Bert Clendennen

Bert Clendennen

piątek, 11 listopada 2011

to nie ja zwyciężam, ale Bóg daje mi zwycięstwo

„Jak orzeł pobudza do lotu swoje młode„ (5 Mojż. 32,11). Kiedy orzeł ma złożyć jaja, najpierw buduje gniazdo. Zbiera mocne gałązki i ciernie, i splata razem, by nic gniazda nie rozerwało. Potem łowi zające i wiewiórki, i wyściela gniazdo puchem i piórami. Kiedy jajka dojrzeją, małe orlątka budzą się w świecie wygodnym, jak Hotel Astoria. Te małe orły rodzą się w świecie z klimatyzacją i nie boją się wężów, ani sztormów. Mieszkają tam przez kilka tygodni i wszystko jest cudowne. Za każdym razem, kiedy patrzą w górę. mama siada na brzegu gniazda i podaje do jedzenia kawałki zająca. To jest obsługa ze wszelkimi wygodami! Wszystko jest doskonałe. Ale jednego ranka budzą się, a mama powyrzucała wszystkie puchowe wygody i zostawiła tylko ciernie. Gdziekolwiek ten mały orzeł siada, kłują go kolce i jego cały świat się zmienił. To, co było takie wspaniałe, stało się piekłem!

Tak właśnie jest z nowymi uczniami. Myślisz, że jesteś doskonały. Zostałeś uwolniony od papierosów i na nikogo się już  nie wściekasz. Wczoraj wieczorem modliłeś się, i czułeś nad sobą otwarte niebo. Miałeś wspaniały czas. Kiedy obudziłeś się dzisiaj rano, nie czujesz nic od Boga! Kiedy próbujesz się modlić, trudno ci znaleźć słowa. Czytasz Słowo Boże i nie pamiętasz nic z tego, co czytałeś. Gdziekolwiek się obrócisz, kują cię ciernie. Dlatego idziesz do pastora i pytasz, czy Bóg ma dla ciebie jakieś słowo. Ten mały orzeł płacze, „Co mi ta moja mama zrobiła”? Orzeł nie jest stworzony do przesiadywania w stodole, ani w gnieździe, został stworzony, by latać wysoko i dlatego jego mama rozwaliła jego gniazdo. Pewnego dniu jego mama bierze tego młodego orła na swój grzbiet, wznosi się na wysokość 3000 metrów i zrzuca go. Nie słyszeliście jeszcze takiego krzyku, jaki wydaje taki młody orzeł. Jednak zanim upadnie na skały, mama szybuje pod niego, łapie go i zanosi z powrotem do gniazda. Następnego dnia mama bierze znowu tego młodego orła i upuszcza go. Ten się szamocze i krzyczy, ale ona łapie go ponownie. Następnego dnia albo będzie fruwał, albo rozbije się o skały. Nie będzie przynosił hańby królestwu orłów, chodząc po ziemi i zbierając zi.arna w stodole, jak kurczak. Musi albo fruwać, albo zginąć. Bóg nie stworzył cię dla sfery twoich zmysłów. Nie stworzył cię, byś żył według tego, co czujesz, co widzisz lub co smakujesz. Bóg chce, byś zobaczył świat oczyma wiary. Musisz się nauczyć, że bez względu na to, jak ciemna jest noc, ty możesz powstać i chodzić. Bóg przenosi cię ze sfery emocjonalizmu,  która jest wynikiem tego, co ci się przydarzyło, do sfery duchowej, gdzie doświadczysz Boga.

W tym trzecim stadium przemiany uczeń dochodzi do miejsca, gdzie zaczyna mieć największe problemy z tymi rzeczami, nad którymi już miał zwycięstwo. Postęp, na który Bóg pozwolił, wydaje się, że zniknął. Już to było złe, że nasze błędy, o których nawet nie wiedzieliśmy, wyszły na jaw w okresie posuchy, ale osiągnąłeś nad nimi zwycięstwo i myślałeś, że już nigdy nie zobaczysz diabła. Teraz znowu się pojawiły i nieprzyjaciel powoduje, że ta siła do walki, którą miałeś, zmalała. Czujesz, jakby Bóg cię opuścił. W tej proporcji, w jakiej odrzuciłeś swoje własne wysiłki, w takiej też twoja siła do obrony maleje. W sferze fizycznej Bóg pozwolił ci przezwyciężyć wiele rzeczy, bo tylko w tym procesie uświadomisz sobie, co dzieje się w twoim życiu.

Stary Testament jest obrazem tego, co dzieje się w Nowym Testamencie. Bez starego (pierwsze przeżycie), nigdy byś nie zobaczył, co będzie w twoim życiu, kiedy przyjdzie okres suszy. Chociaż nawet pokonałeś swoje poprzednie wady poprzez siłę woli i samozaparcie. Bóg pozwala, by te rzeczy wyszły na wierzch, by pokazać ci, że twoja samodyscyplina staje się mniej skuteczna i stajesz się paradoksalnie słabszy w walce. Bez względu na to, jak mocny jesteś, nie pokonasz zewnętrznego człowieka. To jest czas niezmiernie ważny dla ucznia, bo myśli, że znowu traci Boga. W rzeczywistości Bóg przenosi ucznia od samodyscypliny, gdzie pokonywał te wady siłą swojej woli, do całkowitej zależności od Pana. To nie ja zwyciężam, ale Bóg daje mi zwycięstwo. Jeżeli pozwolisz, by Chrystus został ukształtowany w tobie, pokonasz te wady i będziesz dla nich martwy! „Albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny” (2 Kor. 12:10). W tym miejscu sam Pan będzie stopniowo brał w posiadanie twoją duszę.

To wszystko pomoże ci zrozumieć, dlaczego musisz przechodzić przez trudne sytuacje i dlaczego Bóg wydaje się czasem tak daleko. Prawdziwa poprawa na zewnątrz następuje tylko po prawdziwym rozwoju wewnętrznym. Służysz Mu, kochasz Go, modlisz się, czytasz Jego Słowo, ale jednak czasem przychodzi susza i wydaje się, że Bóg jest oddalony o milion mil. Jeżeli nie wiesz, co się dzieje, nieprzyjaciel będzie cię beształ i zostaniesz wyłączony z biegu, albo na zawsze pozostaniesz niemowlęciem, szukając kogoś czy czegoś, co cię podnieca w sferze emocjonalnej. Ale jeżeli wiesz, co się dzieje, uchwycisz się Boga. Nie będzie miało znaczenia, czy czujesz, że ta modlitwa gdzieś dochodzi. Będziesz się modlił i będziesz miał biodra przepasane prawdą. Ja jestem dzieckiem Bożym bez względu na to, czy to czuję, czy nie! Tu wymagana jest stałość. Wtedy On objawi ci Siebie, jako Pan wszystkiego.

Przez całe moje chrześcijańskie życie chciałem podobać się Bogu. Nie grzeszyłem, nie upijałem się ani nie popełniałem cudzołóstwa. Jednak wiele z tych zwycięstw było z mojej silnej woli. Grzech jest zawsze grzechem. Wszyscy przeżywamy chwile, kiedy trudno jest powstrzymać się od zrobienia czegoś grzesznego. Ale potem przechodzisz do zwycięstwa duchowego, gdzie nie masz już takiego pragnienia. Jedyna rzecz, jaką możesz zrobić sam, by pomóc w upodobnieniu się do Chrystusa, to odsunąć się od zewnętrznych rzeczy, jak telewizja, czasopisma, radio i rozmowy. Jeżeli będziesz karmić „starego człowieka”, to on ożyje. Duszy nigdy kompletnie nie uśmiercisz. Będziesz oscylować między życiem i śmiercią przez cały czas, ale sam możesz uniknąć pułapek, które budzą starego człowieka i stawiają go na drodze grzechu. Nie ma nic trudniejszego, niż pokonywanie go po raz drugi. „Jeśli bowiem przez poznanie Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa wyzwolili się od brudów świata, lecz potem znowu w nie uwikłani dają im się opanować, to stan ich ostateczny jest gorszy niż poprzedni” (2 Piotra 2:20).

Kiedy chrześcijanin przesuwa się w kierunku centrum, musi w pewnym momencie dotrzeć do stanu „nagiej wiary”. Podróżuje od sfery emocjonalnej, podniecony tym, co Bóg dla mego uczynił, do stery niewidzialnej i widzialnej, zmieszanych razem. Bóg prowadzi go do tego stanu i zmusza ucznia do usilnej modlitwy, a wtedy przeżywa Boga dla siebie. Wierzący znajduje swoją odpowiedź bezpośrednio w spotkaniu z Bogiem Wszechmogącym. „Kto bowiem przystępuje do Boga. musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają”. (Hebr. 11:6). Od tego momentu, kiedy dusza idzie z Bogiem, znajdzie się w centrum z Bogiem. Takie jest prawo natury i kiedy chrześcijanin idzie w kierunku tego centrum, nic nie czuje, nic nie widzi, ale w coś wierzy. „Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą” Efez. 6:14). Nic nie wskazuje, że coś się stanie, ale ty wierzysz, że się stanie. Każdy chrześcijanin będzie musiał dojść do tego punktu wiary, gdzie nie działa na podstawie tego. co widzi, czuje lub słyszy, ale tylko w co wierzy. To będzie naturalny rezultat tego wszystkiego, co się wydarzyło. Wszystkie rzeczy wewnętrzne i zewnętrzne doprowadzają duszę do całkowitego osamotnienia. Nic nie zostało. Kiedy nastąpi całkowita śmierć duszy, to nawet najstraszniejsza sytuacja, która może zaistnieć, nie spowoduje już żadnego bólu, ani problemu.

Śmierć jest rozpoznawana przez to, czego nie ma. Takiego nie można zranić. „On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem” (2 Piotra 2:23). To jest podobieństwo do Chrystusa. To jest duchowe i moralne. To nie jest chodzenie po wodzie, ani wypędzanie demonów. Z drugiej strony, życie poznaje się po woli. Wola czegoś, lub przeciw czemuś. Dusza, która została dotknięta śmiercią, nie ma własnej woli. Duchowa śmierć starej natury nie następuje raz na zawsze. Stale obracamy się między życiem i śmiercią. Wierzący, który umarł, a stwierdza, że żyje, nie będzie wątpił w to, że był martwy i został ożywiony. Wreszcie, dusza, która przeszła przez śmierć i została ożywiona w Bogu, otrzymuje z powrotem wszystkie uczucia. Tym razem to nie człowiek zewnętrzny, który cieszy się z czegoś, co go spotkało, ale to duchowy człowiek używa zewnętrznych zmysłów, by radować się z tego, że Bóg mieszka w nim. Cieszy się nie rzeczami, ale Bogiem! Kiedy do tego dojdziesz, mogą rzucać w ciebie kamieniami, a ty się nawet nie obejrzysz. On mnie uzdrowił i dziękuję Mu za to, ale moja radość nie wypływa z uzdrowienia, ale z Chrystusa i tylko z Chrystusa! Raduję się nie z tego, co Bóg dla mnie uczynił, ale z samego Boga. Przechodzę z tego, co widzialne do niewidzialnego, „bo nauczyłem się przestawać na tym, co mam” (Filip. 4:11). Żywy Kościół, przez który Bóg przepływa, jest odpowiedzialny za czynienie uczniami, którzy słuchają, wykonują i są świadomi, że jedyną drogą jest droga posłuszeństwa. Taki uczeń jest całkowicie oddany woli i celowi Bożemu.

Omówiliśmy atrybuty ucznia. Chociaż jest ich o wiele więcej, wymieniliśmy; niesamolubny, wierny, odważny, uczeń z przekonaniem i tacy są produktem żywego Kościoła. Kiedy narodziłeś się na nowo. stałeś się nie tylko częścią Bożego celu, ale również środkiem, przez który ten cel jest realizowany!

„Droga do uczniostwa” – z rozdziału - Duchowa droga do uczniostwa cz. 3

czwartek, 10 listopada 2011

szukaj swojej odpowiedzi w sferze niewidzialnej

W większości w kościele zielonoświątkowym, [i w innych również] kiedy Bóg wyprowadza nas ze sfery emocjonalnej, uważamy, że odchodzimy od Niego. Nie będąc w stanie wskazać żadnego specjalnego problemu, zaczynamy szukać odpowiedzi, dlaczego to się zmieniło. Biegamy od zboru do zboru, od ewangelisty do ewangelisty, [od konferencji do konferencji], szukając słowa od Boga. Mamy całą księgę słów od Pana w Biblii, jeżeli tylko pozwolimy im wypełnić nasze życie. Sam  wiesz, czy zgrzeszyłeś, czy nie i nie potrzebujesz, by ktoś ci o tym prorokował. Będą chwile, kiedy będziesz mieć pytanie i nikt nie będzie miał odpowiedzi: ani doradca w sprawach małżeńskich, ani psycholog, ani lekarz, ani ewangelista. Bóg chce ci powiedzieć, byś szukał swojej odpowiedzi w sferze niewidzialnej. Padnij na kolana, [rozpocznij post] i ćwicz swoje duchowe zmysły, byś sam mógł otrzymać odpowiedź od Boga. Jeżeli chodzisz w społeczności z Bogiem, będziesz przeżywał takie chwile, bo tylko wtedy Bóg może objawić ci to, czego sam nie widzisz. W tej sferze odkryjemy również nasze cielesne przyzwyczajenia, które nie podobają się Bogu.

Na początku tego duchowego przeżycia, kiedy Bóg zaczyna pobudzać duszę do popatrzenia wewnątrz, wpływa również na to, by ten zewnętrzny człowiek odciął wszystko to, co mu sprawia radość, nawet to najbardziej niewinne. W tym momencie próbujemy to przezwyciężyć poprzez bolesne zapieranie się siebie. Zostaliśmy zbawieni, porzuciliśmy albo zostaliśmy uwolnieni od grzesznych nałogów i jesteśmy prawie doskonali, ale to były dopiero zewnętrzne słabości. Potem Bóg zaczyna działać w naszym wnętrzu; wyciąga na wierzch wszelką gorycz, nienawiść, uprzedzenia, zazdrość i bezbożność, których istnienia w naszym życiu nie byliśmy świadomi. Jeżeli jesteśmy świadomi tych ludzkich słabości, zaczynamy sztywny plan samozaparcia, by to skorygować. Jednakże tak naprawdę nie pokonujemy ich przez samozaparcie, ale dlatego, że jesteśmy wewnętrznie bliżej Pana. W miarę, jak stajemy się bardziej podobni do Jezusa, kochamy jak Jezus i postępujemy tak, jak postąpiłby Jezus. To jest jedyna droga do poprawy. W tym punkcie Bóg pozwoli nam uwierzyć, że robimy postęp bez naszych emocji i działań. Możemy zobaczyć ten postęp, porównując to, gdzie jesteśmy, z tym gdzie byliśmy. W tej fazie nie nauczyliśmy się jeszcze lekcji, której Bóg nas chce nauczyć. W tym stadium postępu będziemy cieszyć się chwilami wielkiej radości, kiedy osiągniemy zwycięstwo nad pewnymi zewnętrznymi sprawami. Wydaje nam się, że już jesteśmy wolni i więcej diabła nie zobaczymy. Wtedy wyjdzie na jaw najgorsza cecha naszego charakteru.

Największą niespodziankę nieprzyjaciel szykuje wtedy, kiedy chodzisz z Bogiem, wiesz, że należysz do Boga i Bóg prowadzi cię w okres suszy, kiedy nie czujesz nic. Wtedy wychodzi na jaw twoja gorycz lub nieprzebaczenie. Diabeł próbuje nas potępić, oskarżając nas, że wcale nie zostaliśmy zbawieni. Musimy być świadomi, że to jest Boży sposób, poprzez który prowadzi nas po ścieżce uczniostwa. Duch chce więcej miejsca i głębszego kanału, przez który może przepływać. Kanały, które niosą największe zasoby życia i pomagają innym, nie są płytkie. One są przeorane i pogłębione. Bóg postępował z nimi drastycznie, by mogły przez nie przepływać głębokie wody Ducha Świętego. Jeremiasz 17:9 ostrzega nas, „Podstępne jest serce, bardziej niż wszystko inne, i zepsute, któż może je poznać”? Są takie stany serca, których nie jesteśmy świadomi, ale Bóg wie, że tak jest. Dlatego prowadzi nas do miejsca, gdzie wypłyną na wierzch. Jeżeli nie pozwolimy diabłu, by nas potępiał, to uświadomimy sobie, że poprzez te testy Bóg prowadzi nas do miejsca opróżnienia, by On mógł nas napełnić. Ukrzyżowanie swojego JA, to po prostu oddanie czegoś gorszego, za coś lepszego. Tylko wtedy, jeżeli utracimy to życie, zyskamy Jego życie. W jakim stopniu utracimy to życie, w takim zyskamy Jego życie.

„Droga do uczniostwa” – z rozdziału - Duchowa droga do uczniostwa cz. 2

środa, 9 listopada 2011

to jest mój Kościół, w którym mam upodobanie

Prawdziwy uczeń nie jest samolubny, jest wierny, odważny i jest człowiekiem przekonań. Teraz popatrzymy na Boży plan duchowej drogi do uczniostwa. To przesłanie jest odrzucane przez dużą część chrześcijaństwa, ponieważ zostali nauczeni, że jeżeli masz jakiekolwiek trudności w życiu, musi stać za tym grzech, a Bóg cię odrzucił, albo niewłaściwie wyznajesz. Jednak największe trudności, jakie spotkasz chodząc z Bogiem są takie, że świat jest rządzony przez piekło i Bóg pozwoli, byś miał z nim do czynienia w procesie upodobniania się do Chrystusa.

Jezus chodził po tym świecie jako człowiek, pierworodny wszelkiego stworzenia. Piotr powiedział, „Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady” (l Piotra 2:21). Bóg powiedział o Nim ,,tyś jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem” (Łuk, 3:22). Jezus jest jedynym człowiekiem, o którym Bóg tak powiedział. Bóg przedstawił taki wzór. by nas zapoznać z tym. co nas czeka w procesie duchowej edukacji, mianowicie, że przez narodzenie na nowo, napełnienie i prowadzenie Duchem Świętym On nas upodobni do Jego Syna, w którym ma upodobanie. Pewnego dnia ten nowy człowiek. Kościół, obudzi się podobny do Niego i Bóg powie, „To jest mój Kościół, w którym mam upodobanie". Celem Boga w naszym życiu na ziemi jest duchowe upodobnienie nas do Chrystusa. Cały postęp w tym upodobnieniu przebiega w czasie naszego życia na ziemi. Nie ma czyśćca, ani niczego pomiędzy, ani niczego potem. „Kto czyni nieprawość, niech nadal czyni nieprawość, a kto brudny, niech nadal się brudzi, lecz kto sprawiedliwy, niech nadal czyni sprawiedliwość, a kto święty, niech nadal się uświęca „ (Obj. 22:11).  Innymi słowy, „Gdzie drzewo upadnie, tam zostanie”. To w tym życiu Bóg chce nas upodobnić duchowo do obrazu Chrystusa. Nie chodzi o podobieństwo fizyczne. To podobieństwo duchowe i moralne. Końcem drogi chrześcijanina jest podobieństwo do Chrystusa. Ta ścieżka upodobniania zaczyna się w sferze widzialnej, w tym, co widzimy i czujemy. Na początku Bóg okazuje łaskę w taki sposób, że zaczynamy poznawać Boga przy pomocy zewnętrznych zmysłów. Odczuwamy emocje związane z tym, co Bóg dla nas uczynił. Nie ma niczego bardziej emocjonalnego, niż prawdziwe narodzenie na nowo!

Ja wszedłem do kościoła jako alkoholik, zdążający prosto do piekła. Wyszedłem jako człowiek trzeźwy, narodzony na nowo. Zostałem uwolniony. Moglibyście ustawić na mojej drodze wszystkie bary z alkoholem, a ja bym szedł między nimi, śpiewając, „Jaka wspaniała zmiana nastąpiła w moi m życiu, kiedy Jezus wszedł do mojego serca”! Raduję się z tego, co Bóg uczynił dla mnie. Oczywiście, czujemy to i to jest wspaniałe. To Boża interwencja, która zaczyna się od tego, co widzialne. W nowo narodzonym jest czas naturalnej odporności, jak w nowo narodzonym dziecku. Bóg stworzył niemowlę, dając mu sześć miesięcy odporności, zanim nabierze sił, by zwalczać choroby, jak ospa itp. Tak samo jest z nowo narodzonym chrześcijaninem. Bóg troszczy się o niego w sferze widzialnej, która jest mu znana. Świadectwem nowo narodzonego chrześcijanina jest; jestem zbawiony, jestem błogosławiony, mam przebaczenie i jestem uzdrowiony. To wszystko możemy widzieć i odczuwać. Tak, jak człowiek, który wygrał na loterii poszedł spać. jako żyjący z zasiłku dla bezrobotnych, a obudził się, jako milioner!

Chociaż ta sfera widzialna jest rzeczywista. Bóg nie chce, by Jego uczeń żył w tej sferze. Bóg chce nas przenieść z tego, co widzimy, do tego, czego nie widzimy. Od rzeczy tego świata, do świata Bożego. To jest bolesne przeniesienie! Kiedy odchodzimy od tego stanu, musimy odejść od polegania na tym, co czujemy. Jest to niebezpieczny teren, bo wielu chrześcijan uważa, że Bóg ich porzucił, gdyż już Go nie czują. Niektórzy mi mówią, „Bóg już mnie nie słyszy. Modlę się, ale to nigdzie nie dochodzi”. Ja ich pytam, skąd o tym wiedzą. Oni odpowiadają, „No, bo nic nie czuję”. Tak mówią niemowlęta. Niemowlę musi czuć, kiedy jest głodne. Odczucia nie mają nic wspólnego z tym, czy Bóg słyszy czy nie. Widziałem, jak ludzie upadali pod mocą, skakali i o mało nie poprzewracali wszystkiego. Następnego wieczora ci sami ludzie przyszli ponownie, próbując otrzymać to samo, co poprzedniego wieczora. W tym samym nabożeństwie widziałem troje niewidomych dzieci, które zostały uzdrowione i odzyskały wzrok, chociaż nic nie odczuwały. „Nie wierzę, że On mnie słyszy. Moje modlitwy nie dochodzą dalej, jak do sufitu”. To dziecinne, Paweł powiedział, „nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne” (2 Kor. 4:18). 

Wiara opiera się na tym, co niewidzialne. Bóg działa w ten sposób, że najpierw upewnia ucznia w sferze widzialnej, by potem działać w sposób duchowy, wprowadzając go w sposób niewidzialny do miejsc, w których żyje. Jako pastor, zauważyłem pewną rzecz odnośnie młodych nawróconych. Kiedy naprawdę narodzą się na nowo, są w stanie emocjonalnym. Przez kilka tygodni mogą chodzić „z głową w chmurach”, prawic nie dotykając podłogi. Bóg usunął z ich drogi diabła. Trzeba jednak mieć ich na oku. Z początku siadają w pierwszych rzędach i głośno wykrzykują, a następnym razem siedzą z tyłu i wyglądają, jakby im dopiero co umarła mamusia! Jeżeli ich zapytasz, co się stało, odpowiadają, „nie wiem, ale nic nie czuję. Już od dwóch dni nie mówiłem językami. Czułem się tak wspaniale i Bóg był wszędzie. Teraz wydaje mi się, że nigdzie z Bogiem nie dojdę”. Widać, że Bóg zaczyna bolesne przeniesienie z widzialnego, do niewidzialnego, z odczuwania do miejsca, gdzie nic nie czują.

Jeżeli nie zdołamy przejść z widzialnego do niewidzialnego, będziemy stale sfrustrowani i zniechęceni w naszym chodzeniu z Bogiem. Ta frustracja spowoduje, że albo zrezygnujemy, albo będziemy stale szukać zboru, kaznodziei, pieśni, czy czegoś, co nas ekscytuje i pobudza nasze emocjonalne uczucia. Biblia mówi, że „biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają „ (Izaj. 40:31). Nie ma problemu, by nas zielonoświątkowców pobudzić do biegania, albo tańczenia. Problem jest, byśmy chodzili albo siedzieli, by słuchać tego, co Bóg chce nam powiedzieć, kiedy nic nie czujemy.[Problemem staje się zwykłe studiowanie Pisma Świętego, uczestniczenie w spotkaniach modlitewnych, odwiedzanie chorych i starszych wiekiem wierzących, słuchanie długich „nudnych” kazań i świadectw.]

To przeniesienie w niewidzialne wprowadza nas w stan duchowy, gdzie przeżywamy Boga. Kiedy postępujemy w tym procesie duchowego wzrostu, będziemy mieli czasy wielkiej radości i uczuć, ale będą też czasy wielkiej posuchy. W czasach wielkiego zwycięstwa, kiedy się znajdujemy na szczytach gór, nie pozwalamy Bogu, by rozprawiał się z czymś w naszym życiu, bo uważamy, że nie ma takiej potrzeby, bo jesteśmy doskonali! Kiedy jednak zejdziemy z góry i utracimy poczucie obecności Bożej, wtedy wchodzimy w sferę, gdzie Bóg prowadzi nas od uczuć do realności tego, co niewidzialne, czyli czas, który nazywamy „suszą” [lub pustynią]. W takim miejscu nasze cielesne wady prędzej wychodzą na jaw, niż w okresach radości. Będziemy mieli następne doświadczenia suszy. 

Kiedy takie okresy suszy pojawiają się, ważne jest, byśmy najpierw sprawdzali nasze serca przed Bogiem. Jeżeli stwierdzimy, że mamy coś w naszym życiu, z czym Bóg się nie zgadza, musimy pokutować, by Duch Święty mógł na nowo, bez przeszkód przepływać przez nasze życie. Jeżeli sprawdzimy nasze serca i stwierdzimy, że nie zgrzeszyliśmy przeciw Bogu, to jest inne wytłumaczenie tego, co się dzieje z nami. Jeżeli szczerze chcesz iść naprzód w Bogu, to On musi rozprawić się z pewnymi rzeczami u ciebie, których nie akceptuje. Będą czasy, kiedy zostaniesz mocno uderzony i to będzie bolało. Jednak to, co najbardziej boli, najbardziej pomaga. Ta zasada działa w naszym życiu, by rozprawić się ze wszystkim, co nie jest z nowego stworzenia w Kościele oraz indywidualnie w nas. Umieranie jest trudne, umieranie [zewlekanie z siebie starego człowieka”] jest bolesne i zazwyczaj w tym procesie nie wykrzykujemy z radości.

[„Ale wy nie tak nauczyliście się Chrystusa, jeśliście tylko słyszeli o nim i w nim pouczeni zostali, gdyż prawda jest w Jezusie. Zewleczcie z siebie starego człowieka wraz z jego poprzednim postępowaniem, którego gubią zwodnicze żądze, i odnówcie się w duchu umysłu waszego, a obleczcie się w nowego człowieka, który jest stworzony według Boga w sprawiedliwości i świętości prawdy. Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich.  (List do Efezjan 4:20 -24)]

„Droga do uczniostwa” – z rozdziału - Duchowa droga do uczniostwa cz.1

wtorek, 8 listopada 2011

książka Berta Clendennena "Days of the End"

Informuję czytelników mojego bloga, że jestem w posiadaniu bardzo interesującej broszurki "Days of the End",  której autorem jest pastor Bert Clendennen.   Jej treść jest podzielona na trzy rozdziały: "DAYS OF THE END", "THE FALSE PROPHET" i "THE WORLD CHURCH IS HERE" Chciałbym tę pozycję przetłumaczyć na język polski,  dlatego chciałbym czytelników tego bloga prosić o pomoc w jej przetłumaczeniu. Pozycja jest bardzo ciekawa, ponieważ, tak jak "Upadek cywilizacji" odnosi się i komentuje obecną sytuację w chrześcijaństwie,  w tym  kwestie ekumenii chrześcijaństwa z islamem. Aktualnie dysponuję przekonwertowanym tekstem tej broszurki do pliku elektronicznego PDF. Gdyby ktoś był zainteresowany otrzymaniem angielskiej wersji tej broszury lub chciałby pomóc w jej przetłumaczeniu to proszę o kontakt. e-mail aolsza1963(at)gmail.com

moje „Ja” musi być odsunięte od władzy

Następna rzecz, o której chcę mówić, może być trudna do zaakceptowania i trudna do powiedzenia, a jednak uczciwość wymaga, by takie rzeczy mówić. Ogromna ilość energii, aktywności, sprzętu, gorliwości i oddania w służbie Pana spłonie. Kiedy na końcu wszelka praca, służba i aktywność będzie zważona na wadze, wtedy wszystko, co jest ludzką energią, chociaż nawet jest to wykonywane dla Boga, spłonie. Tylko to, co jest energią Chrystusa, mądrością Chrystusa i mocą Chrystusa, pozostanie. Powodem dla którego to mówię, nie jest zasianie wątpliwości odnośnie tych rzeczy, ale podkreślenie podstawowej prawdy. Nic innego na tym świecie nie ostoi się, jedynie to, co jest z Chrystusa. Kiedy nauczymy się brać wszystko z Chrystusa, wtedy nie tylko dojdziemy do końca przeznaczonego dla nas przez Boga, ale będziemy również utwierdzeni, żyjąc dla Chrystusa, a nasza praca będzie trwała, gdyż pochodzi z Chrystusa. Naczynie świadectwa jest tym, czym jest Chrystus i może być utrzymane w czystości tylko przez Chrystusa. Sami z siebie nie potrafimy utrzymać takiego świadectwa. Świadectwo Jezusa będzie trwać z nas tylko do takiego stopnia, do jakiego jesteśmy upodobnieni do Jego obrazu. Inaczej mówiąc, w takiej mierze, w jakiej Chrystus zastąpił nas. Już nie ja, lecz Chrystus. Bóg ma złote zasady i nigdy od nich nie odstępuje. Bożą złotą zasadą jest Jego Syn. On nigdy nie różni się w niczym od Swojego Syna. Nam chodzi o zmianę z Chrystusa z Niebie na Chrystusa w was. Jeżeli Chrystus będzie w was, to wszystko inne będzie Mu poddane, a Chrystus będzie panował w was tak, jak objął panowanie w Niebie. To takie panowanie, które upodabnia nas do Jego obrazu. Już nie „Ja”, to bardzo obszerne stwierdzenie, gdyż „Ja” ma wiele aspektów. Ile stron ma to „Ja”? Jest coś takiego, jak ja chcę, ja lubię, ja myślę, ale jest też przeciwna strona, czyli ja nie lubię, ja nie chcę, ja nie myślę. „Ja” ma o wiele szerszy zasięg, niż to wszystko.

Upodobnienie do Jego obrazu oznacza, że „Ja” jest odsunięte od władzy. Chociaż wszyscy zaakceptowaliśmy ostateczną abolicję tego „Ja”, to w żadnym wypadku nie osiągnęliśmy tej abolicji. Bardzo często jesteśmy w jakiś sposób przeciwko naszemu „Ja” i pytanie znowu brzmi, czy to będzie Chrystus, czy ja. Cały wszechświat będzie w końcu Chrystusowy, a Boży zamiar w stosunku do człowieka można podsumować jednym stwierdzeniem, „Upodobniony do obrazu Jego Syna”. Wspaniałą jest świadomość, że cały wszechświat będzie pełen Chrystusa i że Bóg będzie miał ostatnie słowo. To jest dla nas wyzwaniem. Chrystus w nas jest podstawą naszego upodabniania się do Jego obrazu. Czym Chrystus jest w nas, to jest dobre. Kiedy Pan weźmie w Swoje ręce czyjeś życie i w tym życiu zapanuje krzyż, wtedy to życie może powiedzieć - jestem ukrzyżowany z Chrystusem. Tam nie przedostanie się nic, co nie jest w Chrystusa. Człowiek został stworzony z możliwościami dojścia do pełni myśli Bożych, czyli do podobieństwa do Syna Bożego. Ta możliwość jest uwarunkowana, a warunek jest uzależniony od jednego słowa „posłuszeństwo”. Dla nas jest prawie niemożliwe, by zmierzyć odpowiedzialność związaną ze słowem posłuszeństwo. Takie możliwości były w Adamie, by upodobnić się do Jego Syna, ale zależało to od jednego słowa, „przez nieposłuszeństwo jednego człowieka” Całe Pismo Święte podkreśla, że Bóg chce całkowitego posłuszeństwa i od tego nie odchodzi nawet o włos. Każdy akt nieposłuszeństwa jest podniesiony do sfery, gdzie jest to coś rażącego. Nieposłuszeństwo nie jest nigdy przykrywane. Za każdym razem Bóg stawia to w miejscu, gdzie widać, jak straszną rzeczą jest to w oczach Bożych.

Pomyślcie o niektórych przypadkach w Biblii. Popatrzcie na Mojżesza, który przeżył czterdzieści lat dyscyplinowania na pustyni, który przez następne czterdzieści lat wziął na siebie ciężar odpowiedzialności za ten wielki tłum. Był człowiekiem, z którym Bóg rozmawiał twarzą w twarz, jak człowiek rozmawia z przyjacielem. Pomyślcie o tych wszystkich bliskich i intymnych spotkaniach z Bogiem, które przeżywał Mojżesz, kiedy wchodził w obłok, gdzie przebywał Bóg i osobiście słyszał głos Boży. Na koniec miał jedną ambicję i pragnienie serca, które się nie spełniło. Mojżesz dotąd błagał Boga. „pozwól mi przejść”, aż Bóg powiedział, „nie mów więcej na ten temat. Nie wejdziesz tam”. Wydawało się to tak trudne i okrutne Ten człowiek poświęcił swoje życie całkowicie Bogu, a kiedy stanął na brzegu, Bóg odmówił mu tego zaszczytu. Ta jedna rzecz, z którą zawsze było związane jego serce, została mu odmówiona z powodu jednego aktu nieposłuszeństwa. Bóg pokazał, jak On to traktuje. Przez wszystkie wieki i przez cały czas ta historia musi być powtarzana ze wstrzymanym oddechem, aby wszyscy wiedzieli, jak tragiczne są skutki nieposłuszeństwa.

Teraz Mojżesz jest w lepszej ziemi obiecanej, ale w swoim czasie przeszedł straszną lekcję. Popatrzcie na Achana. (Księga Jozuego siódmy rozdział.) Tylko jeden złoty pręt, jedna szata babilońska, a takich jest wiele. Samo w sobie, to mała rzecz. Jednak Achan, jego żona, jego dzieci, jego dobytek, jego namiot i wszystko, co było jego, musiało być zupełnie zniszczone przed oczyma Izraela. Dlaczego?  Jedno nieposłuszeństwo. Widzicie, co Bóg o tym myśli i jak to ocenia. Jeżeli Bóg tak traktuje nieposłuszeństwo, to jak traktuje posłuszeństwo? Świat ma być pełen Chrystusa, a człowiek ma odzwierciedlać podobieństwo Chrystusa. To Bóg czyni. Na pozór tak to nie wygląda, gdyż dla pozorów pełnia wydaje się zła. Pewne miejsce w Biblii dobrze to wyjaśnia, „gdyż przed tym czasem nie dopełni się wina Amorytów” (Ks. Rodzaju 15:13-19.)  Z kontekstu widzimy, że wyjście narodu izraelskiego i zajęcie ziemi obiecanej czekało, aż dopełni się wina Amorytów. Amoryci, to nazwa narodów, które wtedy zamieszkiwały ten kraj. Kiedy dopełniła się ich wina. Bóg wyzwolił Izraela. Ich wyjście było zsynchronizowane ze stanem świata. Zapełnienie tej ziemi tym, co było Boże, było związane z dojściem zła do ostatecznych granic, a wtedy Bóg wkroczył. Nie musimy więcej o tym mówić. Czasy ostateczne będą  wyróżniać się wzrostem nieprawości. Pochwycenie Kościoła, jako wyjście z niewoli nastąpi wtedy, kiedy objawi się człowiek niegodziwości, kiedy kubek jego nieprawości będzie pełny. Żyjemy w czasach, kiedy zepsucie moralne jest coraz gorsze. Bóg to wszystko widzi. Bóg powoduje, że proste prawdy o Jego zbawieniu są znane na bezprecedensową skalę w historii świata. Kiedy już cały świat będzie miał swoją okazję to usłyszeć, wtedy przyjdzie koniec. Dwie rzeczy są bezbłędnie ewidentne; świat jest otoczony Ewangelią o zbawieniu, jak nigdy dotąd, a nieprawość szybko przepełnia kielich. Jest też trzecia strona, a jest nią dojrzewanie świętych do wielkiego żniwa. Za tymi trzema rzeczami wzdycha i oczekuje ich stworzenie. [Bo stworzenie z tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych,  List do Rzymian 8:19]

Boże przymierze, to Chrystus. Tą lekcję musicie słyszeć, ciągle  i ciągle na nowo, gdyż ważne jest, byście wiedzieli, iż Bóg nie szuka przedstawień, ale mieszkania. Bożym przymierzem jest „Chrystus w was”. To zadanie On chce wykonać przez was.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Osoba Jezusa, z rozdziału – Przymierze Boże w Chrystusie

poniedziałek, 7 listopada 2011

aby we wszystkim Jezus był pierwszy

Czytamy Jeremiasza 31:31-34, „Oto idą dni - mówi Pan - że zawrę z domem izraelskim i z domem judzkim nowe przymierze. Nie takie przymierze, jakie zawarłem z ich ojcami w dniu, gdy ich ująłem za rękę, aby ich wyprowadzić z ziemi egipskiej, które to przymierze oni zerwali, chociaż ja byłem ich Panem - mówi Pan - lecz takie przymierze zawrę z domem izraelskim po tych dniach, mówi Pan: Złożę mój zakon w ich wnętrzu i wypiszę go na ich sercu. Ja będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. I już nie będą siebie nawzajem pouczać, mówiąc: Poznajcie Pana! Gdyż wszyscy oni znać mnie będą, od najmłodszego do najstarszego z nich – mówi Pan - odpuszczę bowiem ich winę, a ich grzechu nigdy nie wspomnę”.

Hebrajczyków 10:5-10, „Toteż, przychodząc na świat, mówi: Nie chciałeś ofiar krwawych i darów, aleś ciało dla mnie przysposobił; nie upodobałeś sobie w całopaleniach i ofiarach za grzechy. Tedy rzekłem: Oto przychodzę, aby wypełnić wolę twoją, o Boże, jak napisano o mnie w zwoju księgi. Najpierw mówi: Nie chciałeś i nie upodobałeś sobie ofiar krwawych i darów, i całopaleń, i ofiar za grzechy, które przecież bywają składane według zakonu, potem powiada: Oto przychodzę, aby wypełnić wolę twoją. Znosi więc pierwsze, aby ustanowić drugie; mocą tej woli jesteśmy uświęceni przez ofiarowanie ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze”.

Kolosan 1:27-28 „Im to chciał Bóg dać poznać, jak wielkie jest między poganami bogactwo chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w was, nadzieja chwały. Jego to zwiastujemy, napominając i nauczając każdego człowieka we wszelkiej mądrości, aby stawić go doskonałym w Chrystusie Jezusie”.

Galacjan 2:20, „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie".

Przymierze z Jeremiaszem ma swoje wypełnienie teraz w Chrystusie. Dotyczy to nowego przymierza, o którym Pan powiedział, że jest zupełnie inne. Nie według przymierza, które zawarł z Izraelem, kiedy wyprowadził ich z Egiptu, ale jest to coś nowego, co zapisane jest w ich sercach. Wy i ja wiemy, że Pan Jezus jest ucieleśnieniem wszystkich warunków tego przymierza. „Chrystus w was”, oznacza, że wszystko, co zawiera to przymierze, staje się sprawą wewnętrzną, czyli wewnętrzną siłą i wewnętrznym objawieniem Boga. Chrystus mieszka w was, powiedział Apostoł, a tajemnica, którą upodobało się Chrystusowi objawić, oznacza po prostu, „Chrystus w was, nadzieja chwały”. Tą wielką prawdą, która ucieleśnia wszystko jest fakt, że Bóg postanowił, iż nic, co nie jest z Chrystusa, nie przetrwa. Bóg z jednej strony działa w tym kierunku, by uwolnić świat od wszystkiego, co nie jest z Chrystusa, a z drugiej strony, by napełnić cały świat tym, co jest z Chrystusa. To oznacza, że Bóg nie akceptuje i nie uznaje niczego, co nie jest z Chrystusa. Jest to sprawa miary wzrostu Chrystusa w nas. Jest to sprawa ogromnej wagi, jeżeli wejdzie to do naszych serc z siłą, którą Bóg chce to dać. To wyjaśnia wszelkie Boże postępowanie z wami i ze mną. Daje nam to klucz do rozwiązania naszych problemów i stawia nas na drodze do celu Bożego. Jeżeli odczuwamy, że ten świat jest coraz pełniejszy zła, a nie Chrystusa, to w dalszej części tej lekcji wyjaśnimy tą sprzeczność. Pierwszą rzeczą w Liście do Kolosan jest bezcenne przedstawienie Pana Jezusa Chrystusa. Nie ma nic w całym Słowie Bożym, co moglibyśmy porównać z pierwszym rozdziałem tego listu, na temat objawienia Pana Jezusa - Od wieczności do wieczności Chrystus jest widoczny w stworzeniu. Wszystko dla Niego, przez Niego i w Nim zawarte jest w tym jednym, uniwersalnym fragmencie: „Aby we wszystkim On był pierwszy”.

Jest uniwersalny i odwieczny Syn Boży, a potem wszystko, co zostało nam dane, jako boska tajemnica, kiedy powiedziano, „Chrystus w was, nadzieja chwały”. Wszystko w was - w Kościele. To Chrystus jest w was. Ten, który wszystko stworzył, jest w was, w waszej relacji w Kościele. Ten, dla którego wszystko zostało stworzone, jest w was. Ten, który podtrzymuje wszystko słowem mocy Swojej, jest w was, czyli w Kościele. Ten, który podtrzymuje wszystko, jest w was; w Kościele, jako zbiorowym ciele. Pomyślcie o tym! Zastanawiajcie się nad tym. Niech to będzie w waszych myślach każdej minuty każdego dnia. Kiedy to naprawdę zacznie do nas docierać, wtedy zrozumiemy, co znaczy, „jesteśmy więcej, niż zwycięzcami w Chrystusie”. Drugą rzeczą jest to, „zewlekliście z siebie starego człowieka wraz z uczynkami jego, a przyoblekli nowego..." (Kolos. 3:9 i 10). Co to znaczy? Wszystko, co nie jest z Chrystusa, jest odłożone na bok i odrzucone, a wszystko, co jest z Chrystusa, jest włożone na nas. Bez względu na to, czy nazywamy to dobrym, czy złym, jeżeli to nie jest z Chrystusa, należy to zewlec. Boży cel dla Jego Syna, jako najważniejszego we wszechświecie będzie zrealizowany przez przyobleczenie się w Niego wierzących, którzy zostali wraz z Nim wzbudzeni z martwych. Chrystus nie jest jakąś drugą osobowością lub siłą, która ma nas utwierdzić, ożywić i wzmocnić, byśmy mogli to wykorzystywać w życiu i służbie, albo by nas uczynić czymś. Nie o to chodzi i nie pod takim kątem widzenia przedstawia to Biblia. Prawda jest taka, że Chrystus ma być wszystkim i że my mamy być coraz mniejsi, by On mógł wzrastać i by On mógł być najważniejszą osobowością. Nacisk ma być położony na obecność Chrystusa, świadectwo o Chrystusie i przedstawianie Chrystusa.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Osoba Jezusa, z rozdziału – Przymierze Boże w Chrystusie

piątek, 4 listopada 2011

przyjdźcie odważnie do tronu łaski

Mamy prawo używać Imienia Jezusa w walce z nieprzyjacielem. Mamy prawo używać tego Imienia w naszych prośbach. Kiedy przychodzimy do ołtarza, musimy zdawać sobie sprawę, że mamy prawo tam być tylko przez krew Jezusa. Z drugiej strony, z powodu tej krwi i naszej jedności z Chrystusem, jesteśmy tam zaproszeni. Bóg powiedział, „przyjdźcie odważnie do tronu łaski”. Kiedy przychodzę do ołtarza i jestem tam przez krew Jezusa i w jego Imieniu, wiem, że moje prośby są wysłuchane! To tak samo, jakby Bóg słyszał Swojego Syna, Pana Jezusa Chrystusa, który zanosi te prośby. Kiedy walczę z diabłem, jestem tam w Imieniu Jezusa. Jeżeli jestem w tym Imieniu, przykryty i obmyty tą krwią i mówię do diabła w Jego Imieniu, to nie ja mówię, ale Chrystus. Żaden demon nigdy nie sprzeciwił się słowom Pana Jezusa. By mówić takim głosem, musimy stale żyć życiem złamanym i w poście. Ciało potrafi nauczyć się,  jak zachować pozory, ale pozory nie mają mocy. Ta moc zawiodła również w rękach Apostołów. W 9 rozdziale Ewangelii Marka i w 17 rozdziale Ewangelii Mateusza mamy zapis takiego wydarzenia. I gdy wrócił do domu, uczniowie jego pytali go na osobności: Dlaczego to my nie mogliśmy go wygnać? I rzekł im: Ten rodzaj w żaden inny sposób wyjść nie może, jak tylko przez modlitwę.  I wyszedłszy stamtąd, przechodzili przez Galileę; a nie chciał, aby ktoś o tym wiedział. Ew. Marka 9:28-30,”  Jezus powiedział, że to [co się nie stało, nie stało się] z powodu ich niewiary. Oni nie pościli i nie modlili się, by ich niewiara znikła. Niewiara jest uczynkiem ciała. Wszelka niewiara pochodzi ze starego stworzenia. Co się narodziło z Boga, nie może grzeszyć. Oni nauczyli się, jak to robić. Potrafili wypowiadać słowa, mieli właściwe formułki, ale nie byli tam w Jego Imieniu. Nie byli tam w nowym stworzeniu. Odeszli od ołtarza. Nie byli pełni, a rzeka nie płynęła. Mamy prawo używać tego Imienia do wypędzania demonów i uzdrawiania chorych. Mamy prawo używać tego Imienia w naszym uwielbianiu i oddawaniu czci. To Imię zostało nam dane, by nas natchnąć i poruszać, ale jest to tylko początek cudów, wartości i wielkości tego Imienia.

W Kolosan 2:15 mamy głębszy wgląd w pokonanie szatańskich mocy przed Jego zmartwychwstaniem: „Rozbroił  nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi”. To jest obraz tego, co Jezus dokonał przez Swoją śmierć. On zupełnie zniszczył moce piekła, „aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władze nad śmiercią, to jest diabła” (Hebr. 2:14). Kiedy złożono Go w grobie, wstąpił do otchłani. W mojej wyobraźni widzę Go, jak puka do bram piekła i kiedy szatan otworzył, Jezus powiedział do niego, „Ja zabieram klucze”. Diabeł powiedział, „Kim Ty jesteś”? Nie ma znaczenia, kim jestem, ale zabieram klucze. Diabeł odrzekł, wiem, kim jesteś, ja zabijałem ludzi, by Ciebie zabić. Jezus zabrał klucze śmierci, piekła i grobu. Zwyciężył zwierzchności i moce. Kiedy Jezus zrzucił z Siebie ten straszny ciężar grzechu i choroby, które przyjął za mnie, zwyciężył szatana i zostawił go sparaliżowanego i pokonanego. W Swoim zmartwychwstaniu pokonał diabła, piekło i stanął przed trzema światami; przed Niebem, ziemią i piekłem, jako niekwestionowany zwycięzca nad odwiecznym niszczycielem człowieka.

W moim Imieniu możecie deptać po skorpionach. W moim Imieniu możecie pokonać pokusy życia. Nic dziwnego, że zaraz po zwycięstwie mógł powiedzieć do Swojego Kościoła, „Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi”. Została ona Mu dana, jako niebiańskiemu człowiekowi, Jezusowi Chrystusowi. Jako Bóg, nie potrzebował, by ktoś Mu coś dawał. Zostało Mu to dane, jako człowiekowi Jezusowi Chrystusowi, Głowie nowej rasy, z której my jesteśmy. On dał Kościołowi prawo używania Jego Imienia. Z tym Imieniem jest związana moc. Jego Imię jest ponad wszelkie imiona. Wszelka władza, jaką Jezus zdobył w tym potężnym zwycięstwie, jest w tym Imieniu. On dał nam to Imię. Dał nam prawo używania Jego Imienia, byśmy szli w tym Imieniu. Wszystko, czym On był, jest w tym imieniu; wszystko, czym On jest dzisiaj, jest w tym Imieniu i to Imię jest dla nas. To jest niesamowite. Musimy wierzyć w to, w co wierzymy. Musimy wiedzieć że przez to Imię mamy wykonywać wolę Ojca w naszych czasach.

Co to znaczy modlić się, wypędzać demony i uzdrawiać chorych w Imieniu Jezusa? Wiemy, że pierwszy Kościół używał tego autorytetu, wiec popatrzmy, co dla nich oznaczało działanie i mówienie w Imieniu Jezusa. Imię Jezus dla pierwszych chrześcijan oznaczało działać dla Jezusa, zamiast Niego. Oni nie mówili o Nim, ale za Niego. Ich działania były Jego działaniami. Kiedy mówili za Niego, ludzie wiedzieli, że zstąpił Bóg. Kiedy działali za Niego, demony wychodziły, a ludzie chorzy byli uzdrawiani. Dla pierwszego Kościoła żyć, oznaczało żyć dla Chrystusa. Ich glos był Jego głosem, ich działania były Jego działaniami. Modlić się w Jego Imieniu oznacza, zająć miejsce Chrystusa i działać jako Jego przedstawiciel. Kiedy On był na ziemi, modlił się cały czas. Teraz ja mam zająć Jego miejsce w modlitwie i w Jego Imieniu kontynuować służbę, którą On rozpoczął. „Pożyteczniej dla was, abym ja odszedł, bo gdybym nie odszedł, Pocieszyciel by nie przyszedł...”. Powiedział przez to, jeżeli Ja odejdę, wtedy przez Ducha Świętego, w Moim Imieniu wy będziecie dalej prowadzić tę służbę. Kiedy modlimy się w Imieniu Jezusa, zajmujemy miejsce nieobecnego Chrystusa. Używamy jego Imienia i Jego autorytetu do wykonywania Jego woli na ziemi. To Imię nie jest mi dane dla zaspokojenia moich cielesnych pragnień czy zdobycia bogactw, ale dla wykonywania woli Bożej. Cokolwiek przeszkadza mi na drodze wykonywania Jego woli, mogę pokonać w Imieniu Jezusa. Musimy wiedzieć, że szatan został pokonany, sparaliżowany, pozbawiony zbroi przez Pana Jezusa, a choroby i niemoce są podległe temu Człowiekowi. Na Jego rozkaz muszą ustępować, a my mamy upoważnienie, by mówić w Jego Imieniu. Kościół musi na nowo być tego świadomy, jemu poddana jest wszelka władza. Wszystkie światy w tym wszechświecie człowieka są Jemu poddane, a w Jego Imieniu są poddane nam, jeżeli jesteśmy tam zamiast Niego, jako nowe stworzenia w Duchu.

Siedmiu synów Scewy próbowało na własną rękę wypędzać demony, ale uciekli pobici i poranieni przez te demony, które próbowali wypędzić. Demony nie boją się nas, ale kiedy przychodzimy w Imieniu Jezusa, kiedy występujemy w tym Imieniu i mówimy do demonów, to nie my mówimy, ale Chrystus. Pierwszy Kościół o tym wiedział. Oni działali zamiast Niego. Piotr powiedział do Dorkas, „Kobieto, wstań”. On wiedział, że to nie mówi Piotr, ale jego słowa są słowami Chrystusa. W Jego Imieniu oznacza, że jesteśmy jego głosem. O pierwszych uczniach powiedziano, że „szli wszędzie i głosili w jego Imieniu”. To nie znaczy, że oni w co drugim zdaniu mówili „W Jego Imieniu”. Oni wiedzieli, że kiedy głosili, to nie oni, ale Chrystus. Oni byli Jego głosem. Ich słowa były jego słowami. Ich działania były Jego działaniem i to jest właściwe znaczenie używania Imienia Jezus. Mam nadzieję, że będziecie studiować i powracać na nowo do tej wielkiej prawdy, aż staniecie się tym, o czym mówimy .

[„A takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, uświęceni, i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego.” 1 Kor. 6:11  ; „Zborowi Bożemu, który jest w Koryncie, poświęconym w Chrystusie Jezusie, powołanym świętym, wraz ze wszystkimi, którzy wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa na każdym miejscu”  1 Kor. 1:2 Zachęcam do studium wersetów Pisma Świętego na temat roli imienia Pana Jezusa w życiu Jego uczniów.]

„Szkoła Chrystusa” - cykl Osoba Jezusa, z rozdziału – Imię Jezusa