Bert Clendennen

Bert Clendennen

poniedziałek, 21 maja 2012

ojcowie odrzucili autorytet Biblii

Dzieje Apostolskie 2:42, "I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach." "Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony?" (Mat. 10:22), powiedział Pan Jezus. Kiedy czytamy słowo "trwali" oznacza to, że byli przeciw czemuś. "Oni trwali mocno". Znaczy to, że sprzeciwiali się czemuś, by mogli pozostać tam, gdzie byli. Była opozycja, coś chciało ich odciągnąć. Coś chciało się wkraść, by upodobnić ich do innych. Słowo mówi o pierwszym kościele, że "trwali mocno". Oni tego się trzymali, oglądali przebudzenie i Boże działanie. Nie możecie zmienić zasad Biblii.

Kiedy nieprzyjaciel zdołał doprowadzić do kompromisu Słowa Bożego, kościół został zredukowany do formy bez mocy. Wreszcie utracił wszystko i pogrążył się w wiekach ciemności. Opuszczenie czegoś oznacza wcześniejsze czy późniejsze opuszczenie wszystkiego. Tej prawdy nie można ignorować. Jesteście częścią systemu, który doprowadził kościół tam, gdzie jest. Dzisiaj widzimy rezultaty tego, że ojcowie odrzucili autorytet Biblii. Popatrzcie na dzisiejszy kościół, jest tyle homoseksualizmu. Kościół przymyka oko na cudzołóstwa; jest tyle narkomanii. Wiele kościołów właściwie popiera picie dla towarzystwa. Jesteśmy tak bardzo zanurzeni w brudzie, że nie widzimy nic złego w chodzeniu do kina.

Słowo Boże oświadcza, "Gdybym knuł coś niegodziwego w sercu moim, Pan nie byłby mnie wysłuchał." (Psalm 66:18). Błogosławieństwa Boże są dalej obiecane temu, "...Kto ma czyste dłonie i niewinne serce..." (Psalm 24:4). Kościół się zmienił, ale Bóg się nie zmienił. Wierzę, że dzisiaj Bóg chce spotkać się ze Swoim kościołem. Kościół chce się podźwignąć przy pomocy programów i ludzkich wysiłków. Bóg tym nie jest zainteresowany. On nie chce, by człowiek robił mu projekty. Bóg chce spotkania z kościołem. Kościół musi rozróżnić między tym, co czyste, a co nieczyste, między nikczemnym, a świętym. Bóg jest tym samym świętym Bogiem, którym był kiedyś i mówi do Swojego kościoła, "...Bądźcie świętymi, gdyż Ja, Pan, jestem Bogiem waszym." (3 Mojż.20:7). Bóg deklaruje, że będzie naszym Ojcem, jeżeli my, "...wyjdziemy spośród nich i nieczystego się nie będziemy dotykać." (2 Kor. 6:17).

Wierzę, że nowe spojrzenie na upadek Troi uświadomi nam tą prawdę w sposób duchowy. Jak pamiętacie, Ateńczycy oblegli Troję i przez długich dziesięć lat, w dwunastym wieku, próbowali, ale nie udało im się przełamać obrony. Wszystkie greckie stany zjednoczyły się, by pomścić zniewagę w roku 1184 przed Chrystusem. Zbudowali drabiny, próbując wedrzeć się na mury, ale każdy atak został odparty. Próbowali spalić miasto. Zrobili sobie wyrzutnie, z których ciskali wielkimi kamieniami ponad murami, ale ludność Troi odparła każdy atak. Przez długich dziesięć lat nie poddali się. Po dziesięciu latach Grecy zobaczyli nieskuteczność otwartej wojny przeciw Troi i zmienili taktykę. Zbudowali pięknego, drewnianego konia i w nocy podciągnęli tego konia do bramy Troi i tam go zostawili. Potem armia grecka powróciła na okręty.

W tych czasach pozostawienie prezentu oznaczało, że zrezygnowali z walki. Grecy zostawili tego drewnianego konia, znanego jako koń trojański przed bramą Troi, jako sygnał, że rezygnują. Ludzie w Troi nie wiedzieli, że w brzuchu tego konia byli greccy żołnierze. Przez jakiś czas mieszkańcy Troi patrzyli na tego konia z ciekawością. Po kilku dniach, nie widząc nigdzie greckich żołnierzy Trojanie uznali, że wojna się skończyła i wciągnęli tego konia do środka. Wierząc, że wojna się skończyła, mieszkańcy Troi zaczęli świętować. Przecież byli oblężeni przez dziesięć lat. Tej nocy, kiedy miasto było pijane, greccy żołnierze wyszli z brzucha tego konia i otworzyli bramy miasta. Weszli Grecy i wymordowali wszystkich. Niektóre legendy mówią, że tylko dwóch ludzi uciekło, by opowiedzieć horror ostatniej nocy Troi.

Była to historyczna tragedia, ale nie dorównuje ona tragedii, którą chcę wam przekazać w tej lekcji. Przez ostatnie 50 lat wielki kościół zielonoświątkowy [i inne kościoły i denominacje ewangeliczne - AO] odrzucał diabła kompromisu. Nasi ojcowie odrzucali wszelkie wysiłki piekła. Nie otwieraliśmy naszych bram dla bałwochwalstwa, nieświętości i świeckości. Byliśmy wykluczani z towarzystwa, wyszydzani, prześladowani, ale nie wpuściliśmy ani na centymetr tego, co uważaliśmy, że nie jest z Boga. Tak, jak syn marnotrawny, byliśmy znienawidzeni, bo byliśmy inni. Pamiętacie, że kiedy syn marnotrawny roztrwonił wszystko przez rozpustne życie, zapukał do drzwi świata, prosząc o coś do jedzenia. Świat powiedział do niego, "Karm moje świnie, a ja będę karmił ciebie". Dla Żyda jest to zniewaga, gdyż jest to niezgodne z jego wierzeniem. Za swoją pomoc świat zażądał od niego wyrzeczenia się jego przekonań. Świat go nienawidził, gdyż był inny. Powiedział do niego, "Jeżeli będziesz taki, jak my, to ci pomożemy".

Ten sam świat dobija się do drzwi naszych kościołów, krzycząc, by go wpuścić na jego warunkach. Wołają, "Obniżcie trochę swoje mury i to zachęci więcej ludzi". Na początku tego wielkiego wylania późnego deszczu Bóg powołał ludzi z każdego środowiska. Był to czas, kiedy kościół był martwy. Nie było w nim obecności Boga. Pusta forma i kpiny zastąpiły potężne działanie Boże. Bóg powołał naszych ojców z targowisk, z farm, z kazalnic głównych kościołów i denominacji i oni stali się naczyniami do wylania obecności Bożej. Oni oddzielili się dla Boga. Wiedzieli, że Bóg jest inny, niż świat. Wiedzieli też, że świat jest ich nieprzyjacielem. Byli nazwani fanatykami i jeszcze gorszymi.

Z powodu przeżycia Ducha Świętego ludzie, którzy byli nazwani fundamentalistami, określali ich, jako opętanych. Jednak nie zważając na świat, ciało i diabła, oni zdobyli świat dla Ewangelii. Prawdą jest, że nasi ojcowie byli skrajnymi. Nie chcieli być członkami kościołów, wierząc, że może to być znamię bestii. Oni nie tylko głosili świętość serca, ale głosili świętość w postępowaniu. Znali Boga i znali wroga. Wiedzieli, skąd wyszli i dokąd zmierzają. W większości ci ludzie nie ukończyli seminariów religijnych, ale znali Boga. Nie zgodzili się oddać ani centymetra duchowi kompromisu. Mężowie Boży stali i pilnowali prawdy, czystości i świętości; nie tylko słowami, które wypowiadali, ale również przez praktyczne życie. Oni byli prawdą, którą głosili. Byli inni i świat ich nienawidził. Chrystus był ich życiem i nic innego nie miało znaczenia.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Przebudzenie, z rozdziału – Koń Trojański

sobota, 19 maja 2012

mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą

Chrześcijanin, który nie posiada radości, jest słabym chrześcijaninem. Słabo reprezentuje wiarę, prawdopodobnie przegra z Bogiem i poszuka sobie radości gdzie indziej. Radość, która daje, to radość w Panu. Nie jest to radość z mocy naszego ciała, czy rozumu, czy też jakiś rytm muzyczny. To nie jakiś klaun, próbujący reprezentować Chrystusa; jest to radość Pana. To jest ta sama radość, która wypełniła Jezusa, kiedy wypełnił Boże przeznaczenie. To jest radość, którą otrzymujemy, kiedy przynosimy radość Bogu. Nie twierdzę, że w rozmowach chrześcijan, czy w kazaniach, nie ma być humoru. Wielokrotnie nasza mowa lub kazanie może być humorystyczne, ale uświęcone. To jest możliwe. Izajasz mówił o zbyt krótkim łożu i zbyt wąskim okryciu. Ciepło nakrycia tkwi w jego zapasie po bokach. Myślę, że Bóg mówi, iż chrześcijańskie życie nie jest tak wąskie, by nie było w nim miejsca na śmiech i nie jest tak krótkie, by człowiek nie mógł być złym, nie grzesząc. Często odrobina humoru dla zilustrowania myśli może być przydatna i wtedy nie są to puste słowa. Powodem wypowiadania pustych słów jest to, że mówimy za dużo. Bóg mówi, „Wiedzcie to, umiłowani bracia moi. A niech każdy człowiek będzie...nieskory do mówienia” (Jak.1:19). Tyle samo mocy potrzeba by milczeć, co i mówić.

Duch czasów jest nasilającym się duchem beztroski, utrudniającym poważne myślenie zarówno świętym jak i grzesznikom. Amerykańska telewizja zdominowana jest przez tok show. I o czym oni tam mówią! Dziesiątki milionów ludzi siedzi przed tą skrzynką i słucha godzinami ludzi mówiących złe i głupie rzeczy. Dużo jest mówienia. To też charakteryzuje większość kościoła w naszych czasach. W takich czasach wymaga to wielkiego wysiłku i poświęcenia, by „prowadzić żywot cichy” (I Tes.4:11). By czekać przed Bogiem na tyle długo, by poznać Jego myśli i wypowiadać Jego słowa. Osoba poważna, uważana jest w naszych czasach za dziwaka. Żyjemy w pustym, pełnym głupoty świecie, który wierzy, że jeżeli uda się nam doprowadzić ludzi do obłędnego śmiechu, wtedy wszystko będzie dobrze. Mądry człowiek będzie czekał. „Kto oszczędza swych słów, jest rozsądny” (Przyp.Sal.17:27). „Lecz usta głupców karmią się głupotą” (Przyp.Sal. 15:14). „Gdzie jest dużo słów, tam nie brak występku” (Przyp.Sal. 10:19). „ Niech twoich słów będzie niewiele... bo mu się głupcy nie podobają” (Kazn.5:3).

Jeżeli chcemy mieć moc, świętość jest koniecznością, ale świętość nie jest pełna, dopóki język nie będzie ujarzmiony. „Lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym” (I Piotra 1:15). Zostaliśmy przez Boga zobowiązani do niesienia uwolnienia dla chorych i opętanych przez demony. W wielkim posłannictwie otrzymaliśmy od Boga nakaz, by iść na cały świat i uwalniać ludzi. Nigdy nie uwolnisz innych, dopóki sam nie będziesz uwolniony. Na nowo poświęć się Bogu. Oddaj swoje ciało jako żywą ofiarę – całego siebie, swój język, swoje usta, swój głos. Mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą...” (Kol.4:6). „...Strzeż tego, co ci powierzono, unikaj pospolitej, pustej (nic nie wartej) mowy...” (I Tym.6:20). W Objawieniu 11 widoczne są wizje Boże. W Objawieniu powiedziano człowiekowi, by zmierzył świątynię, ołtarz i tych, którzy się modlą. Dlaczego miał zmierzyć tych, którzy się modlą ? Aby się upewnić, że pasują do ołtarza. Co to oznacza ? To oznacza, że wszystko ma pasować do ołtarza.

Odrzuć wszystko, co powstrzymuje przepływ Bożej mocy przez twoje życie. Bóg może i Bóg pójdzie dalej bez ciebie, ale jeżeli masz pójść z Bogiem, musisz iść Jego drogą. Kościół został powołany by głosić Ewangelię w mocy i demonstracji Ducha Świętego. Nie może on iść na kompromis ani targować się z Bogiem. „Jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie.” 1 Jan. 4:17  Nieodwołalne jest powołanie Boże do głoszenia Ewangelii. Obietnice są dla ciebie, ale ty musisz spełnić warunki, jeżeli masz być wyposażony do czynienia woli i dzieła Bożego. Prawdy te nie są wezwaniem do zwiastowania, ale są po to, by przygotować ciebie do wypełnienia powołania, w sposób podobający się Bogu.

Przez trzy lata Jezus szkolił pierwszych uczniów. Uczył ich przez dialog. Uczył ich przez to, że pozwalał, by obserwowali Jego służbę wśród ludzi. Uczył ich modlitwy, na przykładzie swojego życia modlitewnego. Jezus uczył ich i oni dokładnie zrozumieli co mieli robić. Jednak pomimo całego nauczania, nie są gotowi, by pójść. Przed swoim odejściem, Jezus przywołał uczniów i poinstruował ich, że nie mogą odchodzić z Jerozolimy, dopóki nie zostaną przyobleczeni mocą z wysokości. Przez to słowo Jezus dał uczniom do zrozumienia, że bez Ducha, ich ewangelia będzie zawierała tylko słowa. Czekali 10 dni. Pozostać, znaczy oczekiwać, odnaleźć swoje miejsce w ciele i zupełnie się mu poświęcić, pozwolić Bogu, by usunął z twojego życia wszystko to, co powstrzymuje cię przed dopasowaniem się do miejsca, do którego cię powołał.

Bożym pragnieniem jest objawiać się przez ciebie, abyś jak Paweł mógł powiedzieć: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Galacjan 2:20). „ Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia, w Chrystusie” (Filipian 4:13). Ja jestem w Nim, On jest we mnie. On jest krzewem winnym, ja jestem latoroślą. Tak długo jak ja, latorośl, trwam w Nim, który jest krzewem winnym, to samo życie, ta sama moc, ta sama radość, to samo zwycięstwo jest we mnie - latorośli, tak samo jak w krzewie winnym. Obietnice są dla nas, ale my musimy spełnić warunki.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału – Puste słowa i błazeńska mowa.

piątek, 18 maja 2012

niech żadna głupota nie będzie wymieniana wśród was

Mateusza 12:36, „A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną, zdadzą sprawę w dzień sądu.” Błazeńska mowa, żarty, oraz puste słowa, objawiają brak prawdziwej pobożności. Nie ma niczego innego, co by lepiej określało powierzchownego chrześcijanina, tego, który nie troszczy się o innych, jak ciągły przepływ błazeńskiej mowy i żartów. Nie oznacza to, że chrześcijanin nie może się trochę pośmiać, ale jeżeli jest to cecha jego życia, wtedy nie ma tam miejsca dla Boga. „...Nieprzyzwoite żarty...niech nawet nie będą wymieniane wśród was...” Może wydawać się, że jest to błaha rzecz, jest jednak niewiele tak niszczących i zaraźliwych duchowych chorób, jak ta.

Gdyby Bóg mógł powstrzymać Izrael od szemrania, zaprowadziłby ich do Ziemi Obiecanej w przeciągu miesiąca. To właśnie ich ciągłe narzekanie, szemranie, zła mowa i pragnienie powrotu do Egiptu było tym, co trzymało ich w ciągłym krążeniu po pustyni. To jest największym problemem kościoła. Bóg umieszcza błazeńską mowę w tej samej kategorii wraz z pewnym bardzo nieatrakcyjnym towarzystwem. Efezjan 5:3- 4, „A rozpusta i wszelka nieczystość lub chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was, jak przystoi świętym, także bezwstyd i błazeńska mowa lub nieprzyzwoite żarty, które nie przystoją, lecz raczej dziękczynienie.” Jezus powiedział: „...Złe myśli, wszeteczeństwa,...cudzołóstwo, chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota; wszystko to złe pochodzi z wewnątrz i kala człowieka” (Marka 7:21-23). Według słów Jezusa, głupota tak samo kala człowieka jak wszeteczeństwo.

Możemy skierować palec przeciwko wszetecznikowi, osobie niemoralnej, a śmiać się z głupich żartów. Jezus umieszcza obydwa w tej samej kategorii. Wielu nigdy by nie zabiło i nie ukradło, jednak poprzez nieprzyzwoite słowa, ujawniają swoje wewnętrzne skalanie. To pochodzi z serca, objawiając, że takim ten ktoś jest. Wielu, którzy są winni grzechu głupiej, niekontrolowanej, bezużytecznej mowy, nazwą tę prawdę fanatyzmem i powstaną, aby bronić swojego ulubionego grzechu. Powiedzą ci, iż błędem jest podchodzić do rzeczy zbyt poważnie, ale ratowanie zgubionych i uwalnianie cierpiących jest poważną sprawą. Kiedy patrzymy wokół, na stan, w jakim znajduje się nasze pokolenie, to nie ma tu miejsca na głupotę. Kiedy Nehemiasz wrócił do Jerozolimy, przez trzy dni oceniał miasto. Przyglądał się mu. Zobaczył, że mury są zburzone, bramy spalone ogniem. Nigdy nie zanosił się od śmiechu. Wielki ciężar uchwycił jego serce. Nigdy nie widziałem głupiego człowieka, który posiadałby moc Bożą prawdziwie działającą w jego życiu. Widziałem poważnych ludzi, którzy czasami głupieli i dalej byli używani przez Boga. Nigdy jednak nie widziałem głupiego człowieka posiadającego moc Bożą działającą w jego życiu.

Bóg postanowił działać przez wypowiadane słowo Jego reprezentantów żyjących na świecie. My reprezentujemy Go tu, gdzie został odrzucony. On reprezentuje nas tam, gdzie został przyjęty. Jezus powiedział: „Słowa, które powiedziałem do was są duchem i żywotem” (Jana 6:63). Czym są nasze słowa? Czy są duchem? Czy są życiem? Niektórzy mówią, że żarty pomagają im zapomnieć o kłopotach. Jezus zapomniał o swoich kłopotach żyjąc kłopotami innych. „Temu, którego umysł jest stały, zachowujesz pokój, pokój mówię; bo tobie zaufał” (Izajasza 26:3).

Jakub porównuje słowa wychodzące z naszych ust, do wody wypływającej ze źródła. „Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak bracia moi być nie powinno. Czy źródło wydaje z tego samego otworu wodę słodką i gorzką?” (Jakuba 3:10-11). Dalej Jakub mówi w wierszu 12: „Czy drzewo figowe bracia moi może rodzić oliwki...”. Jakub przekonuje, że źródło powinno wydawać ten sam rodzaj wody przez cały czas – nie słodką i gorzką. „Czy jest miedzy wami ktoś mądry i rozumny, niech to pokaże przez dobre postępowanie uczynkami swymi, nacechowanymi łagodnością i mądrością”. „Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować” (Efezjan 4:29). Słowa, które nie budują są pustymi słowami. Słowo „pusty” znaczy nieprzydatny. Są to zmarnowane słowa.

Bóg dał wierzącym słowa autorytetu i mocy, które są cenne. Cenne rzeczy nie powinny być marnowane. Czy pragniesz mocy Bożej? Czy naprawdę chcesz być naczyniem, przez które Bóg może działać? Jeżeli tak, to „...niech żadna głupota nie będzie wymieniana wśród was” (Efezjan 5:3). Słowa wierzącego są słowami autorytetu. „ ...Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni mu się” (Marka 11:23). Jezus mówi bez ogródek, że wierzący ma moc, by przemawiać z autorytetem. To jest ta sama moc, której użył przemawiając do wiatrów i morza (Marka 4:39). Jozue użył tej samej mocy, by zatrzymać słońce (Jozuego 10:12-13). Jezus zademonstrował użycie tej mocy, kiedy przemówił do drzewa figowego (Marka 11:14). To właśnie do tych ludzi, których słowa mogły przynieść uwolnienie jeńcom, Jezus kieruje ostrzeżenie, że puste, zmarnowane słowa, będą postawione przed sądem.

Jeżeli prawdziwie pragniemy mocy Bożej, musimy do tego podejść bardzo poważnie. Być jak Jezus, chodzić jak Jezus, działać jak Jezus, wymaga to zrozumienia tego poselstwa: „PUSTE SŁOWA I BŁAZEŃSKA MOWA”. Jezus jest naszym przykładem. Przejdź z Nim przez Ewangelie. Obserwuj Jego życie i działania. On nie był niemądrym lekkoduchem. Był mężem boleści, doświadczonym w cierpieniu. On płakał nad Jerozolimą. Nie wybuchnął śmiechem przy grobie Łazarza, ale płakał. „Jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie”. Słowa, które powinny nieść życie, stają się słowami głupoty – Bóg na to nie pozwoli. „ Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo Boże...”(I Piotra 4:11). To powinno i musi kierować mową tych, którzy niosą Bożą moc dla swego pokolenia. Z obfitości serca mówią usta. Radość jest owocem Ducha. „Wtedy usta nasze były pełne śmiechu, a język nasz radości, wtedy mówiono wśród narodów: Pan dokonał z nimi wielkich rzeczy...przeto byliśmy weseli” (Psalm 126:2-3).

„Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału – Puste słowa i błazeńska mowa.

czwartek, 17 maja 2012

A5 - luźne rozważania na temat współczesnego chrześcijaństwa

Ci, którzy znają Boga, którzy doświadczyli prawdziwego spotkania z Nim, szybko obalą każdą wątpliwość na temat Jego istnienia. Tacy ludzie mogą wskazać na doświadczenie, w którym Bóg okazał się realny. Izrael znał dzieje Boże. Mojżesz znał drogi Boże. Kiedy na pustyni pojawiły się problemy, Izrael chciał wracać do Egiptu, lecz Mojżesz nigdy nie zachwiał się na swojej drodze. On znał Boga. Izajasz widział Boga i wszystko wróciło na swoje miejsce. Teraz mógł odrzucić swoje polityczne ambicje. Zobaczenie Boga to jedyny sposób, aby dziecko Boże przezwyciężyło swoje pragnienie posiadania rzeczy. Straciliśmy całe pokolenie dzieci, ponieważ kładliśmy nacisk na pełną stodołę zamiast na pełne serce.

„Szkoła Chrystusa”
strona 274

Kiedy trzeba było uzdrowić chromego w Dziejach 3:7 i 8, Piotr powie dział, „ja mam”. Wiem, że coś wczoraj otrzymałem, a On powiedział, że w tym będzie moc. Powiedział do chromego, „Ja mam”. To przez Ducha, którego otrzymał, uzdrowiony został ten chromy. Piotr go nie uzdrowił, ale miał coś, co mógł dać. To był klucz. Stał się cud, ale coś jeszcze. To jest obraz, jak wierzę, duchowo chromych, siedzących w bramie kościoła, czkających na moment, kiedy przyjdzie coś, co da temu kościołowi moc, by Chrystus był realny. Kiedy ten Duch zstąpił na tego chromego, został on uzdrowiony. Wszedł do świątyni skacząc i chwaląc Boga. Zebrał się tłum. Pięć tysięcy ludzi nawróciło się na jednym nabożeństwie, kiedy Bóg zstąpił ze Swoją mocą. Kościół na nowo uświadamia sobie potencjał, który jest w absolutnej zależności od Ducha Świętego. Musimy uwolnić się od wieków tradycji, od prób wykonywania dzieła Bożego swoją siłą. Przez całkowite poleganie na mocy Ducha Bożego możemy spowodować, że Chrystus będzie znany temu pokoleniu

„Szkoła Chrystusa”
strona 252

Bóg nie będzie krzyczał do ciebie pomiędzy reklamami

Jeremiasz, będąc w opłakanej sytuacji, woła do Boga: „Czemu moja boleść trwa bez końca, a moja rana jest nieuleczalna i nie chce się goić?” (Jeremiasza 15:18). Bóg odpowiada na to wołanie w wersecie 19: „Jeżeli zawrócisz, i Ja się zwrócę do ciebie, i będziesz mógł stać przed moim obliczem; a gdy dasz z siebie to, co cenne, bez tego, co pospolite, będziesz moimi ustami” (werset 19). Możemy dosłownie stać się Bożymi ustami. On powołał nas do tego celu. Lecz tak się stanie jedynie wtedy, gdy będziemy gotowi wyciągnąć to, co cenne z tego, co bezwartościowego i rozprawić się z rzeczami, które kłócą się z zasadą uświęcenia. Bóg nie będzie krzyczał do ciebie pomiędzy reklamami. Nie będzie rozmawiał z tobą na pół etatu. Bóg nie będzie cię gonił, by z tobą porozmawiać. Jeśli kiedykolwiek usłyszysz jak mówi, jeśli kiedykolwiek będziesz miał Jego Słowo w swoich ustach, to wtedy, gdy poświęcisz czas na samotną modlitwę do Jezusa.

Bóg kieruje swoją uwagę na modlących się, skruszonych ludzi. „...Lecz Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa” (Izajasza 66:2). Brak duchowej mocy w kościele jest wynikiem bałwanów w sercu. Dusimy się rzeczami powierzchownymi i nieistotnymi, które ograbiły nas z naszej komory modlitwy. Nauczyliśmy się jak awansować, a pominęliśmy zdolność do awansu w wierze. Pożyczyliśmy program tego świata. Dlatego też musieliśmy zredukować nasze standardy do standardów świeckich. W wyniku tego napełniliśmy kościół na wpół wyrośniętymi Samarytanami, którzy są przeklęci przez Boga. Nie możemy ciągnąć naszego „ja” do miejsca świętego, ono nie ma tam wstępu.

[Samarytanie byli odrzuceni przez Boga za mieszane małżeństwa,  za synkretyzm religijny, za swoją własną liturgię i "inne Pisma",  za miejsce kultu poza Jerozolimą oraz za to, że w czasach Nehemiasza utrudnili Żydom odbudowę Jerozolimy i zostali uznani za pogan.Samarytanie żyją obecnie w Izraelu oraz w Autonomii Palestyńskiej i liczą niewiele ponad 700 osób. Grupa wychodzi obecnie z poważnego kryzysu demograficznego, którego pozostałością jest znacznie większa częstość rzadkich chorób genetycznych w ich populacji.]

Bóg rzekł do Lewitów: „Nie będą (...) dotykać się żadnych moich rzeczy świętych i najświętszych, poniosą swoją hańbę ...” (Ezechiela 44:13). Ich hańbą było to, że zniesławili się w oczach swego ludu. Ludzie wiedzieli, że oni byli oddzieleni do służby, lecz teraz zostali ograniczeni do przedsionka. Ludzie wiedzą, kiedy przebywałeś z Jezusem, wiedzą też kiedy nie spędziłeś czasu sam na sam z Jezusem. Próba wykonywania pracy dla Boga w ciele, bez namaszczenia Ducha Świętego, jest hańbą. „Lecz kapłani lewiccy, synowie Sadoka, którzy pełnili służbę w mojej świątyni, gdy synowie izraelscy odstąpili ode mnie, mogą zbliżać się do mnie, aby mi służyć. Będą stać przede mną, aby mi ofiarować tłuszcz i krew – mówi Wszechmocny Pan. Oni będą wchodzić do mojej świątyni i zbliżać się do mojego stołu, aby mi służyć; i będą pilnować służby dla mnie” (Ezechiela 44:15-16). Ezechiel wyodrębnił pewną część kapłanów spośród rodu kapłańskiego, synów Sadoka. Cały ród kapłański uległ skażeniu, lecz pośród tego skażenia pozostała garstka wiernych.

Imię „Sadok” oznacza „ten który udowodnił swoją sprawiedliwość”. Synowie Sadoka mogli wchodzić do miejsca świętego i służyć Bogu, podczas gdy Lewici jako całość nie mogli dotykać niczego świętego. Bóg mówi: „Ci byli mi wierni, podczas gdy inni podążyli za swymi bałwanami. Nie mieli żadnych ukrytych grzechów, pożądliwości, mieli czyste ręce i czyste serce”. Synowie Sadoka byli odziani w lniane szaty. Len jest sprawiedliwością świętych (werset 17). Werset 18 mówi: „nie będą opasywać się w materiał wywołujący poty”. Żadnego biegania po przedsionku, zamiatania podłogi, pilnowania bram; zmęczeni, nie mogący złapać oddechu, ciągnący swe bałwany. Ta garstka ubrała się białe lniane szaty. Przebywali w miejscu świętym przez Panem.

To ta garstka, zarówno wtedy jak i teraz, opuszcza miejsce święte aby służyć w świątyni, uczyć Boży lud różnicy między świętym a pospolitym i pomóc im rozróżnić między czystym a nieczystym. Mówią, że kiedy dotkniesz Boga w miejscu świętym, możesz dotykać się ludzi w przedsionku. „...Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie” (Mateusza 6:22). Jedną z najwybitniejszych cech synów Sadoka było to, że ich jedyną posiadłością w życiu był sam Pan.

O takich Pan powiedział: „Ja jestem ich dziedziczną własnością” (Ezechiela 44:28). Pośród chciwości, zepsucia, odstępstwa i upadku służby Pańskiej, Bóg wzywa synów Sadoka.  Bóg pragnie ludzi, którzy są wierni swemu Panu, ludzi, dla których pokuta jest sposobem na życie. Ludzi oddzielonych od wszystkiego, co jest dotknięte przez świat, posiadających głębokie pragnienie Boga i Jego królestwa. Tacy ludzie przyciągają Bożą uwagę.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Modlitwa, z rozdziału – Przyciąganie Bożej uwagi

środa, 16 maja 2012

mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość

Pewien kaznodzieja z Houston miał romans z trzema lub czterema kobietami ze zboru. Kiedy to odkryto i wezwano go przez radę odpowiedzialną za takie rzeczy, rzekł: „Kiedy to robiłem, wiedziałem, że jest to złe, lecz myślałem, że byłem wyjątkiem”. Pomyślcie o tym! Myślał że jest wyjątkiem.  Miał duży zbór, trzy i pół tysiąca osób. Wierzył, że z tego powodu był tak ważny dla Boga, iż Bóg nie zwróci uwagi jego grzech i obojętność dla pracy Bożej. Próbujemy uczynić Boga zależnym od nas. Uważamy, że Bóg jest od nas tak zależny, iż namaści naszą służbę nawet jeśli nie szukamy Jego chwały. Cokolwiek przeszkadza zasadzie uświęcenia jest bałwanem i sprowadzi cię na manowce. Bez względu na to, co to jest, twoja żona, twoja rodzina, twoja farma, twój biznes. Wszystko. Cokolwiek wkracza między nas a szukanie chwały Bożej jest bałwanem.


Paweł zdefiniował tę zasadę jednym zdaniem: „...to jedno czynię...”. W życiu Pawła Chrystus nie miał rywali, żadne uboczne sprawy nie absorbowały jego uwagi. Paweł był całkowicie oddany temu, czego częścią się stał. Kiedy troski tego świata i zaabsorbowanie życiem zagrażają zasadzie uświęcenia, stają się bałwanami. Po pierwsze, podkopują naszą duchową intensywność. Bóg pokazuje nam, iż nienawidzi bycia letnim. Powiedział: ponieważ nie jesteś ani zimny ani gorący, lecz letni, wypluję cię z moich ust. Pokazuje to obrzydzenie Boga do bycia letnim. Jednak tak wiele tego widzimy. Kiedy takie rzeczy spotykają nas, kiedy stają się bałwanami i są dla nas ważniejsze niż chwała Boża, kiedy kłócą się z zasadą uświęcenia, podkopują służbę.

Po drugie, podkopują naszą miłość do Boga. Coś takiego stało się w Efezie. Jest to bardzo ważne, ponieważ będąc sługą Bożym, tylko jedna rzecz może kontrolować twoje życie, a jest nią Bóg i Jego chwała. Jeśli pozwolisz, by cokolwiek umniejszyło twoją miłość do Chrystusa, stanie się to bałwanem i w końcu uniemożliwi twoją pracę. Objawienie 2:1-4: „Do anioła zboru w Efezie napisz: To mówi Ten, który trzyma siedem gwiazd w prawicy swojej, który się przechadza pośród siedmiu złotych świeczników: Znam uczynki twoje i trud, i wytrwałość twoją, i wiem, że nie możesz ścierpieć złych, i że doświadczyłeś tych, którzy podają się za apostołów, a nimi nie są, i stwierdziłeś, że są kłamcami. Masz też wytrwałość i cierpiałeś dla imienia mego, a nie ustałeś. Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość”.

Wszystkie te rzeczy są potrzebne, lecz nigdy nie mogą zająć pierwszego miejsca. Tak dzieje się w służbie. Stajemy się wspaniałymi administratorami czegoś, co stworzyliśmy, a Bóg jest na drugim miejscu. Nasze życie modlitewne ustaje. Nasza miłość do Chrystusa zanika. Dzieje się tak wtedy, gdy coś w naszym życiu podkopuje którąś zasadę uświęcenia. To, co czynił kościół w Efezie było godne pochwały, lecz nie to było celem ich istnienia. Nie po to żyli. Żyli dla chwały Bożej. Opuścili swoją pierwszą miłość. Chrystus nie był ich najważniejszym celem życia. Ich celem było zdobywanie dusz, prowadzenie spotkań ewangelizacyjnych, a nie chwała Boża.

Po trzecie, kiedy coś podważa zasadę uświęcenia, kradnie nasz czas. Takie coś miało miejsce w Efezie. Mąż Boży nie poświęca czasu na modlitwę i Słowo Boże. Poświęca czas na rzeczy, które mogą zostać wykonane przez innych ludzi, lub nie muszą być wcale wykonywane. Po czwarte, oddalają nas od komory modlitwy. Kiedy tak się dzieje, jest już po wszystkim. Modlitwa jest miarą i probierzem łaski. Kiedy człowiek się nie modli, łaska znikła z jego życia. „Czy jakiś naród zmienił swoich bogów, chociaż to nie są bogowie? Wszakże mój lud zamienił swoją chwałę na kogoś, kto nie może pomóc. Przeraźcie się, niebiosa, nad tym, zadrżyjcie i zatrwóżcie się bardzo ...” (Jeremiasza 2:11). „Chodzili za bogami, którzy nie mogą pomóc” (werset 8).

Głównym problemem kościoła przez całe wieki było to, że Boży lud zajmował się rzeczami, które nie przynoszą żadnego duchowego pożytku – osiąganiem sukcesu, powodzenia i szacunkiem dla samych siebie. To, co odbiera kościołowi pierwszą miłość, stało się czymś bardzo znaczącym. Wszystko zaczyna się od męża Bożego. Czyni sobie bałwana – swoje własne wyobrażenie – Ewangelię. Potem prowadzi owce na tę duchową pustynię. Nic nie wywiera większej presji niż słowa: „Bóg mi powiedział...”. Jednak bez względu na to, jaki sukces osiągnie poselstwo, jeśli nie czyni mnie osobą bardziej świętą, jest doktryną diabła. Jeśli nie inspiruje mnie do szukania świętości Bożej, jeśli nie prowadzi mnie do szukania Bożej chwały, nie ma z niego żadnego pożytku.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Modlitwa, z rozdziału – Przyciąganie Bożej uwagi

wtorek, 15 maja 2012

zaledwie od czasu do czasu rzucamy spojrzenie

Czytamy z Księgi Izajasza 66:2: „Przecież to wszystko moja ręka uczyniła tak, że to wszystko powstało - mówi Pan. Lecz Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa”. Komora modlitwy jest polem bitwy. Trwa wojna. Komora modlitwy jest miejscem, gdzie ty i ja zmagamy się z Bogiem. Jest to miejsce, gdzie walczymy przeciwko mocom ciemności. I w tej komorze albo wygrywamy bitwę albo przegrywany. Nie jesteśmy grupą prezydentów, jesteśmy żołnierzami Jezusa Chrystusa powołanymi, by wytrwać w przeciwnościach, jak dobrzy żołnierze. Największym problemem który widzę i który chcę przekazać podczas tych lekcji, jest niekonsekwencja. Zbyt łatwo pozwalamy umniejszyć znaczenie tych dziedzin, które prowadzą do doskonałości.

Czasami spotykamy się z Bogiem, jednak nie żyjemy w Jego obecności. „My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem” (2 Koryntian 3:18). Stajemy się takimi jak to, co oglądamy. „Oglądać” w tym fragmencie oznacza „wpatrywać się celowo”. Oznacza również „przyglądać się gorliwie, trwale”, oczekiwać, utkwić wzrok. Nie „oglądamy” Jego chwały, zaledwie od czasu do czasu rzucamy spojrzenie – zazwyczaj w niedzielny poranek.

1Księga Samuela 13:11 zawiera obraz większości z nas. Saul złożył właśnie ofiarę całopalną, gdy Samuel rzekł: „Co uczyniłeś? A Saul odrzekł: Gdy widziałem, że lud pierzchnął ode mnie, a ty nie nadszedłeś w oznaczonym czasie, Filistyńczycy natomiast są zebrani w Michmas, pomyślałem, że Filistyńczycy wkrótce ruszą na mnie do Gilgal, a ja nie zdążyłem pozyskać łaski przed obliczem Pańskim, ośmieliłem się przeto złożyć ofiarę całopalną” (werset 12). Saul nie jest człowiekiem, który szuka chwały Bożej, nie jest mężem modlitwy, „ja nie zdążyłem pozyskać łaski przed obliczem Pańskim” (werset 12). Nie szukałem łaski Bożej. „I zbudował Saul ołtarz Panu. To był jego pierwszy ołtarz zbudowany dla Pana” (1 Samuela 14:35).

Ten człowiek jest królem Izraela. Prowadził wojny, lecz nigdy nie wybudował Bogu ołtarza. Nie jest człowiekiem modlitwy. W 1 Samuela 13 widzimy jak Saul złożył ofiarę. Dlaczego? Był w kłopocie. Jest to obraz kościoła, realizującego program kryzysowy – nie posiadając ciągłego życia modlitewnego – gdy przychodzą kłopoty, składają „ofiarę Saula”. Jest wiele osób głęboko zaangażowanych w pracę dla Boga, którzy nigdy nie zbudowali Bogu ołtarza. Aby poznać obecność i moc Bożą, musimy żyć w Jego chwale, a nie tylko rzucić na nią okiem w niedzielę. Mówimy o życiu w chwale.

4 Księga Mojżeszowa 9:17: „Ilekroć obłok wznosił się znad Namiotu, to synowie izraelscy wyruszali za nim, a w miejscu, gdzie obłok się zatrzymał, tam synowie izraelscy stawali obozem”. Kiedy obok ruszał, Izrael musiał ruszać za nim. Czasami obłok zatrzymywał się na dłuższy czas, innym razem tylko na jeden dzień. Na pustyni obłok zatrzymywał się na miesiąc. Lecz w bujnej oazie pozostawał może jeden dzień. Gdy obłok ruszał, mieli wybór – mogli pozostać w oazie lub ruszyć za obłokiem. Oaza przez chwilę wydawała się cudowna, lecz gdyby zostali, upał stałby się nieznośny, gdyż obłok był ich jedynym przykryciem. Zamarzliby w nocy, gdyż razem z obłokiem odszedłby ogień.

Gdyby zostali, umarliby z głodu, ponieważ manna spadała tylko pod obłokiem. Oaza w życiu naturalnym reprezentuje pokusy diabła, które odwodzą mnie i ciebie od chwały Bożej. Oaza jest często miejscem łatwego życia i wygody. Jeśli jednak skierujesz swe serce na oazę i nie będziesz żył w chwale, zostaniesz bez ochrony, ponieważ nie będzie przykrycia. Twoje serce stanie się zimne, ponieważ nie będzie ognia. Nie będziesz miał zaopatrzenia, gdyż manna nie spadnie. Tak gdzie jest obłok, tam spada manna, płynie woda i płonie ogień.

Obłok jest naszym przykryciem. Jest to Boża chwała, a w Jego chwale zostaję przemieniony w Jego obraz Duchem Pana. W Księdze Ezechiela 44:9-14 prorok ma wizję świątyni, Kościoła, i dowiaduje się, że pewnym ludziom zabroniono służby tam. „Żaden cudzoziemiec nieobrzezany na sercu i nieobrzezany na ciele (...) nie wejdzie do mojej świątyni”. Nie mamy problemu z identyfikacją cudzoziemców. Są to niezbawieni. A teraz coś szokujacego. „Lecz Lewici, którzy oddalili się ode mnie, błądząc za swoimi bałwanami z dala ode mnie, gdy Izrael odstąpił ode mnie, poniosą karę za swoje winy”. „Nie będą się zbliżać do mnie, aby mi służyć jako kapłani ani dotykać się żadnych moich rzeczy świętych i najświętszych, poniosą swoją hańbę za swoje obrzydliwości, których się dopuścili”. Posłuchajcie tego: „Powierzam im pełnienie wszelkiej służby w przybytku, aby sprawowali służbę i wszystko, co w nim trzeba wykonywać”.

Wiecie, iż Lewici zostali przeznaczeni do służby. „...jego bowiem wybrał Pan, Bóg twój, ze wszystkich twoich plemion, aby po wszystkie dni stał na służbie w imię Pana, on i jego synowie” (5 Mojżeszowa 18:5). Teraz jednak zabrania się im. Ich służba ograniczona jest do przedsionka. Ci, którzy byli wybrani i oddzieleni do służby zostali zredukowani do roli odźwiernych świątyni. Dlaczego? Ponieważ „oddalili się ode mnie, błądząc za swoimi bałwanami” (Ezechiela 44:10).

Jest to obraz dużej części dzisiejszej służby w kościele – oddzielonych do służby, lecz żyjących z dala od miejsca świętego społeczności z Bogiem. Pastorzy pilnują stołów, biegają tam i z powrotem po przedsionkach, pilnują bram, czyszczą świątynię. Są religijnymi wykonawcami, szafarzami owoców przeszłości. Tak jak Lewici, oddaliliśmy się od Boga, błądząc za naszymi bałwanami. Nasze bałwany nie są z drzewa i kamienia, są to bałwany postrzegania i pewności siebie. Postrzegamy siebie jako ważniejszych niż w rzeczywistości.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Modlitwa, z rozdziału – Przyciąganie Bożej uwagi