aż nastąpi zupełne odnowienie; w przeciwnym razie ludzka moralność pozostaje jedynie narzędziem egocentryzmu. Z drugiej strony, jeśli serce jest zrodzone na nowo i czerpie natchnienie z praw dyktowanych przez Bożą wolę, przyjdzie wówczas nieskażona prawda i stałość. Kiedy próbujemy wieść takie życie własnymi wysiłkami, efekty są sztuczne, gdyż nie są naturalnym wynikiem moralnej kondycji przemienionego serca, serca nie będącego pod wpływem zewnętrznych okoliczności. Jezus powiedział, że oczyszczamy kielich z zewnętrz, ale środek jest pełen zepsucia i śmierci. On nigdy ani słowem nie pochwalił „tak zwanych sprawiedliwych ludzi”. Podwijali oni swoje szaty i zmykali z drogi „grzeszników”. On nazywał ich żarłocznymi hipokrytami i pobielanymi grobami. Służba Jezusa była kontynuowana przez Ducha Świętego. Ta służba nie może dobiec końca, dopóki człowiek nie zrzuci z siebie tej maski sztucznej moralności.

Po drugie, wszelkie nadzieje oparte na koncepcjach gradacji grzechów, jako lżejszych i cięższych muszą zostać porzucone. Owszem, istnieją różne „stopnie" zbrodni. Morderca jest niewątpliwie cięższym przestępcą niż złodziej, lecz musimy zrozumieć, że morderstwo to coś więcej niż morderca a kradzież to coś więcej niż złodziej. Morderstwo i kradzież są przypadkowymi formami tej samej rzeczy. To widzialne formy grzechu, i nic ponad to. Dla wszelkich celów prawa kryminalnego wystarczającym jest odpowiednie klasyfikowanie ludzi według objawów ich zachowania, tak, aby mogła zostać nałożona odpowiednia kara. Kiedy jednak wykroczenie jest pomiędzy Bogiem a człowiekiem, obowiązują inne standardy. Czy posłałbyś mordercę i spekulującego sceptyka do tego samego piekła? To nie morderca, z powodu konkretnego czynu, jest posyłany do piekła, ani niespekulujący sceptyk, z powodu tylko jego działań, nie zostaje wpuszczony do nieba. Nie chodzi o śmierć, ani o chorobę, serca czy ręki. My jako społeczność ludzka, pozostawiona sama sobie, możemy czynić porównania, kontrastować czyny i niekiedy wzdrygać się na myśl o czymś, co uważamy za okropne. Kiedy jednak wkraczamy w Bożą obecność i jesteśmy badani przez Ducha Świętego, możemy odczuwać, że nawet „spojrzenie” jest grzeszne i bluźniercze. Nieuprzejmość staje się tak samo okrutna jak morderstwo. Trzeba zrozumieć, że grzech jest czymś duchowym, i że powinien być osądzany duchowo, i to niekoniecznie poprzez wulgarność czy hałas, które miałyby go uczynić społecznie rozpoznawalnym. Po trzecie, właśnie w takim uświadomieniu sobie grzechu, dzieło Chrystusa może być dostrzeżone w prawdziwym świetle. Mówiąc z całym naciskiem właśnie  tutaj staje się szczególnie aktualne i prawdziwe Słowo: „nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, którzy się źle mają”.

Pewna analogia pomoże nam zrozumieć te wzniosie prawdy. Człowiek, który nigdy nie zaznał choroby ani bólu może czuć się swobodnie i lekko traktować profesję lekarską i tych, którzy są chorzy. Jeśli jednak człowiek ten uświadomi sobie fakt, że w jego ciele rozwija się zagrażająca  życiu choroba, lub jeśli zda sobie sprawę, iż jego serce w każdym momencie może przestać bić, jego nastawienie do medycyny może się natychmiastowo zmienić. Nowe przekonanie wzbudza w nim nowe uczucia, które z kolei zmuszają go do przyjęcia innej postawy. Jezus użył obrazu tego typu doświadczenia, by pomóc nam zrozumieć lepiej Jego służbę. „Nie przyszedłem wzywać do opamiętania sprawiedliwych, lecz grzeszników”- deklarował Jezus. Wszystko zatem zależy od przekonania. Jeśli nie ma przekonania, nie będzie też presji konieczności. Jeśli nie ma pragnienia, komu zależałoby na źródle? Na pustyni jednak, w nieznośnym słońcu, jak można w ogóle ocenić wartość szklanki wody? Jezus Chrystus nie może działać, jeśli w człowieku me ma przekonania. Gdybyś powiedział faryzeuszowi, że Jezus za niego umarł, ten religijny człowiek byłby w szoku. Powiedz grzesznikowi, który zna mękę wyrzutów sumienia, ze Jezus za niego umarł, a stwierdzenie to stanie się chwalebną ewangelią błogosławionego Boga. Poprzez takie wyrzuty sumienia grzesznik widzi to, czego nigdy nie mógł zobaczyć przy pomocy filozofii,[swojemu zdrowemu rozsądkowi czy norm moralności]. Jego przekonanie wynikło z delikatnego miłosierdzia i miłości Bożej, i dlatego nie mogło się pojawić w wyniku przedstawienia intelektualnej racji. Człowiek logiki jest tutaj poza swoim światem. Złamane serce widzi dalej niż najbardziej przenikliwy umysł. Nikt jednak nie byłby w stanie wytrzymać niekończącego się przeświadczenia o grzechu. Agonia krzyża już dawno minęła, i nigdy już nie może powrócić. Podobnie jest z przekonaniem, które objawia krzyż. Niezależnie od tego, jak długie jest przygotowanie do tego, sam „końcowy ból” jest chwilowy, niemniej jednak wystarczająco długi, by ukazać nam grzech, Boga i zbawienie. Przy tym wszystkim, zadośćuczynienie nie może nastąpić jako wydarzenie odwołujące się tylko do jednego rodzaju zmysłów w człowieku. Człowiek musi je ujrzeć naraz i całościowo, inaczej nie zrozumie go w ogóle. Raz zrozumiane dzieło zadośćuczynienia nigdy nie zostaje zapomniane. Rządzi życiem już na zawsze.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Pneumatologia z rozdziału – Przekonywanie o grzechu jako dzieło Ducha Świętego

wtorek, 3 stycznia 2012

nawet modlitwa może być kłamstwem

Ten proces staje się jeszcze bardziej duchowy. Morderstwo i fałsz są uczynkami potępianymi przez każdego człowieka, który ma jakieś poczucie społecznej przyzwoitości. Co jednak z takimi grzechami, które są pochwalane przez społeczeństwo? Boży Duch Święty nie patrzy tak jak patrzy człowiek, gdyż człowiek patrzy na wygląd, a Bóg patrzy na serce. Pozór pobożności można odróżnić od jej mocy. Weźmy na przykład akt dawania jałmużny, dawania biednym. Jeśli dar jest zewnętrznie najwyborniejszym przykładem danej klasy rzeczy, jeśli jest wielki, dany w najlepszą porę, jeśli wiele osób jest tym darem błogosławionych, a dawca był serdeczny i radosny, wówczas opinia publiczna nazywa to dobrym darem. Człowiek patrzy na wygląd, na to, co zewnętrzne. Bóg jednak patrzy na serce. Poza to, co zewnętrzne, poza tę sferę, społeczeństwo już nie idzie za swoim sądem. Gdzie człowiek kończy, tam zaczyna Duch Święty, który bada wszystko. On przeszukuje z lampą najskrytsze zakamarki serca. Bada motywy kryjące się za dawaniem. Mówi w efekcie: „Twoja miłość nie poszła za twoim darem, był on łapówką za dobrą reputację i pozycję. Dar nie był darem dla biednych, lecz dla dawcy. Mamy tutaj punkt wyjścia od takich przypadków jak morderstwo czy fałsz - to, co zewnętrzne może być doskonałe, ale motywy są złe. Przejmujemy tutaj sposób myślenia, w którym każdy szczegół pomnaża naszą znajomość duchowych rzeczywistości; odróżnialnych od formalnych, pustych działań. Jak blisko stąd do świadomości, że nawet modlitwa może być kłamstwem! Odwracamy się ze wstrętem od morderstwa. Odwracamy się od kłamstwa ze wstydem. Co jednak z tymi wszystkimi ujmującymi modlitwami aprobowanymi z powodu wrażeń, które wywoływały? Czy modliłeś się w domu twojego przyjaciela modlitwą, która w rzeczywistości miała na celu pochwałę jego domniemanej wspaniałości? Czy chwaliłeś stworzenie modląc się do Stwórcy, wspominając zalety tej osoby, nie ośmielając się jednak wytknąć jej grzechu? Czy modliłbyś się za tę osobę tak samo, gdyby ona tego nie słyszała? Trzeba sobie samemu na te pytania odpowiedzieć. Czy nazwałbyś go „drogim Bożym sługą”, gdyby był on kilometr dalej? [Czy tymi samymi słowami modlisz się w zborze o kościół, i tymi samymi w domowym zaciszu gdy nikt cię nie słyszy ?]  Czy nasza religia mogłaby być szczytem naszej niemoralności? Duch Święty nie tylko zadaje te kłujące uszy pytania, on także zmusza nas, byśmy na nie ku naszemu wstydowi odpowiedzieli. On nigdy nie ustaje w swojej „kłująco niewygodnej” służbie dopóki nie wyznasz, że obróciłeś swoją religię w zbrodnię, i że wypowiedziałeś bluźnierstwo przy ołtarzu Wszechmogącego. Minął czas formowania definicji, nadszedł czas konkretnych zastosowań. Nawet jeśli nie jesteście winni żadnego z powyższych grzechów wymienionych do tej pory, jest inne królestwo, nad którym ustanowiony jest boski sąd, królestwo niewypowiedzianych pragnień i myśli. Każdy człowiek wiedzie w pewien sposób dwa życia: jedno to życie motywów a drugie to życie zachowań. Do tego pierwszego nie ma dostępu nikt oprócz Ducha Świętego. „Rozumiesz moje myśli z daleka”, mówi Psalmista w Psalmie 139,2. Zanim myśl nabierze swojego ostatecznego kształtu, kiedy jest jeszcze zbyt niewyraźna by mogła zostać wyrażona ludzkim językiem, Duch Święty ocenia jej jakość i poddaje ją sądowi sprawiedliwości. Do serca przychodzi palące pragnienie. Ludzkie oko nie ujrzy poparzeń, które ono zostawi, ale wspomnienie tego pragnienia sprawi, że zamilkniesz, kiedy zgrzeszysz. Ono cię ukłuje, upokorzy, to pragnienie uczyni Cię tchórzem przez wszystkie dni Twojego życia. Do umysłu przyszło coś, co jest jedynie zalążkiem myśli, a już uderzyło jak piorun, tak złe w swej niekompletności! Są takie objawienia, które właściwie zrozumiane pokazują człowiekowi, że jest coś gorszego niż zbrodnia. Zwodniczy pocieszyciele, którzy „leczą ranę tylko powierzchownie”, wywołują w nim niecierpliwość. W tym momencie musimy wrócić do miejsca, w którym zaczęliśmy: Duch prawdy przekona świat o grzechu. Duch Święty tak żywo ukaże naturę grzechu, że ci, którzy uważają siebie za najlepsze okazy społeczeństwa ludzkiego doświadczą ostrych wyrzutów sumienia, gdyż uświadomią sobie, czym są w oczach Boga. Nie będzie już porównań do tej czy tamtej klasy czy grupy ludzkiej, gdyż sąd będzie kwestią jedynie między człowiekiem a Bogiem. Każdy człowiek ujrzy siebie tak, jak gdyby był sam we wszechświecie. Sumienie każdego człowieka stanie się tak ostre i intensywne, wręcz bolesne, kiedy ujrzy on siebie takim, jakim nigdy wcześniej nie widział. Jego moralny zmysł będzie tak oczyszczony i udoskonalony, iż będzie odczuwał nawet złą myśl jako nieprzebaczalny grzech. Taki człowiek będzie niezmiernie upokorzony, gdy uświadomi sobie, że nawet jego najlepsze uczynki są skażone; cała jego siła opuści go, a cała pokładana w sobie nadzieja się rozpierzchnie. Czy człowiek w takim miejscu może zwrócić się o pomoc do innych? Nie, ponieważ wszyscy giną w tej samej niedoli. Pod powierzchnią, pod skórą każdego człowieka zawsze kryje się ta okropna okoliczność, iż każde serce zostało wyłączone spod panowania króla. Kiedy to przekonanie będzie tak ostre i nieustępliwe, serce pozna, że poprzez odwrócenie się od Jezusa Chrystusa odwróciło się od Syna Bożego, jedynego pośrednika przymierza pokoju. Agonia wówczas będzie się zdawała niczym męki piekła. To jest właśnie przekonanie o grzechu, które Boży Duch Święty posyła, by działało w sercach, które nie uwierzyły w Zbawiciela. Jezus Chrystus nie może być zrozumiany, dopóki grzech nie będzie zrozumiany. Tak długo, jak grzech jest postrzegany wyłącznie z socjologicznego punktu widzenia, krzyż Chrystusa musi się zdawać jakąś „przesadą”. Po co używać wody wraz z krwią, gdy sama woda by wystarczyła? Po co poświęcać człowieka, jeśli krew zwierzęcia odpowiedziałaby na każde pytanie ? Tego typu pytania mają rację bytu, kiedy grzech jest lekceważony lub źle zrozumiany. Kiedy jednak grzech znajdzie się w świetle nieskończonej świętości, jedynie krzyż Chrystusa może równać się wagą tragicznemu i potwornemu przekleństwu grzechu. Pierwsze jasne spojrzenie człowieka na naturę grzechu równa się pierwszemu kryzysowi w jego życiu. Od tego momentu człowiek ten wybiera swoje przeznaczenie, Jest dyskusyjne, czy takie oświecenie można przeżyć po raz kolejny. Jezus Chrystus wydaje się wtedy mówić: „Teraz mnie nie rozumiesz. Wydaje Ci się, że możesz się obejść bez pośrednika między tobą a Bogiem. Wiesz tak mało o grzechu, jakim go widzi Bóg, że wydaje ci się, iż możesz sobie poradzić z każdą sytuacją, jaka nastanie”. Musi to więc trochę potrwać. Kiedy jednak przyjdzie Duch Święty, jasno pokaże ci stan twojego serca. On ukaże Ci takie wizje okropności grzechu, że z powodu Jego służby i działania, będziesz wołać o pośrednictwo, i w całej swojej boleści przypomnisz sobie, że nie chciałeś przyjść do Boga, aby mieć życie.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Pneumatologia z rozdziału – Przekonywanie o grzechu jako dzieło Ducha Świętego

poniedziałek, 2 stycznia 2012

a On, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu

Czytamy w Ew. Jana  16:7-9 „Lecz Ja wam mówię prawdę: Lepiej dla was, żebym Ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was. A On, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i o sądzie; O grzechu, gdyż nie uwierzyli we mnie;” Jakiś cień smutku zabrzmiał w głosie naszego Pana kiedy mówił On, że Duch Prawdy „przekona świat o grzechu, gdyż nie uwierzyli we mnie”. Nasz Pan wiedział, iż patrząc z zewnątrz, Jego służba na ziemi była porażką. Tego jednak miał dowieść ktoś inny, Ten, którego On miał posłać. Jezus wiedział, że ta porażka wynikła ze świętości Jego charakteru. Taki charakter, jaki posiadał Jezus, nie mógł być uszanowany przez opinię publiczną w ciągu zaledwie trzech krótkich lat. Bycie takim, jakim On był, boskim lecz zarazem ludzkim, okazało się być kamieniem obrazy i skałą zgorszenia, o które jego współcześni zranili się z powodu ich niewiary. Kiedy odchodził ze świata, zapowiedział, że Jego służba będzie kontynuowana przez Ducha Świętego.

Duch Święty miał tak działać na naturę moralną ludzkości, by ustanowić zupełną sprawiedliwość. On miał przeprowadzić bezstronny sąd, a czyniąc to miał wykazać absolutną potrzebę Jezusa jako pośrednika i zbawiciela. Wydaje się, że to jest właśnie znaczenie słów „ponieważ we mnie nie uwierzyli”. Świat zawsze zaprzeczał swojej potrzebie Syna człowieczego. Jezus zawsze był tu obcym, patrzono na Niego z. podejrzliwością. Słowo mówi: „Przyszedł do swojej własności, ale swoi go nie przyjęli”. „Poniżony i wzgardzony był przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu, tak że skrywaliśmy przez Nim nasze twarze”. Świat nigdy nie był pewien, co zrobić z tym Obcym. Podszedł do Niego, ale się od niego cofnął. On był właścicielem świata, lecz świat Go odrzucił. Okrzyknął Go królem, a mimo to ukrzyżował wraz ze złoczyńcami. On był jednocześnie zauroczeniem i postrachem dla wszystkich, którzy Go poznali. Będąc tego świadomy powiedział im: „Nie przyjdziecie do mnie. Uparcie chcecie iść do Ojca jakąś inną drogą. Nie mogę pozostać tu w ciele, ale ześlę Ducha prawdy. Kiedy On przyjdzie, przekona was o grzechu. O grzechu, gdyż we mnie nie uwierzyliście.” Przekonać świat o grzechu to coś znacznie większego niż przekonać go o zbrodni. Świat zadowolił się niedokładnymi definicjami; używa niewłaściwie pojęć „zbrodnia” i „grzech” tak jakby były synonimami. To fatalny błąd. Grzech może być tam, gdzie nie ma zbrodni. Gdziekolwiek jednak jest zbrodnia, jakakolwiek by nie była, tam zawsze jest grzech, który za nią stoi. Społeczeństwo jest tak zorganizowane, by bronić się przed zbrodnią, a jednak każdy jego członek jest winny grzechu. To musi być ukazane przez Ducha Świętego, w jaki jednak sposób? Społeczeństwo potępia mord. Z tego też powodu Duch Święty zaczyna od przekonania nas, że morderstwo jest grzechem. Następnie mówi, że potępiając morderstwo powinniśmy zrozumieć, gdzie się ono zaczyna. Otóż ma ono swój początek w grzesznym gniewie. Taki gniew może być niewyrażony, jednak sam fakt. że dajemy mu miejsce głęboko w swym sercu sprawia, że jesteś winny czy winna morderstwa w Bożych oczach. Duch Święty jest dany, aby nas tego uczyć. W przeciwnym razie byśmy tego nie zrozumieli.

Społeczeństwo stać tylko na to, by uznać jakąś różnicę między morderstwem a ludobójstwem. I tutaj się zatrzymało. Duch Święty przypomina o pochodzeniu zbrodni, a znalazłszy je, mówi, iż jest ona morderstwem. Ta nienawiść w sercu, niekontrolowana pasja, to jest prawdziwy morderca. „Ktokolwiek nienawidzi swojego brata, jest mordercą” (1 Jana 3,15). W ten sposób przedstawia nam definicję morderstwa, której społeczeństwo nigdy nie chciało przyjąć. To, w jakim stopniu zgodzimy się na tę definicję, będzie miarą naszego własnego przekonania. Ci, którzy doskonale funkcjonowali w społeczeństwie jako nienaganni ludzie uświadamiają sobie nagle, iż znajdują się w obliczu nowego prawa. To prawo zmusza nas do przyznania, że jeśli źródła morderstw leżą w motywach, wówczas jest możliwe, że w oczach Boga jesteśmy mordercami. Społeczeństwo uczyniło morderstwo karalnym, ale nie było w stanie uczynić karalnym fałszu i kłamstwa. Dla społeczeństwa kłamstwo jest bardziej „duchowe” [akceptowane] od morderstwa. Tutaj dochodzimy do wyższej formy działania Ducha Świętego. Przykładowo, możemy powiedzieć, że człowiek może uczynić kłamstwo jak równie dobrze, co „wypowiedzieć je”. Może on użyć dwuznacznych słów, by ochronić siebie i zwodzić. Uznać coś takiego to wielka rzecz, znacznie bardziej duchowa niż uznanie grzechu w morderstwie.

Co jeszcze może czynić Duch Święty? Niewiele ponad to, jeśli osoba chce tylko zabezpieczyć swoje przekonanie. Jednak możliwe jest coś więcej. Duch Święty mówi, iż forma słów może być prawdziwa, a jednak mogą one komunikować kłamstwo. Rozmowa może być powtórzona słowo w słowo, a jednak przez zwykłą zmianę tonu głosu lub szczególny wyraz twarzy, poprzez umiejętny układ pauz czy nacisku, taka relacja może być kłamstwem od początku do końca. Można nawet okłamywać samego siebie. Żyjąc stale w takim stanie można nawet zniszczyć swoją zdolność odróżniania dobrego od złego. Sumienie takiej osoby zostaje jakby „spieczone gorącym żelazem”, a jej mowa traci wszelką wartość i użyteczność, jako narzędzie moralne. Nasze sumienie może być według Pawła w 2 Liście do Tesaloniczan wydane na wiarę w kłamstwo. W takiej sytuacji sumienie staje się instrumentem samo-zwiedzenia. W takich okolicznościach człowiek staje się więcej niż kłamcą. On już jest właściwie kłamstwem. Jeśli ktoś jest winny kłamania, jest jeszcze dla niego nadzieja odrodzenia. Kiedy jednak człowiek sam jest kłamstwem, i cała jego natura jest w tym stanie, może już nie być szansy na ratunek. W takiej sytuacji, kto jeśli nie Duch Święty może podjąć się takiego wyzwania jak przekonanie serca o grzechu?

„Szkoła Chrystusa” - cykl Pneumatologia z rozdziału – Przekonywanie o grzechu jako dzieło Ducha Świętego