Bert Clendennen

Bert Clendennen

poniedziałek, 12 marca 2012

książka „Upadek cywilizacji” w wersji PDF

Informuję, że na serwerze ftp Radia PIELGRZYM  w dziale Książki i art. elektroniczne jest dostepna w formacie PDF bardzo wartościowa książka pastora Berta  Clendennena pt. ”Upadek cywilizacji”. Zachęcam do uważnego przeczytania tej interesującej pozycji.

wiara idzie dalej, pomimo strachu i wątpliwości

Kiedy Bóg przemówi, należy zostawić spotkanie modlitewne i zacząć działać. Mojżesz udał się do Egiptu. Przy każdym kroku osiołka „stary człowiek” w Mojżeszu mówił, „jesteś człowiekiem poszukiwanym, jesteś mordercą, a twoje zdjęcie jest na każdej poczcie w Egipcie. Nie możesz tego zrobić. Chyba zwariowałeś”. Różnica miedzy Mojżeszem, a dziewięćdziesięciu pięciu procentami chrześcijan polega na tym, że Mojżesz nie zawrócił swojego zwierzęcia. Ten „stary człowiek” z pomocą szatana powiedział do Mojżesza, Lepiej wrócić i pościć przez kilka dni w tej sprawie”. Potrzebujemy postu i modlitwy, ale kiedy Bóg przemówi, musimy zwrócić tego muła w kierunku Egiptu. Różnica między Mojżeszem i większością chrześcijaństwa, włącznie z kaznodziejami jest taka, że on poszedł dalej pomimo strachu.

W moim duchu byłem z Mojżeszem, kiedy stanął przed faraonem. Czułem to, co on. Mojżesz stawił czoła „lwu w jego jaskini”. Przekazywał Słowo Boże. Przyszły wszy i odeszły. Pojawiły się muchy i odeszły. Kiedy Mojżesz był sam, diabeł szeptał, „To nie ty sprowadziłeś wszy, żaby, muchy lub grad. One by i tak przyszły.” Każdego ranka, kiedy wstawał z łóżka, myślał, „Nie mogę znowu stanąć przed faraonem”. Miał takie same obawy i strach, jak my. Mojżesz przeżywał taki sam strach, jak wy, kiedy stajecie przez niemożliwą sytuacją. Różnica miedzy Mojżeszem, a większością z nas polega na tym, że on nie pozwolił, by ten strach nim rządził; on wstał i poszedł. Różnica między wiarą i niewiarą nie jest sprawą dojścia do miejsca, gdzie nie jesteś spostrzegawczy. Tak nigdy nie będzie. Bez względu na to, co mówią tak zwani sprytni, nigdy nie będzie w twoim życiu takiego czasu, że niczego nie będziesz się bał, stojąc przed nieznanym; kiedy jesteś powołany przez Boga, by pójść, nie wiedząc dokąd idziesz. Jednak wiara idzie dalej, pomimo strachu i wątpliwości. Będziesz się bał, ale musisz stanąć po stronie wiary. Człowiek, który próbuje przedstawić się inaczej, jest kłamcą.

Kiedy, jako młody marynarz, płynąłem przez morze, moją największą obawą było to, że kiedy popatrzę z niewłaściwej strony na działo, mogę uciec. Mogę być tchórzem. Nie wiedziałem, że nigdy tak nie będzie, ale we mnie był wielki strach. Na tym okręcie, w tej samej kompanii był pewien młody człowiek. Na swoim ramieniu miał wytatuowaną trupią czaszkę i kości oraz napis, „Śmierć przed hańbą”. Patrzyłem na niego i chciałem być taki, jak on, by nie mieć tego okropnego strachu i by nie zdezerterować w czasie prawdziwej wojny. Ostatni raz widziałem tego człowieka, kiedy stał przed kompanią i dowódca skazał go na 20 lat więzienia za dezercję na froncie. W nim był taki sam strach, jak we mnie. Jednak w czasie walki ja stanąłem po stronie odwagi. Wiara staje po stronie Bożej. Przez długi czas pracowałem ze zrozumieniem, że Bóg dał bohaterom z Biblii specjalne objawienie, by nie mogli zwątpić. Jednak nam Bóg dał o wiele pewniejsze słowo prorockie. Stajesz przed górą, za którą nic nie widzisz. Wiesz, że Bóg może, ale się boisz. Jesteś w dobrym towarzystwie. Każdy, kto był przed tobą, też się bał, kiedy tam był.

Popatrzcie na Eliasza, wielkiego proroka w czasie suszy trwającej trzy i pół roku. Eliasz był posłany do króla Achaba, by mu powiedzieć, że według jego słowa nie będzie deszczu przez trzy lata. Ja byłem z Eliaszem, kiedy on to przekazywał. Byłem tam w duchu. Wiem, co on czuł. Z każdym krokiem w kierunku pałacu diabeł mówił, „Ty, ty chcesz mu to powiedzieć? Chcesz mu powiedzieć, że nie będzie deszczu przez trzy lata, a zanim opuścisz pałac, będzie powódź”. Skąd wiem, jak czuł się ten mąż Boży, Eliasz? Ponieważ Jakub powiedział, że był on człowiekiem takim, jak my. Wiem również, że tak mi mówi diabeł za każdym  razem, kiedy udaję się na taką misję. Szatan szeptał, - lepiej wróć i pomódl się oto jeszcze raz, gdyż popełniasz największy błąd w życiu” Dziewięćdziesiąt dziewięć procent kaznodziejów wróciłoby z powrotem. Eliasz tego nie słuchał. Strach był, ale on go nie słuchał. Poszedł za tym, w co wierzył i przez swoje słowo zamknął Niebo. Są dwie siły - Bóg i diabeł. Bóg nie dał nam ducha strachu, ale to nie znaczy, że ten duch nie działa w starym stworzeniu. Bóg mówi, kiedy wy wierzycie, wtedy przychodzi strach i opozycja. Czemu będziecie wierzyć? Człowiek z ręką uschłą od urodzenia przyszedł do Jezusa. Jezus powiedział do niego, „Wyciągnij swoją rękę” Natychmiast po usłyszeniu tego inny glos, inna osoba, stary człowiek, diabeł działający przez ciało mówi, „nie możesz tego zrobić. Nigdy w swoim życiu nie używałeś swojej ręki”. W drugim uchu głos Boży mówi, „Wyciągnij ją”. To, w co on teraz uwierzy, zdecyduje o wyniku. Jeżeli uwierzy strachowi i nie ruszy ręką, będzie inwalidą do końca życia, ale jeżeli wstanie pomimo strachu, zobaczy cud. On otrzymał cud.

Kiedyś głosiłem na ewangelizacji w Bay City, w Teksasie. Miasteczko ma 5000 mieszkańców. To była walka. Zbór przeszedł wiele i pozostała tylko garstka ludzi. Jedna z kobiet od urodzenia miała przyrośnięty język. Pewnego wieczora, w środku mojego kazania podbiegła i przerwała moje kazanie, upierając się, bym pomodlił się o nią. Tak, jak ten chromy w Listrze, który miał dość wiary, by być uzdrowionym, ta kobieta również miała wiarę, by być uzdrowiona. Desperacko prosiła mnie o modlitwę. Nie mogłem jej zrozumieć, ale pastor znał jej dolegliwość i powiedział, że ona prosi, bym się o nią pomodlił, by Bóg rozwiązał jej język. Miała język operowany cztery razy, ale nie była uzdrowiona. Kiedy zrozumiałem jej problem, przyszła mi myśl, by kazać jej pokazać język. Odczuwałem, że Pan mówi mi, bym dotknął jej języka. Ogarnął mnie strach, gdyż to wydawało mi się głupie. Pomimo mojego strachu powiedziałem, „wystaw swój język”. Ona wymamrotała, „Nie mogę”. Pastor to zrozumiał i powiedział mi, że ona nie potrafi wystawić swojego języka. Powiedziałem jej, by otworzyła usta, i ona to zrobiła, a wtedy ja chwyciłem jej język i modliłem się. Cudownie ta 54-letnia dolegliwość została przełamana natychmiast i kobieta mówiła płynnie

„Szkoła Chrystusa” - cykl Wiara z rozdziału – Wiara – dar Boży.

piątek, 9 marca 2012

trzeba wiarę ponownie zdefiniować

[Zakończyłem publikacje myśli pastora Berta na temat KRZYŻA, bardzo interesujące są te myśli na temat - co to znaczy brać krzyż swój i naśladować Jezusa? Dzisiaj rozpoczynam dzielenie się z Wami kolejnymi myślami z cyklu WIARA, zachęcam Was drodzy czytelnicy do systematycznego czytania tego bloga, niech Bóg Wszechmogący Wam błogosławi]

„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu...” (Hebr. 11:6). W liście do Efezjan 2:8 czytamy, „Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar;” W Rzymian 10:17 czytamy, „Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe.” Wiara jest najważniejszym atrybutem. Widzimy to w Hebr. 11:6, „Bez wiary nie można podobać się Bogu”. To może być frustrujące dla tych, którym jakoś nigdy nie udaje się dożyć wypełnienia obietnic Bożych. Musimy mieć pewność, że Biblia jest Słowem Bożym. Korzystanie z obietnic jest sprawą wiary. Bóg nie działa dla nas na żadnej innej płaszczyźnie, niż wiara. W Efezjan 2:8 czytamy, że wiara jest darem Bożym. Również w Rzymian 10:17 jest powiedziane, że wiara, która jest darem, „przychodzi”. Te zdania przesuwają wiarę ze strefy normalnej i czynią ją bardzo istotną.

Wiara, która nas zbawia, nie jest tą samą wiarą, której potrzeba, by rano wstać z łóżka. „Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę” (Efez. 2:8). To znaczy, że jeżeli jesteś narodzony na nowo, to masz wiarę. Wiara, która cię zbawiła, jest tą samą wiarą, która cię napełniła i tą samą wiarą, która była w sercu każdego mężczyzny i kobiety w Biblii. Nie ma różnicy między wiarą, którą masz ty, jako dziecko Boże, a wiarą Abrahama, Mojżesza, Pawła, Piotra, Jana i Eliasza. Wiara, która jest we mnie i w was, jako narodzonych na nowo ludziach wierzących, jest darem Bożym i jest to dokładnie taka sama wiara, jaką mieli wszyscy ludzie opisani w Biblii. Jak dobrze o tym wiedzieć. Jakub powiedział, że Eliasz, wielki prorok wiary w Starym Testamencie, był człowiekiem takim, jak ja. „ Eliasz był człowiekiem podobnym do nas i modlił się usilnie, żeby nie było deszczu; i nie było deszczu na ziemi przez trzy lata i sześć miesięcy.” Jak. 5:17

Wiara, to nie jest coś mistycznego, ubranego w ludzkie uczucia. Nie jest to coś, co możesz zobaczyć. Wiara jest tym, w co ludzie wierzą. Jest to wierzenie, że Bóg istnieje. Znajdźcie ludzi, którzy wierzą, że Bóg istnieje i że nagradza tych, którzy Go szukają, a znajdziecie prawdziwą wiarą. Taka wiara musi być odnowiona w tym strasznym, odstępczym i błędnym myśleniu tak zwanego ruchu wiary, gdyż oni uważają, że można manipulować Bogiem przez cytowanie tekstów Biblii. To musi być zgodne z tym, czym wiara naprawdę jest. Trzeba ją ponownie zdefiniować. Uczono nas wierzyć, że ludzie Boży w Biblii byli innym gatunkiem, niż my dzisiaj. Apostoł Jakub rozwiewa te kłamstwa. Mówi, że Eliasz był człowiekiem takim, jak my. Miał takie same niepokoje, obawy i frustracje, jak my. To samo, co męczy nas męczyło i jego.

Eliasz narodził się z niewiasty; miał ciało, krew, starą naturą i taką samą tendencję do zwątpienia. Eliasz miał wszelkie możliwości, by upaść, ale on był zwycięzcą przez wiarę. Jego wiara była taka sama, jaka jest w sercach nas, którzy narodziliśmy się z Boga. Młody człowiek w zborze został powołany na kaznodzieję, ale bał się że nie podoła. Przypominał sobie tych wszystkich, których znał, którzy zaczęli głosić i nie podołali. Wszyscy, którzy odczuli to powołanie, mieli takie same obawy i takie same możliwości odniesienia sukcesu lub upadku. Po prostu niektórzy dokonywali złych wyborów.

Drugie powołanie Mojżesza przy płonącym krzaku też jest bardzo interesujące. Pamiętacie, że on czuł powołanie już w Egipcie. Tu był człowiekiem mocnym w słowie i czynie. Odczuł powołanie i w swojej sile poszedł wybawiać lud. Zabił dwóch Egipcjan, zakopał ich w piasku, ale potem był zmuszony do ucieczki na pustynię, gdzie Bóg pozwolił mu pozostać przez 40 lat. Potem Bóg spotyka go przy płonącym krzaku. Mojżesz odwrócił się, by zobaczyć to, że krzak płonął, ale się nie spalił. Kiedy podszedł do tego krzaka, Bóg przemówił do niego i powiedział, by zdjął swoje sandały gdyż jest to ziemia święta, a potem rzeki, „Napatrzyłem się na niedolę ludu mojego w Egipcie i wysyłam cię, byś ich wyzwolił” (2 Mojż. 3:7). Mojżesz odpowiedział, „Kimże jestem, bym miał wyprowadzić ten lud”? (2 Mojż. 3:11). Dokładnie to samo my byśmy powiedzieli. To strach podyktował mu taką odpowiedź. Trzy miliony niewolników zamkniętych w najpotężniejszym imperium na ziemi, a tu Bóg mówi samotnemu pasterzowi, by ich stamtąd wyprowadził. Sama myśl o tym napełniła serce Mojżesza strachem. Mojżesz odpowiedział, „Nie potrafię tego zrobić”.

Stojąc boso na gorącej pustyni, Mojżesz usłyszał Słowo Boże. Bóg okazał Swoją moc. Rzuć laskę. Kiedy ją rzucił, stała się wężem. Podnieś ją. Znowu stała się laską. Bóg okazuje przed tym człowiekiem swoją moc. W obietnicy wielkiego „Jestem” wiara w sercu Mojżesza urosła tak, że zwyciężyła niewiarę oraz strach i Mojżesz postanowił pójść do Egiptu. W obecności Boga wiara Mojżesza stała się większa, niż jego strach. Jeszcze raz uwierzył, że „Bóg jest”. Prawdziwa wiara wymaga tego, by wierzący modlili się regularnie. Nie możesz modlić się do miejsca, gdzie wiesz, że jest Bóg i potem na zawsze tam żyć. Musisz powracać ciągle na nowo do ołtarza i upewniać się, że Bóg jest. W Dziejach Apostolskich w drugim rozdziale czytamy, że modlili się i zostali napełnieni Duchem Świętym. W rozdziale czwartym czytamy, że zostali znowu napełnieni.

W sercu człowieka wierzącego jest wiara, ale wiele razy jesteśmy tak zdominowani przez starą, niewierną naturę, że nasza wiara usypia. Kiedy to się stanie, strach zaczyna zwyciężać wiarę i jedynym sposobem odbicia się od tego jest modlitwa, aż uświadomimy sobie, że „Bóg jest”. Jego obecność zawsze pokonuje strach. Mojżesz udał się do Egiptu, a każdy krok, jaki jego osiołek stawiał w kierunku Egiptu, był przepełniony wątpliwościami i strachem. Diabeł przypominał mu, że jest poszukiwany w Egipcie. Mojżesz odczuwał to, co każdy kaznodzieja będzie odczuwał, jeżeli wyjdzie poza to, co widzi. Mojżesz widział cud, że laska zamieniła się w węża. Widział płonący krzak, ale nigdy nie pozbył się nieprzyjemnego uczucia, które ogarnia człowieka, kiedy zdąża w kierunku tego, co niemożliwe.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Wiara z rozdziału – Wiara – dar Boży.

czwartek, 8 marca 2012

krzyż jest po to, by ujawnić rzeczy, o których nie wiemy

Musi w sercu być negatywna postawa względem wszystkiego, co jest „z siebie”. Musimy sobie uświadomić, że w nas nie ma nic, co by mogło wykonać coś dla Boga. Nie macie w sobie nic z natury, co może być ważne lub wykonać prace dla Boga, czy to człowiek, ciało wyrażające siebie lub stosujące odwet na człowieku za doświadczenia. Bóg powiedział, że „Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani.” (Rzym. 8:28). Jaki to ma cel? Jeżeli mam wytrwać w tych próbach, muszę wiedzieć, że one współdziałają dla osiągnięcia tego celu. Bożym celem jest upodobnienie mnie do obrazu Chrystusa. To jest cel Boży od początku do końca.

Jestem przeznaczony na to, by moralny charakter Syna Bożego był widoczny we mnie. Muszę wiedzieć, że kiedy przychodzą te doświadczenia i wydaje mi się, że są tak niesprawiedliwe (to znaczy, świadomie nie zrobiłem nic złego i patrząc na siebie, nie widzę samowoli), a jednak je przeżywam, uświadamiam sobie, że jest to część udoskonalania. Jest to część Bożego dzieła udoskonalania, gdyż nie mogę uznać czegoś za umarłe, jeżeli nie wiem, że to jest we mnie. Kiedy Bóg pozwala na takie testy i one mnie przygniatają, wtedy ujawniają się we mnie takie rzeczy, o których wcześniej nawet nie wiedziałem. Wtedy uznaję, że to zostało zabrane na krzyż i właśnie krzyż mi je pokazał, dlatego mogę uznać je za umarłe dla Boga. Nigdy nie przekonacie się, które ogniwa łańcucha jest słabe, jeżeli go nie naciągniecie. Nie poznacie słabości własnego ciała i grzechu, który tam się znajduje, dopóki Bóg nie zezwoli na coś, co was naciągnie. Bóg powiedział, „Gdybyście się sami osądzali, nie bylibyście sądzeni". Jednak nie możecie osądzać swojego „Ja” jeżeli go najpierw nie poznacie. Biblia powiada, „Przewrotne jest serce, któż je pozna?  Tylko Bóg może je poznać. Tak więc uznaję, że w tym doświadczeniu i próbach przez krzyż Bóg objawia mi to, z czym On już rozprawił się na krzyżu. Muszę to znać, zanim będę mógł się z tym rozprawić, albo ciało zajmie miejsce Chrystusa i przyjmie próby ze stoickim spokojem. „Ja” zgodzi się na wszystko, tylko nie na śmierć. Popatrzmy na to znowu. Bez względu na to, czy jest to człowiek, ciało wyrażające swoją wolę i odpłacające człowiekowi za doświadczenia lub to, co nazywamy dobrym ciałem i chce to zająć miejsce Chrystusa, przechodząc przez testy ze stoickim spokojem, jest to dalej to samo „Ja”, a to „Ja” nie chce się poddać, nie chce umierać. Prawda jest taka, że „Ja” umarło wraz z Chrystusem i musimy uznać, że jest to dokonane. W doświad- czeniach Bóg pozwala, by ujawniły się w moim życiu rzeczy, z którymi ja muszę się rozprawić. Jedyny sposób, by tak było, to branie krzyża codziennie. To przez krzyż, przez próby, Bóg objawia mi to, co On wie o moim sercu. 

Wiele lat temu pewna wdowa umarła i zostawiła mi swój samochód. Nie miałem wtedy drugiego samochodu i dlatego ona zostawiła mi mały Plymouth. Kochałem ten samochód. W tym czasie był w zborze pewien mężczyzna, który był od niedawna zbawiony, ale był wyzwolony z życia w głębokim grzechu. On nie miał samochodu. Wiedziałem, że gdybym dał mu ten samochód, byłoby to właściwe, ale ja kochałem ten samochód. On nie mógł zaciągnąć żadnego kredytu i nie mógł nic kupić. Miałem w zborze dużo ludzi. Nie mogłem każdemu dać samochodu, dlatego sprzedałem temu człowiekowi ten samochód za cenę o wiele niższą, niż jego wartość. Nie wziąłem zaliczki, tylko miesięczne spłaty. On wziął samochód, zapłacił dwie raty i przestał płacić. We mnie było coś, co tego nie znosiło. Dzwoniłem do niego, ale on nie odpowiadał. Wreszcie odszedł od Boga. Nie wiedziałem, że we mnie tliło się jeszcze „Ja” i duch nieprzebaczenia w stosunku do tego człowieka. Pewnego wieczoru, podczas wielkiego nabożeństwa ewangelizacyjnego ewangelista głosił na ten temat - jak doświadczenia życia przychodzą, by ujawniać nam naszą chciwość, nieprzebaczenie i cokolwiek jeszcze może być w naszym życiu, byśmy się z tym rozprawili i uznali to za umarłe. Ewangelista podkreślił fakt, że nie możemy naszego „Ja” uczynić świętym, ono musi umrzeć. Tego wieczoru, tam przy ołtarzu Bóg przypomniał mi ten samochód. Myślałem, że już to zostało zapomniane, ale uświadomiłem sobie, że nie. Ten człowiek miał moje tysiąc trzysta dolarów i ja to chciałem odzyskać. Tego mu nie przebaczyłem. Kiedy stałem tak przy ołtarzu. Bóg mi to przypomniał i ja powiedziałem Bogu, że  przebaczam temu człowiekowi. Zupełnie mu przebaczam. To już zniknęło z mojego życia i gdyby ten człowiek  przyniósł mi te pieniądze, oddałbym mu je z powrotem. Jest to historia prawie niewiarygodna. Tego człowieka nie było w kościele tego wieczora i nie widziałem go od wielu miesięcy. Jednak kiedy stałem przy ołtarzu, żona tego człowieka weszła do kościoła, wręczyła mi kopertę, w której było tysiąc trzysta banknotów jednodolarowych i powiedziała do mnie. „To są pieniądze, które byliśmy ci winni. Bóg z nami rozmawiał”.

Dopiero co powiedziałem Bogu, że jeżeli by mi dali te pieniądze, to oddał bym im je. Poszedłem z nimi do samochodu, oddałem te pieniądze temu człowiekowi i powiedziałem, jak Bóg rozmawiał ze mną. Nie wiedziałem, że nad nimi też pracował. Te pieniądze nie miały już dla mnie znaczenia. Znaczenie miało to, że Bóg pokazał mi, iż był we mnie duch goryczy, który nie miał prawa być częścią mnie, bo nie był częścią Chrystusa.  We mnie była gorycz, która ograniczała przepływ życia, a ja o tym nie wiedziałem. Tej nocy, kiedy to wyznałem i usłuchałem Boga, przyszło wyzwolenie i zwycięstwo. Krzyż naprawdę jest po to, by ujawnić te rzeczy, o których nie wiemy. Kiedy są wyprowadzone na światło, możemy się z nimi rozprawić i one umrą. Kiedy te rzeczy są ujawnione i nam przedstawione, a my trwamy dalej w nich, stają się świadomym grzechem i będą nas przenosić poza granice możliwości wyzwolenia. Krzyż, to doświadczenia i jest on zrobiony przez ludzi tak samo, jak był krzyż Chrystusa. Musimy uwolnić się od wszystkiego, co przeszkadza nam w wykonywaniu i staniu się tym, do czego Bóg nas powołał.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Krzyż z rozdziału – Prawdziwe znaczenie krzyża

środa, 7 marca 2012

krzyż oznacza o wiele więcej, niż ciężar

„Weź swój krzyż”. Czym jest to wzięcie krzyża? Wielu uważa, że wzięcie krzyża, to niesienie ciężaru, ale krzyż oznacza o wiele więcej, niż ciężar. Ciężar może pochodzić od Boga, ale niekoniecznie jest to krzyż. Jedni drugich ciężary noście i tak wypełnicie zakon Chrystusa. Krzyż, to o wiele więcej. By lepiej zrozumieć krzyż, popatrzmy na krzyż Chrystusa. Przede wszystkim krzyż był narzędziem śmierci. Był wykonany przez ludzi, ale użyty przez Boga dla dokonania odkupienia. Z dala od wszystkiego, co pokazywało zajadłość człowieka i diabła, Jezus zobaczył „kielich”, który dał mu do wypicia Ojciec. Jego zgoda, by pójść drogą Golgoty, nie rozpoczęła się w sali sądowej przed człowiekiem, ale jeszcze przed założeniem świata. Pomyślcie o tym, a zrozumiecie, co znaczy wziąć swój krzyż. Jest to bardzo, bardzo ważne, byśmy to zrozumieli. Wiemy, że za wszelką niewiarą, wszelkim grzechem i rebelią stoi [cielesna] natura, którą Jezus zabrał do grobu.

Musimy rozprawiać się ze starą naturą i stale odmawiać jej prawa. To znaczy nie pozwolić jej zmartwychwstać w naszym życiu. Jeżeli jej pozwolimy, wtedy zwątpienie i niewiara będzie ograniczać to, co Bóg chce czynić z nami. To, co przedstawia człowiek i na co Bóg pozwala przez próby, porównywalne jest z drewnianym krzyżem, który został włożony na Jezusa przez człowieka. Za tym wszystkim jest wasz Pan. On na to pozwala, gdyż jest zdecydowany, byście dzielili się Jego wieczną chwałą, Jego życiem. Bóg zawsze chciał dzielić się Swoim życiem z człowiekiem. Przypominam, że używane tu określenie człowiek jest terminem ogólnym, dotyczącym mężczyzny i kobiety. Chodzi o ludzkość.

Tak więc w doświadczeniach, które przychodzą na nas z Bożego pozwolenia. On oferuje nam moc Jego krzyża do stałego krzyżowania swojego „Ja”, by pozostało umarłe. Zachęca was, byście poddali się przez wiarę doświadczeniu przez innego człowieka. Wszyscy wierzący muszą przejść przez próby i doświadczenia, ale stosunkowo niewielu zapiera się „siebie” i przyjmuje upokorzenie oraz trudy ze strony innych, by życie „dla siebie” zostało ukrzyżowane. Jeżeli pozwolimy, by krzyż dokonał tego upokorzenia, odmawiamy sobie tego, co Bóg powiedział, że ma być umarłe i zabrane do grobu z ostatnim Adamem. Krzyż Chrystusa oznaczał śmierć dla grzechu; nie Jego, ale naszego grzechu. On przyjął nasz grzech i dlatego poniósł za nas śmierć.

Prawdziwe wzięcie krzyża za nas oznacza również śmierć, a nie tylko noszenie ciężaru. W Psalmie 2:8 Bóg mówi o Chrystusie, „Proś mnie, a dam ci narody w dziedzictwo i krańce świata w posiadanie.” Co dla Jezusa oznacza prosić? Oznacza to krzyż i śmierć. To znaczy, że każdy inny ideał musi być odrzucony dla tego jednego celu. Kiedy Bóg oferuje nam Swoje życie przez Ducha Świętego, daje to życie, tym, którzy proszą. Jeżeli proszenie o Chrystusa oznacza śmierć każdego innego ideału, czy dla was i dla mnie może to oznaczać coś mniejszego? Prosić Boga o Jego życie, oznacza, że umieram dla mojego własnego życia, moich ideałów i moich pragnień. On nie będzie się dzielił Swoim życiem z moim życiem. Oznacza to śmierć dla grzechu i słabości, śmierć dla wszystkiego, z czego Chrystus przyszedł nas uwolnić przez Swoją śmierć.

Golgota była całkowitym zwycięstwem, ale to zwycięstwo należy umacniać. Codziennie staję przed możliwością zmartwychwstania tego, o czym Bóg powiedział, że musi być martwe. Wybory, których dokonuję, odnoszą się do tego, czy pozostanę w sobie, czy w Bogu. Ta śmierć może być trwała i dokonana przez zastosowanie mocy Jego krzyża do naszego „własnego” życia. Dzieło krzyża jest procesem udoskonalającym chrześcijanina, procesem, który czyni go bardziej podobnym do Chrystusa. Dlatego rola człowieka w prezentacji krzyża i rola Boża w jego efektywnym działaniu muszą być przyjęte bez oporów, jeżeli ma być dokończony proces udoskonalania. Słowo Boże mówi o Jezusie, że kiedy był lżony przed najwyższym kapłanem, On nie pomstował. Mówiąc inaczej nie oddawał tym samym.

Są tacy, którzy twierdzą, że poddali się Bogu w próbach życia, którzy mówią o zwycięstwie, ale odrzucają udział człowieka w tych testach. Tacy ludzie są zwiedzieni. Bez Bożego pozwolenia nic nie może dotknąć chrześcijanina; dlatego, jeżeli krzyż ludzki, jakkolwiek niesprawiedliwy, jest odrzucony, nie dokona w nas śmierci. Piotr powiada, że jeżeli cierpicie z powodu grzechu, to jedno, ale jeżeli cierpicie dlatego, że należycie do Chrystusa, to coś innego. Jeżeli Jego śmierć nie działa w nas, nie będzie też przez nas działało Jego zmartwychwstanie. Nie może być zmartwychwstania bez śmierci. Ponadto „Ja” nie będzie ukrzyżowane w czasie tego testu, jeżeli najpierw człowiek nie zaprze się swojego „Ja”.
 
„Szkoła Chrystusa” - cykl Krzyż z rozdziału – Prawdziwe znaczenie krzyża

wtorek, 6 marca 2012

wszelka niewiara pochodzi z tego, co nazywamy ciałem

Czytamy w Łukasza 9:23. „I powiedział do wszystkich: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie.” (Łukasz 14:27) „Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim.” Mateusz 10.38 „I kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien.”

Chciałbym zacząć od pytania, co rozumiemy przez  swoje „Ja”, Jest to życie „dla siebie”, ludzkie, fizyczne, prowadzone niezależnie od Chrystusa. To jest to, co Biblia nazywa ciałem, które musi być ukrzyżowane i musi działać w realnym świecie. Jest to ciało grzechu. Jak ktoś może zaprzeć się samego „siebie.”? Brat Van Horn, mój wielki przyjaciel powiedział, że „Ja” może być utrzymane w łachmanach jak i w bogactwie. To wielka prawda. Zaprzeć siebie, to zaprzeć się pokazywania siebie. Kiedy Bóg mówi, byśmy uważali siebie za umarłych dla grzechu, a żywych dla Boga, jest to zapieranie się wyrażania. „Ja”, jak już powiedzieliśmy, może być w łachmanach lub w bogactwie. Jest to zwracanie uwagi na siebie i pozwalanie na wyrażanie tego.

Kiedy Biblia mówi o nieprawości, mówi o samowoli. Jest to wyrażanie „siebie”. Chrystus rozprawił się z tą stroną ludzkości na Golgocie, ale my musimy rozprawiać się z tym przez całe nasze życie i podejmować decyzje, czy chcemy trwać w sobie, czy w Bogu. Bóg jest miłością! „Ja” [jest przeciwieństwem miłości i] reprezentuje nienawiść. Kiedy pozwolimy, by, nasze „Ja”  się wyraziło, taki właśnie jest rezultat. Cielesność i  „Ja” jest źródłem niewiary. Życie Boże,  nie może wątpić. Wszelkie wątpliwości, strach i niewiara są wyrażaniem życia dla „siebie”. W liście Jakuba mamy napisane, że nie może z tego samego źródła wychodzić woda gorzka i słodka. To stało się dla mnie bardzo realne wiele lat temu, kiedy intensywnie szukałem Boga w poście i modlitwie. Doszedłem w mojej służbie do miejsca, gdzie byłem bardzo niezadowolony z siebie i z tego, co działo się w tej służbie. Powiedziałem do Boga, „Jeżeli naprawdę mam to życie, to dlaczego nie mam więcej osiągnięć. Dlaczego nie oglądam czegoś więcej? Wtedy zacząłem czas postu i modlitwy. Po około 10 dniach postu czytałem Ewangelię Marka, rozdział dziewiąty, jest to miejsce gdzie ojciec przyprowadził swojego syna lunatyka do apostołów, by wygnali z niego demona, a oni nie mogli. Kiedy przyszedł Jezus, ten człowiek pobiegł do Niego, opisał stan chłopca i powiedział, „mówiłem uczniom twoim, aby go wygnali, ale nie mogli”. Znacie historię tego człowieka, który płacząc, wołał do Jezusa o pomoc. „A Jezus rzeki do niego: Co się tyczy tego: jeżeli coś możesz, to: Wszystko jest możliwe dla wierzącego” (Mar. 9:23) Potem w wierszu 24 człowiek ten powiedział do Jezusa, „Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu”. Ja przeżywałem już wielki stres, szukając Boga i nieprzyjaciel walczył z moim umysłem w czasie postu i modlitwy. Czytając wiersz 24, powiedziałem, że tam jest sprzeczność.

Nie można mieć słodkiej i gorzkiej wody z tego samego źródła, a tu jest człowiek, który mówi, że wierzy i prosi Boga, by pomógł jego niedowiarstwu. Chrystus nie zaprzeczył, że ten człowiek miał wiarę i nie wierzył jednocześnie. Kiedy rozważałem tą straszną myśl, że w Słowie Bożym jest sprzeczność. Duch Święty powiedział mi, „Nie ma żadnej sprzeczności. Nie można mieć wiary i niewiary z tego samego źródła, ale tu są dwa źródła. Jest stare, zwane ciałem i jest nowy człowiek, o którym Jan powiedział dwa razy, że nie może grzeszyć. On ma naturą Bożą i nie może grzeszyć.

W tym momencie uświadomiłem sobie, że wszelka niewiara pochodzi z tego, co nazywamy ciałem. Człowiek nie może być zwycięzcą, póki nie zaprze się swojego „Ja”, które nie może wierzyć w Boga. Nowe stworzenie nie może wątpić w Boga, a jedyną rzeczą stojącą między nowym stworzeniem, a wykonywaniem tego, co czego Bóg go powołał, jest ciało. Jest to wyraźnie stwierdzone w Galicjan 5:17, ..Gdyż ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału, a te są sobie przeciwne, abyście nie czynili tego, co chcecie.” To jest walka, gdyż ciało domaga się swoich praw i przeszkadza nam w czynieniu tego, co chcemy. Co chcemy czynić? Nieść ewangelię całemu światu, uzdrawiać chorych, wypędzać demony, oczyszczać trędowatych i niszczyć dzieła nieprzyjaciela. To chcemy czynić, ale problem widać wyraźnie w ciele i jego walce przeciw temu, co czyni Bóg. Nie możemy być zwycięzcami w Chrystusie, aż odmówimy wyrażania woli ciała i weźmiemy krzyż

„Szkoła Chrystusa” - cykl Krzyż z rozdziału – Prawdziwe znaczenie krzyża

poniedziałek, 5 marca 2012

czy będę trwał w Bogu, czy w sobie?

Adam i nowe stworzenie mieli taki sam wybór, by albo żyć według duszy, albo według Ducha. Takiego wyboru musimy dokonywać codziennie. Wy i ja teraz jesteśmy na stażu nowego stworzenia przed przyjęciem naszego dziedzictwa. „Albowiem wielu jest wezwanych, ale mało wybranych” (Mat. 22:14). Nowe narodzenie wzywa nas do miejsca wybranego przez Boga, byśmy panowali z Nim w wieczności, byśmy siedzieli na tronie z Chrystusem. Panowanie nad światem jest dziedzictwem wierzącego. Teraz jesteśmy na stażu, a wynik tego stażu zależy od wyboru, jakiego dokonamy w życiu. Czy będę trwał w Bogu, czy w sobie?

Bóg stworzył Adama i dał mu duszę. Nigdy nie chciał, by dusza zastąpiła Ducha i była ożywczą siłą człowieka. Bóg tak stworzył człowieka, że zawsze musi mieć duszę, ale dusza miała być środkiem, za pomocą którego Duch będzie się wypowiadał. Dlatego nowe narodzenie ma odpowiednio ustawić mechanizm, by człowiek zamiast żyć siłą duszy, doszedł do duchowej jedności z Bogiem i zaczął żyć Jego Duchem. To następuje w narodzeniu na nowo.

Biblia mówi, że jesteśmy wskrzeszeni z martwych. To znaczy, że duch ludzki, który umarł przez upadek, jest wzbudzony przez narodzenie na nowo. Natychmiast jest odnowiona społeczność z Bogiem. Teraz człowiek może przyjść odważnie do tronu łaski, drogą nową i żywą. Tam jest zaproszony. Nowe stworzenie jest istotą duchową i dlatego ma dostęp do Boga. Przez to Bóg wykonuje swój plan „synostwa”, co jest wyrazem Jego życia w istotach ludzkich. Przez nowe narodzenie Chrystus staje się naszym życiem i nie pozwoli nam na kontynuowanie Bożych celów w naszej własnej sile. Nie jesteśmy powołani do produkcji, ale do uczestnictwa w Jego życiu i celach. Izrael nauczył się tej lekcji przez czterdzieści lat wędrówki po pustyni. Kiedy Bóg powołał ich do Kanaanu, zobaczyli tam obwarowane miasta i olbrzymów. Zdobycie tego było niemożliwe w ich własnej sile. Mury Jerycha były tak samo grube i wysokie czterdzieści lat później. Było to niemożliwe w sposób naturalny. To, co było niemożliwe, stało się możliwe przez proste zaufanie i posłuszeństwo. Chociaż udział Izraela w Bożej metodzie powodował, że dla ludzi w mieście wyglądali na niemądrych, był to sposób, w jaki Izrael odkrył tajemnicę życia tym, co niemożliwe. Kiedy te mury runęły. Izraelici nie mieli pojęcia, jak to się stało. To nie oni je zburzyli. Nie oni je wygwizdali. Nauczyli się jednak, że przez uczestniczenie w Bożych planach w danej chwili, to, co było niemożliwe, stało się możliwe i wykonało się.

Nie może być takiego uczestniczenia, ani podejścia, ani kwalifikacji, aż nauczymy się żyć Jego życiem. Jest to życie zamienione. „Lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają.” Słowo  „odzyskiwać siły” czy „odnowienie” w Izajasza 40:31 oznacza „wymiana” To jest tajemnica. Chrześcijanin zamienia swój stary sposób życia i źródła na nowe. Słabość jest zamieniona na siłę. Jesteśmy powołani nie tylko, by otrzymać Jego życie, ale jesteśmy powolni do pełnego uczestniczenia w życiu Chrystusa. Niech nikt, kto jeszcze pozwala na dominację samolubnych celów w życiu me wyobraża sobie, że w jakiejś mierze jest uczestnikiem życia Chrystusa.

Jezus będzie w nas żył tylko jednym rodzajem życia, a jest to życie wylewane dla innych. Jeżeli żyjesz dla siebie, to jesteś w biedzie, myśląc, że chociaż w malutkiej części jesteś uczestnikiem życia Chrystusa Jest to marzeniem głupca, by chcieć przypisywać dla siebie życie Chrystusa, mając niewiele zainteresowania codziennym oddawaniem swojego życia Bogu.


Patrzmy na Bożą metodę aprobaty. „Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, i właśnie dlatego dołóżcie wszelkich starań i uzupełniajcie waszą wiarę cnotą...” (2 Piotra 1:3 i 5) .Pokusy, tak jak mury i olbrzymowie są częścią Bożego planu. Bóg nie podaje pełnej dojrzałości Swoim synom w pokarmie z butelki. Kiedy przychodzi pokusa do złego, Piotr powiada „Uzupełnijcie waszą wiarę cnotą”. Kiedy mury są zbyt wysokie, mówi, „Uzupełnijcie waszą cnotę poznaniem”. Czy ten kraj jest pełen tymczasowych błogosławieństw? Nie pobłażajcie sobie, „Dodajcie do poznania powściągliwość”. Nie ma znaczenia, co mówią kaznodzieje prosperity. Nie pobłażajcie. „Dodajcie do poznania powściągliwość”. Czy olbrzymowi trzymają się w twierdzach Kanaanu? „Dodajcie cierpliwość”. Czy poganie atakują wasz dom fałszywymi błyskotkami? Wyrzućcie ich. Jest czas na cierpliwość, ale teraz „Dodajcie pobożność”. Czy sąsiedzi, albo nawet bracia nie rozumieją was?  „Dodajcie braterską uprzejmość i miłość”, co oznacza wytrwanie.

Kiedy uświadomimy sobie, że tego nie można oczekiwać od starego drzewa, zobaczymy, w czym był nasz problem. Z którego drzewa żyjemy; fizycznego czy duchowego? Jest to pytanie bardzo ważne. To pytanie trzeba zadać szczególnie wam, którzy macie być narzędziami, które Bóg będzie używał do wprowadzania Jego obecności na ziemi. Póki nie odetniemy się od starego  drzewa, które z natury jest dzikie, nie nauczymy się żyć i czerpać z nowego źródła. Jesteśmy poślubieni komuś innemu. Wzbranianie się przed drogą krzyża pochodzi z ignorancji błogosławieństw, do których ta droga prowadzi.

Najbardziej radosnym momentem w życiu oblubienicy powinien być moment, kiedy traci ona swoje nazwisko przy ślubie przed ołtarzem. Przyjmując nazwisko męża, ma utracić swoje życie dla niego. Jest poślubiona komuś i w tym związku ma nowe źródło życia. Podobnie najbardziej błogim momentem naszego życia powinien być ten, w którym my przez dzieło krzyża odrzuciliśmy nasze prawo do stanowienia o sobie i uznaliśmy siebie za umarłych dla grzechu i świata, a ożywionych chwalebnie i wspaniale dla Niego. Nie możecie mieć jego życia, póki nie jesteście gotowi utracić swojego. Niech Bóg uczyni to realnym w naszych sercach. Pozwólcie Bogu sprawić, by jego prawda zapadła głęboko w waszym duchu. Podejdźcie żywo do tej prawdy o dziele krzyża. Nie unikajcie tego dzieła w waszym życiu, bo jeżeli chcecie mieć pełny udział w życiu Chrystusa, musicie pozwolić, by krzyż rozprawił się z pełni z tym życiem, które nie jest z Chrystusa.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Krzyż z rozdziału – Żyjąc tym co niemożliwe