Bert Clendennen

Bert Clendennen

piątek, 9 grudnia 2011

błogosławieni ci, którzy łakną i pragną

Pewna karawana na Wschodzie podróżowała przez pustynię i znalazła się w pewnym momencie bez wody. Źródła, których zwykle używała były wyschnięte. Karawana się zatrzymała, gdyż jej uczestnicy byli zbyt spragnieni i wycieńczeni, by dalej iść. Pewien człowiek podszedł do Szejka i poradził mu, by uwolnił dwa piękne wielbłądy - ogiery, które prowadził on do domu jako prezent dla jego narzeczonej. Zwierzęta miały  zwieszone z pragnienia języki. Kiedy jednak prowadzono je do granic obozu i uwolniono, podniosły swoje głowy i zaczerpnęły powietrza swoimi napuchniętymi nozdrzami. Wówczas nieomylny instynkt poprowadził je biegiem przez pustynię najprostszą drogą niczym strzały. Jeźdźcy pojechali zaraz za nimi i po godzinie czy dwóch powrócili z dobrą wieścią, że woda została znaleziona. Wśród okrzyków radości i chwały cały obóz przeniósł się nad nowo odkryte źródła wody. Bóg umieścił we mnie i w Tobie instynkt prowadzący nas ku żywej wodzie. Dziękuj Bogu każdego dnia. jeśli masz ten głęboki duchowy głód Jego. Podążaj za tym pragnieniem, kiedy prowadzi Cię ono do tronu łaski, abyś mógł oczekiwać, wołać i otrzymać. Będziesz wówczas mógł wołać jak to uczynił Jakub mówiąc o Naftalim:  „napełniony łaską, pełen błogosławieństwa Bożego” (5 Mojżeszowa 33, 23). Puste jest zawsze  napełniane. „Napełnił głodnego dobrymi rzeczami” (Łukasza 1. 53). „Błogosławieni ci, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mateusza 5.6). „Jako nic nie mający. a jednak wszystko posiadający” (2 Koryntian 6,10).

Nie możemy być nigdy napełnieni, jeśli nie mamy przestrzeni dla Boga. Każde wielkie błogosławieństwo zaczyna się wielkim poświęceniem, i wielkim wyrzeczeniem się świata. „On nas wyprowadził... aby nas wprowadzić...” (5 Mojżeszowa 6,23). Abraham musiał pozwolić Lotowi  wybrać zanim ten miał kiedykolwiek dojść do swojego pełnego dziedzictwa. Izaak musiał być ofiarowany na Górze Moria zanim Bóg mógł z niej uczynić miejsce swojej przyszłej świątyni. Mojżesz musi porzucić perspektywę posiadania tronu Egiptu zanim może otrzymać swoją wielką misję. Tak więc Ty i ja musimy pozbyć się siebie i świata zanim możemy być napełnieni Jezusem i Duchem świętym. Czy chcemy się ogołocić?

„Wykopcie w dolinie rów przy  rowie” to wciąż nakaz proroka. „a dolina napełni się wodą”  (2 Krl. 3,16 i 17). Czy żyjemy w dolinie uniżenia? Czy odsłoniliśmy w tej dolinie głębokie rowy potrzeby i świadomej niemocy? O tyle, o ile możemy powiedzieć „Nie jestem samo wystarczający” o tyle też możemy dodać: „Bóg mi wystarcza” Czy wyrzuciliśmy za burtę nie tylko samostanowienie, świadomość i grzech, ale i naszą własną siłę, naszą własną wiarę, nasze własne religijne doświadczenie? Czy uczyniliśmy miejsce dla Chrystusa, żeby On był zawsze wszystkim i we wszystkim? Otwarte serce będzie napełnione. Bóg powiedział Izraelowi: „Otwórz szeroko swoje usta a napełnię je” (Ps 81,10). Często jesteśmy tak zamknięci przez niewiarę, zwątpienie, strach, że nie potrafimy przyjąć miłości, którą Bóg chce na nas wylać. Wszyscy wiemy jak to jest napotkać ludzi, którzy są zamknięci. Oni nie mogą nas przyjąć, ani też nie mogą przyjąć Bożej miłości, którą niesiemy. Bóg wylewa swoją miłość na wielu ludzi, którzy nie mogą Go przyjąć i nie zrobią tego. On jest nierozpoznany przez takich ludzi. Bóg nie ma drogi dojścia do tak otępiałych, nieczułych zmysłów ludzi, którzy kochają ten świat. W takich przypadkach Bóg właśnie może zawołać „Jak często chciałem Was przygarnąć, ale nie chcieliście!”

„Szkoła Chrystusa” - cykl Pneumatologia z rozdziału – Napełnieni Duchem.

czwartek, 8 grudnia 2011

ludzkie serce jest tylko jałową możliwością

Przechodzimy teraz do serii pod tytułem „Pneumatologia.” [Pneumatologia jest nauką o Duchu Świętym i mówi o interakcji duchowej pomiędzy Bogiem a człowiekiem.] Fragment Pisma, który będziemy czytać to List do Efezjan rozdział 5, werset 18. „I nie upijajcie się winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni Ducha.” Następnie przejdziemy do Listu do Kolosan 2:9,10. Kol. 2:9-10 „Gdyż w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości,  I macie pełnię w nim; On jest głową wszelkiej nadziemskiej władzy i zwierzchności” Kluczowe słowo w obu tych fragmentach, to „napełnieni” Jest to greckie słowo „pleroo” oznaczające napełnić kompletnie, tak że nie ma już w efekcie żadnej wolnej przestrzeni. Oznacza tu bycie w całości wypełnionym i zawładniętym przez Ducha Świętego. Znaczy być zupełnie pochłoniętym życiem Jezusa Chrystusa. Właśnie ta 'kompletność' napełnienia stanowi esencję doskonałego błogosławieństwa. Fontanna, która jest tylko w połowie napełniona nigdy nie stanie się źródłem. Rzeka niosąca tylko „połowę” ilości wody nigdy nie stanie się źródłem mocy. Podobnie serce wypełnione tylko częściowo nie zazna nigdy „pokoju, który przekracza wszelkie zrozumienie”. Nigdy też nie pozna mocy płynącej z wewnętrznego człowieka jako „strumienie wody żywej.”

Idea „wypełnienia”  w tych  fragmentach łączy się z żywą osobą. Kiedy będziemy wypełnieni Duchem, nie będziemy napełnieni jakimś wpływem, doznaniem czy układem poglądów, lecz Osobą. Ta myśl jest inna od tego, czego się powszechnie naucza. Ludzkie systemy filozoficzne religijne zajmują się głównie intelektualnymi prawdami, moralnymi warunkami i zewnętrznymi uczynkami. Grecka filozofia to system idei. Konfucjanizm to system moralności. Judaizm to system praw i obrzędów, lecz Chrześcijaństwo jest właśnie skoncentrowane na Osobie, Panu Jezusie Chrystusie. Istotą Chrześcijaństwa jest zamieszkujące w człowieku życie samego Jezusa Chrystusa. On jest nie tylko głową i założycielem Chrześcijaństwa, ale także jedynym jego źródłem życia. Duch Święty jest zaś „kanałem” i pośrednikiem, przez którego On przychodzi i działa w życiu, które jest Mu poświęcone. Sprowadza to Chrześcijaństwo do cudownej prostoty. Nie potrzebujemy napełniać różnych części naszego życia ogromem doświadczeń, idei i wpływów. Potrzebujemy jedynie przyjąć Jezusa i pełnię Jego życia. On wówczas przeniknie do każdej części naszego jestestwa i będzie żył w nas i przez nas. To jest Boża procedura na głębię w życiu: nasze życie jest glebą, On jest ziarnem. Duch Święty jest źródłem wody żywej, a owoc Ducha to miłość, radość i pokój. Dolina śmierci w Kalifornii nosi słuszną nazwę. Na tej pustyni nie ma nic oprócz śmierci. Kiedy jednak 'El Nino' przyniósł tam deszcz, stała się ona ogrodem o urzekającym pięknie. Ludzkie serce nie jest czymś, co może stanowić samo o sobie albo samo sobie wystarczyć, ono jest tylko jałową możliwością. Jeśli jednak włożyć w to serce żywego Chrystusa i zalać je wodą Ducha Świętego, zrealizuje ono swój cały potencjał. Stworzenie zaistniało, by zawierać Stwórcę. Bóg nigdy nie stworzył nas zamkniętym światem pełnym naszej własnej mocy i treści. Jesteśmy tylko naczyniami czekającymi na wypełnienie Nim. Bóg całą swoją pełnię złożył w swoim Synu. List do Kolosan 2,9 mówi „W Nim zamieszkała cała pełnia boskości”.

Duch Święty przyszedł jako pośrednik, przez którego pełnia Jezusa Chrystusa przepływa przez nas. Bóg nie wymaga od nas niczego; niczego, co potrzebne do życia, a czego Chrystus nie może nam dać. Możemy mieć zaopatrzenie w każdej potrzebie zwyczajnie poprzez przyjęcie pełni Chrystusa. Z Jego pełni otrzymaliśmy, łaskę za łaską. Wszystkie inne religie tylko przedstawiają nam wizję przykazań i praw, których jesteśmy zobowiązani przestrzegać. Chrystus zaś przynosi nam moc do wypełnienia praw i przykazań. On jest rzeczywistością i esencją w naszym życiu i sercach. Mimo że Chrystus jest typowym wielkim człowiekiem, jest także kimś znacznie większym niż wzorem i typem. Jest żyjącym przywódcą i dawcą życia, które sam przejawia. On „reprodukuje” Siebie samego w nas poprzez udzielenie nam swojego życia. Osoba Chrystusa to dużo więcej niż wzór. On jest mocą, nasieniem, źródłem wody Żywej. On sam będzie w nas wszystkim, czego Bóg od nas wymaga. Chrystus jest prawdziwym wypełnieniem każdej części naszej egzystencji.

Powiedzieliśmy na początku, iż ta idea wypełnienia zakłada jego zupełność. Nie jesteśmy napełnieni, jeśli nie jest to całkowite. To jest to, co Chrystus nam proponuje w totalnym zbawieniu. Duch Święty został nam dany. by osiągnąć w nas to wszystko, co dobrego Chrystus dla nas osiągnął. Chrystus spełnia wszystkie wymagania zbawienia, odkupienia, uświęcenia. Przypatrzcie się uważnie następującym fragmentom: „Gdyż Chrystus jest końcem prawa dla usprawiedliwienia każdego, kto wierzy” (Rzymian 10,4). Efezjan 1, 6 głosi, że „On nas zaakceptował w umiłowanym”, Kolosan 2,10: „W Nim macie pełnię”, a w Liście do Hebrajczyków 10,14: „Gdyż przez jedną ofiarę na zawsze doprowadził do doskonałości tych, którzy są uświęceni”.

Musimy być świadomi, że to dzieło jest dokonane, kompletne. Kiedy uczymy się chodzić w Duchu, to już nie my chodzimy, ale Chrystus, który w nas żyje. Pełnia Ducha Świętego jest sekretem świętości. jest miarą Ducha Świętego w każdym, który narodził się na nowo. Kiedy każda część naszego bytu jest wypełniona Jego miłością, a Ty i ja jesteśmy zawładnięci dla Jego chwały, wtedy jesteśmy tymi, których Biblia nazywa „całkowicie uświęconymi”. CAŁKOWICIE. Tak jak obłok, który zacienił przybytek nie pozostawił miejsca dla człowieka - Mojżesza, tak Boska  Pełnia nie zostawia miejsca na grzech czy nasze „ja”. Duch Święty jest Bogiem. On jest objawiony jako moc, która nas uświęca. Imię Ducha Świętego wskazuje nam. że to Jego dziełem jest przekazanie nam Bożej świętości. Świętość Boga w Chrystusie staje się świętością w tobie z powodu zamieszkującego Cię Ducha Świętego. Możesz mieć tylko tyle Ducha Świętego, ile pragniesz Jego świętości, i tylko tyle, na ile mieszka w Tobie Duch Święty. Czy pragniesz trwać w stałej czystości myśli i uczuć? Czy dostosujesz się zupełnie do Bożej woli? Odpowiedzią jest napełnienie Duchem Świętym. Niech ta niebiańska woda napełni każdą cząstkę Waszego bytu. Łaski chrześcijańskiego życia będę się wówczas odnawiały z każdym dniem. Trwajcie w Nim i niech On trwa w was, a będziecie przynosić cały owoc Ducha Świętego. To jest Boża metoda na „bycie i wzrastanie”, to sekret szczęścia. Serce, które jest napełnione tylko częściowo jest świadome jedynie swojego braku. Tylko kiedy my - trzoda- jesteśmy napełnieni, wtedy spoczywamy na zielonych pastwiskach. Ew. Jana 15,11: „To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna”.

To jest sekret mocy. Elektryczność może tak napełnić miedziany przewód, że staje się on kanałem, przez który kręcą się koła przemysłu. Moc wielkiej rzeki może dawać energię fabrykom zwyczajnie dlatego, że nieustannie płynie w niej woda. Podobnie tylko pełne serca mogą wykonać faktyczną pracę dla Boga. To „przelewanie się” naszego błogosławieństwa błogosławi innych. W Mateuszu 5,6 jak Chrystus obiecał nasycić głodnych. Być może pragnąłeś tego doświadczenia, ale mogłeś się też zniechęcić widząc, jak wiele nam brakuje. Pamiętaj jednak, że pragnienie bycia wypełnionym to początek tego błogosławieństwa, którego szukasz. To pragnienie to Duch Święty, który przygotowuje odpowiedź na Twoje wołanie. Dziękuj Bogu każdego dnia za to silne pragnienie, które nie pozwoli Tobie spocząć, dopóki nie otrzymasz Jego błogosławieństwa.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Pneumatologia z rozdziału – Napełnieni Duchem.

środa, 7 grudnia 2011

materiały opublikowane na blogu październik - grudzień

Zakończyłem prezentację myśli pastora Berta z podręcznika „Szkoła Chrystusa” na temat Osoby Pana Jezusa, znaczenia Jego imienia i drogocenności Jego Krwi jaką przelał dla naszego Zbawienia. Materiały te publikowałem od 12 października do 6 grudnia.

Pojedyncze fragmenty, przypadkowo czytane nie w pełni odzwierciedlają całą głębię tych zagadnień. Dlatego zachęcam Ciebie drogi czytelniku, abyś z uwagą przeczytał wszystkie myśli pastora Berta dotyczące tych tematów. Będzie to dla ciebie zachęcające i budujące. Przy okazji przypominam, że na Blogu z podręcznika Szkoła Chrystusa opublikowałem myśli pastora Berta dotyczące takich zagadnień jak: 

 Spór (grudzień 2010), Szkoła Chrystusa (grudzień 2010 – styczeń 2011), Osoba Jezusa (październik 2011), Wszechmocna krew (listopad – grudzień 2011), Upamiętanie (maj 2011), Kościół (marzec – kwiecień 2011), Odbudowa bramy (maj – czerwiec 2011), Jedność Kościoła (czerwie 2011), Uświęcenie (maj 2011).

Od jutra rozpocznę publikację bardzo ważnych rozważań pastora Berta na temat Pneumatologii czyli nauki o Duchu Świętym. Zapraszam do systematycznego korzystania  z mojego bloga. Niech Wam Bóg Wszechmogący błogosławi.

wtorek, 6 grudnia 2011

stara natura nie poddaje się oczyszczeniu

Ludzie często są doprowadzani do poczucia winy za jakiś grzech, który wydaje im się większy, niż krew Jezusa. Widziałem to często w kręgach zielonoświątkowych. Problem tych biednych dusz polega na tym, że sami próbują ocenić jego wartość. Oni próbują subiektywnie ocenić to, co uczyniła dla nas krew. Tego nie możemy robić. Krew jest dla Boga, by On ją zobaczył. Musimy zaakceptować Bożą ocenę wartości krwi. Widziałem ludzi, których Bóg wyraźnie przekonywał o grzechu. Bóg nie jest człowiekiem; On nie bawi się ludzkimi emocjami. Ta prawda zachowała mnie od wielu głupstw, które mają miejsce w zielonoświątkowym wierzeniu. Jeżeli Bóg pośle człowieka, by rozpoznał chorobę w twoim ciele, to nie po to, by ci pokazać, że ten człowiek jest zdolny. On go posłał, by uzdrowić, a jeżeli nie jesteś uzdrowiony, to ten człowiek zgadywał lub coś jeszcze innego. Jednakże w takim przypadku Bóg nigdy nie przekonuje człowieka o grzechu, którego by mu nie chciał przebaczyć. Miałem do czynienia z ludźmi, których Bóg wyraźnie osądzał z grzechu. On chce ich zbawić, ale oni nie wierzą, że Bóg może ich zbawić, gdyż byli tak źli. Oni próbują subiektywnie oceniać krew. Tak nie można robić. To tak nie działa. Jeżeli Bóg przekonuje cię o twoim grzechu, bez względu na to, jakim grzesznikiem jesteś, może zamordowałeś stu ludzi, to nie ma znaczenia. Jeżeli On przychodzi do ciebie i przekonuje cię o grzechu, to jedyną rzeczą, jakiej musisz uwierzyć, jest to, że ta krew to załatwi. Kiedy Ja zobaczę krew, ominę was. Tu widzimy Bożą suwerenność.

Dopóki nie zaakceptujemy bezwarunkowo Jego słowa i celu, będziemy cierpieć z powodu zamętu i wątpliwości. Bóg musi mieć prawo rządzić życiem wierzącego według Jego zasad. Bóg nigdy nie da wyraźnego objawienia dotąd, póki będzie jakiś punkt kontrowersyjny i to jest warunek do dalszych dowodów. Znałem ludzi, którzy żądali od Boga jakiejś wizji, jako dowodu zbawienia. Bóg nie może zrobić dla was nic tak długo, póki żądacie jakiegoś dowodu. Bezwarunkowa wiara w Jego obietnice odnośnie zadośćuczynienia i posłuszeństwo znanej prawdzie poprzedza jasne zrozumienie następnych kroków.

Człowiek jest skłonny do próbowania drogi na skróty, a wtedy osiada na mieliźnie i zadaje pytania. Bóg wprowadził syna marnotrawnego z powrotem do boskiego porządku dopiero wtedy, kiedy powrócił i zawołał, „Zgrzeszyłem przeciw tobie”. Stojąc w poczuciu winy i potępienia we własnym sumieniu, syn marnotrawny potrzebuje czegoś więcej, niż gorzkich uczuć z powodu tego, co zrobił. On potrzebuje przebaczenia. Krew jest dla pokutującej duszy prawną podstawą przebaczenia. On nie musi wiedzieć, dlaczego. Ta prawda musi być ciągłe nam uświadamiana. Kiedy ja głoszę ewangelię i ta ewangelia trafia do uszu, które słyszą i do osób, które są przekonywane, że są grzesznikami przed Bogiem, wtedy mam wielką ufność, że przyprowadzam je do Boga. Gdyby mieli jakieś wstępne warunki inne, niż krew, wtedy wiem, że szukają dowodu, którego nie znajdą. Muszę ich doprowadzić do pokuty. Jeżeli będą właściwie pokutować, łaska wiary przyjdzie. Duch Święty nigdy nie przychodzi, by potępiać grzesznika, ale przychodzi, by go przekonać że jest grzesznikiem i zawsze jest krew. On przyjmuje to, co mówi Biblia, „W nim mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego” (Efezjan 1:7) To jest odpowiedź na odkupienie.

Musimy zrozumieć, że krew jest zarówno przełomem, jak i ustawicznym oczyszczaniem. Ponieważ krew spełnia Boże oczekiwania, wierzący mówi amen. Nie potrzebuje nic więcej. Kiedy Ja zobaczę krew, ominę was. Anioł nie będzie wchodził do domu, by zobaczyć, czy ktoś tam jest niedoskonały. On widzi krew i tam nie wchodzi śmierć. Przełom w usprawiedliwieniu przez krew, to jak wejście do bramy. „Mając więc, bracia, ufność, iż przez krew Jezusa mamy wstęp do świątyni, ... przybliżmy się...” (Hebr. 10:19 i 22). Nie jesteśmy zbawieni na jednej podstawie, a zachowani na innej. Kiedy przychodzimy do Chrystusa, krew nas zbawia. Jesteśmy wtedy takimi, jakbyśmy nigdy nie zgrzeszyli. To jest podstawa i fundament, na którym jesteśmy zbawieni i zachowani, czyli krew. Krew oczyszcza stale. „Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości,... krew oczyszcza nas” (1 Jana 1:7).

Może to wyglądać na niezrozumienie w sferze działania krwi, kiedy modlimy się, „Panie, oczyść krwią moje serce z grzechu”. Słowo Boże mówi w Jeremiasza 17:9, że serce jest podstępne i zepsute. On musi uczynić coś ważniejszego, niż oczyszczenie; musi dać ci nowe serce. Musicie to zrozumieć dla siebie i dla tych, którym będziecie usługiwać, że ciało nigdy nie będzie oczyszczone; ono musi być ukrzyżowane.

Dzieło Boże w nas musi być czymś całkowicie nowym. „I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza...” (Ezechiel 36:26). Jest różnica między patrzeniem na krew, jako na czynnik oczyszczający, albo jako na prawne zaspokojenie Boga. Krew nie ma rozprawiać się z grzechem w sposób subiektywny. Jej skuteczność jest obiektywna - ma być widziana przez Boga na nadprożach serca. Zapis w liście do Hebrajczyków o działaniu krwi odnosi się do serca, ale właściwie chodzi o sumienie. „Mając oczyszczone serca od złego sumienia”, oznacza coś innego, niż oczyszczenie serca. Oznacza to, że coś weszło między mnie i Boga, co powoduje, że mam złe sumienie, kiedy do tego podchodzę. Ukłucie mojego sumienia przypomina mi stałe o barierze grzechu. W Bożym Słowie widzę, że krew Jezusa została przelana dla mojego przebaczenia. Jeżeli zaufam i przyjmę to, co krew oznacza dla Niego, moje sumienie jest oczyszczone, poczucie winy jest usunięte i mogę śmiało przyjść przed tron łaski.

Wielu próbowało oczyścić starą naturę, ciało lub nieczyste życie. Jednak Jego odpowiedzią dla upadłego człowieka jest śmierć, a nie oczyszczenie. Bóg kładzie całego starego człowieka do grobu. Błogosławieństwem jest oglądać wierzących, którzy kiedyś składali świadectwo, że krew ich oczyściła, kiedy wreszcie są uwolnieni przez prawdę o śmierci na krzyżu. Inni nigdy nie znaleźli drogi śmierci na krzyżu i popadli w rozczarowanie i zamęt, gdyż stara natura nie poddaje się oczyszczeniu. Jedynym Bożym ratunkiem dla człowieka jest śmierć. Bóg nie każe nam wierzyć w coś, co nie działa. Nie możemy się przekonywać, że krew nas oczyściła, jeżeli stara natura stale domaga się nieczystych namiętności. Jednak nasza wiara może oprzeć się pewnie na fakcie, że Bóg zaakceptował moc krwi, oczyścił nasze sumienie, zostaliśmy obmyci czystą wodą Słowa i chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości. Mamy społeczność z Bogiem, a krew Jezusa Chrystusa, jego Syna oczyszcza nasze sumienie od grzechu i poczucia winy. Kiedy zobaczymy krew, jako podstawę usprawiedliwienia przed Bogiem, nie jesteśmy potępieni. Jeżeli nasz stary człowiek powstaje, wyznajemy nasze grzechy i idziemy dalej. Nie jesteśmy potępieni, gdyż rozumiemy, że śmierć jest jedyną odpowiedzią dla starej natury. Dla ciała nie ma oczyszczenia. Ono musi umrzeć.

Kiedy to sobie uświadomimy i przybijemy starą naturę do krzyża, chodzimy w pokoju i bezpieczeństwie błogosławionego zbawienia, wiedząc, że krew zapewniła nam miejsce w Bogu, świadomi tego, jakie ta krew ma znaczenie dla Boga. Wierząc w to, nie muszę tego rozumieć, czuć i widzieć, ale muszę wiedzieć i wierzyć w to, co mówi, „Kiedy Ja zobaczę krew, ominę was”. Ja chodzę z Nim, a krew jest na podwojach mojego serca. Chociaż jestem jeszcze daleko od tego, co Bóg będzie czynił we mnie, jeżeli chodzi o Boga, nie ma miedzy nami nic, co by nas oddzielało. Mam nadzieję, że te poselstwo o krwi doprowadziły was do wiary w tą krew. Nie można wycenić wartości krwi Jezusa Chrystusa. Nie można też za wysoko ocenić tej krwi. Głoście to, wierzcie w to, postępujcie według tego, a Bóg to uczyni realnym.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Wszechmocna krew, z rozdziału – Co ta Krew znaczy dla Boga.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

kiedy Ja zobaczę krew, ominę was

[„Nazajutrz znowu stał Jan (Chrzciciel) z dwoma uczniami swoimi  I ujrzawszy Jezusa przechodzącego, rzekł: Oto Baranek Boży.” Jan. 1:35-36]

Czytamy z 2 Mojżeszowej 12:2-13: „Ten miesiąc będzie wam początkiem miesięcy, będzie wam pierwszym miesiącem roku. Powiedzcie całemu zgromadzeniu Izraela, mówiąc: Dziesiątego dnia tego miesiąca weźmie sobie każdy baranka dla rodziny, baranka dla domu. Jeżeli zaś rodzina jest za mała na jednego baranka, niech dobierze sąsiada mieszkającego najbliżej jego domu według liczby osób; według tego, ile każdy może zjeść, należy liczyć osoby na jednego baranka. Ma to być baranek bez skazy, samiec jednoroczny. Może to być baranek lub koziołek. Będziecie go przechowywać do czternastego dnia tego miesiąca; i zabije go całe zgromadzenie zboru izraelskiego o zmierzchu. I wezmą z jego krwi, i pomażą oba odrzwia i nadproże w domach, gdzie go spożywają. Mięso jego upieczone na ogniu spożyją podczas tej nocy; jeść je będą z przaśnikami i gorzkimi ziołami. Nie jedzcie z niego nic surowego ani ugotowanego w wodzie, lecz tylko upieczone na ogniu w całości: głowa razem z odnóżami i częściami środkowymi. Nie pozostawiajcie z niego nic do rana, a jeśli z niego zostanie coś do rana, spalcie to w ogniu. A w ten sposób spożywać go będziecie: Biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w ręku waszym. Zjecie go w pośpiechu, jest to ofiara paschalna dla Pana. Tej nocy przejdę przez ziemię egipską i zabiję wszystko pierworodne w ziemi egipskiej, od człowieka do bydła, i dokonam sądów nad wszystkimi bogami Egiptu: ja. Pan. A krew ta będzie dla was znakiem na domach, gdzie będziecie. Gdy ujrzę krew, ominę was, i nie dotknie was zgubna plaga, gdy uderzę ziemię egipską.”

W 3 Mojżeszowej 16:14,15 czytamy: „A krew ta będzie dla was znakiem na domach, gdzie będziecie. Gdy ujrzę krew, ominę was, i nie dotknie was zgubna plaga, gdy uderzę ziemię egipską. Następnie zarżnie kozła na ofiarę za grzech ludu i wniesie jego krew poza zasłonę, i uczyni z jego krwią podobnie, jak uczynił z krwią cielca: pokropi nią ponad wiekiem i przed wiekiem.”

Odkupienie jest na tyle wielkie, by zająć bardzo dużo miejsca w naszej wizji, ale musimy wiedzieć, że człowiek nie został stworzony po to, by był odkupiony. Upadek człowieka jest tragicznym odchyleniem od Bożej linii i celu. To musimy sobie ustalić w naszych myślach, gdyż inaczej będziemy Boga obwiniać za grzech. Zadośćuczynienie jest odzyskaniem tego, przez co nasze grzechy są zmazane, a my jesteśmy przywróceni Bogu. Kiedy jesteśmy przywróceni, jeszcze zostało wiele do zrobienia, byśmy odzyskali to, co Adam utracił. Bożym zamiarem była prosta linia przez wszystkie wieki. On nie porzucił Swojego zamiaru. Wierzący są skłonni, by pozwolić na to, aby Boże dzieło odnowienia zaciemniło jego realizowane dzieło. To jest tragiczne- musimy widzieć obydwa aspekty w ich właściwym miejscu. Jego dzieło odnowienia, to jest odnowienie Jego celu, było wykonane tak, by dążyć do realizacji tego, czego On chce przede wszystkim. Zostało to przerwane przez upadek człowieka. Musimy zobaczyć że samolubstwo uczyniło człowieka bardziej nastawionym na to, co Bóg czyni dla niego, niż na to, czym on ma być w Bogu. Tą prawdę chcę wam wszczepić. Chcę to zapisać w waszych umysłach, gdyż w tym poselstwie chcę przedstawić obydwa aspekty pracy Bożej.

Przez krzyż zostały zniszczone dzieła diabła. Na Golgocie zostało zapewnione odkupienie oraz uwolnienie z niewoli grzechu i konsekwencji upadku. Przez krzyż człowiek może ponownie realizować Boży cel dla jego istnienia. Musimy zobaczyć, jak krew i krzyż są tymi dwoma aspektami, które są lecznicze. Przez krew Bóg rozprawia się ze wszystkim, co uczynił Adam. Przez krzyż Bóg rozprawia się z tym, czym Adam jest w swoim upadłym stanie. Niech te dwie rzeczy będą utwierdzone w waszych umysłach. Przez krew Bóg rozprawia się z tym grzechem, który popełnił Adam. To umożliwia krew, ale przez krzyż Bóg rozprawia się ze wszystkim, czym Adam się stał w wyniku upadku. W tej lekcji zwrócimy uwagę na krew. Kościół musi widzieć, co ta krew znaczy dla Boga i w jakich sferach On chce, by ta krew działała.

W przeczytanych wersetach ze Starego Testamentu  widzimy, że krew jest przede wszystkim dla Boga. Kiedy wiemy, jaką wartość ma ta krew dla Boga, wtedy możemy wierzyć Jego Słowu na temat krwi. Rozważmy Paschę, opisaną w przeczytanym urywku z 2 Mojżeszowej 12:3-13. Krwią pokropiono nadproża i odrzwia. Baranek miał być jedzony wewnątrz domu. Bóg powiedział, „kiedy Ja zobaczę krew, ominę was”. Wyraźnie widzimy, że ta krew nie była po to, by ją widział człowiek. Nie była po to, by człowiek ją odczuwał. Nie była po to, by człowiek ją rozumiał. My walczymy często dla własnej zguby. Krew była na nadprożu, a człowiek był w środku. Nawet nie mógł widzieć tej krwi. On nie musiał tego rozumieć, odczuwać, czy widzieć. To było jedynie dla Pana. W akcie wiary oni mieli pokropić nadproża i wtedy wszyscy, którzy byli wewnątrz, mogli spokojnie odpoczywać. To jest propozycja wiary. Krew znaczyła dla Boga dokładnie to, co powiedział, a człowiek nie musiał tego rozumieć. Kiedy Ja zobaczę krew, ominę was. Krew oznaczała, że ten dom był przykryty. Człowiek nie musiał rozumieć nic więcej. Znak krwi był dla Boga, a oni przez wiarę odpoczywali zadowoleni. To musimy pamiętać.

Dzień zadośćuczynienia uczy nas czegoś więcej. W tym dniu ofiary za  grzech Izraela były składane publicznie na dziedzińcu przybytku. Ofiara była na publicznym widoku ludzi. Krew miała być wzięta do miejsca świętego i nią trzeba było pokropić siedem razy. To była transakcja między Bogiem i najwyższym kapłanem, z dala od ludzi, którzy mieli z tego skorzystać. Najwyższy kapłan na wzór Jezusa Chrystusa, posłuszny Bogu, dokonał przebłagania. Ludzie wierzyli, że ten akt oznacza dla Boga dokładnie to, co Bóg powiedział. Z tych miejsc rozumiemy również, że krew była ofiarowana w odpowiedzi na Boże polecenie. Ludzki umysł nie musiał tego pojąć, ani ludzkie serce odczuwać, co to oznaczało. Zrozumcie to. Człowiek miał po prostu wierzyć obietnicom Bożym odnośnie krwi. Bóg powiedział, zabijecie baranka i jego krwią pokropicie nadproża swoich drzwi. Potem upieczecie baranka, zamkniecie drzwi i zjecie go, mając buty na nogach i laski w rękach. Kiedy Ja zobaczę krew, ominę was. Tyle oni musieli wiedzieć i zrobić. Potem musieli wierzyć, że Bóg wykona to, co obiecał.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Wszechmocna krew, z rozdziału – Co ta Krew znaczy dla Boga.

piątek, 2 grudnia 2011

ta Krew niesie z sobą kod genetyczny Wszechmocnego

Dr Maxwell White w swojej książce „Moc krwi” pisze, jak powoływali się na krew w walce z demonami i one uciekały. Choroba i śmierć nie mogły się przeciwstawić, kiedy wzywano krwi Jezusa. Ja w to wierzę. Odkryłem prawdę, która mówi, „oni go zwyciężyli” Kogo zwyciężyli? Starodawnego smoka, diabła. Jak? Przez krew Baranka. W tej krwi jest wielka moc w chwili kryzysu. Jest moc, kiedy wszystko wydaje się być stracone. Nie musimy być pokonani i zwyciężeni. Jesteśmy więcej, niż zwycięzcami. Oni zwyciężyli przez krew Baranka. Nawet w chwilach, kiedy zostaliśmy powaleni przez szatana, w tej duchowej przysadce mózgowej jest odnowienie. W tym dziele odnowienia jest zadośćuczynienie za grzech. To jest w krwi. To jest odnowienie. Dawid powiada, „On odnawia moją duszę” „zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia”. (Tytusa 3:5). Słowo odrodzenie oznacza mesjanistyczne dzieło przywrócenia. Co Bóg przywraca? Wszystko, co zostało utracone, jak napisał prorok Joel. Wszystko, co zostało utracone, jest przywracane. Główne przywrócenie, to przywrócenie nas do stanu z przed upadku. Jesteśmy przywracani do Jego podobieństwa duchowego i moralnego. Jak to się dzieje? Geny Boże są w krwi Jezusa. Kod genetyczny Wszechmocnego działa w naszych członkach, odnawiając w nas Jego podobieństwo. Jeżeli chodzimy w światłości, nie dając świadomie miejsca grzechowi i diabłu, krew Jezusa działa efektywnie. Ubieramy się w Pana Jezusa Chrystusa. Krew jest życiem, a życie Boże jest w krwi Jezusa. Jeżeli ja chodzę w światłości, Jego życie zastępuje moje. On daje mi piękno zamiast popiołu. On daje mi tlen Ducha Świętego, który wypala mojego starego człowieka i ta krew oczyszcza mnie z popiołu. Wtedy Jego piękno jest odzwierciedlane we mnie. On daje olejek wesela zamiast narzekania. Kiedy rany i cierpienia życia przygniatają mnie ponad miarę, Jego życie, Jego miłość, radość i pokój radują moje serce nawet w czasie burzy.

Duch Święty jest Duchem życia w krwi Jezusa. Jest to życie Boże; dlatego wszystko, czym jest Bóg, jest w tej krwi. „W nim (w Jezusie) było życie, a życie było światłością  ludzi.”(Jan 1:4). Życie Boże w Jezusie, jako w człowieku uczyniło Go światłością świata. Wszystko, co Jezus czynił i czym był, jako człowiek, było wynikiem życia Bożego w Jego krwi. Kiedy ta krew z genami Bożymi krąży w żyłach, niesie z sobą kod genetyczny Wszechmocnego. Kiedy chodzę w światłości, a krew przepływa przeze mnie, jestem przemieniany. Dla człowieka fizycznego może to nie być takie widoczne, ale moralnie i duchowo jestem przywracany do obrazu, który został utracony w czasie upadku człowieka. Pewnego dnia będę do Niego podobny.

Chyba doktor Billy Graham opowiadał kiedyś w czasie swojego programu telewizyjnego, jak na jego ewangelizacji nawróciło się dwóch lekarzy. Rozmawiając z tymi lekarzami, dr Graham zapytał ich, czy wierzą w cuda. Odpowiedzieli twierdząco. Wtedy dr Graham zapytał, „Załóżmy, że człowiek stracił rękę. Czy wierzycie, że Bóg może umieścić tą rękę ponownie na swoim miejscu?” Odpowiedź, którą dali ci lekarze, była niezwykła i to mi przypomniało wielką prawdę o krwi Jezusa. Oni powiedzieli, że ten kod genetyczny, który umieścił tą rękę na ramieniu na początku, jest dalej w krwi i tylko czeka na polecenie człowieka wiary, a ręka będzie ponownie na ramieniu. W czasie upadku człowiek utracił podobieństwo Boże. Adam sprzedał wszystko. Krew została zanieczyszczona. Jest zła, zepsuta i ciągnie w dół, gdyż życie, które jest w Adamie, jest życiem degradacji. Uczynki tego życia są wymienione w Galacjan 5:19. To zawsze człowieka ciągnie w tym kierunku, wytwarzając a nim zło. Kiedy rodzimy się na nowo, otrzymujemy krew Chrystusa. W tej krwi nie ma zanieczyszczenia. W niej są geny Boże. Jeżeli pozwolimy tej krwi przepływać, kiedy chodzimy w światłości, jak On jest w światłości, wtedy ona odnawia w nas podobieństwo Chrystusa.

Z Duchem Świętym otrzymujemy to samo życie, tą samą naturę, którą miał Jezus, jako człowiek. Pomyślcie o tym. Z tym życiem mamy Jego naturę, czyli zdolność do życia ponad grzechem. Mamy Jego miłość, czyli zdolność, by kochać tych, których trudno kochać. Mamy jego wiarę, czyli zdolność do wierzenia w to, co jest trudne. Mamy jego umysł, czyli zdolność do wykonywania Jego czynów. To wszystko otrzymaliśmy w krwi Jezusa, która zaczęła krążyć w tym nowym stworzeniu, które zostało powołane do istnienia. W tej krwi płyną poprzez nowe stworzenie geny Wszechmocnego, które cały czas nas odnawiają. Ten gruczoł przysadki, gruczoł odnawiania odnawia nas ustawicznie na obraz Jezusa Chrystusa. Bóg powiedział, „jesteśmy przeznaczeni”. Czeka nas wspaniała przyszłość. Jesteśmy przeznaczeni, by być podobni do obrazu Chrystusa. To nie jest walka ciała. Jest to chodzenie w światłości. Chodzi o rozbicie tego glinianego naczynia cielesności i chodzenie w światłości, która jest życiem. Kiedy ja chodzę w światłości, ten proces trwa. Nawet poza naszą świadomością tak się dzieje cały czas, że ta krew odnawia nas na podobieństwo Jezusa Chrystusa, kiedy chodzimy w światłości, jak On jest w światłości. To jest uświęcenie. To jest zasada życia. Krew jest życiem. Duch jest życiem. To prawo życia działa w nas, odnawiając cały czas to jedno, a mianowicie „podobieństwo Jezusa Chrystusa”. Krew jest odpowiedzią na wszystko.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Wszechmocna krew, z rozdziału – Krew, odpowiedź na wszystko.

czwartek, 1 grudnia 2011

zgniotłem receptę i wrzuciłem do kosza

Kilka lat temu do ubezpieczenia w kościele wymagane było badanie stanu zdrowia. Pożyczaliśmy pieniądze i zanim bank udzielił nam pożyczki, musiałem mieć polisę ubezpieczeniową na moje życie. Ubezpieczalnia wymagała, bym zrobił badania. Poszedłem tam w piątek i lekarz badał mnie „gęstym grzebieniem”. Kiedy skończył, powiedział, że wyniki będą w przyszłym tygodniu. W poniedziałek musiałem wyjechać do Atlanty w Georgii, by usługiwać na nabożeństwie. Miałem tam być przez pięć dni. Moja żona nie jechała ze mną, a ja zawsze po przybyciu na miejsce, gdzie mam przebywać, dzwonię  do niej. Zadzwoniłem, by powiedzieć, gdzie przebywam, a kiedy ona usłyszała mój głos, zaczęła płakać. Wiedziałem, że stało się coś złego. Powiedziałem, „w czym jest problem?”  Ona odpowiedziała, że lekarz dzwonił do niej i powiedział, że muszę zaraz wracać do domu, gdyż mam poważną chorobę serca. 

To był straszny szok. Powiedziała do mnie, „masz nie robić nic”, a ja na to, że muszę usługiwać na tym nabożeństwie. Żona odpowiedziała, „pod żadnym pozorem nie wolno ci usługiwać, musisz wracać do domu”. Wtedy ja odpowiedziałem, „tego nie mogę zrobić. Przyjadę do domu w sobotę”. Zostałem tam i głosiłem Słowo Boże, a w sobotę pojechałem do domu. W poniedziałek poszedłem znowu do tego lekarza, a ten posłał mnie do szpitala baptystycznego i powiedział, „chcę, żeby cię postawili na deptak i zrobili EKG. Oni cię podłączą do aparatów i postawią na deptaku do chodzenia, a w tym czasie zrobią testy serca”. Kiedy tam dotarłem, ludzie z tego szpitala powiedzieli do mnie, „chcemy najpierw zrobić test na leżąco, zanim staniesz na deptak”.

Położyli mnie, zrobili test i powiedzieli, „w żadnym wypadku nie postawimy cię na deptak”. Dlaczego? Co jest złego? Odpowiedzieli - „zapytaj swojego lekarza.” Poszedłem ponownie do mojego lekarza i powiedziałem, że tamci nie chcieli mnie postawić na deptak”. On odpowiedział, „tego się obawiałem”. W takim razie ja zapytałem, co jest ze mną nie w porządku? Po co to wszystko? W odpowiedzi pokazał mi moje normalne EKG, dał go na tablicę i pokazał mi moje serce. Te duże wygięcia, to było bicie mojego serca. Potem pokazał mi wygięcia między uderzeniami serca. Te wygięcia mówią mi, że tam rzeczywiście przepływa krew. Potem to podniósł. Po uderzeniu serca poszło to na wprost, a potem następne uderzenie. Powiedział do mnie, „nie wiem, jak w ogóle chodzisz i robisz to, co robisz. Wygląda na to, że 90% lub więcej jest zablokowane. Dam ci Valium, które zwolni te arterie”. To jednak nie była odpowiedź na mój problem. Wiedziałem, że żadnego Valium nie będę brał, gdyż wielu ludziom sam to odradzałem. Lekarz dał mi receptę i pojechałem windą od niego w dół. Kiedy dojechałem na parter, zgniotłem receptę i wrzuciłem do kosza. W tym momencie wiedziałem, że gdybym wrócił do lekarza i zrobił test, wykazałoby, że jestem uzdrowiony. 

Widzicie, w tym kryzysie nie było kryzysu. Nie wiedziałem o tym, ale ta adrenalina wiary została uwolniona w chwili, kiedy znalazłem się w takiej  sytuacji.  Dalej zajmowałem się swoimi sprawami. Pięć, a może sześć lat później wraz z żoną zdecydowaliśmy się na badania lekarskie. Kiedy Dr Cherry mnie przebadał, zapytałem go o stan mojego serca i krwi. On odpowiedział, „Nigdy nie widziałem lepszego systemu krwionośnego u człowieka w twoim wieku”. To uczynił Bóg. W tym kryzysie On wyzwolił tą adrenalinę wiary i uwolnił mnie. W tej krwi jest wielka moc. Przed nią nic się nie ostoi.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Wszechmocna krew, z rozdziału – Krew, odpowiedź na wszystko.