Bert Clendennen

Bert Clendennen

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Jeszcze nie jesteś w domu..

Pewien misjonarz wracał statkiem do domu. Prezydent Ameryki był w Europie, i również na tym statku wracał do domu. Oczywiście on jest tam u góry, w takim wspaniałym, ekskluzywnym apartamencie. Stary misjonarz spędził dwadzieścia pięć lat w Afryce, pochował troje dzieci i żonę. Wracał do domu złamany, zraniony. Wszystko co do niego należy mieści się w niewielkim pudełku. Przyjechał z Afryki do Londynu i teraz wsiadł na statek do domu.

Ale stary żołnierz Chrystusa jest na samym dole. I kiedy dotarli do Nowego Jorku, wszyscy musieli czekać, aż wyjdzie Prezydent, ale były tam tysiące ludzi żeby go przywitać, była muzyka. I kiedy on zszedł z tego statku i zaczął iść ulicą, tysiące ludzi witało go w domu. W końcu ten stary żołnierz Chrystusa, po dwudziestu pięciu latach, mógł zejść z tego statku. Ani jedna osoba, ani jednej osoby nie było aby go powitać. Dwadzieścia pięć lat w Afryce, pochował troje dzieci i żonę i potem wraca do domu. I nie ma nikogo kto by go powitał. Zszedł ze statku bardzo samotny, i usiadł tam na krawężniku i zaczął mówić do Boga. Ten człowiek żyje w niesamowitym luksusie. Był na wakacjach. Wraca do domu i tysiące ludzi go witają. A ja wróciłem do domu, pochowałem żonę i troje dzieci, nie było mnie dwadzieścia pięć lat i wszystko co posiadam jest w tym pudełku, i nie ma ani jednej osoby która by powiedziała mi witaj.

Stary misjonarz powiedział, siedziałem tam moje serce było złamane i poczułem jak otacza mnie ramię, i głos powiedział, - Jeszcze nie jesteś w domu. Kiedy dojdziesz do domu tam cię powitamy i to będzie warte tego wszystkiego.

Bert Clendennen - "Żołnierze"

 
 

piątek, 17 września 2021

Nowe wydanie książki "Szkoła Chrystusa"

Z przyjemnością informuję o kolejnym dodruku książki "Szkoła Chrystusa" Berta Clendennena. Jest to trzecie wydanie,  po dokładniejszej korekcie językowej i ortograficznej. Dodatkowo książka ma większy format, a zatem  i większą czcionkę. 165x232mm

Osoby zainteresowane książką "Szkoła Chrystusa" proszę o kontakt z bratem Damianem z Bydgoszczy. damian.jakub.77@gmail.com

piątek, 31 sierpnia 2018

Przyłączysz się do nas?

Drodzy Bracia i Siostry.

Jest pilna potrzeba by przywrócić znaczenie i powagę Pięćdziesiątnicy. Jeszcze nigdy w historii przesłanie Pięćdziesiątnicy nie było tak lekceważone i zaniedbane. Dzisiaj mamy wiele cielesnych sposobów, by kościół liczył się w świecie. Kościół swoimi sposobami działania dostosowuje się do świata, i jest w nim wiele okultystycznej imitacji działania Ducha Świętego.

Pięćdziesiątnica jest ośmieszana na wiele sposobów. Wyzwanie jakie rzucił kościołowi Bert Clendennen - Odnowienie przesłania Pięćdziesiątnicy - staje się coraz bardziej zrozumiałe, a idea coraz bardziej potrzebna.


Szkoła Chrystusa Brata Berta Clendennena z rożnych powodów legła w naszym kraju w gruzach. Obecnie modlimy się o jej reaktywacje. W ostatnim czasie Pan Bóg kładzie kilku nieznającym się osobom potrzebę wznowienia tej inicjatywy w Polsce. Modlimy się o Boże prowadzenie w tej sprawie.

Przyłączysz się do nas?

wtorek, 1 września 2015

Szkoła Chrystusa - Atak szatana na kościół

Kościół, jako całość, poszedł na kompromis, poświęcając prawdę. „Mówcie nam raczej słowa przyjemne, nie prorokujcie o trudnościach”, tak brzmi wołanie większości. Szatańskie ataki z wewnątrz są o wiele bardziej bolesne, gdyż pochodzą od wierzących. Atak z zewnątrz niewiele może zaszkodzić kościołowi (Mateusza 6:22 i 23). Pamiętam, kiedy powstał film, ukazujący Chrystusa jako homoseksualistę. Ten tak zwany kościół organizował marsze protestacyjne, próbując uzyskać zakaz emisji tego filmu. Zadzwonili do mnie i chcieli, abym maszerował z nimi po ulicach, lecz ja powiedziałem: „Nie, raczej nie. Jezus nie potrzebuje mnie aby się bronić. On jest Bogiem i będzie Bogiem, gdy wszyscy którzy stworzyli ten film będą w piekle”. Atak zewnętrzny nie może nam zaszkodzić. To Ananiasz i Safira z wewnątrz stanowią wielki problem, a także przekręcanie poselstwa i fałszywe doktryny, które tak łatwo znajdują dzisiaj uznanie w imię jedności.

Musimy powrócić do przewodnictwa Ducha Świętego. Inną pułapką jest paraliżowanie kościoła poprzez kompromis. Ewangelia Jana 17:14 uczy nas, że powinniśmy być oddzieleni od świata. Przyjaźń ze światem to wrogość wobec Boga (Jakuba 4:4). Chrystus umieścił kościół w świecie, lecz to szatan umieścił świat w kościele. Dobrą ilustracją tego przykładu jest łódź. Łódź znakomicie funkcjonuje w wodzie, lecz tonie gdy woda dostanie się do środka. Szatan wie, że Bóg musi rozprawić się ze świeckim kościołem. Dlatego kieruje nas do miejsca, w którym Bóg będzie naszym przeciwnikiem. Pomyślcie o tym; istnieją też inne dziedziny kompromisu, które powodują utratę błogosławieństwa, mocy, świadectwa, czystości i możliwości działania. Nasz przeciwnik chciałby z grzechu kompromisu uczynić zaletę. Udało mu się to w przypadku milionów ludzi. W imię miłości tolerujemy fałsz. Wierząc temu kłamstwu, wielu ludzi tak jak Samson, zostało pozbawionych swej mocy.

Bóg zdecydowanie namawia nas do oddzielenia się od fałszywej doktryny i fałszywej praktyki. On pozwala, aby różne lokalne kościoły odpowiadały na potrzeby różnych rodzajów ludzi. Jednakże szatan popycha do rozłamów wśród tych, którzy naprawdę są zbawieni. Nie chodzi tutaj o podstawowe kwestie, lecz raczej o osobowości – osobiste odczucia, przyjaźnie, pochodzenie, dumę i zyski, oraz inne kwestie osobiste. Szatan cieszy się, widząc jak wierzący kierują swoje wysiłki i poświęcają czas na walkę pomiędzy sobą. Nienawidzi, jeśli „podejmujemy walkę o wiarę” (Judy 3). Jeśli walczymy o wiarę, szatan wie, że walczymy z nim.

https://vimeo.com/137880359

środa, 8 października 2014

Szkoła Chrystusa - Poświęcenie

Czy uważamy, że nasze społeczeństwo jest tak pozbawione wyobraźni, że sugerujemy iż do zbawienia wystarczą mu tylko pieśni i kazania? Wydaje się, że ugrzęźliśmy w bagnie. Wielu poszukiwaczy nie może pozostać w takim kościele jaki widzą. Nie chodzi o to, że członkostwo wymaga zbyt wiele, lecz o to, że jego wymagania są zbyt małe. Istnieje różnica pomiędzy powołaniem ze strony instytucji a powołaniem ze strony masowego ruchu społecznego. Wielka różnica. Powołanie ze strony instytucji, czy to religijnej czy innej, zawiera wezwanie do postępu, do udoskonalenia siebie samego. Powołanie ze strony ruchu masowego, czy to religijnego czy rewolucyjnego, jest wezwaniem do poświęcenia siebie dla sprawy i zatracenia siebie w czymś ważniejszym niż my sami. Tak więc słabość kościoła nie polega na tym, że wymaga zbyt dużo od swoich członków, lecz że wymaga zbyt mało.


Główna słabość współczesnego kościoła może być określona jako oddzielenie od życia codziennego poprzez terytorialne ograniczenie się do budynków religijnych. Pomyślcie o tym. Niemalże wierzymy, że pastor zamyka Boga w budynku, a my od czasu do czasu chodzimy Go odwiedzać. Kościół ograniczony jest do półtoragodzinnych spotkań w niedzielne poranki; uważamy, że odpowiedzialność za religię spoczywa na specjalnej grupie społecznej, na duchownych. Pozostańmy przez chwilę przy tej myśli. Kościół jest ograniczony terytorialnie, gdyż zamknęliśmy go w budynku. Jest ograniczony czasowo, gdyż niedzielne spotkania musza trwać półtora godziny. Jest ograniczony osobowo, gdyż uważamy, że odpowiedzialność za religię spoczywa na specjalnej grupie duchownych. To wszystko ma niszczące działanie. Kiedy uważamy że chrześcijaństwo jest tym, co dzieje się w budynku, tworzymy naturalną tendencję do minimalizowania chrześcijaństwa w innych miejscach. Nie uważamy, że bycie świadectwem dla Chrystusa w szkole, w pracy, lub w domach jest ważne, skoro ograniczamy to do budynku kościelnego.

Gdy myślimy o chrześcijaństwie jako o czymś, co ma miejsce w niedzielny poranek, jesteśmy skłonni przypuszczać, że to, co dzieje się kiedy indziej, w fabrykach, w biurach itp. nie jest równie religijne. Kiedy uważany, że religia jest domeną księży, rabbich i duchownych, główne zło polega na konsekwentnym umniejszaniu znaczenia wszystkich innych mężczyzn i kobiet. Problem składania odpowiedzialności na kilku profesjonalistach, bez względu na to jak oddanych sprawie, polega na tym, że zwalnia to od odpowiedzialności zwykłych ludzi, którzy wcale nie są z niej zwolnieni. Jeśli chcemy odbudować kościół, wszyscy muszą w tym uczestniczyć.

Główne niebezpieczeństwo współczesnego chrześcijaństwa polega na umniejszaniu roli tego, co naprawdę powinno mieć wielkie znaczenie. Ograniczając chrześcijaństwo do miejsca, czasu lub osób, umniejszamy jego znaczenie. Zajmujemy się tylko częścią życia, podczas gdy powinniśmy być zainteresowani całością. Zawsze, gdy kościół oznacza tylko budynek, szczególny rodzaj nabożeństwa lub człowieka w specjalnym ubiorze, to znaczy, że sól straciła swój smak. Jest to fałszywe przedstawianie Boga. Prawda jest taka, że nie tylko członkowie zborów, lecz cały kościół potrzebuje radykalnego nawrócenia. Patrząc powierzchownie może się wydawać, że kościół jest w znakomitej formie, lecz bliższe poznanie sytuacji jest niepokojące. Nasza sytuacja przypomina Imperium Rzymskie, wydające się być u szczytu swej potęgi. W środku widać było wielką potęgę, lecz tak naprawdę na obrzeżach traciło prowincję za prowincją.

Bert Clendennen - Poświęcenie

Kościół utracił wiele takich współczesnych prowincji, z których trzy są szczególnie niepokojące. Wyższe wykształcenie - choć zostało zapoczątkowane przez kościół, który przez wiele lat miał na nie wpływ, teraz zazwyczaj jest to utracone terytorium, przynajmniej jeśli chodzi o apologetykę wiary chrześcijańskiej. To samo można powiedzieć o młodzieży jako całości. Trzecią straconą prowincją jest zorganizowana praca. Patrząc na to, jaki efekt wywiera chrześcijaństwo na kulturze, możemy stwierdzić ile jest w nim życia. Czym bardziej uświadamiamy sobie podobieństwo pomiędzy naszą kulturą a kulturą Imperium Rzymskiego, tym bardziej dostrzegamy znaczenie wspaniałego fragmentu powieści Borysa Pasternaka „Doktor Żywago”. Powinniśmy się wstydzić, że nowy Rzym nie stanowi dla nas takiego samego wyzwania. Pasternak napisał: „Rzym był bazarem pożyczonych bogów i podbitych ludów, halą przetargową na dwóch poziomach, ziemi i nieba. Stosem nieczystości, skręconym w potrójny węzeł jak obstrukcja jelit. Dakowie, Herkulanie, Scytowie, Samarytanie; ciężkie koła bez szprych, oczy zatopione w tłuszczu, podwójne podbródki, niedouczeni cesarze, ryby karmione ciałami uczonych niewolników, wszystko to stłoczone w korytarzach Koloseum, wszystko nikczemne. I tam, wśród tego bezguścia złota i marmuru nastąpiła emanacja życia w zdecydowanie ludzkiej postaci, celowo prowincjonalnej, w postaci Galilejczyka. W tym momencie przestali istnieć bogowie i narody a pojawił się człowiek. Człowiek cieśla; człowiek oracz; człowiek pasterz. Człowiek bynajmniej nie zarozumiały. Człowiek z wdzięcznością wielbiony we wszystkich matczynych kołysankach i w galeriach świata”.

Jezus musi żyć i jeszcze raz żyć w Swoim kościele. Współczesny kościół wydaje się być niezdolny do nawiązania kontaktu ze współczesnym człowiekiem. Kościół postrzegany jest jako coś, o co tak naprawdę się nie walczy i czego się nie broni. Budynek kościelny jest dobrym miejscem do zawierania związków małżeńskich, dobrym miejscem w którym dzieci na szkółce niedzielnej mogą nauczyć się wielu pożytecznych rzeczy. Chodzi o to, że takie pojmowanie całkowicie zgadza się z myślą, iż kościół ma tylko marginalne znaczenie. Zazwyczaj nie spodziewamy się, że ewangelia mogłaby skłonić mężczyzn i kobiety do zmiany pracy, sprawić, iż pójdą na krańce świata, zmienią postępowanie rządu, lub skierują kulturę na inne tory. Kościół raz jeszcze musi się stać miejscem, w którym Chrystus jest realny.

sobota, 21 czerwca 2014

Odmienna kultura

Duch Święty jest obecny w nas, w naszym umyśle, w naszej woli, jest obecny w naszych emocjach i w odczuwaniu Boga. Jeśli prawdziwie zostaliśmy Nim napełnieni, to będziemy kochać to, co Bóg kocha, nienawidzieć tego, czego Bóg nienawidzi i płakać nad tym, nad czym On płacze. Będziemy się wyróżniać jako dzieci Boga Najwyższego. Kościół jest niedopasowanym odmieńcem, nie jest z tego świata. Jeśli z jakiegoś powodu straci tą nieziemskość, wtedy staje się przekłamaniem Boga. W tym organiźmie nie ma miejsca dla polityki; ma on swój nadrzędny cel, by objawić zagubionemu światu Bożego Syna.

Ponieważ kościół jest celem Boga i zarazem jest środkiem, przez który ten cel jest realizowany to musimy zrozumieć pewną prawdę: “By kształtować jakąkolwiek odmienność kulturową czy społeczną, musimy kontrolować sposób myślenia tego społeczeństwa.” Każdy dyktator począwszy od Nimroda kierował się taką zasadą. Stalin zabraniał Rosjanom otrzymywać korespondencję zza granicy; radio, telewizja i gazety mogły publikować tylko to, co było dozwolone. Poprzez całkowitą kontrolę sposobu myślenia mógł mieć władzę nad większością. System ten dał tak dobre efekty, że Rosjanie myśleli, że to Amerykanie byli niewolnikami stanu.

Widzę Kościół i Boże Królestwo jako styl życia, naród pomiędzy narodami, lecz nie wywodzący się z nich. Jesteśmy odmienną kulturą. Mamy swoje własne poglądy, ideały, cele, wartości, etykę, a połączeni jesteśmy Duchem Świętym. W momencie “Narodzenia na Nowo” otrzymaliśmy Chrystusa i teraz to On, ten który jest “Prawdą”, pracuje w nas, by wprowadzić nas w całą prawdę i przekształcić nas na Swój obraz. W ramach działania wewnątrz pierwszym zadaniem Kościoła jest przedstawić się jako duchowo przekształcony organizm by być przykładem, przewodzić i wyrażać w środku i na zewnątrz ten rodzaj wzajemnych relacji i postawy, jakiej Bóg wymaga od Swego ludu.

Dwóch nie idzie razem jeśli się nie umówili. Tylko na tej podstawie możliwa jest jedność. Stajemy się tym, w co wierzymy; jesteśmy uformowani poprzez nasze poglądy. By być jedno musimy kształtować się tymi samymi poglądami. Nauczanie ma być bezpośrednie. Nie ma miejsca na myśli ekumeniczne w dzisiejszych czasach. Dla Boga bardziej istotna jest prawda niż jedność. W drugim rozdziale listu do Galacjan Paweł napomina Apostoła Piotra, ponieważ “nie postępują zgodnie z prawdą ewangelii.” (Galacjan 2:14). Nikt z ludzi nie poznał lepiej wartości pokoju i jedności niż Apostoł Paweł. Napisał on hymn o Miłości (1 Koryntian 13) i usilnie nawoływał kościół by być jednej myśli. To on nazwał kościół jednym ciałem, jednym duchem, jedną nadzieją i jednym powołaniem. Jednak zobacz jak postąpił. Przeciwstawia się Piotrowi prosto w twarz. Dlaczego miałby to zrobić? Ponieważ wiedział jak okropne są konsekwencje fałszywej dokryny. Gorsze niż utrata pokoju.

Niestety są kaznodzieje i nauczyciele którzy, ze względu na to co nazywają spokojem, pogodzą się ze wszystkim w kościele. Wymieszanie prawdy i fałszu, ciała i Ducha występuje pod płaszczykiem miłości. Jeśli nauczasz przeciwko temu, jesteś nazwany heretykiem lub jeszcze gorzej. Kaznodzieje głoszący jedność za wszelką cenę zgodziliby się z Ahabem, że Eliasz był powodem problemów w Izraelu i pomogliby książętom Judy zamknąć usta Jeremiaszowi. Nie mam wątpliwości, że ci o których mówię oskarżyliby Pawła o bigoterię i brak miłości podczas napominania Piotra. Tacy ludzie mogą być szczerzy, ale szczerze się mylą. Nie mamy prawa oczekiwać czegoś innego jak czysta Ewangelia, niezmieszana i niezmącona. By utrzymać tą Ewangelię czystą musimy być gotowi na poświęcenie, zakłócenie spokoju, niezgodę i ryzyko podziału. Kiedy każdy człowiek jest pozostawiony swoim własnym sprawom, wszyscy są zgubieni.

Tylko ci, którzy zgadzają się z Bogiem i myślą jak On mogą być częścią Oblubienicy. Jako wierzący jesteśmy teraz na okresie próbnym. Na stażu władzy. Oblubienica ma ponować z Chrystusem, ale ci którzy mają z Nim panować muszą najpierw Jemu się podporządkować. Bóg pozwala wrogowi nas napastować, by sprawdzić czy nadajemy się do sprawowania władzy z Chrystusem. “Czy idzie dwóch razem, jeżeli się nie umówili?” (Amosa 3:3). By panować z Chrystusem musisz się z Nim zgadzać. Oznacza to odrzucenie każdego systemu, który nie zgadza się z tym, który jest Słowem Boga. Jezus powiedział, “wielu jest wezwanych, ale mało wybranych.” Każdy narodzony na nowo wierzący jest powołany by być częścią Oblubienicy, ale tylko niektórzy są wybrani. Musimy przejść test codzienności, który eliminuje większość.

Jako Nowe Stworzenie mamy nauczać duchowo. Musimy automatycznie przechodzić między dwoma królestwami. Nie mamy walczyć o nasze zbawienie, ale o dziedzictwo. Musimy być sprawdzani i wypróbowani nie po to by udowodnić sobie, że jesteśmy dobrymi Chrześcijaninami, ale by udowodnić naszą miłość i wierność Chrystusowi.

Bóg nie zaoferuje władzy temu, kto się z nim nie zgadza. Odmiennym jest również ten, kto nie do końca się zgadza. W dzisiejszej ekumenicznej aurze, kiedy ludzie usiłują uczynić wszystko kościołem, kiedy wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, mamy skupić się na tych rzeczach, co do których się zgadzamy. Dla prawdziwego kościoła zgodzić się z Rzymem oznacza to samo co powiedzieć światu, że są dwie drogi zbawienia. Rzym naucza, że jest się zbawionym z uczynków, a Biblia mówi, że przez Łaskę. Takie połączenie wypacza Boga i nie można tego nazwać Kościołem. Jak możemy być razem krzewem winnym, jeśli Ty wierzysz w jedno o Bogu, a ja w coś zupełnie innego?

Oblubienica ogranicza się do tych, którym Bóg może zaufać. Chrystus jest jedyną osobą w historii, która zapracowała sobie na to zaufanie. Jako człowiek Chrystus był pierwszym narodzonym z nowej rasy i każdy “nowo narodzony” wierzący jest przeznaczony by być przemienianym na Jego obraz. Powód jest prosty; Bóg musi mieć to samo zaufanie i pewność w naszych myślach, działaniach i naszym posłuszeństwie, jakie odnalazł w Chrystusie. Siedzieć na Jego tronie, żyć i panować z Chrystusem oznacza, że musisz dojrzeć do miejsca stabilności i Bogobojności. (Oznaki duchowości). Nasza mentalność musi dojrzeć w Bogu i musimy mieć zrozumienie i autorytet, byśmy byli mądrzejsi niż diabeł. Jeśli mamy panować z Nim w wieczności musimy nauczyć się jak osądzać sprawiedliwie i sprawować kontrolę nad upadłą naturą. Musimy, jako kościół, posiadać moc i kierownictwo Boga.

Aby tak się stało, Duch Święty musi sprawować nad nami zupełną kontrolę. Własne JA musi umrzeć. W tym większość zawodzi, ponieważ ich styl życia wyznacza im ich własną drogę. Duch Święty nie będzie dzielił swojego życia razem z twoim. Dwie osoby z dwoma różnymi pragnieniami nie mogą posiadać jednego ciała - jedna musi odejść.


pastor Bert Clendennen
fragment z książki "The Ultimate Thing"
"Rzecz ostateczna"
tłumaczenie: Karolina


piątek, 13 czerwca 2014

Upał pustyni lub bezpieczeństwo obozu pracy





W 2 Mojżeszowej 12:11 czytamy, „A w ten sposób spożywać go będziecie: Biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w ręku waszym. Zjecie go w pośpiechu. Jest to ofiara paschalna dla Pana.” A teraz 2 Mojżeszowa 3: 9-14, „Teraz oto krzyk synów izraelskich dotarł do mnie. Widziałem także udrękę, którą Egipcjanie ich dręczą. Przeto teraz idź! Posyłam cię do faraona. Wyprowadź lud mój, synów izraelskich, z Egiptu. A Mojżesz rzekł do Boga: Kimże jestem, bym miał pójść do faraona i wyprowadzić synów izraelskich z Egiptu? I odpowiedział: Będę z tobą, a to będzie dla ciebie znakiem, że Ja cię posyłam: Gdy wyprowadzisz lud z Egiptu, służyć będziecie Bogu na tej górze. A Mojżesz rzekł do Boga: Gdy przyjdę do synów izraelskich i powiem im: Bóg ojców waszych posłał mnie do was, a oni mnie zapytają, jakie jest imię jego, to co im mam powiedzieć? A Bóg rzekł do Mojżesza: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz do synów izraelskich: „Jestem” posłał mnie do was!”

 

Po czterystu latach niewoli nadszedł czas, aby lud Boży został uwolniony z rąk swoich wrogów. Bóg znalazł Mojżesza daleko na pustyni przy krzaku, który się nie spalał. Bóg powiedział do Mojżesza: „Krzyk mojego ludu dotarł do mnie i posyłam cię, abyś ich uwolnił.” Mojżesz sprzeczał się z Bogiem, Bóg powiedział, „Powiedz im, Jestem posłał mnie do was.” To co Mojżesz rzeczywiście usłyszał, to, „Będę w Egipcie tym, kim muszę być.” Bóg będzie wszystkim tym, czym musi dla nas być. Ludzie Boży tak długo byli niewolnikami, że prawie zapomnieli, że nimi są. Największą tragedią życia jest popaść w rutynę życia i przebywać tam tak długo, że mylimy śmierć z życiem. Tacy ludzie myślą, że wszystko jest w porządku, podczas gdy wszystko jest stracone.
 

Kościół naszych czasów popadł w rutynę i jest bez życia. Zderzaki religii, które ograniczają Boga do form zorganizowanego systemu, stały się największą przeszkodą dla przebudzenia. Bóg chce dać przebudzenie i wyzwolenie. Ale nasze umysły stały się tak stłumione przez system, w którym jesteśmy, że trudno jest rozbudzić człowieka i pokazać mu, że coś jest nie tak. Dobrzy ludzie, którzy co niedzielę siedzą w kościelnych ławkach i kochają Boga, wspierają Ewangelię, mówią „Amen” na programy, ale mimo to są daleko od ducha przebudzenia. Tych ludzi najtrudniej jest dotknąć. Kiedy Bóg powiedział Mojżeszowi, „Jestem wysyła cię do Egiptu...” Mojżesz zaczął się sprzeczać, ale Pan go zachęcił. Nie ma takiego człowieka, który znając Boga, nie chciałby doświadczać przebudzenia. Ale kiedy zagłębiasz się w to, czym naprawdę jest przebudzenie i ile ono kosztuje, odkryjesz, że niewielu ludzi jest tym zainteresowanych. Ten, który wyzwala lub przynosi przebudzenie na początku jest zawsze bohaterem. Ludzie chcą z niego zrobić króla. 
 

Można dzisiaj poruszyć kościół myślą przebudzenia. Możesz otrzymać reakcję zgody, ale kiedy mówisz, „Będzie cię to kosztować noce spędzone na modlitwie”, tracisz ich. Kiedy Mojżesz wkroczył do Egiptu, odkrył, że są gotowi zrobić z niego króla. Kiedy żąda od Faraona, aby ich wypuścił, oni mogą krzyczeć. Kiedy wchodzi do pokoju Faraona i mówi, „Tak mówi Pan, wypuść mój lud...”, oni są gotowi wyruszyć. Kiedy rozpoczęła się długa wędrówka, nie było między nimi słabego. Wszyscy byli szczęśliwi.
 

Nie ma takiej osoby, która nie byłaby świadoma tego, że Bóg zaczął działać na tej planecie. Nie tylko w kościołach. Duch ludzi jest otwarty. Bóg rozpoczął coś, co zakończy się wraz z powtórnym przyjściem Chrystusa. Kiedy mówimy o tym, gdzie idziemy, możemy krzyczeć, aż mury prawie pękają. Ale kiedy nadchodzi czas, aby wyruszyć w skwar pustyni i skosztować gorzkie wody w Mara, tracisz tłum. Wszyscy są podekscytowani przebudzeniem. Dawid powiedział, „Pozwól nam sprowadzić arkę..” Wszyscy chcą ją sprowadzić. Ale kiedy ludzie zmarli z powodu swojego nieposłuszeństwa, gotowi byli zostawić ją gdzieś indziej. Kiedy przychodzi ponosić odpowiedzialność za przebudzenie, płacić cenę przebudzenia, niewielu jest zainteresowanych. Kiedy człowiek wstaje i ogłasza czego chce Bóg dokonać, wszyscy wydają okrzyki. 
 

Trzy miliony niewolników wyruszyło z okrzykiem, mając złoto Egiptu w swoich kieszeniach i kolczyki Egipcjan w swoich torbach. Naród, który przetrzymywał ich przez czterysta lat popada w ruinę. Nic dziwnego, że wśród tłumu powstali nauczyciele, którzy głosili, „Teraz, kiedy odnieśliśmy zwycięstwo, już nigdy nie będziemy mieli problemu lub próby.” Wyruszyli z Egiptu z pieśnią; wszystko było wspaniałe. W zasięgu wzroku żadnego problemu. Nie uszli daleko, a piasek pustyni zaczął parzyć ich w stopy. Woda w Mara była gorzka, zaczęli narzekać. Mojżesz nie był już bohaterem. Był fałszywym artystą, który naciągnął ich na coś, czego nie chcieli. Woleli niewolniczy obóz religijnego systemu, który nic nie kosztował, od prawdziwego działania Boga, które będzie kosztować wszystko.