Bert Clendennen

Bert Clendennen

piątek, 6 maja 2011

Szkoła Chrystusa w Polsce

Moim pragnieniem jest spotykać się  tu z Wami wokół cennych spostrzeżeń spisanych na ośmiuset stronach książki "Szkoła Chrystusa" i w innych książkach B. Clendennena. Oczywiście nie jestem w stanie przepisać tej pokaźnej książki i nie chcę tego zrobić ponieważ jest ona, jako całość przeznaczona dla uczestników stacjonarnej "Szkoły Chrystusa", którą gorąco polecam.  

Tutaj zamieszczam obszerne fragmenty, podręcznika "Szkoła Chrystusa" ale są one skrócone i wybrane tematycznie, a sam proces ich zamieszczania  będzie bardzo długi i będą to refleksje pastora przeplatane z jego spostrzeżeniami z innych publikacji. 

Jak już wielokrotnie pisałem na blogu, udział w stacjonarnej szkole daje wyjątkową możliwość przeżycia duchowego ożywienia przez pojedyncze osoby a przede wszystkim przez całe społeczności. Gorąco zachęcam czytelników mojego bloga do zorganizowania "Szkoły Chrystusa" w Waszych społecznościach, zborach czy parafiach.

Więcej o "Szkole Chrystusa" w Polsce na stronie - www.szkola-chrystusa.pl

„Ja” siedzi i twierdzi, że samo jest „Ja jestem”.

Bóg nie ma początku. Jeżeli myślimy o czymś, co miało początek, to na pewno nie myślimy o Bogu. Prócz Boga nic nie jest samoistne. Ponieważ umysł ludzki jest stworzony, trudno mu zrozumieć to, co nie jest stworzone. Nie jest nam łatwo przyjąć tego, który przekracza nasze zrozumienie. Niełatwo nam myśleć o kimś, kto nie musi się nam tłumaczyć ze swego istnienia i kto nie jest odpowiedzialny przed nikim. Filozofia i nauka nie zawsze były przychylne Bogu. Istoty rozumne są przyzwyczajone do odpowiedzialności przed kimś i są bardzo niecierpliwe we wszystkim, co nie chce im odpowiadać. Filozof i naukowiec przyzna, że wielu rzeczy jeszcze nie wie, ale nie chce przyznać, że jest coś, czego nigdy nie będzie wiedział. Myślę, że najwyższą formą ziemskiej mądrości jest świadomość, że pewnych rzeczy nie możesz poznać.

Aby przyznać, że jest ktoś ponad nami, kto nie poddaje się naszemu rozumowaniu, potrzeba wielkiej pokory, większej, niż wielu z nas posiada. Dlatego patrzymy na to, sprowadzając Boga do naszego poziomu, albo przynajmniej tam, gdzie możemy Nim kierować. Do tego dąży religia. Dlatego tak wiele słyszymy o kulcie, który nazywają ruchem wiary, a który mówi, że jesteśmy bogami. Jest to Mormonizm z domieszką innych rzeczy. Ludzie chcą Boga sprowadzić do swojego poziomu, a ponieważ nie mogą Mu przeszkodzić w byciu Bogiem, sami próbują być bogami. Takie jest postępowanie dumnej ludzkości. Nie mogą pogodzić się z faktem, że jest ktoś ponad nimi. Jedną z wielkich tragedii XX wieku jest to, iż miliony ludzi należących do kościołów i chodzących do kościołów regularnie nigdy poważnie nie zastanawiają się nad istotą Boga. Niewielu pozwala swoim sercom zagłębić się w podziwie w „JA JESTEM”.

Takie myśli są zbyt bolesne. Wolimy zwracać uwagę na własne dobro i jak poprawić nasz wizerunek. Niektórzy mogą pytać, „Jaki związek ma to z moim życiem?” Odpowiedź brzmi, że jesteśmy dziełem Bożym i dlatego nasze problemy i ich rozwiązanie jest teologiczne. Odpowiedzią na każdy ludzki problem jest poznanie Boga. Pewna wiedza o tym, jaki to Bóg rządzi wszechświatem jest absolutną koniecznością dla zdrowej filozofii życia i trzeźwego poglądu na świat. Człowiek jest istotą stworzoną, która sama w sobie nie posiada nic, ale jest zależna w każdej chwili od tego, kto ją stworzył. „W Nim poruszamy się, oddychamy i mamy nasze istnienie”. Istnienie Boga jest konieczne dla istnienia człowieka. Gdyby nie było Boga, człowiek nie miałby podstaw istnienia. Świadomość tego, że Bóg jest wszystkim, a człowiek niczym, jest podstawową doktryną chrześcijańskiej wiary i oddawania Bogu czci. W całkowitej zależności od woli Bożej Wy możliwość świętości i grzechu.

Powiem to jeszcze raz: Jesteśmy sługami Bożymi, czy chcecie przyjąć tą odpowiedzialność, czy nie, jesteście odpowiedzialni za to, co powstaje w świecie duchowym. W co wierzymy i co głosimy, będzie w świecie duchowym tworzyć to, co ludzie widzą i uznają za kościół. Wszyscy jesteśmy wytworem pomysłów, które nam przychodzą i w które wierzymy. Jedną z cech Bożego podobieństwa w człowieku jest jego zdolność do dokonywania moralnych wyborów. Nauka chrześcijańska mówi, że człowiek postanowił być niezależny od Boga i ten wybór potwierdził przez nieposłuszeństwo Bożemu przykazaniu. Bożym przesłaniem dla człowieka było, że może spożywać ze wszystkich drzew Ogrodu. Są dobre do jedzenia i możesz z nich korzystać, ale z jednego drzewa, z drzewa poznania dobra i zła nie możesz jeść. W dniu, w którym z niego zjesz, umrzesz. Człowiek miał moralny wybór. Postanowił nie być posłuszny Bogu. Akt nieposłuszeństwa odrzucił Boga, jako podstawę egzystencji i zdał człowieka na jego własną wolę. „Ja” w tym miejscu, a nie Bóg, stało się centrum świata człowieka. Stał się swoim własnym centrum.

Nie można sobie wyobrazić bardziej pozytywnego określenia osobowości, niż słowa, „JESTEM który JESTEM”. Wszystko, czym Bóg jest, wszystko, co jest Bogiem, jest zawarte w tej bezwarunkowej deklaracji niezależnego istnienia. W Bogu „Ja” nie jest grzechem, ale jest podsumowaniem całej możliwej dobroci, świętości i prawdy. Taki jest Bóg. Z drugiej strony człowiek cielesny jest grzesznikiem, gdyż odrzuca Bożą wyższość w stosunku do siebie. We wszystkim innym człowiek może ochotnie zaakceptować suwerenność Bożą, ale w swoim własnym życiu ją odrzuca. Dla człowieka „Ja” staje się „bogiem” i w tym człowiek nieświadomie naśladuje Lucyfera, którego postanowił słuchać. To „Ja” jest takie subtelne, że mało kto jest świadomy jego istnienia. Ponieważ człowiek rodzi się z naturą buntownika, nie jest świadomy, że jest buntownikiem. Jest gotów dzielić się sobą, a czasami nawet poświecić siebie dla upragnionego celu, ale zdetronizować siebie, to inna sprawa. Bez względu na to, jak daleko w dół może zejść w skali socjalnej, jest on dalej królem w swoich oczach. Samolubstwo i bezprawie są terminami zamiennymi. Grzech ma wiele twarzy, ale jego istota jest jedna. Istota moralna, stworzona by oddawać cześć Bogu, siedzi na swoim własnym tronie i z tej pozycji ogłasza, „Ja jestem”, co w rzeczywistości znaczy, „ja jestem bogiem” - Który wynosi się ponad wszystko, co się zwie Bogiem tub jest przedmiotem boskiej czci, a nawet zasiądzie w świątyni Bożej, podając się za Boga” (2 Tesal. 2:4). Co jest świątynią Bożą? Wasze ciało! „Ja” siedzi tam, jako Bóg i o tym tu jest mowa. „Ja” siedzi i twierdzi, że samo jest „Ja jestem”. Jest to grzech w skoncentrowanej postaci, ale ponieważ jest to naturalne, wydaje się dobre. jedynie kiedy Słowo Boże przyprowadzi człowieka przed Najwyższego, bez ochronnej tarczy ignorancji, wtedy ta przerażająca prawda dociera do świadomości W języku ewangelizacji człowiek, który znalazł się w obliczu Wszechmogącego Boga, jest „pod przekonaniem”. Tylko wtedy może prawdziwie się upamiętać. Człowiek nie może przyjść do Boga, jeżeli Ojciec go nie pociągnie. To jest przekonanie. W tym miejscu człowiek jest skonfrontowany z sobą i przekonany. Jest przekonany, że z natury jest grzesznikiem i nieprzyjacielem Boga W tym miejscu może się upamiętać, gdyż z przekonaniem przychodzi siła do upamiętania. Chrystus powiedział o tym tak, „A On, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i o sądzie;” (Jan 16:8).

Szkoła Chrystusa” - cykl Upamiętanie, z rozdziału – Jestem, który jestem

czwartek, 5 maja 2011

nie liczy się, co ich pociągnie, ale Kto

[król Jozjasz] „Kazał też potrzaskać posagi i powycinać święte gaje, i zapełnić ich miejsce kośćmi ludzkimi.” (2 Król. 23:14). On skazał te wszystkie bezbożne praktyki na śmierć. My też tak musimy robić, jeżeli mamy odzyskać obecność Bożą i oglądać działanie Ducha Świętego. Wiem, że stajemy przeciw temu, co stało się głosem wielkich mas chrześcijaństwa. Oni są prowadzeni do świata podróbek. To wszystko wygląda tak prawdziwie. Zburzenie tego będzie coś kosztować. Nie mylcie się. Musicie obliczyć koszt. Jestem przekonany, że Bóg dał nam moc do burzenia warowni nieprzyjaciela. Żadnych dekoracji. „Nie będziesz sadził gajów”.

Radzą nam i jest to akceptowane przez kościół, by używać wielkich i sławnych ludzi do przyciągnięcia ludzi do kościoła. Często widzimy bezbożnych, odrzucających Chrystusa, używanych do działań religijnych. Czy możecie sobie wyobrazić, by Jezus używał Heroda, by przyciągnąć ludzi do Siebie? W moich podróżach sugerowano mi, że powinienem używać pewnych wielkich nazwisk w kościele i w programie TV. Ja odpowiedziałem, „Nie, dziękuję. Ja znalazłem moją sławę i jestem oczarowany Jego obecnością i poselstwem”. Nie należy do rzadkości, że otrzymujmy w poczcie reklamy religijnych grup rockowych, które chcą przyjechać i mówią, że przyciągną młodych ludzi do kościoła. To jest straszne, że takie pomysły znajdują miejsce i są używane jako perfumowane dekoracje z lilii i róż, by zakryć nagą wspaniałość krzyża. Grzech używania szat religijnych polega na tym, że dla grzeszników wydaje się to dobre i przyciąga prostych ludzi do stanowisk. Tylko jeden jest dobry. My wszyscy jesteśmy grzesznikami. Chrystus jest naszą jedyną nadzieją. Nie może być żadnych dodatków do dzieła krzyża. Jeżeli świat doda do krzyża coś najlepszego, tylko go zanieczyści. Żadnych gajów, żadnych ogrodów. Są one piękne i pożądane na swoim miejscu, ale nigdy nie mogą być łączone z krzyżem Chrystusa.

Najlepsze na ziemi nie liczy się w Niebie. Kwiaty, wiersze, muzyka itp. Są piękne, ale nie mogą podnieść duszy ponad ziemię, do której należą. Jezus nie potrzebuje innego człowieka lub siły, by pociągnąć ludzi do Siebie. Nie liczy się, co ich pociągnie, ale kto. On powiedział, „A gdy już będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę”(Jan 12:32). Nie do nas, nie do budynków, nie do organizacji, ale „do mnie”. Musimy głosić osobę, nie politykę, nie zasady, nie ruchy religijne, ale Mistrza, nie wyznanie, ale Chrystusa, nie system, ale Zbawiciela. Musi być ofiara z krwi w splendorze bez oprawy. Zbawienie jest Bożym dziełem bez dodatków. Któż może dodać jedną kreskę do Bożego planu zbawienia przez ofiarę.

Pamiętacie, że ołtarz na Synaju był zbudowany tylko z gliny. Jeżeli by używano kamieni, nie mogły to być kamienie ciosane, gdyż to by zanieczyściło ołtarz. Każde ludzkie dotknięcie zanieczyszcza krzyż. W czasie paschy była krew lub nie - nic więcej. Nawet przyrząd do pokropienia był wykonany przez Boga - hizop, a nie pędzle lub wiązanki ludzkiej produkcji. Nie może być dodatku ludzkiego do planu Bożego. Musimy się nauczyć, że jedynie krzyż zbawia, pociąga i zadowala. Krzyż musi być wszystkim. Żadnych gajów. Nie może być imitacji, ani symulowania. „Nie będziesz sobie czynił żadnej podobizny, której Pan twój Bóg nienawidzi". My w kościele obecnie nie stawiamy sobie posągów. Jednak mogą one reprezentować nowoczesne szaleństwa i profanacje. Chrystus jest nie tylko jedynym Zbawicielem; Jego droga jest jedyną drogą zbawienia. Właściwie widziany krzyż usuwa wszystko inne. Jest różnica miedzy bałwanami i posągami. Bałwany są symbolem tak zwanych innych sił. Nie ma innych. Posągi reprezentują lub imitują rzeczywiste moce. Są niedozwolone. Dary? Języki? Miłość? „Przeciwnie, zburzcie ich ołtarze, potłuczcie ich pomniki, i wytnijcie ich święte drzewa.” (2 Mojż. 34:13). Nie może być obniżenia doskonałego standardu. „Nie będziesz ofiarował Panu, Bogu swemu, cielca ani owcy, na których jest wada, jakikolwiek brak, gdyż jest to obrzydliwością dla Pana, Boga twego.” (5 Mojż. 17:1).

Chrystus jest doskonałą ofiarą. Bóg nie przyjmie nic co nie jest doskonałe. Wszystko, prócz Jezusa Chrystusa ma wady. Bóg pokazał mi, że trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do kazalnicy. Ludzie nienamaszczeni i z połowicznym sercem nie powinni tam być wpuszczani. Musimy odrzucić przewrotną miłość i ludzkie sentymenty nowoczesności. „A oto druga rzecz, która czynicie: Zraszacie łzami ołtarz PANA wśród płaczu i westchnień. Lecz On nie może już patrzeć na ofiarę, ani jej przyjąć łaskawie z waszych rąk." (Malach. 2:13). Golgota nie jest sentymentalna. Jest to rzeczywistość zimna, logiczna i ostra. W ofierze nie może być miodu. Miód jest zbyt słodki, by mógł stanowić ofiarę. Jest to zapłata. Musimy ofiarować to, co nas pociąga. Dzisiaj nie głosi się krzyża słyszycie, że jest to wszystko i Jezus. Kiedy niewiasty idąc za krzyżem, płakały, Jezus powiedział, „Płaczcie nad sobą”, a nie nad cierpieniami Chrystusa. Niech płaczą nad sobą, że to ich grzechy były powodem takiej ofiary. Niech Bóg pomoże Kościołowi zniszczyć gaje, dekoracje i upiększenia wokół krzyża, aby świat zobaczył, że to nie Rzymianie Go ukrzyżowali - to nasze grzechy. Nie może być żłóbków ani krucyfiksów. Jakiż pożytek z rzeźbionego krucyfiksu, wyciskającego cielesne łzy? Nie róbmy muzycznych ścieżek do krzyża. Musimy zniszczyć każdy ślad sentymentu, świeckości, rytuałów, zepsucia, imitacji, zabawy i polerowania krzyża.

Wreszcie musimy uważać na zewnętrzne pomoce. „Zwróć uwagę na wszystkie wejścia i wyjścia świątyni” (Ezech. 44:5). „Narysuj im wejścia” (Ezech. 43:11). Ważne jest nie tylko to, co głosimy, kiedy zgromadzimy ludzi, ale jak ich zgromadzamy. Nie może być smakowania, apelowania i zabawy. Jeżeli ludzi nie przyciągnie krzyż, to lepiej, by zostali na zewnątrz.

Szkoła Chrystusa” - cykl Upamiętanie, z rozdziału – Nagi krzyż cz. 3

środa, 4 maja 2011

nie ma wyperfumowanej ścieżki na krzyż

Król Achaz zobaczył piękny ołtarz w Damaszku. Zapragnął mieć taki ołtarz, wiec dał polecenie bezbożnemu kapłanowi Uriaszowi, by zrobił taki sam ołtarz i usunął zakrwawiony ołtarz ze wschodniej strony świątyni, a na jego miejsce postawił ten upiększony ołtarz. „Następnie puścił z dymem swoją ofiarę całopalną i ofiarę z pokarmów, … i pokropił ołtarz krwią swoich ofiar pojednania” (2 Król 16:10-16). On wierzył w ofiary krwawe - jego imię było związane z prawdą, ze zbawienie jest możliwe tylko przez ofiarowanie niewinnego. Ofiary z krwi nie mają znaczenia, jeżeli nie pokropi się nią zgodnie ze wzorem. Kiedy chodzimy w światłości, krew Jezusa nas oczyszcza. Achaz chodził w ciemności i powiedział, „Sprawę zaś ołtarza miedzianego rozpatrzę osobiście”. Nie odważył się usunąć tego ołtarza zupełnie, - dlatego ołtarz Boży postawił na drugim miejscu. Inaczej mówiąc, krzyż nie jest już na centralnym miejscu, a kiedy to się stanie, wszystko jest skończone. Wielki grzech obecnych czasów jest taki, że przenieśliśmy krzyż na drugorzędne miejsce, planując atrakcyjne wstępy do jego srogości. Nie możemy używać krzyża, jako talizmanu szczęścia. Wielu nosi krzyż ze złota, używając tego, co ma zniszczyć nasze ja” do zwrócenia uwagi na „siebie”. Widziałem kapłanów religii ortodoksyjnej, księży rzymskich, którzy mają wielkie krzyże na szyjach. Ma to ich oznaczać, jako ludzi świętych. Krzyż nie jest niczym pięknym. Wielu nosi go wokół swojej kostki, a szyja jest miejscem przyciągającym. To, co oznacza koniec „siebie”, teraz wskazuje na „siebie”.

Nie może być rozrywki dla zabawiania i urzekania ludzi. Nie ma wyperfumowanej ścieżki na krzyż. To zupełnie odpada. To nie może być częścią nabożeństwa w kościele Wszechmocnego Boga. Nie może być zabawy, by uatrakcyjnić nabożeństwa. Końcem tego może być taniec brzucha w kościele. Dzisiaj w kościołach widzimy to, na co nie pozwolono w karczmie, kiedy ja byłem chłopcem. Krzyż nie jest widowiskiem dla zabawy. Najbliżej krzyża na Golgocie był grzech i złoczyńcy. Tam był tylko Jezus i grzech: morderstwa, odrzucenie, zdrada i niewiara. Tak jest dzisiaj. Na świecie jest tylko grzech i Jezus. Dzięki Bogu, że jest Jezus. Cokolwiek nie jest z Chrystusa, jest grzechem. Pozostał tylko grzech i tak też jest w Kościele, tylko grzech i Jezus. Grzech jest wszędzie. Nasza nadzieja jest w Chrystusie, a nie w nas samych. Ciężar grzechu w nas jest jeszcze tak wielki, że może nas doprowadzić do wiecznej zguby, ale dzięki Bogu. że Chrystus umarł za nasze grzechy. Tylko wtedy, jeżeli widzimy krzyż i powód, dlaczego musiało tak być, zobaczymy, jak straszny jest grzech. Głupcy śmieją się z grzechu. Kiedy widzimy krzyż i okrucieństwo tego krzyża, tylko wtedy jesteśmy świadomi, czym naprawdę jest grzech. Tylko wtedy, kiedy zobaczymy grzech tak, jak widzi go Bóg i odczujemy to, co czuje Bóg, może nastąpić prawdziwe upamiętanie. Kościele, musimy zawsze być świadomi rzeczy, które wydają się pokazywać miejsce w połowie drogi pomiędzy grzechem i Zbawicielem. Dzięki Bogu za ludzi takich, jak Jozjasz, który zniszczył wszystkie bezbożne pomoce do uwielbiania, zarówno te obrzydliwe, jak i te piękne. Biblia mówi, „Kazał zburzyć pomieszczenia nierządników, którzy byli w świątyni Pana, gdzie niewiasty tkały zasłony dla Aszery" (2 Królewska 23:7).

Jakież niewymowne zło idzie za małym odstępstwem od wzorca. Sodomici przy świątyni. Popatrzcie na kościół przed reformacją: Bogobojni ludzie byli mordowani, ponieważ odważyli się demaskować kazirodztwo przywódców kościoła grzeszących z własną rodziną. Wszelkie możliwe niegodziwości powstają z małego odstępstwa od wzorca. Teraz akceptowany jest nawet homoseksualizm. Popatrzcie na kościół zielonoświątkowy [na inne też popatrzcie przyp. autora blogu]  obecnie. Co widzicie? Popełniane są różne grzechy. Co do tego doprowadziło? Bawienie się z doktryną! Nauczanie, że Boga nie obchodzi, w co my wierzymy. Święta doktryna tworzy świętych ludzi. Nieświęta doktryna tworzy nieświętych ludzi. Obecnie w nawoływaniu do jedności widzimy bawienie się z prawdą. Czy zauważyliście, że kiedy z czegoś każą zrezygnować, to nigdy z tego, co fałszywe?

Słyszałem jednego tak zwanego zielonoświątkowca, który nawoływał do jedności i mówił, że musimy zrezygnować z niektórych prawd, w które wierzymy, by dojść do jedności, którą chcą stworzyć miedzy nami i kościołem rzymskim. Nigdy nie słyszałem żadnego z tych szarlatanów, mówiącego do kościoła rzymskiego, „Jeżeli ma dojść do jedności, to wy musicie zrezygnować z przeistoczenia i oddawania czci Bogu w opłatku. Musicie zrezygnować z nauczania, że Maria jest współ-odkupicielką z Chrystusem”. Tego nie wspominają. Zawsze mówią wierzącemu według Biblii, by zrezygnował z prawdy. Kiedy odchodzimy od tej prawdy, w Kościele pojawiają się straszne rzeczy. Widzimy to, co było tragedią w Koryncie; nie ma poszanowania prawdy. Grzech nie jest wspominany w kościele. W Nim jest światłość i nie ma żadnej ciemności, a w kościele pojawia się nauka, że wierzący może być opętany przez demony. Jak to się tam dostało? Przez odstępstwo od wzorca. Jeżeli człowiek świadomie wierzący może być opętany przez demony, to Jezus, jako człowiek też mógłby być opętany. Wiem, że wielu z tych, których uważa się za duchowych olbrzymów naucza, iż Jezus musiał przyjąć naturę demoniczną, umrzeć duchowo i narodzić się na nowo w piekle. Jak takie zło przedostało się do kościoła? Kościół odstąpił od wzorca. Najmniejsze odstępstwo prowadzi do takiego zła. Popatrzcie na zbór w Koryncie. Były tam grzechy, których nie było nawet wśród pogan. Jozjasz nie tylko zniszczył te obrzydliwości i zburzył domy Sodomitów, ale również wszystkie rzeczy, które były czarujące, pomocne, niewinne, miejsce, gdzie kobiety haftowały zasłony do Aszer, robiąc piękne rzeczy dla przykrycia surowości ołtarza. Słyszycie ich zawodzących i żałujących tych rzeczy? Jozjasz to wszystko zniszczył.

Szkoła Chrystusa” - cykl Upamiętanie, z rozdziału – Nagi krzyż cz. 2

wtorek, 3 maja 2011

nie może być żadnych gajów, żadnego upiększania

z rozdziału "Nagi krzyż"

Przeczytamy z 5 Mojżeszowej 16:21,22 o tym, dlaczego upamiętanie odgrywa tak ważną rolę w przyprowadzeniu kogoś do Chrystusa. „Nie będziesz sobie sadził świętego drzewa jakiegokolwiek rodzaju przy ołtarzu Pana, Boga twego, który sobie zbudujesz. Nie postawisz tez sobie pomnika, którego Pan, Bóg twój nienawidzi”

Jak już wiecie, krzyż jest reprezentowany przez dawne ołtarze Izraela. Wokół ołtarza nie mogło być żadnych gajów ani dekoracji. Poganie mieli swoje ołtarze - podróbki prawdziwego ołtarza. Moderniści mówią, że ewangelia o krwi z krzyża jest inspirowana przez pogańskie krwawe ofiary i ołtarze. Jest odwrotnie. Pogańskie ofiary, to naśladowanie, świadome lub nieświadome autentycznych ofiar z Pisma Świętego. Ponieważ oni nie chcieli patrzeć na ponury widok ich ołtarzy zalanych krwią, sadzili wokół nich drzewa, by zmniejszyć tą ostrość. Kościół musi zawsze pamiętać, że krzyż jest straszny. Nie jest to widok przyjemny, jest to krwawy horror.

Wielki kaznodzieja G. Campbell Morgan powiedział, „Są tacy, którzy patrzą na krzyż Chrystusa, jako na coś ordynarnego. Zgadzamy się, że jest to najbardziej ordynarny przedmiot w historii świata, ale czyja jest ta ordynarność? Nie Syna Bożego, który oddał Swoją krew, by zmyła nasze grzechy. Jest to ordynarność tych, którzy Go tam przybili, którzy bluźnierczo odrzucają jego potrzebę. Jest to ordynarność tych, którzy krytykując Biblię, czynią grzech lekkim. Ponieważ Boży ołtarz w dawnych czasach był straszny i odrażający. Ludzie sadzili gaje z drzew wokoło, ale Bóg tego zabronił. Ofiara jest straszna. Musimy przedstawiać światu i sobie obnażoną wspaniałość - krwawą chwałę krzyża. Tylko wtedy ludzie staną twarzą w twarz z okrucieństwem grzechu

I zobaczą, do czego grzech doprowadził. Jeżeli to się nie stanie, to człowiek nie będzie nienawidził grzechu tak, jak Bóg go nienawidzi, nie będzie prawdziwie pokutował i nie narodzi się na nowo. Krzyż musi być naszą jedyną ucieczką. Sam krzyż musi być jedyną atrakcją. Strasznie złe jest to, kiedy organizuje się jakieś przynęty, by przyciągnąć ludzi na nasze nabożeństwa. Kiedy widzę pantomimy, klownów, sztuczki cyrkowe i programy, które obliczone są na zainteresowanie ludzi, by przyszli do domu Bożego, moje serce krwawi. Jakiż smutek musi to powodować w sercu Boga. Duch Święty będzie honorował proste głoszenie nagiej prawdy, ze Jezus zbawia przez krew Jego krzyża. To ma być jedyną atrakcją. W 2 Mojżeszowej 34:13 Bóg polecił zniszczenie gajów nieprzyjaciela  „wytnijcie ich święte drzewa.”  W naszym tekście mamy Boże przykazanie, by nie sadzić gajów imitujących pogańskie ozdabiane ołtarze. „Nie będziesz sadził gajów”. W 5 Mojżeszowej 31:29 mamy proroctwo Mojżesza o nadchodzącym upadku i nieposłuszeństwie Izraela. W księdze Sędziów 3:7 mamy opis wypełnienia tego proroctwa o upadku i nieposłuszeństwie. Słuchajcie tego: „Synowie izraelscy czynili tedy zło w oczach Pana i zapomnieli o Panu, Bogu swoim, i służyli Baalom i Aszerom.” Jeżeli lud Boży wtedy upadł, my też możemy. Oni stracili wizję i popsuli wzór.

Wygląda mi na to, że jakieś osiemdziesiąt lat po zesłaniu Ducha Świętego my zielonoświątkowcy utraciliśmy prostotę i chwalę krzyża. Nie może być żadnych gajów, żadnego upiększania, żadnego umniejszania tej surowości. Musimy głosić w absolutnej wierności to, co Bóg nam dał. Czym będziemy bliżej chwały tego nagiego krzyża, tym więcej chwały Pana będzie nas otaczać. Jesteśmy szczęśliwi, mogąc to głosić, a grzesznicy są poruszani prostotą tej nieupiększanej i nieozdabianej Ewangelii. Żadne ziemskie i fizyczne piękno nic może zakrywać surowości i tragedii tej niewinnej śmierci. Ozeasz 4:13 pokazuje ludzi ciągle upiększających swoje ołtarze. Słuchajcie tego: „Na szczytach gór składają ofiary, a na pagórkach spalają kadzidła, pod dębem, pod białą topolą i pod terebintem, bo ich cień jest przyjemny”. Widzicie to? „Ich cień jest przyjemny”. Światło jest przekonujące i powoduje, że grzesznicy czują się lekko przy krzyżu. Łagodzenie surowości Słowa, by uczynić uświęcenie i odpowiedzialność lżejszymi, jest obrzydliwością dla Boga. Nie może być gajów, jedynie palące światło prawdy Bożej.

Szkoła Chrystusa” - cykl Upamiętanie, z rozdziału – Nagi krzyż cz. 1

poniedziałek, 2 maja 2011

nie grzeszysz, gdyż nienawidzisz grzechu

Taka jest pozycja prawdziwie na nowo narodzonego człowieka. To może się stać tylko wtedy, kiedy taka osoba upamięta się ze swoich grzechów. Najpierw głoszone jest Słowo. Kiedy głoszono jest Słowo, przychodzi przekonanie o grzechu. W tym stanie widzisz grzech tak, jak widzi go Bóg, ale jeszcze kochasz grzech. Wraz z przekonaniem Bóg daje ci siłę do upamiętania, to znaczy do odwrócenia się od grzechu. Bez względu na to, jak bardzo go kochasz, On daje ci siłę, byś się od niego odwrócił. W tym upamiętaniu zmienia się twoje uczucie do grzechu. Pragnienie grzechu jest złamane. Nie pragniesz już grzechu, gdyż go nienawidzisz. Jak to jest z wami? Popatrzcie na grzechy, które kiedyś popełnialiście. Jak one teraz wyglądają? Czy wyglądają przyjemnie i czy chcielibyście je znowu popełniać, gdybyście nie bali się wiecznej zguby? Jeżeli tak jest, to dalej macie skłonności do grzechu. Jesteście tylko przekonani.

Przekonanie, to jeszcze nie jest narodzenie. To musimy wyjaśnić ludziom, których prowadzimy do Chrystusa, albo będą oni stale powracać do przeszłości. Prowadzenie ludzi do miejsca przekonania o grzechu, a nie doprowadzenie ich do głębokiej pokuty, gdzie narodzą się z Boga, zapełniło kościoły kąkolem. Twoja opinia o grzechu mogła się zmienić, ale jeżeli pozostanie w tobie miłość do grzechu, jesteś ciągle grzesznikiem. Prawdziwe upamiętanie powoduje zmianę zachowania. Z upamiętaniem przychodzi łaska wiary. Wielu ludzi powiedziało do mnie, ja chciałbym być chrześcijaninem, ale nie mam na tyle wiary. To nie jest twój problem. Twoim problemem nie jest wiara. Masz problem z prawdziwym upamiętaniem. Jeżeli dalej masz skłonność do grzechu, jesteś tylko przekonany, ale nigdy nie narodziłeś się z Boga.

Wierzę, że to mówi tekst, „Albowiem smutek, który jest według Boga, sprawia upamiętanie...” (2 Kor. 7:10). Smutek według Boga powoduje zmianę zachowania, gdyż w przeciwnym razie byłoby to powtarzanie tego samego, czyli mówienie, że upamiętanie powoduje upamiętanie. Apostoł Paweł mówił o przemianie umysłu, która powoduje zmianę zachowania i prowadzi do zbawienia. Znowu więc mamy pytanie. Czy zostałeś przemieniony? Czy odrzuciłeś grzech? Te pytania są bardzo ciężkie. One przesądzają, czy człowiek narodził się na nowo. Żaden doradca nie ma prawa zapewniać kogoś, że jest zbawiony. Nie możesz ich poprowadzić czymś, co nazywamy rzymska drogą, [modlitwą grzesznika] i wtedy zapewnić ich, że są zbawieni. Czy jesteś odmieniony? Czy zmieniła się twoja skłonność do grzechu? Chodzi o to, byś nie tylko widział grzech tak, jak widzi go Bóg, ale byś miał to samo odczucie w sprawie grzechu, co Bóg. Czy nienawidzisz grzech?

Pytanie jest tego rodzaju, czy może idziesz tą samą drogą, ale dodałeś do swoich zajęć jeszcze kościół? Szczere upamiętanie prowadzi do zmiany zachowania. Następnie, szczere upamiętanie prowadzi do wyznania i naprawy. Złodziej, który zatrzymuje pieniądze, nie upamiętał się. Jeżeli zraniłeś kogoś i nie naprawiłeś szkody na tyle, na ile jest to możliwe, to nie upamiętałeś się. Paweł powiada, że fałszywe upamiętanie jest świeckie (to znaczy smutek według świata). Jest to smutek z powodu grzechu, wynikający ze świeckich rozważań i motywów związanych z obecnym życiem. Nie bierze pod uwagę prawdziwej natury grzechu. W naszych czasach byliśmy świadkami tego, że pewne największe nazwiska w świecie religijnym zostały przyłapane na niemoralności. Ich życie jest strasznie splamione i takie było przez lata.

Kiedy to wykryto, mieliśmy wiele płaczu, a czasami wielki, telewizyjny pokaz załamania. Dlaczego oni płaczą? To nie jest Boży smutek. Jest to smutek według świata. Oni płaczą, bo ich złapano. Utracili swoje imperium. Gdyby ich nie złapano, dalej trwaliby w grzechu. Ich uczucia nie zostały zmienione, gdyż wiele razy widzimy, że wracają do tego samego brudu, w którym byli, zanim ich złapano. Niektórzy stale wracają do starych grzechów. Dlaczego? Nie pozbyli się skłonności do grzechu. Jest on tylko pod kontrolą i ograniczany przez strach.

Taki też był problem Izraela. Oni stale wracali do grzechu i bałwochwalstwa. Mieli tylko świecki smutek. Prawdziwe upamiętanie zmienia zachowanie i skłonności tak, że nienawidzę grzechu tak, jak nienawidzi go Bóg. To jest pozycja prawdziwie pokutującego i narodzonego na nowo wierzącego. Nie trzeba poświęcać całego czasu na to, by namawiać takich ludzi do chodzenia do kościoła. Oni nienawidzą tego, czym byli. Biblia mówi, że będziemy kochać to, czego nienawidziliśmy, a nienawidzić to, co kochaliśmy. Smutek według Boga prowadzi do pokuty i upamiętania. To poselstwo musi być odnowione i trzeba go głosić, jeżeli chcemy widzieć ludzi prawdziwie narodzonych z Boga i wykonujących cele Wszechmocnego.

Szkoła Chrystusa” - cykl Upamiętanie, z rozdziału – Prawdziwe upamiętanie

niedziela, 1 maja 2011

jakie jest twoje uczucie odnośnie grzechu?

Po drugie, musi nastąpić zmiana opinii na temat charakteru grzechu w odniesieniu do relacji z Bogiem. Grzesznicy nie wiedzą, dlaczego Bóg tak srogo karze za grzech. Oni tak bardzo kochają grzech i nie wiedzą, dlaczego Bóg miałby za to osądzać na wieczne potępienie.

Większość z tych, którzy przychodzą do naszych ołtarzy modlitwy, dochodzi do tego miejsca. Widzą grzech tak, jak widzi go Bóg. Teraz trzeba im tylko zmiany towarzyszących temu uczuć, by stali się chrześcijanami. Często ich serce nie zgadza się z tą opinią. Jest to sprawa diabła i złych duchów w piekle. Zwróćcie uwagę, że zmiana opinii jest konieczna dla prawdziwego upamiętania. Musimy głosić przeciw grzechowi. Tu jest miejsce na wkroczenie zakonu. Musimy głosić zakon. Musimy głosić, czym jest grzech, że jest to przestąpienie prawa Bożego, by doprowadzić ludzi do zmiany ich opinii o grzechu. Grzesznik patrzy na grzech, jako coś cudownego i nie może zrozumieć, dlaczego Bóg go nienawidzi. Kiedy głosimy prawo Boże i człowiek zobaczy grzech tak, jak widzi go Bóg, zmienia się jego opinia na temat grzechu. Zanim zaczną temu towarzyszyć odpowiednie uczucia, opinia o grzechu musi zgadzać się z opinią Bożą.. Serce nigdy nie zwróci się do Boga w prawdziwej pokucie, jeżeli najpierw nie nastąpi zmiana opinii. To jest powód, dlaczego większość ludzi w kościele nigdy nie narodziła się na nowo. To jest powód, dlaczego ponad dziewięćdziesiąt procent ludzi, którzy przyszli do naszych ołtarzy modlitwy po zbawienie, nie narodziło się na nowo. Tam była zmiana opinii bez pokuty. Nie będzie prawdziwego upamiętania, aż człowiek zostanie doprowadzony do miejsca, gdzie zmieni swoją opinię o grzechu. Człowiek może być doprowadzony do miejsca, gdzie zobaczy grzech tak, jak widzi go Bóg, a jednak nie pokutuje. To może być zmiana opinii bez upamiętania.

Człowiek może widzieć grzech tak, jak widzi go Bóg, a nie pokutować z grzechu. Jeżeli nie będzie pokutował z grzechu, nigdy nie odczuje grzechu tak, jak odczuwa go Bóg. Prawdziwe upamiętanie nastąpi po zmianie tych uczuć. Prawdziwie pokutująca dusza nie tylko widzi grzech, jako coś strasznego, ale tak, jak Bóg, nienawidzi grzechu. Co dzieje się z ludźmi, którzy są doprowadzeni do zmiany opinii o grzechu, a nie pokutują? Oni widzą grzech tak, jak widzi go Bóg. Mogą widzieć, że to zasługuje na wieczne potępienie w piekle, ale ich uczucia się nie zmieniły. Oni ciągle kochają grzech. Dlatego kościoły są pełne ludzi nie nawróconych. Zostali przekonani o grzechu, ale nie upamiętali się. Tacy ludzie ciągle kochają grzech i z tego powodu są raz w górze, raz na dole i nigdy nie są duchowo stabilni. Ich opinia się zmieniła, wiedzą, że grzech jest straszny i zasługuje na wieczne potępienie w piekle, ale oni dalej go kochają i dlatego ciągle upadają i grzeszą.

W waszych umysłach jest świadoma zmiana poglądów i uczuć odnośnie grzechu, jeżeli wasze upamiętanie jest szczere. Czy wiecie, że od tego moment tu następuje w was zmiana? Uważam, że my, jako słudzy Chrystusa, musimy zadawać to pytanie ludziom, których prowadzimy do Chrystusa. Jakie jest twoje uczucie odnośnie grzechu? Kiedy nastąpi prawdziwe upamiętanie, znika skłonność do powtarzania grzechu. To nie oznacza, że człowiek nie może popaść w gniew, ale skłonność do powtarzania grzechu zniknęła. To Biblia ma na myśli, kiedy mówi, „Tak więc. jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor. 5:17). To nie oznacza, że mężczyzna czy kobieta są doskonali w swoim postępowaniu. Oni są raczej doskonali w swoich pragnieniach. Nie mają już pragnienia, by grzeszyć. Ta skłonność została zmieniona. Jeżeli prawdziwie pokutowałeś, nie kochasz już grzechu. Trzymasz się z dala od grzechu nie ze strachu. Nie grzeszysz, gdyż nienawidzisz grzechu.

Szkoła Chrystusa” - cykl Upamiętanie, z rozdziału – Prawdziwe upamiętanie.